Myśląc o Bari widzę labirynt białych, krętych ulic wijący się pomiędzy placami, dziedzińcami, urokliwymi podwórkami, przeciskający wąskimi przejściami, pod łukami i sznurami suszącego się prania sprawiając wrażenie, jakby nie miał końca. Ściany odnowionych budynków kontrastują z odpadającym tynkiem sąsiednich, na każdym niemal kroku zachwyca kolejna kapliczka zawieszona na murze, a otwarte na oścież drzwi do mieszkań ukazują trochę codziennego życia. Tutaj gra telewizor, tam suszą się dopiero co zrobiony makaron apulijski orecchiette. Stare miasto w Bari to miejsce, w którym odkryłam autentyczne Włochy, niezmanierowane jeszcze masową turystyką, gdzie brakuje tłumów i straganów z tandetnymi pamiątkami, ale przyjaźnie nastawionych ludzi, starych skuterów i dobrego jedzenia jest aż nadto.
Post opublikowany 05 lutego 2018 r. zaktualizowany i rozbudowany w lutym 2022 r.
Jak stolica Apulii skradła moje serce?
Musicie wiedzieć, że z każdą koleją podróżą staję się coraz bardziej wybredna. To co kiedyś mnie zachwycało, dziś niekoniecznie nadal czaruje. Niektóre miejsca – szczególnie te bardzo turystyczne – tracą w moich oczach, gdy odkrywam inne, te mało znane, jeszcze niezadeptane, omijane póki co przez masową turystykę. W takich właśnie enklawach ludzie miejscowi są zupełnie inni, milsi, nienadęci. Nie wychodzą z założenia, że jak nie ten, to będzie inny klient, więc albo bierzesz, albo spadaj, bo następni czekają już w kolejce i bez zastanowienia zapłacą tą zawyżoną mocno cenę. Miejsca dopiero odkrywane przez turystykę cieszą się z każdego klienta, ludzie są uśmiechnięci. Aby dostrzec tam codzienność i klimat miasta, wcale nie musicie szukać ze świecą. To miejsca, gdzie normalne życie musi się nadal toczyć tak samo, bo turysta przywożący kasę póki co jest miłym dodatkiem, luksusem. A luksus się szanuje.
Urok Bari
Takie refleksje miałam po dwóch dniach spędzonych w Bari – mieście, które mnie bezgranicznie zachwyciło i rozkochało w sobie. Tam właśnie odnalazłam autentyczne Włochy, jakie urzekły mnie choćby kilka miesięcy wcześniej na wyspie Procida. Bez tandetnych pamiątek dla turystów, bez tłumów, bez kiczu. Dlatego ten post przygotowywałam długo, nieśpiesznie, po trochu delektując się każdym akapitem i każdym zdjęciem. Pragnę pokazać Wam to, co skradło moje serce i zachęcić, abyście w Bari znaleźli to samo, co ja – normalność i klimat prawdziwej Italii. Czy Bari może okazać się rozczarowaniem? Tak. Dla tych, którzy szukają blichtru i splendoru Florencji, Wenecji czy Rzymu, Bari może okazać się rozczarowujące. Ci, którzy kochają zgiełk i nieład Palermo czy Neapolu, pokochają też stare miasto w Bari. Co więcej, o ile – dajmy na to – w Neapolu na głównych ulicach nie brakuje turystycznej tandety typu magnesy na lodówkę czy – o zgrozo – papier toaletowy z podobizną nielubianych osób publicznych (np. Silvio Berlusconi czy piłkarze Juventusu Turyn), to w Bari takich cudów nie zauważyłam. Zapraszam Was do odkrycia stolicy Apulii, miasta złożonego z dwóch zupełnie różnych części.
Wschód słońca nad Bari widziany z Lungomare Imperatore Augusto
Kilka słów o historii Bari
Historia Bari sięga III wieku p.n.e. kiedy to za panowania rzymskiego było kolonią cesarstwa o nazwie Barium. Po upadku Rzymu miasto należało do Bizancjum, następnie władali nim Normanowie. Wtedy to – w wyniku rywalizacji z Wenecją – do Bari sprowadzono relikwie św. Mikołaja, co uczyniło z miasta cel pielgrzymów. Na początku XIX wieku Joachim Murat, obsadzony przez Napoleona na tronie Królestwa Obojga Sycylii, zapoczątkował rozbudowę miasta o całkiem nową część – Bari Nuova – o szerokich ulicach krzyżujących się pod kątem prostym i dużych, przestronnych gmachach. Po pierwszej wojnie światowej i rewolucji bolszewickiej w Rosji ilość pielgrzymów odwiedzających Bari zmniejszyła się prawie do zera, bo zubożali mieszkańcy zniszczonej wojennym kataklizmem Europy nie mieli pieniędzy na podróże. Dodatkowo ograniczenie swobody opuszczania Rosji obywatelom tworzącego się ZSRR ucięło pielgrzymki ludności wyznania prawosławnego. W dwudziestoleciu międzywojennym Mussolini zbudował w Bari uniwersytet. Podczas II wojny światowej miasto zostało zbombardowane.
Paweł Muratow o Bari
Paweł Muratow w latach 20-tych XX wieku tak pisał o Bari i bazylice św. Mikołaja:
„Ogromna bazylika romańska; jej nawa wznosi się wysoko nad rojowiskiem starego miasta – właśnie nazwa, okręt, tak brzmi ta nazwa również w rosyjskiej architekturze. W środku zupełna ciemność, ani żywej duszy. Szurają pantoflami, zbliża się ku mnie stary dozorca kościelny. Jego radość na mój widok świadczy, że mało kto tu przychodzi. Pytam, czy to prawda. Starzec wzdycha i kiwa głową, czasy bardzo się zmieniły. Powiada, żeby przyjść jutro. Następnego dnia wracam do San Nicola. W kościele nie ma nikogo. W krypcie msza nad grobowcem Biskupa: dwie, trzy staruszki klęczą w ławach wypolerowanych dotknięciami dawniej przychodzących tu wiernych. W zakrystii dyżurny ksiądz sprzedaje obrazki i zapieczętowane woskiem flakoniki z leczniczą manną (więcej w poście o bazylice San Nicola). Nikt nie nie kupuje, nie składa ofiary. Gdzie pielgrzymi, gdzie rosyjscy pątnicy, gdzie pobożni Słowianie z przeciwległego brzegu Adriatyku, gdzie rybacy szukający opieki i pomocy u swego świętego, obrońcy tych, co są w podróży, na morzach, w niewoli? Czy to przypadek, złudne, nieprawdziwe wrażenie? Myślę, że los świątyni jest z natury rzeczy taki sam jak los starego Bari. Życie trwa tam na pozbawionych wszelkiego oblicza ulicach nowego miasta, w sklepach i kantorach, w porcie i w prefekturze, w redakcjach gazet, w świeckich szkołach, na poczcie, na dworcu centralnym, w Camera di Commercio. Tu – tylko historia, tylko przeszłość, to, co odchodzi, co odeszło, ale wciąż jeszcze triumfuje w kamieniach, pieśniach, wierzeniach i modlitwach.”
Makaron orecchiette
Pasta orecchiette, obok chleba z Altamury, focacci i słynnej na całe Włochy oliwy z oliwek to kwintesencja kuchni apulijskiej. W Bari na ulicy można spotkać starsze panie wyrabiające ten specjał, można też kupić wysuszone naturalnie uszka, zapakowane w worki foliowe. Często takie paczki sprzedawane są na straganach wraz z owocami i warzywami. Ale uwaga! To jedna z największych wtop, jakie w ostatnich latach zaliczyłam podczas podróży do Włoch. Trzy paczki orecchiette o masie 1 kg każda, które kupiłam w Bari jako jedną z części nagród w konkursie wakacyjnym „Podziel się wspomnieniami z Italii”, spleśniały i trafiły do kosza. Stało się to po około sześciu do ośmiu tygodniach od dnia zakupu. Dopiero przygotowując ten tekst i pytając o przyczynę Joasię, przewodniczkę regionu Apulia dowiedziałam się, że orecchiette można w ten sposób przechowywać maksymalnie dwa do trzech tygodni. Jeśli chcielibyście przywieźć je do domu i trzymać dłużej, należy zamrozić. Oczywiście nie dotyczy to uszek z masowej produkcji, kupionych w sklepie i zapakowanych wcześniej. Zaglądając do domów przez otwarte drzwi podejrzałam co nieco. Spójrzcie, jakie pomysłowe.
Jak się robi orecchiette? Mieszkanka Bari w akcji!
Dwie części Bari – stara i nowa
W każdym opisie stolicy Apulii znajdziecie informację, że Bari zasadniczo dzieli się na dwie, zupełnie różne części. Pierwsza część – nowe miasto (Bari Nuova) – wybudowana została w XIX wieku, charakteryzuje się prostopadłą siatką w miarę szerokich ulic. Znajdziecie tam większe hotele, pasaże handlowe, instytucje, muzea. Ale o tym więcej w dalszej części postu. Druga część to stare miasto – La Citta Vecchia – liczące ponad tysiąc lat historii, słynące ze wspomnianej wcześniej plątaniny wąskich, krętych uliczek. Tam też znajdują się niemal wszystkie atrakcje Bari. Jednak ja wprowadziłam dodatkowy podział, wynikający z obserwacji i dwudniowego, leniwego przemierzania uliczek Bari Vecchia. Starówkę podzieliłam na część południową i północną. Podkreślam, że to wyłącznie subiektywne odczucie. Linia podziału przebiega mniej więcej na wysokości bazyliki św. Mikołaja. Na południe od niej (do tej części zaliczam również bazylikę) znajdują się wszystkie zabytki must see, tam też ulice są jakby szersze, kameralnych zaułków jest trochę mniej, a turystów więcej, podobnie jak lokali gastronomicznych. W tej części miasta zbierają się też mieszkańcy na wieczorne spotkania ze znajomymi. Druga część, na północ od linii, to w mojej ocenie najbardziej klimatyczne uliczki Bari. Najwięcej kapliczek, starych skuterów, malowniczych zaułków (choćby zdjęcie na początku wpisu) oraz otwartych drzwi do mieszkań ukazujących suszące się orecchiette. Zobaczcie sami. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was ma podobne spostrzeżenia.
Na południe od Bazyliki Św. Mikołaja
Katedra San Sabino w Bari
Romańska katedra San Sabino pochodzi z końca XII wieku i nosi imię pierwszego patrona Bari, którego zastąpił św. Mikołaj po sprowadzeniu jego relikwii z Miry (więcej na ten temat znajdziecie w poście o Bazylice św. Mikołaja).






Z zewnątrz budynek podobny jest do bazyliki, jednak w środku o wiele skromniejszy. Wspaniały sufit drewniany jest oryginalny, przetrwał w stanie niezmienionym.
Bazylika San Nicola w Bari – relikwie św. Mikołaja i królowa Bona
Najważniejszej świątyni w Bari poświęciłam osobny post. Zajrzyjcie do artykułu o Bazylice św. Mikołaja.
Castello Normano-Svevo w Bari
Normański zamek z XII wieku, przebudowany następnie przez Fryderyka II, był siedzibą królowej Bony w ostatnich latach jej życia, gdy wróciła do Bari z Polski.


Otoczenie zamku jest bardzo klimatyczne i ładnie utrzymane, można usiąść na jednej z ławek i odpocząć w trakcie zwiedzania. Koniecznie tutaj zajrzyjcie.
Piazza Mercantile – serce starego miasta w Bari
Piazza Mercantile oraz przyległe uliczki to jedno z miejsc, w którym skupia się życie nocne Bari Vecchia. To największe skupisko restauracji i wszelkiej maści lokali. Plac wypełniony jest ludźmi po zmroku, ale w ciągu dnia świeci pustkami. Odchodząca od placu Via Manfredi Re pełna jest restauracji ze stolikami wystawionymi na zewnątrz.
Piazza dell Ferrarese
Jeden z głównych placów starego miasta. Warto tutaj zwrócić szczególną uwagę na:


- Fragment Via Appia Traiana, dawnej drogi pochodzącej z XVII wieku, rozebranej z uwagi na przesuwanie się granic miasta. Wzdłuż krawędzi drogi zidentyfikowano fragment murów miejskich. Odkrycia dokonano podczas prac renowacyjnych na placu.
- Auditorium Diocesano Vallisa.
Via Venezia (część południowa)
Przepiękny trakt spacerowy, deptak ciągnący się po murach miejskich z ich południowego krańca przez niemal całą długość starówki to miejsce, które szczególnie Wam polecam. Nie dość, że rozciągają się stamtąd piękne widoki na port i ulicę Lungomare Imperatore Augusto obsadzoną okazałymi palmami, to w kilku miejscach możecie zejść dając nura w wąskie uliczki, a spacerując dalej podpatrywać nieco z góry codzienność mieszkańców. Tutaj znowu wyraźny jest podział na południową i północną część starówki. Idąc Via Venezia od południa będziecie mijać eleganckie lokale, ale minąwszy linię bazyliki zobaczycie domy, suszarki z praniem i dziecięce rowerki. Poniżej kilka zdjęć z południowej części Via Venezia.






Zaułki, podwórka i uliczki Bari Citta Vecchia – część południowa




Strada delle Orecchiette
Oprócz zabytków i klimatycznych zaułków niekwestionowaną atrakcją Bari są panie robiące orecchiette przed drzwiami swoich domów. Można je spotkać w różnych częściach starówki, ale najwięcej na Strada delle Orecchiette. Nie jest to nazwa administracyjna ulicy, dlatego próżno szukać tego traktu na mapach, jednak nietrudno tutaj dotrzeć. Na Strada delle Orecchiette najłatwiej traficie idąc od zamku w kierunku Arco Basso. Już przed łukiem będą stały zapewne pierwsze stragany, ale serce tej ulicy bije kawałek dalej. To tam swój dom i stanowisko pracy ma Nunzia Caputo, gwiazda Bari Vecchia i bohaterka poniższego filmu.
Na północ od Bazyliki św. Mikołaja
Jaki największy błąd możecie popełnić zwiedzając stare miasto w Bari? Zakończyć na Bazylice św. Mikołaja i nie pójść dalej na północ. Najbardziej klimatyczne uliczki – w mojej ocenie – tam właśnie się zaczynają.










