Włochy – na co uważać? Jak Włosi oszukują turystów?

włochy na co uważać jak włosi oszukują

Podróżując po Italii i zachwycając się pięknem odwiedzanych miejsc bardzo łatwo stracić czujność i dać się oszukać. A wśród wielu sympatycznych Włochów uczciwie zarabiających na turystyce niestety nie trudno trafić na czarne owce, które zechcą z Was zedrzeć ostatnie euro. Sama, pomimo dużego doświadczenia, zostałam kilka razy nabita w butelkę. Z tego postu dowiecie się, na co zwracać szczególną uwagę, by zminimalizować ryzyko i nie wrócić do domu z przykrą pamiątką kładącą się cieniem na całą podróż. Na co uważać? Jak Włosi oszukują turystów? Zapraszam!

Włochy – na co uważać? Jak Włosi oszukują? Moje doświadczenia.

Nigdy nie zamawiaj nie znając ceny

To moja zasada numer jeden przestrzegana absolutnie zawsze i wszędzie, nie tylko w podróży. Wyobraź sobie, że idziesz do restauracji, siadasz, zamawiasz prosząc o specjalność zakładu i jakieś dobre wino, nie przeglądając menu. Dla mnie to nie do pomyślenia, ale bywa, że ludzie tak właśnie postępują. Jaką wówczas macie możliwość wykłócenia się, jeżeli kelner przyniesie rachunek opiewający na przykład na 500 euro? Żadnej! Przecież to wyjątkowe danie oraz butelka najlepszego wina właśnie tyle kosztują. Trzeba było nie zamawiać. Płać i płacz. Brzmi jak film fantasy? A jednak. Bodaj w 2009 roku głośno było o parze Japończyków, którym bezczelny restaurator wystawił rachunek za obiad i wino na kwotę 700 euro, z czego jakieś 120 wynosiło coperto! Kilka lat temu Brytyjczycy dostali w Rzymie rachunek opiewający na ponad 90 euro za cztery lody w waflu, co było szeroko komentowane i w ramach przeprosin ludzie ci zostali zaproszeni ponownie do stolicy Italii na koszt władz Wiecznego Miasta. Ale restauracje i lokale gastronomiczne to nie jedyne miejsca, gdzie trzeba pytać o cenę. Plagą są wszelkiego rodzaju sklepy z pamiątkami, gdzie towary są „bezcenne”, bo cena zależy od tego, na jakiego bogacza wyceni Cię sprzedający. Jest jeszcze inna kwestia. W miejscach bardzo atrakcyjnych turystycznie, jak choćby Rzym, obserwuje się tendencję do stosowania podwójnej taryfy. Inna cena obwiązuje dla Włocha, a inna dla cudzoziemca. „Bo my Włosi musimy się wspierać, a ci turyści frajerzy, którzy tu przyjeżdżają mają przecież kasę, to trzeba na nich zarobić. Przecież nie będziemy skubać swoich.”

Nie kupuj owoców w miejscach turystycznych

Widzisz stragan z owocami w centrum Taorminy? Omijaj go szerokim łukiem. W takich miejscach nigdy nie kupuj owoców, bo przepłacisz przynajmniej dwukrotnie. Podobnie jest z produktami spożywczymi w sklepach blisko atrakcji turystycznych. Gdzie zatem robić zakupy? Najlepszym rozwiązaniem są albo targi, na których stragany oferują żywność i ceny dla zwykłego mieszkańca, albo któryś z sieciowych marketów, gdzie wszystko jest wycenione, a ceny skierowane są właśnie dla mieszkańca. Będąc na targu (moje ukochane targowiska są na Sycylii: w Palermo, Syrakuzach i Katanii) zwracaj uwagę, czy przy skrzynce z owocami / warzywami jest cena. Niektórzy sprzedawcy zwęszyli interes wiedząc, że turysta szukający czegoś więcej niż popularne zabytki posłucha ludzi takich jak ja, którzy doradzą, by zamiast zwiedzać muzeum wybrali się zobaczyć prawdziwe miasto. Gdzie? Na targ oczywiście. A nie wystawiając ceny po prostu liczą na frajera, który zapłaci więcej. Takich straganów unikajcie.

Lody – dla Włocha na packi, dla turysty na gałki

Tak, to mnie spotkało aż trzy razy i do dziś nie pojmuję, dlaczego aż tyle. Ale po kolei. Jeśli jesteś starym włoskim wyjadaczem, to jest to dla Ciebie informacja powszechna, ale jeśli swoją przygodę z Italią dopiero zaczynasz, to możesz się zdziwić, bo włoskie lody zazwyczaj sprzedawane są na packi, a nie na gałki. Co za różnica? Duża. Objętość packi to około dwóch gałek. Jeśli cena małego loda zaczyna się od 2 – 2,50 euro, to płacąc w przeliczeniu 10 zł chciałoby się mieć co jeść. Dodam jeszcze, że kiedyś sądziłam, iż packi to domena południowej Italii, a gałki północnej. Z czasem zorientowałam się, że tak nie jest. Wracając do oszustwa. Gdy dawno temu zorientowałam się, że za tą samą cenę można otrzymać lody nałożone na dwa sposoby, pilnowałam, aby kupować tylko tam, gdzie widziałam packę. Pierwszy raz oszukano mnie w Umbrii. Do lodów włożone były zarówno packi jak i gałkownice, przy czym te drugie nie rzucały się w oczy. Facet nałożył gałki. Trudno – pomyślałam, będę mądrzejsza następnym razem. Po trzech latach kolejna wtopa w Apulii. Wchodząc do lodziarni nie rozglądałam się za gałkowicą, bo przede mną facetowi z dzieckiem (Włochom) sprzedawca nakładał lody packą. Zamówiłam, a on wyjął gałkownicę i nałożył mi gałki. Wtedy naprawdę się wkurzyłam. Trzeci raz miał miejsce zaledwie rok temu w Neapolu. Packi śmiały się z korytek z lodami, ale gałkownica dla turystów – frajerów była schowana pod ladą. Tym razem już się nie dałam. Gdy facet zaczął nakładać gałki, ja zaczęłam się z nim kłócić, a gdy powiedział mi bezczelnie w twarz, że turyści dostają gałki, bo on musi na kimś zarobić, obróciłam się i wyszłam, a on został z tym lodem w ręku i głupią miną na twarzy.

Woda do espresso

Taki mały szczegół, a jednak warto o nim wspomnieć. Zamawiając espresso, przez Włochów określane po prostu jako caffe, należy się szklanka wody do popicia lub – jak kto woli – do przepłukania ust przed, aby lepiej rozkoszować się smakiem kawy (spotkałam się z oboma wersjami). Zazwyczaj turystom się jej nie podaje, jednak jeśli chcielibyście przepłukać usta po mocnym, „szybkim strzele”, możecie poprosić o wodę i absolutnie nie powinny należeć się za to dodatkowe pieniądze. Miejscowi zawsze otrzymują szklankę wody wraz z caffe.

Aktualizacja

Po publikacji tego posta (w komentarzach do niego) rozgorzała na Facebooku dyskusja na temat szklani wody do espresso. Pierwsza i zasadnicza kwestia, to czy faktycznie doliczanie pieniędzy jest naciąganiem, czy też nie. Po przeczytaniu komentarzy i zasięgnięciu dodatkowej opinii znajomych mieszkających w różnej części Italii doszłam do wniosku, iż dużo zależy od regionu i doliczanie zazwyczaj w wysokości 0,50 euro zaczyna być normalnym procederem na północy, na południu jeszcze się tego nie spotyka. Druga sprawa, to cel – przed czy po espresso. Są dwie wersje. Osobiście wolę po. Lubię kawę, jednak nie jestem aż taką fanką, aby smak silnego, gorzkiego (nie słodzę) espresso utrzymujący się później w ustach sprawiał mi wyszukaną przyjemność. Z kolei smakosze kawy są zdania, iż przepłukanie ust przed wypiciem espresso daje możliwość lepszego poczucia smaku. Nie ma reguły. Uczulam tylko początkujących italofili, aby czasem nie próbowali tej wody dolewać do espresso, to na pewno będzie faux pas 😉

Włoska taksówka Twoim koszmarem

Powiem tak. Jeśli masz ograniczone środki na podróż to nie korzystaj z taksówek. W ogóle usługi taxi nie należą do tanich, ale turyści w Italii są na nich niesamowicie oszukiwani. Tutaj trudniej dochodzić swoich praw, niż choćby w lodziarni. Znów przytoczę historię, która kilka lat temu obiegła internet, znów bohaterami będzie para Japończyków. Taksówkarz wiozący ich z lotnika Fiumicino policzył za kurs 300 euro, czyli około 1300 zł, podczas gdy przejazd pociągiem Leonardo Express na tej trasie kosztuje 15 euro od osoby. Na grzecznościowe pytanie „pierwszy raz w Rzymie?” powinna zapalić się lampka, bo kierowca prawdopodobnie sonduje, czy znasz miasto, czy jesteś zielony i można Cię obwieźć na około.

Wydawanie reszty – bo turysta nie umie liczyć

Turysta, szczególnie spoza strefy euro, na pewno widzi te kolorowe banknoty po raz pierwszy i zapewne nie umie ich liczyć. Z takiego założenia wychodzą często nieuczciwi sprzedawcy, którzy chcą oszukać na wydaniu reszty, co jest niestety bardzo często spotykane. Jak się ustrzec? Przede wszystkim zamiast pakować zakupy do torby skup się na tym, by choć orientacyjnie zliczyć sumę należną za Twoje zakupy, patrz sprzedawcy na ręce w trakcie, gdy kasuje produkty, zamiast oddać się wesołemu pakowaniu do torby nowych zdobyczy. To już na wstępnie zminimalizuje ryzyko oszustwa, bo kasjer zauważy, iż śledzisz dokładnie jego ruchy. Gdy otrzymasz resztę sprawdź, zanim wrzucisz do portfela.

Kanapka z nadzieniem widmo

Ta przykra historia spotkała nas, gdy w 2013 roku przebywaliśmy w Toskanii. Nie będę się rozpisywać, gdyż Artur zrobił wówczas krótki wpis opisujący i pokazujący na zdjęciach bezczelność sieneńskiego sprzedawcy w jednym z barów koło Piazza del Campo.

Siena – polowanie na jelenia

To nie oszustwo, ale uważaj. Włoskie zwyczaje

Włoski zwyczaj – kasowanie biletów przed wejściem do pociągu

To włoski zwyczaj. Nie wystarczy, że kupisz bilet na konkretny pociąg, przed wejściem należy go jeszcze skasować w kasowniku. Brak skasowania równa się brak biletu i mandat. Wspominam o tym, gdyż wiele o osób nie wie, a później czuje się oszukana. Wyjątek stanowią bilety na szybkie pociągi typu freccia, więcej na ich temat możecie przeczytać w poście, do którego link zamieszczam poniżej. Kasowania nie wymagają też bilety kupione przez internet.

Jak podróżować koleją po Włoszech? Szybkie pociągi typu Freccia (Pendolino)

Włoski zwyczaj – coperto nawet za kawę, jeśli usiądziesz przy stoliku

Coperto, czyli opłata za nakrycie i chleb w restauracji, bądź zajęcie stolika w kawiarni to kolejna kwestia, która wzbudza emocje, choć oszustwem nie jest. Jednak na coperto radzę uważać właśnie w kawiarniach. O ile w restauracji jest to jednak niewielka część rachunku, to w kawiarni może powiększyć go dwukrotnie. Przykładem jest choćby słynna neapolitańska kawiarnia Gambrinus, której wyjątkową kawę z kremem z orzechów laskowych polecam niezmiennie już od trzech lat. Kawa wypita na stojąco przy barze kosztuje 2 euro, ale zamówiona do stolika już 4 euro. O Gambrinusie i caffe alla nocciola pisałam w poście, do którego link znajdziecie w poniższym okienku. Dodam jeszcze ciekawostkę mogącą nieco złagodzić irytację niektórych na coperto. Otóż musicie wiedzieć, iż za stoliki wystawione na zewnątrz lokalu właściciel zazwyczaj płaci miastu podatki, stąd ich koszt chce przenieść na klienta. Chcesz sobie posiedzieć, dorzuć się do opłaty 😉

Kawowo – orzechowy zawrót głowy, czyli słów kilka o kawie neaplitańskiej

Włoski zwyczaj – cena paliwa

Uwaga na ceny paliwa! Na większości włoskich stacji benzynowych panuje zwyczaj, że podawane są dwie ceny paliw typu benzyna i diesel.  Niższa cena (zazwyczaj krzycząca z reklamy) obowiązuje wtedy, gdy klient obsłuży się sam (dystrybutory oznaczone jako fai da te – „zrób to sam”). Gdy paliwo naleje pracownik stacji (dystrybutory oznaczone jako area servizio) cena jest wyższa. Zwróćcie na to uwagę. Inaczej sprawa wygląda w przypadku LPG, we Włoszech znanego jako GPL. Na stacjach z obsługą GPL może tankować jedynie pracownik. Problemu nie ma na małych stacjach samoobsługowych.

Włoski zwyczaj – targuj się!

Targowanie się nie jest niczym wstydliwym szczególnie, że widząc turystę większość Włochów na dzień dobry podnosi cenę. Krótki przykład. Rok temu w maju przez cztery dni przebywałam na Wyspie Marettimo, jednej z trzech Egad znajdujących się u zachodnich brzegów Sycylii. Pierwszego dnia zainteresowała mnie szmaciana torebka, która nie byłaby niczym szczególnym, gdyby nie fantastyczny turkusowy kolor i białe rączki przypominające sznur marynarski. Oczywiście ceny nie było. Najpierw usłyszałam, że kosztuje 55 euro, z czego 5 euro pani może mi opuścić. Więcej absolutnie nie, bo to nie jej sklep, a szefowa nie pozwala. Zaglądałam do tego sklepu jeszcze następnego dnia, wtedy torebka miała wyjątkowo i specjalnie dla mnie kosztować 40 euro, natomiast po trzech dniach sprzedawczyni widząc mnie przechodzącą ulicą wybiegła krzycząc, że sprzeda ją za 25 i żebym się zdecydowała, bo to promocja tylko na jeden dzień. Inny przykład. Florencja, kwiecień 2013 r. Stoję w kolejce na Piazza del Duomo, a Artur w tym czasie robi „interes życia”. Lokalny sprzedawca obrazów wciska mu papierową panoramę Florencji, początkowo żądając 50 euro, a w ostateczności schodząc do 20 euro, co jest niesamowitym ukłonem z jego strony, gdyż malując ręcznie sprzedaje poniżej kosztów. W momencie, gdy Artur przekazał już pieniądze, tamten wyskakuje z tekstem, że drugą panoramę dorzuci już za 5 euro. „Ręcznie malowany” obraz po oprawieniu u polskiego szklarza w szybę i ramę z drewna prezentuje się dziś nader okazale w naszym salonie 😉

Tak więc Kochani, uważajcie, nie traćcie czujności, obserwujcie i zawsze bez wyjątku pytajcie o cenę. Jeśli macie doświadczenia z oszustwem bądź jego próbą, to podzielcie się swoją historią w komentarzu pod tym tekstem, ostrzeżecie w ten sposób innych.

Szukacie noclegów we Włoszech? Oto nasza baza sprawdzonych osobiście adresów wraz ze zdjęciami, opisami i rzetelną oceną!

Sprawdzone noclegi we Włoszech – lista, opisy, zdjęcia

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do blogowej grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym.

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

38 komentarzy do “Włochy – na co uważać? Jak Włosi oszukują turystów?”

  1. Od siebie dodam, że jeśli kupiło się bilet na pociąg przez internet i go wydrukowało, to nie obawiajcie się, że nie został skasowany przed wejściem, taki bilet nie musi być kasowany 🙂

    1. Dzięki za zwrócenie uwagi, faktycznie, bilety kupione przez internet też nie wymagają kasowania. Już poprawiłam w tekście 🙂
      Pozdrawiam

      1. NATALIO,

        Popraw jeszcze tego małego loda. Nie ma czegoś takiego jak „mały lód” w znaczeniu gastronomicznym.

        Ten rzeczownik występuje tylko w liczbie mnogiej – LODY.

        Loda, to można komuś zrobić.

        Pozdrowienia,
        ROMAN WŁOS

  2. Mnie oszukał pierwszy Włoch jakiego spotkałam podczas pierwszej mojej podróży do Włoch, jakieś sto lat temu;) Miałam grosze (wtedy liry były, na tysiące), liczyłam się z każdą monetą, w barze miałam dać 500 lirów, a dałam 5 tysięcy, pan przyjął, ja za moment się zorientowałam, ale nie było odwrotu. Taki początek przygody z tym krajem mógł mnie od niego odciągnąć na zawsze, ale następna sytuacja z tym związana miała miejsce na terenie kursu językowego, na który wtedy pojechałam. Opowiedziałam tę historię w gronie studentów i nauczycieli, i zaraz jeden z naszych wykładowców, ksiądz wykładający historię sztuki wyciągnął portfel i chciał mi oddać te pieniądze… Oczywiście, nie przyjęłam, ale – tacy oni są. I dobrzy i źli, i uczciwi i nie, i życzliwi i niekoniecznie. Jedną z zasad moralności Włochów jest prawdo do spróbowania „ci ho provato”. Warto spróbować, czy się uda. Na przykład kogoś nabrać. Udało się? No to super. Nie? Almeno ci ho provato (przynajmniej spróbowałem).

    Muszę powiedzieć, że na Sycylii (odpukać!) jedyne oszustwa z jakimi się spotykam (ale za to często) to właśnie takie próby nabrania klienta podczas sprzedawania owoców czy warzyw na targu czy w sklepie. Kupuję kilo – to zawsze znajdę, i to raczej na dnie, jakiś zepsuty czy niedojrzały owoc czy pomidor. I to mnie zawsze niezmiennie wkurza. Poza tym wszystko inne jest OK (tfu, tfu!) 🙂
    Pozdrawiam!

    1. To ja tak mam z jednym warzywniakiem na moim osiedlu (PL). Przestałam kupować, bo zawsze znalazło się coś nadpsutego albo przejrzałego. Wolę sama wybierać.

    2. Na Sycylii nigdy się z oszustwem nie spotkałam, choć przyznaję, że bardzo uważam. Owoce i warzywa zawsze wybieram sama, ale taki mam nawyk, w Polsce robię to samo 😉
      Masz rację, że przy pierwszym kontakcie jeden oszust może zrazić do całego kraju, miasta. Jak tak mam po historii z lodami. Do Neapolu już mnie facet nie był w stanie zrazić, bo zbyt dużo fajnych doświadczeń mam z tym miastem, więc to niejako epizod, ale nieszczęsne miasteczko w Umbrii czy to w Apulii, w których byłam tylko raz? Gdy o nich pomyślę widzę tych nieuczciwych ludzi, a tak nie powinno być.
      Pozdrawiam

    3. Z tym oddawaniem pieniędzy za innego Włocha to prosty chwyt psychologiczny.
      Łatwo oferować coś, wiedząc, że druga osoba odmówi.
      Trzeba było przyjąć pieniądze – mina Włocha byłaby niedopisania.. 😉

  3. jestem na etapie przygotowań do mojej pierwszej podróży do Włoch, Twoje artykuły są w tym bardzo pomocne, ale nadal nie jestem do końca przekonana, ile muszę mieć pieniędzy na dwutygodniowy wyjazd do Włoch, w tym tydzień w Rzymie, nie chcę się ograniczać, ale z drugie strony nie chcę zbankrutować 🙂 możesz mi coś podpowiedzieć

    1. Magda, to wszystko zależy od wielu czynników. Jak chcesz spać? Ja nie muszę mieć luksusu, ale wymagam czystego pokoju z prywatną łazienką i dobrej lokalizacji. Co do jedzenia, również nie jadam w drogich restauracjach i jeśli jest taka możliwość, to stawiam na street food. Jak dojedziesz? 100 euro / dobę za pokój dwuosobowy w centrum Rzymu to niezła cena, dość umiarkowana, ale w przyzwoitych warunkach. Podobnie ceny kształtują się w dobrych agroturystykach w Toskanii. We Florencji za 100 euro dostaniesz przyzwoity pokój, ale o luskusach zapomnij. Wybrzeże Amalfi. Za 100 euro w sezonie w Positano raczej nic przyzwoitego nie znajdziesz. Co do jedzenia. 30 euro / osobę dziennie wystarczy w zupełności, nawet przy założeniu, że raz dziennie zjesz w niedrogiej restauracji / trattorii. Przejazdy i komunkiacja publiczna też swoje kosztują, zależy od odległości i ilości przejazdów. Bielty wstępu to niestety spory wydatek, jeszcze zależy gdzie, ale np. tygodniowe zwiedzanie Rzymu to 100 euro / osobę na podstawowe wstępy.
      Pozdrawiam 🙂

      1. Z tymi cenami noclegów to Pani „troszkę” przesadziła 🙂 ja za pokój 2 os. zapłaciłem trochę ponad 30 euro w centrum Rzymu i nie mówimy tu o spaniu w wieloosobowych pokojach bez prywatnej łazienki 🙂

        1. Michał, 30 euro za osobę w pokoju dwuosobowym czy za cały pokój? No i w którym dokładnie miejscu centrum Rzymu? Bo centrum to okolice Navona, ale też dworzec Termini. W jakim terminie? Jestem bardzo ciekawa 🙂

        2. >Z tymi cenami noclegów to Pani „troszkę” przesadziła

          chyba w dół 😉

          od lat bywam we Włoszech i ze względu na wiek dzieci musiał być to czas wakacji, wiadomo, ceny najwyższe. Pokój rodzinny albo niewielkie mieszkanie wakacyjne to jest dokładnie od 100 E w górę za dobę. I tak jak napisała Natalia – to jest OK, ale żadnych luksusów. Wygodnie, ale zwyczajnie. I nie ma znaczenia czy mówimy tak naprawdę o okolicach Rimini czy o Apulii. W ogóle sporo jeździliśmy po Europie i wnioski są dla mnie jednoznaczne. 100-140 E za dobę za mieszkanie (dla rodziny!). Berlin, Wiedeń, Amsterdam, Londyn, Prowansja, gdziekolwiek…To po prostu tyle kosztuje, Taniej nie ma, a uwierz mi, spędziłem dni i tygodnie planując te wyjazdy, w skali ostatnich powiedzmy 10 lat.
          Są droższe i wtedy może być rodzaj luksusu (np dwie przecznice od katedry florenckiej czy np. dizajnerski wystrój albo co bardziej włoskie, fragment XVI wiecznej oryginalnie zdobionej ściany w sypialni, ale wtedy to będzie 250, 400 i więcej E za noc- sky is the limit).
          Ogólnie to dobry moment by dać odpowiedź na pytanie ile kosztują wakacje organizowane samemu w Europie, w lipcu/sierpniu, na 4 osoby. Przelot/przejazd (do Włoch zawsze samodzielnie autem, z południa Polski to nie problem), ubezpieczenia wszelkie, nocleg, zwiedzanie, jedzenie. Nieważne czy Włochy, czy Francja, czy Anglia, czy Holandia. Wychodzi stabilnie. 1000-1200 zł dziennie za wszystko za rodzinę. Zawsze, za każdym razem, bez względu praktycznie na okolicę Europy. Bez żadnych (!) luksusów ale w miarę wygodnie. Dlatego trzeba sporo pracować :-). Od 2008 roku na wakacje wydałem dobrze ponad 100 000 zł i nie żałuję ani złotówki 🙂

  4. Co do pytania o ceny w knajpach, popieram w stu procentach, też się już nauczyłam. Ale koniecznie musi to być cena zapisana w karcie, nie wystarczy, że kelner nam powie, ile coś kosztuje. Mieszkam w Hiszpanii, na Wyspach Kanaryjskich i choć Kanaryjczycy nie naciągają powszechnie turystów, to też się zdarza. W jednej restauracji w Las Palmas kelner oświadczył, że jest tylko menu z potrawami, ale z napojami nie. Trochę się zdziwiliśmy i dyskutowaliśmy, aż przyszedł właściciel, żeby nam powiedzieć, że restauracja działa od czterech miesięcy i jeszcze nie miał czasu zrobić dokładnego menu. Chcieliśmy jedno mało i jedno duże piwo, okazało się, że dużego nie ma, bo nie mają szklanek. Więc zamówiliśmy dwa małe. Przynieśli nam dwa piwa, jedno w szklance ciut większej od drugiego. Zaczęliśmy się dopytywać, czemu tak i okazało się, że to jest mniejsze małe piwo i większe małe piwo. I to większe małe kosztuje 3 euro, czyli jak na tutejsze warunki o wiele za dużo. Nie wiem, ile osób naciągają w ten sposób, bo przecież nie analizujesz rozmiarów szklanek, te różniły się minimalnie.
    Co do różnych cen dla turystów i mieszkańców, to ja się akurat zgadzam. Gdziekolwiek pojawiają się tłumnie turyści, od razu ceny szybują w górę. I ja nie chcę z tego powodu wydawać fortuny na codzienne życie. Dlatego zawsze pytam o zniżki dla mieszkańców, często oferują je muzea, hotele i lokalni sprzedawcy. Inna sprawa, że przykłady, które podajesz, to już daleko absurdalne sytuacje. Rozumiem, że za sweter – lokalne rękodzieło zapłacę mniej niż turysta, ale różnicowanie cen lodów to już jakaś masakra.
    A odnośnie włoskich opłat za to, że sobie usiądziesz w knajpie, to bardzo nie lubię tego zwyczaju. I wydaje mi się on przedziwny. W żadnym innym miejscu na świecie się z czymś takim nie spotkałam.

    1. Witaj Edyto!
      Dziękuję za komentarz. Faktycznie coperto to dziwactwo typowo włoskie, ale na szczeście obserwuje się od niedawna trend do rezygnacji z tej tradycji. Zapewne potrwa to jeszcze wiele lat, bo Włosi bardzo nie lubią zmian, ale na szczęscie sprawa idzie w dobrym kierunku 🙂
      Pozdrawiam!

      1. > Faktycznie coperto to dziwactwo typowo włoskie,

        e tam, ja to lubię bo to jednoznacznie definiuje brak napiwków! A tak to wieczny dylemat. Dać, nie dać, 10%, 15%, płacąc kartą problem bo czy mam drobne gdy chcę dać? A we Włoszech? Coperto i potem kelner przynosi resztę co do eurocenta.

  5. Przydatne informacje. 😉 Z tymi gałkami, albo oszukiwaniem przy wydawaniu reszty to gruba przesada… Będę pamiętać podczas pobytu w Italii

    1. Niestety… Jeśli znasz choć trochę włoski, to zawsze lepiej zagadać łamaną włoszczyzną. Język ma tu spore znaczenie. Łatwiej oszukać cudzozoemca i włoscy cwaniacy chętnie z tego korzystają.
      Pozdrawiam!

  6. Dziś 03/05/2017 w Palermo w wyjątkowo beszczelny sposób próbował mnie okraść taksówkarz z publicznej korporacji. Za kurs na początku określił 15€ , co jest normą z dworca Palermo Centrale na Piazza Castelnuovo. Po przyjechaniu na miejsce wręczyłem banknot 50€ oraz 5€ dla ułatwienia wydania reszty w pełnej kwocie 40€. W swoim portfelu znalazł 35€ i się patrzy namnie pytająco czy może być? Ja twardo, że jeszcze 5€, więc poszedł do samochodu szukać drobnych. Za chwilę wrócił i powiedział, że dostał ode mnie 5€ i jestem mu winien 10€ a banknot 50€, który ma w portfelu jest jego i zapętlił się w tym oświadczeniu. Powiedziałem, że dzwonię na policję. Wybrałem numer do znajomej Sycylijki opisując zdażenie i o dziwo kierowca taksówki zrozumiał, że jednak się mylił. Znalazł i oddał mi należną resztę 40€ wielokrotnie przepraszając. Bez znajomości języka nie poradziłbym sobie z tym oszustem

    1. Takie żerowanie na turyście, który zazwyczaj języka nie zna jest podłością. Oszukiwanie cudzoziemca i uczciwość wobec swoich, to dokładnie tak jak z tym lodem. Swojemu packą, frajerowi turyście gałką. Zastanawiam się, czy to się kiedyś skończy.
      Pozdrawiam!

  7. Jedyna nieuczciwość jaka mnie spotkała we Włoszech to taksówka wodna w Wenecji. Inna cena do i inna z. Na pytanie skąd taka różnica w cenie pan odpowiedział : chcesz wrócić to płać. Szału dostałam i nie skorzystałam z usługi nieuczciwego przewoźnika. W Rzymie natomiast taksówkarz wprawił mnie w miłe osłupienie. Podczas wakacyjnego pobytu z córką, trafił nam się strajk komunikacji miejskiej. Upał niemiłosierny. Moje dziecko dziesięcioletnie wówczas stwierdziło, że dalej nie pójdzie. Skorzystałam z taksówki, które w czasie strajków mają żniwa i jest ich jak na lekarstwo. Jechałyśmy, a właściwie stałyśmy w korkach ponad 50 minut. Do pokonania miałyśmy kawał drogi. W głowie kołatały mi się myśli, że pewnie zapłacę ze 100 euro. Ogromne było moje zdziwienie gdy usłyszałam, że mam do zapłaty 11 euro. Taksówkarz musiał powtórzyć 3 razy bo myślałam, że źle słyszę. Nie miał wydać więc w konsekwencji zapłaciłam dychę :). Mimo tak miłej sytuacji jestem jednak zawsze czujna. Jeśli mam skorzystać z taksówki przed wejściem zawsze podaję adres i pytam o cenę.

    1. Aniu, taka sytuacja przywraca wiarę, że wśród włoskich taksówkarzy (oszukujących najczęsćiej) są ludzie uccziwi. Mam pytanie. Rozmawiałaś z nim po włosku czy w innym języku? Bo jeśli wziął Cięza swoją, to dużo wyjaśnia.
      Pozdrawiam!

  8. Uważajcie na autostradach we Włoszech, podczas opłaty za dany odcinek drogi zdarzyło mi się że reszta została wydana w okienku w kilku posortowanych kupkach drobnych . Okienko jest bardzo wysoko więc nie widzicie tego i musicie wymacać wszystkie te porozstawiane kupki pieniędzy no i zdążyć to policzyć, jeżeli ruszycie samochodem to już nie ma powrotu. Raz się naciąłem i teraz stoję tak długo blokując bramkę aż wszystko policzę.

    1. Marek, i bardzo dobrze! Kocham ten kraj, ale brzydzę się cwaniactwem niektórych Włochów. Podobnie robię przy kasie, jeśli płacę gotówką. Nie odejdę, dopóki nie sprawdzę, czy reszta sie zgadza.
      Pozdrawiam!

  9. ja kiedyś wrobiłam się w najdroższe lody świata – zaraz przy Duomo we Florencji. nie przyszło mi do głowy zapytać o cenę, w życiu nie wpadłabym na to, że porcja może kosztować więcej niż powiedzmy 3,50 euro. jak już każde z naszej 4 trzymało swojego loda w ręce, okazało się że razem płacimy 40 euro 😉 teraz pewnie inaczej bym to załatwiła, ale wtedy byłam bardziej zła na siebie niż na sprzedawcę

    1. Kasiu powiem Ci, że jeśli wzięliście po dużym lodzie, to mogła to być normalna cena. Ja we Florencji płaciłam za loda 10 euro w 2010 roku, to było przy Ponte Vecchio. Fakt, że porcja była ogromna, z nieba lał się żar i łakomstwo to było poniekąd usprawiedliwione brakiem obiadu tego dnia, gdyż ani ja, ani mąż nie mieliśmy na niego ochoty. Florencja to bardzo drogie miasto, według moich obserwacji jeszcze droższe, niż Rzym. Ale nie zmienia to faktu, że zawsze trzeba zapytać o cenę przed złożeniem zamówienia, to już pierwszy sygnał dla sprzedawcy, że jak poda za wysoką to może stracić klienta 😉
      Pozdrawiam!

  10. Hej,

    Bardzo przydatne rady. Mieszkam juz prawie rok we Wloszech i podczas odwiedzania roznych miejsc faktycznie mialem wiekszym lub mniejszym stopniu do czynienia z roznymi trickami miejscowych uslugodawcow
    To co najciekawsze spotkalo mnie w Napoli, gdy z kolezanka prawie spoznilismy sie na prom do Palermo (wina byly opoznienia najpierw autobusu, potem pociagu). Zlapalismy taxi z dworca, kierowca zapytany o cene odparl 15€. Rzeczywiscie jechal dosc szybko, natomiast w momencie gdy byl blisko wjazdu do portu zawrocil i pojechal troche okrezna droga, do tego zatrzymujac sie nie tam gdzie trzeba. Trzeba bylo go poscigac. Na koniec powiedzial ze 18€ euro, a otrzymawszy banknot 20€ celowo dlugo szukal reszty, wiedzac ze jestesmy w biegu by zlapac prom. Wiec w koncu zrezygnowalismy z reszty i pobieglismy na check-in na statek. Jak widac nie mialo znaczenia nawet to ze mowilismy dobrze po wlosku (w sumie w Neapolu to nie mowia po wlosku). Natomiast 20€ to nie jest jeszcze tragedia w porownaniu do historii japonskiej pary, opisanej przez Natalie. Ciao!

  11. Witam za parę jadę do Włoch okolice Wenecji byłem tam z 20 lat temu. Ale z innej beczki. Internet mobilny na 14 dni we Włoszech co polecacie?

    1. Darek, jeśli masz abonament w Polsce, to polecam rooming w ramach operatora. Ostatnio po zmianie przepisów ceny bardzo spadły. W mojej obecnej sieci – T-Mobile – 1 GB ważny przez tydzień kosztuje 29,90 zł, podczas gdy 0,5 GB wiosną kosztowało aż 69 zł. Karty lokalnych operatorów we Włoszech należy rejestrować tak, jak u nas, jest z tym trochę zachodu i wcale nie wychodzi taniej. Pozdrawiam 🙂

  12. Hmm… pierwsza wizyta w Wenecji, wyjście z parkingu i naganiacz zaprasza do motorówki i twierdzi, że super okazja. Poprosiłem aby tą „okazję” zapisał na kartce i zapisał: 50EU od osoby na Plac św Marka jak zobaczyli sumę siedzący już pasażerowie (dwie pary z Niemiec) to wyskakiwali z taxi szybciej niż z wrzątku. Nie wiem co uratowało mi skórę, chyba podróżowanie z małymi dziewczynkami 🙂 było groźnie…

    1. Ręce opadają… Dzięki, że podzieliłeś się tym doświadczeniem, na pewno nie jedna osoba uniknie dzięki temu przejażdżki z oszustem.
      Pozdrawiam!

  13. Nam zdarzyło się ostatnio na Stromboli dostać rachunek zawierający 90 euro coperto, prawie na zawał zeszłam. Na szczęście okazało się że to pomyłka (mam nadzieję ze pomyłka a nie próba złapania naiwnego co zapłaci rachunek bez czytania). No i kupowaliśmy drobiazgi na Ballaro, wzięłam kila rzeczy za eurosa, kilka po 3 euro, pan dorzucił dwa „regalitos” i podał kwotę. Na spokojnie w domu okazało się ze nawet gdyby te regalito policzyć jako płatne to zapłaciliśmy eurosa za dużo, ale wrzuciliśmy to w koszta.
    Z kolei zamawiając wino w Rzymie źle się wyraziłam, bo chcieliśmy karafkę tam jakiegoś, a ja pokazałam tą pozycję w menu i poprosiłam o jedno takie. Dopytał że na pewno jedno i przyniósł całą butelkę 😀 Że już otwartą to nie było reklamacji. Na szczęście wino było pycha a do hotelu blisko, daliśmy radę 😀
    Z największym oszustwem spotkałam się jednak jadąc pociągiem do Enny, bo gdy wysiedliśmy na stacji okazało się że Enna jest ponad 7 kilometrów pod górę. Ależ byliśmy wściekli, byliśmy z dziecmi i nie dalibyśmy rady tam wejść, zejść i pozwiedzać. Ale tu okazało się że wyszliśmy na tym nieźle, bo odwiedziliśmy Calascibettę, ledwie 2 km pod górę, a jeszcze bardzo miły pan zatrzymał się i nas zawiózł swoim rozklekotanym Punto.

  14. Dodam jeszcze, ze uwielbiam Wlochy, ale jak mnie tam nie ma…ha ha, bylam 2 razy i za kazdym razem cos mnie wkurzylo. Okolice Wenecji, szokujace ceny za noclegi, na Sycylii oszustwa przy wynajmowaniu samochodow (mnostwo o tym na forach internetowych (rant a car in Sicily etc.) zwiazane z dodatkowym zabezbieczeniem, blokada srodkow na karcie kredytowej i problemy ze zwrotem zablokowanej kasy. Uczulam i polecam raczej wybrac lokalna wypozyczalnie samochodow, gdzies w centrum miasta, ktora nie blokuje srodkow na koncie i unikac wypozyczalnie na lotnisku np. w Trapani. Kazda mala rysa na lakierze auta, istniejaca juz w momencie wypozyczenia jest pretekstem do tego by potraktowac to jako szkode i nie zwrocic zablokowanego zabezpieczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close