Wyżywienie w podróży po Italii

Podróżować można na wiele sposobów. Na wiele sposobów można również żywić się w podróży. W tym poście podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami.

Wyznaję zasadę, że zwiedzanie wiąże się ściśle z jedzeniem miejscowej kuchni, bez skosztowania lokalnych specjałów nie pozna się dobrze danego miejsca i dotyczy to nie tylko Włoch, ale całego świata. Z moich obserwacji wynika, że ludzie rozwiązują kwestie wyżywienia w podróży na wiele sposobów.

1. Jedzenie zabierane z domu

Rozumiem i szanuję, że nie każdego stać na żywienie się w lokalach zwłaszcza, jak podróżuje cała rodzina. Zabierania jedzenia z domu sama raz doświadczyłam podczas tygodniowego wyjazdu do Południowego Tyrolu. Mając do wyboru jechać, ale skromnie, lub nie jechać wcale, wybrałam pierwszą wersję, ale jeśli sytuacja mnie nie zmusi, to więcej nie powtórzę tego scenariusza. Przede wszystkim zabraliśmy produkty, które nie wymagały przewiezienia w lodówce. Były to m.in. razowy makaron (oryginalny włoski), gotowe sosy w słoikach (również włoskie), chleb (2 szt., z których jeden od razu po przyjeździe wylądował w zamrażarce), domowe ciasto, jabłka, jakieś słodycze i zielona herbata. Jedzenie takie było niestety monotonne i nie wnosiło niczego z regionalnych specjałów, ale umożliwiło znaczącą redukcję kosztów wyjazdu. Okazuje się jednak, że nie tylko kwestie finansowe mają wpływ na rodzaj wybieranego sposobu wyżywienia. Znam osobę, która pojechała z rodziną na swoje pierwsze wczasy do Włoch i zabrała jedzenie z Polski, choć jest bardzo dobrze sytuowana i stać ją, aby bez wyrzeczeń stołować się nawet w drogich restauracjach. Dlaczego więc to zrobiła? „Bo nie ma to jak urlop z domową karkówką zaprawioną w słoik, kiełbasą i polską wódeczką, a nie jakieś tam włoskie dziwadła i siki zwane winem”.

2. Jedzenie kupowane na miejscu i przyrządzane we własnym zakresie

Rozwiązanie to jest niedrogim sposobem na spędzenie wakacji, a pozwala spróbować miejscowej kuchni. To mit, że jedzenie we Włoszech jest droższe od jedzenia kupionego w Polsce. Oczywiście wszystko zależy, gdzie zrobimy zakupy. Owoce kupione na Corso Umberto w Taorminie kosztują fortunę, ale kupione na jednym z targów w Syrakuzach, bądź w hipermarkecie, są dużo tańsze. W 2010 roku w Kalabrii kupiliśmy u przydrożnego sprzedawcy obłędnie pysznego arbuza za 0,19 euro / kg! W czerwcu 2012 w Palermo jedliśmy truskawki, które w tamtym okresie były tańsze od tych w Polsce w przeliczeniu o 2 zł / kg. Jest jeszcze coś. Jeśli lubicie gotować, to świetnym pomysłem będzie przygotowanie sobie przepisów tradycyjnej kuchni włoskiej i przyrządzanie tych potraw na miejscu. Przykładowo owoce morza. W południowej Italii na targach rybnych, takich jak opisany w poście Smaki starego Palermo, można kupić niedrogo świeżo złowione frutti di mare, również gatunki ryb, które w Polsce są drogie. Świeży tuńczyk kosztuje 7,99 euro / kg (32 zł) i jest tańszy, niż dostępny w Polsce filet łososia ze stawu hodowlanego.

DSC01067

DSC01069

Targ na Ortigii w Syrakuzach

Natomiast nie polecam kupowania produktów made in Poland. Tak, to nie żart. W hipermarkecie w Syrakuzach znaleźliśmy wołowinę z Polski. Nie jest również tajemnicą, że Włosi lubią koninę, a ta niestety pochodzi często z polskich koni transportowanych do tamtejszych rzeźni w skandalicznych warunkach.

Dobrze, pomyślicie, skoro jestem taka mądra, to dlaczego sama nie zastosowałam tego rozwiązania podczas wyjazdu do Południowego Tyrolu? Po pierwsze teren ten był mi całkowicie nieznany, nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, jak będzie z dostępnością dużych sklepów w małych, górskich mieścinach i jakie będą w nich ceny. Północne Włochy są bowiem droższe od południowych. Po drugie i najważniejsze, wyjazd był krótki i miał dość napięty program, a więc czasu na szukanie sklepów i robienie zakupów za bardzo nie było. Po trzecie, choć Południowy Tyrol jest bardzo przyjazny naszym czworonożnym towarzyszom podróży (więcej na ten temat w poście Włoskie wakacje z psem), to do sklepu spożywczego psiaka raczej wprowadzić się nie da. Przywiązywanie Guci pod sklepem, czy zostawianie jej w samochodzie też nie wchodziło w grę. Później okazało się, że mogła sama zostawać w apartamencie, ale wyjeżdżając z Polski jeszcze o tym nie wiedzieliśmy (po więcej w tym temacie również odsyłam do postu „Włoskie wakacje z psem”).

3. Żywienie się w lokalach, ale skromne

Oto moja filozofia żywienia się w podróży. Na temat niedrogich lokali z pysznym jedzeniem mogłabym napisać wiele. Generalne zasada jest taka: im skromniej wyglądająca knajpka, im więcej w niej miejscowych, tym tańsze i lepsze znajdziecie tam jedzenie. Biorąc to na logikę, jeśli lokal serwowałby drogie potrawy nastawione na turystów, to miejscowi przyzwyczajeni do dobrego i niedrogiego jedzenia nie przyszliby.

Moja rada: warto dopłacić za hotel, który oferuje śniadanie w formie bufetu. Różnica w cenie nie jest duża, a można się najeść do syta i ograniczyć w ten sposób wydatki na jedzenie w ciągu dnia. Ale uwaga! Zwróć uwagę, co na temat śniadania napisane jest w opisie hotelu, komentarzach o nim lub na zdjęciach. Bufet bufetowi nierówny. Jeśli hotel serwuje porządne śniadanie składające się nie tylko z popularnych w Italii słodkości, ale oferuje również sery, wędliny czy inne konkrety, to zazwyczaj szczyci się tym w opisie oferty lub pokazuje na zdjęciu. O ile ja zadowolę się słodkościami, o tyle Artur lubi konkretne śniadanie i oferta hotelu w tym zakresie jest dla mnie – zaraz po cenie i lokalizacji – najważniejszym kryterium wyboru.
Poniżej podaję kilka sprawdzonych przeze mnie adresów, gdzie można niedrogo zjeść prawdziwe kulinarne cuda:

  • bar Touring w Palermo, via Lincoln 15 (przy parku miejskim Villa Giulia);
  • rosticceria Ganci w Palermo, via Cala 120 (przy porcie jachtowym);
  • rosticceria La Cucina Di Roccobono w Taorminie, via Constantino Patricio 24 (przy Porta Messina);
  • tavola calda w Rzymie, via dei Baullari 140 (między Campo dei Fiori i Corso Vittorio Emanuele);
  • pizzeria „Da Asporto” Siracusa, via Elorina (między rondem, a Corso Umberto I) – jedzenie na wynos
  • pizzeria „Di Matteo” w Neapolu, via Tribunali 94 (Centro Storico)
  • pizzeria „Da Michele” w Neapolu, via Cesare Sersale 1 – 3 (Centro Storico)
  • pizzeria „La Villetta” w Tropei, przy głównym tarasie widokowym po prawej stronie
  • okienko z pizzą w barze „Posaflora” przy słynnej drodze Costa Amalfitana, na skrzyżowaniu via Mauro Comite (Costa Amalfitana) z drogą SS 366 do Furore

la-cucina-di-riccobono

DSC09741

 menu pizzerii „Di Matteo” w Neapolu

4. Jedzenie tylko w lokalach o wysokim standardzie obsługi

Celowo napisałam o „wysokim standardzie obsługi”, gdyż nie uważam, aby w smaku i jakości potrawy te były znacząco lepsze od jedzenia w skromnych rosticceriach. Powiedzmy sobie uczciwie: włoskie restauracje nie są tanie i nieliczni mogą sobie pozwolić, aby codziennie zjeść wykwintną kolację z butelką dobrego wina. Dwuosobowa uczta: przystawka (antipasti) + pierwsze danie (primo) + drugie danie (secondo) + deser (dolce) + dobre wino to w restauracji wydatek od ok. 60 euro wzwyż, a przecież to nie jedyny posiłek danego dnia. Jeżeli kogoś stać na takie wydatki – a stać, również Polaków, wierzcie mi – to nie ma w tym nic złego, każdy ma prawo wydawać swoje pieniądze, jak chce. Moja sugestia jest tylko taka, aby z ciekawości czasem zajrzeć do tanich lokali, w których jadają miejscowi, bo można tam przeżyć prawdziwą kulinarną przygodę.

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Italii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

13 komentarzy do “Wyżywienie w podróży po Italii”

  1. Cześć, planuję spędzić kilka dni w Neapolu w przyszłym tygodniu. Orientujesz się może czy w centrum, lub blisko lotniska znajdują się duże targowiska na których zaopatrują się tanio miejscowi i nie tylko? 🙂

    1. Witaj Marku!
      W uliczkach Quartieri Spagnoli (dzielnica po lewo od via Toledo) rozkładaj się stragany z żywnością, w tym z owocami morza oraz różnymi innymi przedmiotami (odzież, zabawki, bibeloty kuchenne itp.). Dodam tylko, że to podobno niebezpieczna dzielnica, choć ja tego nie poczułam nawet przez chwilę. A jakie ciekawe rzeczy można tam zobaczyć 🙂 Klientami są zwykli mieszkańcy. Natomiast okolice lotniska widziałam tylko z okien autobusu.
      Pozdrawiam

      1. Była w Neapolu 1 dzie – a właściwie 2/3 dnia- z racji tego moja wizyta ograniczyła się do spaceru po wąskich uliczkach (pewnie rówież tych niebezpiecznych). Ponieważ nie chciałam traci czasu na siadanie w restauracji kupiłam jedzenie z ulicznych straganów – pizza, nadziewane ogromne oliwki itp…. i zakochałam się w Neapolu. Bardzo chciałąbym kiedyś tam wróci – tak na kilka dni żeby zobaczy coś więcej.

  2. Wybieram się na Sycylię, w opisie wpisałaś kilka lokali w Palermo, Syrakuzach, Trapani – polecasz jeszcze jakieś w innych miejscowościach?
    Mam jescze małe pytanko czy targi w Palermo lub Syrakuz są czynne w wszystkie dni tygodnia? (niedzielę święta)
    pozdrawiam

      1. Witaj Arku!
        Jako, że podobne pytanie zadałeś mi w mailu (jakie hotele polecam na Capri i na Sycylii) odpowiem tutaj. Na Capri nie zatrzymywałam się w hotelu i nie znam żadnego godnego polecenia, natomiast na Sycylii polecałam kilkanaście miejsc noclegowych zlokalizowanych w różnych miejscowościach dookoła wyspy. Poczytaj relację z wycieczki, na temat każdego z tych hoteli / BB napisałam przynajmniej po kilka zdań.
        Odnośnie Twojego dylematu – Capri czy Sycylia zdecydowanie doradzam Sycylię! Capri jest drogie i zatłoczone, ponadto nie uraczycie się zbytnio plażowaniem, ponadto moim zdaniem przez 2 tygodnie Capri Wam się znudzi, Sycylia nawet przez miesiąc nie nudzi się nikomu 🙂
        Pozdrawiam

  3. Witam,
    pod koniec maja wybieramy się na tygodniową wycieczkę do Neapolu.
    Mam kilka pytań dotyczących miasta.
    Ile minimum euro trzeba zabrać?
    Jak jest z komunikacją miejską?
    Czy bilety są drogie i czy są jakieś zniżki dla studentów lub dla osób poniżej 25 roku życia.
    Gdzie warto zjeść?
    W jakiego typu barach czy kawiarniach warto zjeść gdzie nie jest bardzo drogo?
    Dziękuje i pozdrawiam.

    1. Hej.
      Moglabys mi powiedziec ile wydaliscie na wyzywienie? Zastanawiam sie nad wloskimi wakacjami no ale nie wiem ile kasy trzeba na zycie przez 11 dni biorax pid uwage to, ze bede raczej sam sobie gotowal.

  4. Mogę dodać do Twoich patentów kulinarnych, że warto zajrzeć do restauracji tzw. rodzinnych – małych, otwieranych np. dopiero o 18.00-19.00, gdzie właściciel najczęściej jest osobiście obecny i zwykle sam gotuje. Przed godziną otwarcia potrafią już przy nich krążyć miejscowi. W tych najmniejszych na drzwiach jest wywieszka z numerem telefonu – na umówioną godzinę otworzą Wam miniaturowe wnętrze, gdzie czasem mieści się na wcisk 10 osób. A dania są obłędne – owoce morza , pyszne zapiekanki z bakłażanem, albo makaron z truflami! Na Sycylii koniecznie trzeba spróbować naleśników z lodami i owocami. Takie właśnie restauracje – nawet z białymi obrusami i wyglądające na kosztowne – potrafią być zaskakująco tanie, o ile nie jemy 2-3 dań ( obiad 1 daniowy + sałatka lub wino – max 20 euro/osoba, a w małych miejscowościach potrafiłam płacić nawet 10).

  5. NATALIO,

    Jak chodzi o psy, to Ja mam zupełnie inne spostrzeżenia. Często widywałem psy w hipermarketach, a w McDonald’s wręcz nagminnie. Najbardziej zdziwiło Mnie to kiedy pewna para przechadzała się z jakimś spanielem po Auchan. Pies co chwilę obsikiwał półki sklepowe. I nikt na to krzywo nie spojrzał. Mnie to napawało obrzydzeniem. Chętnie bym ich wszystkich dał do uśpienia.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

  6. > Dwuosobowa uczta: przystawka (antipasti) + pierwsze danie (primo) + drugie danie (secondo) + deser (dolce) + dobre wino to w restauracji wydatek od ok. 60 euro wzwyż,

    no jeśli pisałaś o naprawdę wykwintnej włoskiej restauracji i o naprawdę uczcie z naprawdę dobrym winem, to raczej zabrakło jednego zera w tej kwocie 🙂
    60 E to jest dwuosobowa uczta w najzwyklejszej knajpce (i też jestem zdania, że często równie dobra jak nie lepsza), z tym że no, hm, raczej bez wina.
    Zjeździłem całe Włochy i owszem, w Neapolu da się zjeść genialną pizzę za 3 E, to prawda, ale jednak „dwuosobowa uczta” na włoski sposób (4 dania z deserem licząc), to z winem nie zamknie się w kwocie 60 E w nawet najtańszej ale dobrej trattorii.

    1. Wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Można kupić wino i za 400 euro za butelkę 🙂 Miałam na myśli dobrą kolację w dobrej restauracji, powiedzmy z karafką vino della casa 😉

      1. Całkiem dobra kolacja w przyzwoitej restauracji typu antipasti, dwa razy secondo plus wino della casa to nam zawsze wychodziło poniżej 40 euro, nawet 35-40. Ale albo primi, albo secondi, bo oba to dla nas za dużo. Jeśli tylko makarony plus wino to z reguły 22-27 euro/dwie osoby.
        Parę razy zdarzyło nam się, że nie było wina domowego, tylko kieliszek wina za 3 euro, ale było to np. dobre Ciro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close