Kalabria pociągiem i autobusem. Co zobaczyć podróżując komunikacją publiczną?

Kalabria pociągiem i autobusem co zobaczyć podróżując komunikacją publiczną

Kalabria pociągiem i autobusem to temat, o który pytacie coraz częściej. Nic dziwnego. Małe miasteczka zawieszone na skałach, piękne plaże, góry i dzika przyroda kuszą przyjezdnych, którzy nie zawsze chcą wynajmować auto. Czy efektywne zwiedzanie regionu bez samochodu w ogóle jest możliwe? Przekonajcie się, co z bogatej oferty turystycznej Kalabrii można zobaczyć jeżdżąc pociągiem, autobusem i chodząc piechotą. Zapraszam!

Kochani, dziś oddaję głos czytelniczce bloga Marii Nowaczyk, która podróżowała po Kalabrii pociągiem i autobusem w marcu oraz kwietniu zeszłego roku i postanowiła poniżej opisać swoje doświadczenia w formie obszernej relacji.

Bez samochodu – Kalabria pociągiem i autobusem

Dla turysty, który chciałby zwiedzić ten kawałek Włoch w ciągu tygodnia lub dwóch, Kalabria jest lekko przytłaczająca. Jest wielka, więc trudno wybrać, w którą stronę chcemy wyruszyć. Jest trudna, pasma górskie wypełniają większość jej powierzchni, a wokół roztacza się wielki błękit dwóch mórz. Najpiękniejsze miasteczka leżą na szczytach wzgórz, kilka lub kilkanaście kilometrów od morza, najpiękniejsze plaże nie zawsze są najlepsze czy najczystsze. Komunikacja, czyli tory kolejowe i główne drogi samochodowe są poprowadzone wzdłuż wybrzeży i to jest szczęście każdego turysty oraz pech zarazem, bo do wielu miejsc wysoko położonych nie dojedzie on nie mając samochodu. Nie ulega więc wątpliwości, że w Kalabrii warto samochodem dysponować. Ale uważam, że można doskonale spojrzeć na nią z perspektywy turysty autobusowo-kolejowo-pieszego i wówczas zobaczymy ją inaczej, niż przy objeździe autem typu siedem cudów i trzysta kilometrów w dwa dni.

Kalabria pociągiem i autobusem – zalety


Przede wszystkim zatrzymujemy się w miejscach, których normalnie nigdy byśmy nie obejrzeli w poszukiwaniu atrakcji. Z konieczności, ale z ogromnym pożytkiem dla nas samych. Mamy wówczas do czynienia z prawdziwymi miasteczkami, z normalnym życiem, z dziećmi wracającymi autobusem ze szkoły, z małymi sklepikami, a przede wszystkim z ludźmi. Ich niezwykłą uprzejmością, życzliwością, zdarzało mi się wręcz czuć ich opiekę nad zagubionymi turystami. Zapytani o drogę wybiegają, żeby pokazać, tłumaczą po włosku bardzo dokładnie  i często kończą pytaniem „capisco?” (rozumiesz?). Powiedzieć w tej sytuacji „non capisco” (nie rozumiem) byłoby nietaktem, więc idziemy dalej tak samo mądrzy jak wcześniej. Zresztą ta życzliwość nie była bynajmniej na eksport. Kierowca liniowego autobusu jadącego opłotkami i lokalnymi drogami wysadzał swoich nielicznych pasażerów tam, gdzie potrzebowali i pilnował porządku wśród uczniów, którzy stanowili małą grupkę. Kiedy jechałam do San Nicola Arcella, kierowca widząc we mnie jedynego obcego pasażera, przy ostatnich kilku przystankach przed celem odwracał się niepytany i uspakajał, że jeszcze nie. Potem pokazał, którędy mam iść i gdzie czekać na powrotny. Oczywiście po włosku. I jak tu nie kochać Kalabrii?

Gdzie można dojechać pociągiem?

Kalabria oferuje wiele pięknych miejsc. W pasie nadmorskim na Wybrzeżu Jońskim są trzy miasteczka należące do klubu Borghi più belli d’Italia (najpiękniejszych małych miasteczek Włoch). Są to Gerace, Bova i Stilo. Do tegoż klubu należy też górska Civita wspomniana i pokazana przez Natalię przy okazji Gole del Raganello, Chianalea Scilla na Riwierze Fioletowej (Costa Viola) nad morzem Tyrreńskim oraz Fiumefreddo Bruzio. Są też inne, ale niedostępne komunikacją publiczną. Ponadto nad Morzem Jońskim są cztery plaże, które otrzymały „bandiera blu” czyli niebieską flagę. Znajdują się one w miejscowościach:

  • Trebisacce w prowincji Cosenza;
  • Cirò Marina i  Melissa w prowincji Krotona;
  • Roccella Jonica w prowincji Reggio di Calabria.

Piątą wyróżnioną jest plaża w Praia a Mare w prowincji Cosenza, na wybrzeżu Tyrreńskim. Wyróżnienie to oznacza, że plaże spełniają wysokie wymagania dotyczące czystości wód, infrastruktury, bezpieczeństwa i wiele innych. Do każdej z tych miejscowości można dojechać pociągiem. To oczywiście tylko miejsca w jakiś szczególny sposób wyróżnione. Pociągiem dotrzemy także do perły regionu, czyli miasteczka Tropea, Scilla (zdjęcie na początku wpisu), Reggio di Calabria, Cosenza i wielu innych.

Tam, gdzie Kalabria spotyka Sycylię. Reggio di Calabria

kalabria pociągiem i autobusem

© Christian Hermann

Spacer po Reggio di Calabria

My na wiosenny wyjazd wybraliśmy najbardziej południowy kawałek Kalabrii z bazą w Reggio di Calabria. Jest to bardzo sympatyczne miejsce na spokojne spędzenie kilku dni. Sycylijski brzeg przyciąga wzrok, kusi, zachęca do zgadywania, która to dokładnie jest ta Messyna. A jeśli jeszcze uda się nam zobaczyć Etnę, czujemy się absolutnie usatysfakcjonowani. Słynne Lungomare potęguje tę siłę przyciągania, przemierzyliśmy je kilkakrotnie, prócz tego przyjemnie spacerowało się Corso Garibaldi, zamienioną na deptak ulicą pełną sklepów i przechodniów, znaleźliśmy też urokliwy park miejski, z którego blisko na Piazza del Duomo z ładną katedrą. Najciekawsze budynki są skupione w pasie między bulwarem a Corso Garibaldi, warto trochę pokluczyć pomiędzy uliczkami.

© Jacopo Werther

© Franc rc

Muzeum Narodowe w Reggio di Calabria

Muzeum Narodowe ma ciekawą ekspozycję, zwiedzanie zaczyna się od najwyższej kondygnacji i najstarszych eksponatów, schodząc w dół zbliżamy się do nowszych czasów, choć ciągle pozostajemy wśród minionych cywilizacji. Dwa słynne posągi – Brązy z Riace – są wyeksponowane osobno, chwilę czeka się na wejście, bo do pomieszczenia wpuszczana jest ograniczona liczba osób. Są piękne. Po wyjściu można trafić na zieloną budkę z pysznymi lodami – Gelato Cesare – czynną do późna. A wcześnie rano podobno można ujrzeć, jak magiczna Sycylia przybliża się do nas nieomal na wyciągnięcie ręki. Takie cuda tylko za sprawą fatamorgany, w jedynym takim miejscu w Europie. Cóż, trzeba wstać skoro świt i liczyć na szczęście.

Autobusy miejsce w Reggio di Calabria

Reggio di Calabria  jest przyjazne dla turysty. Jest dobrze skomunikowane z resztą Italii. Pociągi typu IC lub Freccie zatrzymują się tylko na stacji Reggio Centrale, pociągi regionalne również na stacjach podmiejskich uzupełniając komunikację miejską. My korzystaliśmy parokrotnie ze stacji Lido, położonej przy Lungomare. Stamtąd jest blisko do muzeum i do przystani promowej. W mieście jest dużo linii autobusowych, rozmieszczenie i oznakowanie przystanków we Włoszech to temat na osobną opowieść o elementach komedii i horroru. Ale przy odrobinie starania można wypatrzeć stosowne miejsce. Główne linie autobusowe biegną wzdłuż promenady.

Sprawdzony nocleg w Reggio di Calabria

Mieszkaliśmy w zarezerwowanym przez Booking hotelu Continental, blisko do portu i do stacji kolejowej Lido. Jest to skromny hotel z przyzwoitymi śniadaniami i bardzo sympatyczną obsługą, w dobrej lokalizacji. Bardzo porządne łazienki.

Gdzie zjeść w Reggio di Calabria?

Bardzo chwalę sobie restaurację-pizzerię Fratelli La Bufala. Poza naprawdę dobrą pizzą mieli zuppe di farro, według jakiejś autorskiej receptury. Ta zupa to moje bardzo miłe wspomnienie z Toskanii, zamówiłam i dobrze trafiłam. Była faktycznie trochę inna, z pesto, ale świetna. Ponadto przy Corso Vittorio Emanuele jest Pizza Roma, lokal czynny od południa do północy bez przerwy popołudniowej, marzenie każdego głodnego turysty. Lody w Gelato Cesare są bardzo dobre, umiarkowane cenowo.

Kalabria pociągiem i autobusem. Gdzie pojechać z Reggio di Calabria?

Komunikacją publiczną z Reggio di Calabria można odwiedzić miasteczka z listy „najpiękniejszych”, popłynąć do Messyny na Sycylię, pojechać miejskim autobusem L. 319 do górskiego kurortu narciarskiego Gambarie położonego w Parku Narodowym Aspromonte. Wystarczyłoby możliwości na kilka dni zwiedzania. Całe wybrzeże jest dostępne koleją i bez niej ani rusz. Do Gerace i Bova można dojechać autobusem z wybrzeża, z tym, że Bova wymaga pewnego poświęcenia, bo jedyny autobus jedzie z Bova Marina o godz. 8.00 rano. Do Gerace jest dziennie kilka autobusów z Locri. Do Bova Marina i Locri jest dużo połączeń kolejowych, również do Scilla jest bardzo dobre połączenie pociągiem. Jest jeszcze miasto duchów, czyli Pentedattilo, tam akurat komunikacją publiczną nie dojedziemy, od stacji kolejowej Melito di Porto Salvo jest ok. 7-8 km. Dla wytrawnych piechurów jest do przejścia, z powrotem są duże szanse na skorzystanie z tzw. okazji, u góry jest parking i na pewno znajdziemy kogoś, kto podrzuci turystę do miasteczka. Recepcjonista w naszym hotelu twierdził, że w sezonie można bez trudu dołączyć do kogoś z hotelowych gości, bo to popularny cel wycieczek. Promy do Mesyny pływają z Reggio di Calabria i z Villa San Giovanni. Korzystaliśmy z obu linii, w każdą stronę z innej.

Gerace – średniowieczne miasto setki kościołów

© borghimagazine.it

Tak głosi turystyczny przekaz.  W praktyce kościołów zobaczymy kilka, poczynając od Chiesa di San Francesco d’Assisi w Citta Alta. Tam kończy swój bieg autobus. W kościele sprzedano nam bilet za 3 euro, upoważniający do odwiedzin w pięciu kościołach. Niestety, nieobejmujący katedry. W porze sjesty część z nich jest zamknięta i dla nas dostępne były tylko trzy.

Ten stary kościół już nie pełni funkcji sakralnej

kościół Św. Franciszka

Obejrzeliśmy dwa wnętrza, bo trzeci kościół Santa Maria del Mastro był na dole, w nowszej części miasteczka, Borgo Maggiore. Mój prawdziwy zachwyt wywołał malutki, zamknięty na głucho i chyba na zawsze San Giovanello z X wieku.

Historyczne centrum znajduje się miedzy katedrą a ratuszem na Piazza Tocco. Znajdziemy tam wszystko to, co kochamy we Włoszech: wąskie uliczki wybrukowane dużymi kamieniami, kilka pałaców, stare budynki ze śladami długiej historii, małe sklepiki oraz miejsca, gdzie czas się zatrzymał.

© Nikater

Katedra w Gerace jest ogromna, jedna z największych w Kalabrii, obowiązuje bilet wstępu.

Rzecz jasna jest też trasa widokowa, wychodząc starą bramą poza mury miasteczka na Le Bombarde oglądamy rozległą panoramę.

Widok z Le Bombarde © Nikater


Gerace ma swoją specjalność, a jest nią wino Greco di Gerace, do kupienia tylko na miejscu. W barze Del Tocco di Rinaldo Giuseppe kolo ratusza było wino, ale wyłącznie cała butelka. Mieli za to imponujący zestaw słodkości, znacznie przekraczający przeciętny wybór. Lokalizacja koło ratusza jest wygodna, w sam raz na kawę. Kieliszek wina można było wypić w kafejce koło katedry, z dobrym ciasteczkiem pachnącym bergamotką. Jest też bergamoteria – sklepik ze wszystkim, co można zrobić z bergamotki. Miasto jest przygotowane na turystów. Z okien autobusu widzieliśmy duży parking, z którego ludzi podwozi do góry turystyczna kolejka z odkrytymi wagonikami. Był marzec – niski sezon – a kolejka jeździła.

Locri i autobus Locri – Gerace

Autobus jeździ spod dworca w Locri, w historycznym Gerace zatrzymuje się obok wspomnianego kościoła Św. Franciszka. Jedzie okrężną trasą, odwiedza okoliczne osady i w zamian funduje podróżnym fantastyczne widoki. Wzgórze, na którym rozłożyło się Borgo di Gerace oglądamy z różnych stron, pokonując serpentynami wzniesienie, do tego okoliczne pagórki i góry, zielone, spowite w mgiełki lub na odmianę oświetlone słońcem, tworzą piękną scenerię. Rozkład jazdy tego autobusu znajdziecie na stronie przewoźnika Mediterranea Bus. Samo Locri też ma swoją atrakcję, jaką jest park archeologiczny z ruinami greckich świątyń, rzymskim teatrem itp., choć znajdują się one daleko od dworca. Okolice dworca są nijakie, ale jest promenada nadmorska, która znakomicie uprzyjemnia oczekiwanie na pociąg. Z Reggio di Calabria do Locri pociąg jedzie bardzo blisko morskiego brzegu, chwilami wydaje się, że fale rozbijają się tuż przy kołach wagonu i dzieli nas od wody tylko kilka kamieni. Plaże wyglądają na piaszczyste. Jest to bardzo przyjemna wycieczka, gorąco polecam każdemu, kto zajrzy w tą część Kalabrii. Z jedną uwagą, my byliśmy tylko w starej, górnej części Gerace, bo wybraliśmy wariant „oszczędzający”, unikaliśmy wysiłku. Jeśli dysponujecie czasem i kondycją, odwiedźcie też dolne miasto. Wygląda bardzo sympatycznie, no i możecie obejrzeć ten trzeci kościół.

Kalabria pociągiem i autobusem. Bajkowe klimaty w Scilla i Chianalea

© Salvatore Migliari

Obfotografowane ze wszystkich stron miasteczko, słynące ze swego pięknego położenia oraz błękitnych łodzi rybackich i domków, które wyglądają, jakby wyrosły z wody. Zainspirowały mnie zdjęcia Anety Ozonek, autorki bloga Hello Calabria, pokazywały trochę nierealny świat. Trudno sobie wyobrazić, że takie ładne miasteczko dostało imię straszliwej Scylli, postrachu antycznego świata żeglarskiego. Dojazd do Scilli jest bardzo łatwy, pociągiem z Reggio di Calabria lub Lamezia Terme, jeśli jedziecie z północy. Ale radzę zaopatrzyć się w bilet powrotny. Stacyjka jest mała, nie ma automatu ani kasy, kasownik jest tylko na jednym peronie, czysta rozpacz. Scilla ma wyraźnie wyodrębnione trzy części: Marina Grande, dzielnicę zabudowaną niedużymi domami wzdłuż nadmorskiej promenady, zamek i centrum administracyjne miasta, czyli San Georgio oraz starą dzielnicę rybaków Chianalea.

© Salvatore Migliari

Zamek Castello Ruffo niegdyś był częścią fortyfikacji, obecnie jest częściowo udostępniony, warto tam wejść. Widoki są niezapomniane. Z jednej strony miasto z jego niezwykłym usytuowaniem, z drugiej wybrzeże Kalabrii z Chianaleą, a na wprost w oddali Sycylia. Jest sala ekspozycyjna, w której odbywają się wystawy okresowe, np. piękne zdjęcia podwodne. Znakomicie można też wypocząć na pozostałościach murów obronnych. Warto wspiąć się po wysokich schodach na kolejne wzgórze. Jest to właściwe centrum miasteczka, w prawdziwie włoskim stylu, z kościołem, małymi uliczkami, sklepami. Znajdziemy tam piękny punkt widokowy z rozległą panoramą, a Castello Ruffo ujrzymy przed sobą w całej okazałości.

Jest tam i tabaccheria, która jest jedynym miejscem zakupu biletów kolejowych w całej Scilli. Bardzo logicznie, zważywszy odległość od stacji. Doprawdy, to była najgorsza organizacja, jaką spotkaliśmy w całych Włoszech (no, w Ricadi też nie jest lepiej). Dzielnica rybaków, czyli pełna uroku Chianalea nie zawiodła oczekiwań.

© Salvatore Migliari

© Salvatore Migliari

Na stację możemy wrócić z portu trasą biegnącą u podnóża wzgórza zamkowego, prawdziwa „droga z widokiem”, biegnąca pod dachem, z balustradą. Po drodze zobaczymy kapliczkę wykutą w skale.

Mesyna, czyli niewielki skok przez wodę z Kalabrii

Prom z Reggio dopływa do przystani  Messina Maritima oddalonej o paręset metrów od dworca Messina Centrale. Okolica portu jest niezbyt ładna, ale za to wita nas kolorowo i radośnie. Jest to dobry punkt do rozpoczęcia zwiedzania.

Główną atrakcją Mesyny jest Piazza Duomo z katedrą, dzwonnicą (Torre dell’Orologio) i fontanną Oriona. Warto być tam w samo południe, bo wówczas ożywają wielkie złote figury na wieży. Lew ryczy, kogut pieje okropnie głośno, anioły się poruszają. To największy na świecie zegar astronomiczny skonstruowany w Strasburgu w 1933 roku.


Mesyna to miasto ciężko doświadczone przez los, podobnie jak Reggio di Calabria. Stąd brak w nich autentycznych zabytków, wszystkie są wielokrotnie uszkadzane i odbudowywane. Wielkie trzęsienie ziemi w 1908 r zniszczyło m.in. katedrę, a jak ją odbudowano, możecie zobaczyć na zdjęciach. Autorem starej fotografii jest Giorgio Sommer (1834-1914), fotografie współczesne udostępnił na Wikimedia Giovanni Angelo Montorsoli.

Katedra w Messynie przed rokiem 1908 © Giorgio Sommer

Katedra w Messynie obecnie © Giovanni Angelo Montorsoli

Przyjemnie było przejść się nabrzeżem z widokiem na Forte di San Salvatore i Cieśninę Mesyńską oraz wybrzeże Kalabrii. Promenada jest szeroka, z zielenią i ławeczkami. W parku miejskim była woliera dla papug i innego ptactwa, pełna hałaśliwego ptasiego drobiazgu. Przy promenadzie na wysokości parku stoi fontanna Neptuna. Kontynuując spacer wzdłuż morza można dojść do muzeum. W Museo Regionale znajdują się m.in. dwa obrazy Caravaggia. Do muzeum jest dość daleko, warto podjechać spod dworca tramwajem, kursuje w miarę regularnie. Jedzie wzdłuż promenady i można wykorzystać go do małej wycieczki objazdowej. My wysiedliśmy właśnie przy fontannie Neptuna i odbyliśmy bardzo miły spacer po okolicy, wokół parku i dalej przed siebie. Moim zdaniem było to najprzyjemniejsze miejsce w Mesynie, z pięknymi okazałymi budynkami i jednocześnie otwarte na morze. Rozkład jazdy komunikacji miejskiej w Mesynie znajdziemy na stronie ATM Messyna. Przystanek tramwajowy przy dworcu kolejowym jest bardzo dobrze opisany, z oznaczonymi atrakcjami i nazwami przystanków.

Nie tylko Tropea. Skromne, ale piękne perełki Morza Tyrreńskiego.

Przeważająca większość turystów odwiedzających Kalabrię kieruje się na Capo Vaticano i do Tropei. Oczywiście są to piękne miejsca, a plaże przyprawiają o zawrót głowy, jednak na Capo Vaticano i okolicy Reggio di Calabria nie kończą się atrakcje regionu. Kalabrię pociągiem i autobusem można zwiedzać także na odcinku wybrzeża morza Tyrreńskiego położonego w przeciwną stronę od Lamezia Terme. Co można zobaczyć na północ od Wybrzeża Bogów (Costa degli Dei)? Nasza przygoda z tą częścią Kalabrii została zainspirowana postem Natalii o plaży Arco Magno i zdjęciami Anety Ozonek, naszej rodaczki mieszkającej w Kalabrii, opisującej swoja włoską ojczyznę na blogu Hello Calabria. Wobec fotografii, jakie zamieszczają obie panie, ja w większości pozostanę przy słownym opisie podróży, inaczej moje ego ucierpiałoby znacząco. Tym bardziej, ze należę do tych, którym do uwiecznienia wyjątkowego miejsca wystarcza jedna fotka. I bywa, że jest to dziwny detal, obraz, coś nieważnego, a piękne panoramy zostają tylko w pamięci. A tam, gdzie brak zdjęcia graniczy z grzechem, podeprę się fotografiami fachowców. W naszej podróży zobaczyliśmy Amanteę, Belmonte Calabro, Fiumefreddo Bruzio, zajrzeliśmy do Sanktuarium Św. Franciszka z Paoli, a w pojedynkę pojechałam do San Nicola Arcella, skąd dotarłam do plaży Arco Magno. Ta część wybrzeża w sezonie jest głównie plażowa. Z okien pociągu czy autobusu widać kilometry plaż i osiedla sezonowych domków w pasie nadmorskim. Zwiedzanie tego kawałka Kalabrii wymaga podróżowania głównie autobusami. Funkcjonują tam dwie lokalne linie autobusowe: Preite i SAT-autolinee, które umożliwiają objechanie całego wybrzeża od Cosenzy do Praia a Mare. Jest też połączenie kolejowe wzdłuż wybrzeża, ale bez autobusów nie uda się zobaczyć większości z tych miejsc.

Kalabria pociągiem i autobusem. Jak podróżować po wybrzeżu morza Tyrreńskiego ?

Z Lamezia Terme na północ biegnie główna linia kolejowa w kierunku Salerno, Rzymu, Mediolanu itd. Stacją węzłową jest Paola, tam zatrzymują się szybkie pociągi dalekobieżne. Pozostałe miejscowości są obsługiwane na ogół przez pociągi Regionale, czyli odpowiedniki polskich osobowych. Kolej biegnie wzdłuż morza, do wszelkich miejsc położonych na wzgórzach należy szukać dojazdu autobusem lub dojść pieszo. Ponadto pociąg często nie ma przystanku w sercu miasteczka, bywa, że jedna stacja „obsługuje” dwie miejscowości i do centrum jest kawałek drogi. Stolicą prowincji jest Cosenza i to miasto jest najlepiej skomunikowane z pozostałymi oraz z portem lotniczym w Lamezia Terme. Z Cosenzy są bezpośrednie autobusy nie tylko do Praia a Mare, można też dojechać do Civita i wybrać się do Gole del Raganello (wąwóz tymczasowo zamknięto po wypadku w zeszłym roku). Moją bazą w tej części podróży była Amantea, skąd do Fiumefreddo, Belmonte, Paola można dojechać autobusem, ale San Nicola wymagała już przesiadki. Jadąc tam z Lamezii czy Amantei najlepiej dojechać pociągiem do stacji Scalea i tam przesiąść się do autobusu linii Cosenza – Praia a Mare. Ja wsiadałam do autobusu na przystanku w Paoli i było bardzo daleko ze stacji kolejowej. Niestety, byłam nieświadoma tej odległości. W Scalei są dwa przystanki autobusowe, a przelotówka przebiega blisko morza i dość blisko centrum. Przystanki to Scalea Hotel Talao i Scalea Parco dei Principi. Z obydwu jest do stacji trochę ponad kilometr, chyba lepiej jest z Parco dei Principi. Wracałam autobusem, w Paoli poczekałam na tym samym przystanku na przesiadkowy autobus do Amantei, zrezygnowałam z pociągu. Jeśli ktoś wybierze urlop na tym odcinku wybrzeża, ma z lotniska w Lamezii lokalny autobus linii Preite. Po wyjściu z lotniska, kierując się w prawo, zobaczymy strzałki na Terminal Bus i dojdziemy do niewielkiego placyku z niebieskimi autobusami. Autobus jedzie dość okrężną drogą, ale ma dużo przystanków w każdej miejscowości, pod hotelami, na skrzyżowaniach (bivio), itd. Typowo rozwozi przyjezdnych po okolicy. We wszystkich miejscowościach na trasie bilety kupuje się u kierowcy.

Północno – zachodnia Kalabria pociągiem i autobusem. Amantea


Rozciągnięta wzdłuż morza, ze starówką położoną wysoko na skalistym wzgórzu, z plażą i parkiem, Amantea zachęca do spacerów. Jest malownicza, w tunelach, które łączą nadmorską promenadę z resztą miasteczka znajdziemy murale, wysoko na wzgórzu zobaczyć możemy ruiny kościółka Św. Franciszka z Asyżu i resztki zamku. Amantea ma rozległe plaże, nie są to plaże piaszczyste jak nasze. Raczej drobny żwirek, chwilami udający piasek. Zdjęcia Amantei możecie zobaczyć m.in. u Anety tutaj. Cieszę się, że te zdjęcia pojawiły się 10 dni po moim powrocie, bo z przyjemnością wracam do chwil, które tam spędziłam.

Murale z Amantea

Dolna część miasta jest pełna ludzi, krążących wśród sklepów i lokali, spacerujących nad morzem, pracujących. Jest gwarna i kolorowa. Trochę street-artu z Amantea.



Stare Miasto w Amantea

Ale należy też pospacerować po starówce. Można tam dojść pieszo wspinając się po schodach zwanych Gradinata di San Bernadino. Liczą sobie 202 stopnie, o ile nie pomyliliśmy się o stopień, lub dwa. Schody, które są najbardziej bezpośrednią drogą, prowadzą koło ciekawego kościóła Chiesa Convento di San Bernardino, warto zajrzeć do środka. U szczytu schodów biegnie Corso Umberto, ładna ulica poprowadzona panoramicznie wzdłuż zbocza do ratusza (Municipio) i dalej do serca historycznej Amantei. Pełni funkcję punktu widokowego. W górę prowadzą wąskie uliczki, jeszcze węższe schodki, a wspinając się i klucząc możemy dojść do uroczego kościółka Św. Franciszka. Zastaliśmy tam niemiecką rodzinę, która urządziła sobie najprawdziwszy piknik. Mieli świetny pomysł, pranzo z widokiem, rewelacja. Na starówce wszędzie widać prace remontowe przy starych kamieniczkach. Przy takiej stromej zabudowie wygląda to dość oryginalnie, samochody z materiałami nie mogą dojechać, więc włoska myśl techniczna ma ogromne pole do popisu. W ruch idą liny, wciągarki, panowie porozumiewają się pełną piersią, fascynujące. Są i całkiem opuszczone domki, przy nich zarośnięte ogródki z drzewami pomarańczowymi i owocami ścielącymi się na trawie. Jest mądrym włoskim obyczajem budowanie schodków wszędzie, gdzie mieszkańcy mają potrzebę pokonywania wzniesienia. Amantea w 100% wpisała się w tę tradycję. W związku z tym z jednej stromej uliczki na drugą można przedostać się schodkami jakimś skrótem, przez podwórko, sień, jakiś dziwny zaułek. Wszystko, co ma koła jeździ serpentynami, a ludzie chodzą tam, gdzie do głowy by nam nie przyszło, że to jest przejście. Mój mąż zawsze zaczyna od szukania schodków, więc czasem bywał na dole długo przede mną, a czasem wracał pod górę, bo schodki prowadziły do czyjejś kuchni. Po drodze odwiedza przedziwne zakamarki, płosząc koty. Włoskie koty to całkiem inna historia, jest ich mnóstwo i raczej wypasione czekają pod domami na posiłek.

Sprawdzony nocleg w Amantea

Nasze spotkanie ze Starym Miastem było dość ekstremalne. Szliśmy z bagażem od stacji kolejowej do wynajętego apartamentu niezwykle stromą serpentyną do góry (różnica poziomów wynosiła ok. 70 metrów) i kiedy wykończeni dotarliśmy na miejsce, oniemieliśmy z zachwytu. Byliśmy na starej odrapanej uliczce, w prawdziwym starym, ale gruntownie wewnątrz odnowionym, domu z widokiem na dachy, wzgórza i morze. Jeśli spojrzycie na zdjęcia Anety, to La Chiesa Matrice jest tym miejscem, na które wychodzi się z serpentyny, a nasz apartament Alla Chiazzetta Calabria zarezerwowany przez Booking znajdował się bezpośrednio nad kościołem i był po prostu wspaniały. Oczywiście po pokonaniu kolejnego wzniesienia.

Gdzie zjeść w Amantea?

Na Starym Mieście znajdziemy Bar Sicoli, gdzie specjalnością są lody pistacjowe i pomarańczowe. Jest też Osteria Dintra u Strettu, bardzo dobre miejsce na kolację wśród miejscowych. W dolnej części miasta robiliśmy zakupy w Salumerii Mazzuca, a kolację zjedliśmy w Retrogusto, oba miejsca polecam.

Szopka Wielkanocna

Był też akcent Wielkanocny. W Chiesa del Carmine na Starówce widzieliśmy dość niezwykłą szopkę, przedstawiającą w miniaturze całą drogę krzyżową, od Ostatniej Wieczerzy do Zmartwychwstania Pańskiego.



Sanktuarium Św. Franciszka w Paola


Święty Franciszek z Paola jest głównym patronem Kalabrii, w 1943 roku został ogłoszony także orędownikiem włoskich marynarzy. Legenda głosi, że gdy nie chciano zabrać Franciszka na statek płynący na Sycylię, przepłynął na wyspę na własnym płaszczu, aby założyć kolejny klasztor. Franciszek pustelnik (1416-1507) był znany we współczesnej mu Europie z racji swojej świętości i licznych cudów, takich jak wskrzeszenia i uzdrowienia. Założył wspólnotę, która stała się Zakonem Braci Minimów, czyli braci najmniejszych. Był człowiekiem mądrym, czego dowodzą słowa: „Zaniechajcie nienawiści i niezgody; wystrzegajcie się troskliwie ostrych słów, a gdyby zostały one wypowiedziane, to niech te same usta, które zadały rany, od razu je zaleczą: tak więc przebaczajcie sobie wzajemnie, abyście potem nie pamiętali o wyrządzonych krzywdach (…) Kochajcie pokój, najdroższy skarb, jakiego można sobie życzyć”. Pięćset lat minęło, a tekst jakby aktualny. W miejscu groty, w której wiódł swój żywot pustelnika, znajduje się sanktuarium ku jego czci, miejsce pielgrzymek tysięcy wiernych. Franciszek zmarł i został pochowany we Francji, do Paola sprowadzono niewielkie pozostałości relikwii (jego grób został spalony). Sanktuarium jest miejscem pięknym, również dla osoby religijnie obojętnej. Historyczne budynki położone w starym parku nad rzeką, z wodospadami, w malowniczej scenerii z górami w tle, robią niezwykłe wrażenie.


Trasa spacerowa wiedzie nas po parku od cudownego źródełka, gdzie znajdziemy chochelkę, którą możemy zaczerpnąć wody o uzdrawiającej mocy, poprzez „diabelski most”, aż do podziemnej groty Świętego. Na diabelskim mości na skale jest widoczny znak-symbol? diabła, na który wierni spluwali przechodząc. Cela Franciszka w podziemnej grocie jest bardzo mała, stamtąd wracamy po schodach do zabudowań klasztornych.


Stary kościół jest skromny, ale ma duszę. Obok postawiono nowy, wielki, nowoczesny. Cóż, taki znak czasów.

W czasie naszego spaceru po Sanktuarium spadł deszcz, jedyny w czasie naszego 15 dniowego pobytu. Nieprzewidziany w prognozach, więc zmokliśmy i kiepsko było z fotografowaniem. Wypogodziło się na odchodnym i udało nam się sfotografować postać Świętego i widok na zamglone góry.

Kalabria pociągiem i autobusem. Jak dojechać do sanktuarium w Paola?

Sanktuarium znajduje się dość daleko od dworca kolejowego, znacznie bliżej jest z przystanku autobusowego (ok 1,1 km). Poszukiwanie przystanków to historia długa i pokręcona. Lokalizacja i oznakowanie bynajmniej nie spędza snu z powiek lokalnym władzom, a nie zawsze można liczyć na wiedzę napotkanych przechodniów. Jak już znajdziecie przystanek, pamiętajcie, ze bezwzględnie należy pomachać na nadjeżdżający pojazd, inaczej autobus się nie zatrzyma. Autobusy linii Preite jadą drogą krajową SS 18 i na całej trasie nie zajeżdżają do środka miasta. W Paola przystanek znajduje się na przelotówce w miejscu, gdzie od dołu dochodzi do niej Viale Pitagora. Ale próżno szukać jakiś wyraźnych znaków, na długim murze oporowym pozostała niewielka, stara tablica. Pusta. To jest przystanek w stronę Praia a Mare. W przeciwną stronę przystanek znajduje się dokładnie naprzeciwko, jest tam długi pas dla skręcających w prawo i na nim zatrzymuje się autobus. Obok jest placyk z parkingiem.

Arco Magno – piękno przyrody i trzy przypadki


Autobus dojeżdża drogą SS18 na skrzyżowanie przy San Nicola Arcella. Pan kierowca zadbał, żebym wysiadła, gdzie trzeba, pokazał, którędy ruszyć i gdzie jest przystanek powrotny, a ja zaczęłam odkrywać kolejny kawałek Kalabrii. Podobno życiem rządzą przypadki. Moje były nad wyraz sympatyczne. Pierwszy przypadek – nostalgiczny, to Caffe le Mele Jazz Club w centrum San Nicola.

© www.facebook.com/caffelemele/

© www.facebook.com/caffelemele/

Wspaniałe miejsce z duszą, przynajmniej dla mnie. Przysiadłam na kawę i rogalika przed czekającą mnie drogą, wybrałam miejsce pod zdjęciem Giulietty Masiny z La Strady, popatrzyłam na Lennona i Hendrixa i poczułam się wspaniale. Tak bardzo, że wracając ze szlaku usiadłam tam ponownie, poprosiłam o herbatę, a panienka zaparzyła mi prawdziwą czarną herbatę, liściastą! W imbryczku. Zasiadłam sobie z filiżanką i moje szczęście było zupełne, zważywszy widok na ścianę zapełnioną podobiznami moich ukochanych muzyków i sączącą się muzyką w odpowiednim nastroju. W tym lokalu odbywają się często koncerty, mam wrażenie, iż pełni on rolę centrum kulturalnego i jest miejscem dobrej zabawy wieczorami.
Drugi przypadek w San Nicola Arcella, to przypadek zabawny, ale i zbawienny. Szłam sobie na plażę przez miasteczko, prosto, jak mi mówili, a ulica się lekko rozwidlała. Więc zagadnęłam dwóch panów gawędzących na środku ulicy, która to odnoga jest właściwa. Jeden pokazał, że tam jedzie i mam wsiąść. Wiózł ryby do restauracji przy plaży, jak się dowiedział, że jestem z Polski to się ożywił. Jego „grande amore” była z Zamościa i pan umie powiedzieć po polsku „kocham sze,” tak to u niego brzmiało. Po drodze uczyłam go mówić „cię” i było wesoło. To był starszy pan, pokazywał na migi, że jego grande amore to teraz gruba kobieta. Nie zrozumiałam, czy się z nią ożenił? Powiedział, że ma dużą rybną restaurację na dole przy parkingu. Rozstaliśmy się w wielkiej przyjaźni. Przypadek zbawienny, bo jak jechaliśmy w dół serpentynami, to ze zgrozą myślałam, że miałabym tak maszerować. Na kamiennych schodkach wiodących do dwóch łuków byłam jedyna. Widoki ze szlaku na skały, morze, wyspę Dino i Praia a Mare są przepiękne. Ani tam, ani z powrotem nikogo nie spotkałam. Na wielkiej plaży koło parkingu i restauracji szykowano się do sezonu, stawiano parasole i leżaki, w niewielkiej ilości. Plażowała jedna para w średnim wieku. Był siódmy dzień kwietnia, było gorąco. Z powrotem od razu postawiłam na auto-stop, bo nie wyobrażałam sobie marszu w tym upale.
Trzeci przypadek to pani, która mnie podwiozła do miasteczka. Minęła swój dom (pokazała mi go po drodze) i zawiozła mnie do centrum, choć naprawdę chętnie bym się przeszła ten kawałek. Pokazała mi schody, które – zastępując kilometry serpentyny – znacznie skracają drogę (nikt we wsi mi o nich nie wspomniał) i powiedziała, że od maja będzie z centrum wsi jeździł na plażę autobus. I ten przypadek może być znaczący dla wszystkich potencjalnych turystów.

Problem dotarcia na słynną plażę w sezonie najwyraźniej został rozwiązany przez lokalne władze. Wystarczy dojechać autobusem drogą SS18 do San Nicola i przejść od skrzyżowania na przelotówce do centrum, 15 minut piechotą. Stamtąd autobus i już wchodzimy na plażę i podążamy w górę po kamiennych schodach. Pani była ogromną patriotką Kalabrii w ogóle i San Nicola Arcella w szczególności. „Nigdzie nie jest tak pięknie, góry i morze razem”. Powtarzała to kilkakrotnie, a ja uczciwie musiałam przyznać jej rację.

Kalabria pociągiem i autobusem. Belmonte Calabro 

© comune.belmontecalabro.cs.it

Malutkie średniowieczne miasteczko, założone około 1270 roku pod panowaniem króla Karola I Andegaweńskiego, miało być częścią ciągu fortyfikacji budowanych przez Drogone di Beaumont wzdłuż wybrzeża. Klimatyczne, stare, pięknie położone na wzgórzu, wokół niezwykłe panoramy. Wzgórza, lasy, morze – wszystkie uroki Kalabrii w komplecie. Z przyjemnością zagłębiamy się w uliczki, które przechodzą w schodki, wychodzimy na punkty widokowe, pijemy kawę z domowym ciastem w barze nieopodal przystanku. Widzieliśmy tam niezwykłe „uliczki”, zbudowane ze stopni, kręconych jak klatka schodowa w domu. Spotkaliśmy niezwykłą „skrzynkę pocztową”, mianowicie z okna na piętrze zwisał sznurek zakończony pętelką, w którą był włożony rulonik korespondencji. Zakupy włożone do koszyka na sznurku już widziałam na Sycylii i w Neapolu, ale czegoś takiego jeszcze nie.

© comune.belmontecalabro.cs.it

© comune.belmontecalabro.cs.it

Kolegiata © Gino il Pio

Niestety, widać, że miasteczko powoli staje się opuszczone, mało w nim życia. Ciekawostka: jedną z najwybitniejszych osób w historii tego miasta, niezależnie od osądów, był Michele Bianchi, postać dla mnie dziwna. Był w ścisłym gronie uczestników marszu na Rzym, który wyniósł Mussoliniego do władzy, potem jako członek Wielkiej Rady Faszystowskiej współrządził, a po lądowaniu Amerykanów na Sycylii z Wielką Radą obalił Mussoliniego. Bojownik, wspólnik, zdrajca? Czy winny ale nawrócony? Poświęcony mu pomnik-mauzoleum stoi na sąsiednim wzgórzu, widoczny z daleka. Jest jednym z nielicznych pomników tej wielkości, poświęconych postaciom faszyzmu w całych Włoszech. Nie poszliśmy. Podobno jest w dobrym stanie, a w miasteczku jest również nazwana jego imieniem ulica i dom, w którym się urodził. Widocznie jego rodacy uznali, że historię ma się jedną, a M. Bianchi wielkim obywatelem był.

© Valentino C

© comune.belmontecalabro.cs.it

Belmonte jest skomunikowane z Amanteą linią autobusową Preite, autolinee Nr 13. Kursuje głównie w dni nauki szkolnej, tylko do południa. W pozostałych godzinach można dojść piechotą od drogi SS18, którą jeździ wiele autobusów, zarówno linii SAT jak i Preite. Wszystkie zdjęcia Belmonte pochodzą z oficjalnej strony miasteczka (nie mieliśmy aparatu).

Kalabria pociągiem i autobusem. Fiumefreddo Bruzio


Kolejna miejscowość z klubu Borghi più belli d’Italia, która znalazła się tam w pełni zasłużenie. Miasteczko zadbane i bardzo wiekowe, jego początek sięga roku 1000. Jego rozwój i historia łączą w sobie pierwiastki europejskie i afrykańskie, a spośród zabytków, powstałych w latach 1200 – 1700 do dziś pozostał zamek, mury i wieże strażnicze rozrzucone po wzgórzach i wybrzeżu, liczne kościoły oraz różne rezydencje.

© Vittorio Martire



Ponadto miasto ma „swojego” XX wiecznego artystę Salvatore Fiume (1915-1997), malarza, rzeźbiarza i pisarza. Od roku 1975 mistrz bezpłatnie tworzył w starym centrum miasta niezwykłe dzieła sztuki. Między innymi Maestro Fiume namalował freski na wewnętrznych murach zamku oraz kopułę w Chiesa di San Rocco. W latach dziewięćdziesiątych umieścił dwie piękne rzeźby z brązu „La Fontana” i „La Fortuna”, na widokowych placach Fiumefreddo Bruzio, Largo Torretta i Largo Rupe.



Freski na murach zamku i rzeźby można obejrzeć, są w przestrzeni publicznej, natomiast kościół był zamknięty. Ponoć często tak bywa. Na pociechę sfotografowaliśmy drzwi.

Miasto jest zdecydowanie warte wizyty, nawet, jeśli byłaby połączona z pewnym poświęceniem. Leży na wysokim wzgórzu, jak zwykle – chciałoby się westchnąć, a do Centro Storico nic nie jeździ. Autobusy jeżdżą wspomnianą już drogą SS18 i tam należy wysiąść na przystanku Fiumefreddo Regio. Do góry prowadzi stamtąd szlak pieszy, według Google Map do zamku jest 1,8 km i dojście zajmuje ok. 30 minut. W sam raz na spacer. Niestety szlak w zimie został uszkodzony przez intensywne opady i miał być dopiero remontowany. Na nasze wielkie szczęście bardzo życzliwi ludzie nas tam zawieźli i mogliśmy cieszyć nasze oczy i koić dusze górami, morzem, historią i sztuką. Miasteczko dobrze wykorzystuje swoją pozycję na liście najpiękniejszych, ma bogatą stronę www z kilkoma linkami, jeden z nich dotyczy Salvatore Fiumo i można obejrzeć jego freski na dobrej jakości fotografiach. Strona oczywiście tylko po włosku, ale mistrza opisali po angielsku.

Kalabria pociągiem i autobusem. Diamante


Jest jeszcze Diamante słynące z murali. Zatrzymują się tam autobusy linii Cosenza – Praia a Mare (na przelotówce SS18) i pociągi osobowe. Planowałam zatrzymać się w drodze powrotnej z San Nicola na dwie-trzy godziny, żeby obejrzeć te słynne malowidła, ale wygrało lenistwo. Był prawdziwy upał, miałam za sobą kilkugodzinną wyprawę i kiedy wsiadłam do chłodnego autobusu, za nic nie chciało mi się wysiadać po 15 minutach jazdy. Można też dojechać pociągiem, chyba prościej. Autobus ma dwa albo trzy przystanki pod nazwą Diamante, nie wiem, z którego jest najbliżej na stare miasto.

Gdzie można spędzić kilka godzin w Lamezia Terme?

Lotnisko w Lamezia Terme nie zachwyca, jest nieduże, po odprawie można nie znaleźć siedzącego miejsca w hali odlotów, podróżni krążą tam i z powrotem, bywa brudno. Jasnym punktem jest bardzo dobra cukiernia-lodziarnia na parterze, naprzeciwko telebimów, ale dostępna przed odprawą. Pyszne lody. Dworzec kolejowy też nie robi dobrego wrażenia, ale ma przyzwoite poczekalnie dostępne z peronu. Dla tych, których czeka spędzenie kilku godzin przed odlotem, mam propozycję spaceru, ok. 400 metrów. Kierujemy się główną ulicą w prawo od dworca i po 130 m skręcamy w lewo w Via Montello. Niestety nie ma nazwy na początku ulicy, jest na końcu, ale łatwo trafić, jest to druga w lewo i jedyna przyzwoicie wyglądająca. Kończy się bardzo przyjemnym skwerem, z ławeczkami, dużymi drzewami i malutkim kościółkiem. Przy placyku jest Bar Cafeteria Dolce Italia, z dużym pomieszczeniem i ogrodem z tyłu lokalu. Mają też jakieś przekąski na słono. Nie byliśmy jedyni z walizkami. Dzieląc czas między skwer i bar da się tam spędzić nawet dłuższą przerwę w podróży. Moje doświadczenie mi podpowiada, że szukając drogi lepiej pytać miejscowych o lokal niż o ulicę. Nazwy ulic często są im nieznane, pizzerię lub bar na ogół wskażą bez problemu.

Bardzo dziękuję Marysi za tak obszerną relację.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia.
Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku, śledzenia profilu na InstagramieTwitterze oraz subskrypcji kanału YouTube. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. A może macie własne doświadczenia w podróżowaniu po Kalabrii pociągiem i autobusem?

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Jeden komentarz do “Kalabria pociągiem i autobusem. Co zobaczyć podróżując komunikacją publiczną?”

  1. Cześć! W przyszłym tygodniu mam lot do Lamezia Terme i nie mam pojęcia gdzie stamtąd jechać. Myślę, że pojedziemy do Treopei na parę dni, bo widzę, że dojazd z lotniska jest sensowny, ale kompletnie nie wiem co dalej. Chciałabym zaszyć się w jakiejś spokojnej miejscowości z ładną plażą i niedrogimi noclegami z airbr. Nie mamy zbyt wiele kasy ani prawa jazdy, a moja mama, która jedzie ze mną, ma ponad 60 lat, więc zależy mi na tym by to było możliwie najbardziej komfortowe miejsce (szczególnie pod kątem dojścia na plażę oraz dojazdu z Tropei). Mama też boi się dużych fal, więc jest dla mnie ważne, by ten fragment wybrzeża był jak najspokojniejszym. Może mogłabyś coś poradzić? Z góry dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close