Samochodem po Italii. Część 2

Podróżowanie samochodem po Italii to prawdziwa sztuka. O ile jazda autostradą może być bardzo przyjemna, o tyle wjazd do miasteczek to niekiedy prawdziwa walka o przetrwanie. O włoskich autostradach będziecie mogli przeczytać niedługo w osobnym poście w kategorii Porady praktyczne, natomiast na temat parkowania w poście Samochodem po Italii – część 1. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami doświadczeniami odnośnie stylu jazdy Włochów.

Styl jazdy Włochów

Styl jazdy Włochów to temat rzeka. Generalnie moja teza jest taka, że im dalej na południe, tym gorzej, choć apogeum wypada w Neapolu. W roku 2011 portal Zoover po przeprowadzeniu badań na 30 000 kierowców uznał Włochów za największych piratów drogowych. Trudno się z tym nie zgodzić obserwując, co wyprawiają tamtejsi kierowcy. Przykład pierwszy – autostrada. Przekraczanie prędkości na autostradzie nie jest niczym gorszącym, bo zdarza się nagminnie w większości krajów i o ile jest w granicach rozsądku, to można przymknąć oko. Ale w 2008 roku wracając z Sycylii mieliśmy okazję zobaczyć coś naprawdę głupiego. Wyprzedzając skrajnym lewym pasem na trzypasmówce Neapol – Rzym mieliśmy na liczniku 160 km/h. W pewnym momencie oślepiło nas intensywne światło od tyłu. Nim zrozumieliśmy, o co chodzi, między nami, a betonowym separatorem wygradzającym pas dzielący autostrady przecisnął się motor z prędkością znacznie większą, od naszej. Drugi przykład – zwykła krajówka SS18 biegnąca wzdłuż tyrreńskiego wybrzeża Kalabrii. Tam z kolei, jadąc z przepisową prędkością, zostaliśmy dogonieni przez tira, który niezadowolony z naszego ślimaczego tempa najpierw zaczął na nas trąbić, a gdy to nie spowodowało znacznego zwiększenia prędkości postanowił nas postraszyć podjeżdżając bardzo blisko zderzaka. W końcu zaczął wyprzedzać i o mało nie zderzył się czołowo z samochodem osobowym jadącym z przeciwka. A teraz przyjrzycie się dokładnie zdjęciu poniżej.

autem-po-autostradzie

Nie dość, że niemieszczącą się do środka samochodu siatkę powiesili na kole zapasowym na zewnątrz, skąd mogła spaść komuś pod koła, to jeszcze jeden z pasażerów jedzie w bagażniku! A miało to miejsce na sycylijskiej autostradzie w sierpniu 2008. Kolejna sprawa to całkowity brak szacunku dla pieszych. Również w sierpniu 2008 szukaliśmy miejsca parkingowego koło pizzerii w Syrakuzach i na moje hasło „zaparkuj tutaj” Artur wzburzył się, że przecież jednym kołem zahaczy o przejście dla pieszych, a tak nie można. Znaleźliśmy miejsce dalej i wróciliśmy pieszo. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że nie dość, że ktoś zaparkował w tym miejscu to jeszcze przyjechała policja i ….. zaparkowała centralnie na środku przejścia. Na koniec podjechał inny samochód i ustawił się za policją jako drugi rząd.

Pieszy ma pierwszeństwo na przejściu? Wolne żarty. W Neapolu weszłam na przejście bez sygnalizacji przez kilku pasmową ulicę, gdy samochody stały na czerwonym świetle ok. 100 m dalej. Gdy już prawie byłam na drugiej stronie nadjechała babka, która zaczęła na mnie krzyczeć i wymachiwać pięścią, bo musiała się przez mnie zatrzymać. Znaki drogowe Włosi traktują bardziej jako informację, niż obowiązujące prawo. Zasada prawej ręki na skrzyżowaniu równorzędnym? A co to w ogóle jest? Tutaj podjeżdżający do skrzyżowania równorzędnego zamiast się zatrzymać – trąbi i sygnalizuje, że będzie przejeżdżał. Czasem to zawodzi. Nasz syrakuzański kolega skasował w ten sposób swoją Fiestę, i to tuż pod domem. A trąbienie to nie tylko sygnał w ruchu drogowym, ale też sposób pozdrowienia przechodzącego znajomego czy wyrażenie uznania dla ładnej dziewczyny. Kierunkowskaz przy zmianie pasa? A po co, szkoda żarówek, przynajmniej w mieście, a na pewno w Palermo. Jest to w moim odczuciu najgorsze po Neapolu miasto do poruszania się samochodem. Przejechanie kilku kilometrowego odcinka wypożyczonym samochodem – mimo posiadanego ubezpieczenia – przyprawiło o ból głowy nie tylko Artura jako kierowcę, ale także mnie, pilota wycieczki.

Kolejna sprawa to nie przejmowanie się zarysowaniami. Jeśli jest mało miejsca do zaparkowania, to Włoch po prostu trąci sąsiedni samochód lub przytrze się o mur i nikt nie będzie robił z tego problemu. W 2012 roku w Caltagirone byliśmy na słynnych schodach. Patrzymy, a wąską uliczką wychodzącą tuż przy pierwszym stopniu jedzie mercedes klasy E, na Sycylii rzadki widok z uwagi na znaczne gabaryty. Ewidentne było, że facet skręcając nie wyrobi, ale on nie przejmując się najzwyczajniej przejechał przycierając samochód z dwóch stron. Pytaliśmy naszą koleżankę Polkę mieszkającą od kilkunastu lat na Sycylii, dlaczego samochody są tak poobijane i nie naprawiane. Okazuje się, że gdy do stłuczki przyjedzie Policja i nie potrafi ustalić sprawcy (a ma to miejsce zadziwiająco często), to wystawia mandat temu, kto ją wezwał. Więc nie wzywają.

Skutery. To kolejny temat rzeka. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest ich więcej, niż samochodów. Ich styl jazdy jest najgorszy, bo pchają się wszędzie, również na czerwonym świetle. Kierowców nie przyzwyczajonych potrafią przyprawić o stan przedzawałowy. W Neapolu na przykład widzieliśmy skuter jadący po chodniku i trąbiący na pieszych. Poniżej zamieściłam filmik swojego autorstwa nakręcony na Wybrzeżu Amalfi w lipcu 2010 roku. Strada Amalfitana należy do jednych z najbardziej zatłoczonych, wąskich i krętych dróg w Italii. Każdemu planującemu podróż w to miejsce polecam pozostawić samochód i zwiedzać przy pomocy dobrze działającej tam komunikacji autobusowej.

W filmie wykorzystano muzykę zepołu Il Volo „O sole mio”

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Italii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

 

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

29 komentarzy do “Samochodem po Italii. Część 2”

  1. Policja przyjezdza tylko do wypadkow z rannymi lub zabitymi.
    Likwidacja szkod zajmuje kilka miesiecy o ile mamy podpisane oswiadczenie sprawcy. Czesto takie oswiadczenia odbywaja sie ustnie a pozniej winni zaprzeczaja. Poza tym po tym jak nam wyplaca szkode nie zawsze oplaca sie naprawiac szczegolnie, gdy samochod ma juz pare dobrych lat. Bo znowu nas gdzies porysuja czy walna.
    Ja, piszac z perspektywy Neapolu i prowincji, balam sie tu jezdzic przez pare miesiecy od kiedy tu zamieszkalam. A bylam wieloletnim i doswiadczonym kierowca z duzego polskiego miasta. Maz natomiast nie umie prowadzic w Polsce. Nie dla tego, ze nie zna znakow, on ich zwyczajnie NIE WIDZI.
    Do tej pory jezdzilismy starym samochodem. W tym roku sie zepsul i postanowilismy kupic nowy dosc drogi samochod. Japonski, zeby nie miec problemow z kradzieza. W tej chwili to nasza udreka.

    1. Faktycznie, to częściowo wyjaśnia styl jazdy Włochów, nie widzą znaków! Do tej pory myślałam, że ignorują je świadomie. Nie wiem, co gorsze 🙂

      1. NATALIO,

        Ja dość dużo jeździłem po Włoszech i twierdzę, że Ty coś przesadzasz z tym narzekaniem. Włosi jeżdżą bardzo kulturalnie, bardzo spokojnie, więc być może Polactwo nie potrafi tego znieść. A ten filmik to nic szczególnego. Nie wiem co tam widzisz zatrważającego.

        Natomiast, powiedz Mi, o ile wiesz, taką rzecz – otóż, już czterokrotnie zdarzyło Mi się na włoskich autostradach, że na bramce nie był wykrywany Mój samochód – Renault Master. I wiem, że to nie wina danej bramki, bo próbowałem zmieniać bramki i nic. A inni przejeżdżali przez nie bez problemu.

        Więc musiałem wzywać pomoc, po czym otwierano Mi szlaban, ale nie miałem biletu wjazdowego potrzebnego do uiszczenia opłaty przy wyjeździe.

        Przy wyjeździe nie było nic szczególnego jeżeli w punkcie poboru opłat była żywa osoba. Ostatnio, nie było żywej osoby więc abym mógł wyjechać przycisnąłem guzik pomocy. Automat zażądał ode Mnie 64,40 euro za odcinek drogi rzędu 150 km.

        Zamiast zapłacić tę przesadzoną kwotę (normalnie byłoby 14,40 euro, bo 50 euro to mandat za brak biletu) Ja znowu nacisnąłem przycisk pomoc, która otworzyła Mi szlaban drukując jednocześnie taki prawie półmetrowy paragon na kwotę 64,40 euro.

        Powiedz Mi co z tym zrobić??? Bo nie zapłaciłem nic skoro nie moja wina, że nie miałem biletu.

        Pozdrowienia,
        ROMAN WŁOS

  2. kilkakrotnie podróżowaliśmy po Wloszech potwierdzam wszystkie uwagi ,które tu przeczytałem. Z własnych doswiadczem mogę dodać otóż na autostradzie jeśli to możliwe staram się jechać przed Tirem z Europy cywilizowanej to gwarantuje spokojną jazdę przynajmniej przez jakiś spory odcinek drogi bez stresu , drugie doświadczenie -jadąc na południe jeśli to możliwe uciekam na autostradę tzw adriatycką tam kierowcy są jacyś normalni może dlatego że głównie to obcokrajowcy,bo ci na śródziemnomorskiej pędzący do Rzymu sa tacy jak Panstwo opisujecie. Pozdrowienia Roman z Gdyni

    1. Witaj Romanie!
      Tak na początek – jestem po prostu Natalią 🙂
      Adriatycką autostradą jeszcze nie miałam okazji jechać, no może z wyjątkiem fragmentu w Apulii, zawsze wybieram jedynkę z sentymentu. Najpierw Toskania, później małe miasteczka koło Rzymu, a na deser Wezuwiusz, którego jakoś za każdym razem mijam o zachodzie słońca 🙂
      Co do jazdy po autostradzie – ciekawy sposób z tą jazdą przed tirem. Faktycznie, na włoskich drogach najbezpieczniej chyba jedzie się w towarzystwie innego obcokrajowca, no może z wyjątkiem sytuacji, gdy panowie z UK kręcą nowy odcinek Top Gear’a, a lubią zaglądać do Włoch dość często 😉
      Pozdrawiam z Poznania!

      1. Witaj Natalio i Wszyscy którzy czasami tu wpadacie poczytać Pisze ku przestrodze, kiedy w naszym hotelu zabraklo biletów dowiedziałem sie że w metrze można kupić takie nawet na 24 godziny. Następnego dnia po śniadaniu kupiliśmy bilety na 24 godz , będąc jednak przezornym i doświadczonym w wyprawach, pomomo znajomości angielskiego i niemieckiego przed zakupem postanowiliśmy złapać języka najbardziej jak wszędzie pasował nam garniturowy. Faktycznie potwierdzil że bilet jest ważny przez 24 godz , kupiliśmy!!!!! Jakie było nasze zdziwienie gdy następnego dnia po 22 godz bramka nie reagowała . Sokista w szklannej budce przy bramkach potwierdzil że owszem bilet jest na 24 godz ale od 00 do 24 w nocy, po tym jak spieniłem się jak piwo ,potwierdził że faktycznie może to nie jest najbardziej inteligentny system ale On na to nic nie poradzi , zapytałem gdzie sa moje euro i co teraz zwlaszcza że jesteśmy we dwójkę. Zapytał ile razy będziemy jeszcze kożystać dzisiaj z metra lub autobusów i ofiarował nam rolkę biletów z informacją że te bilety białają tylko na bramkarza takiego jak On ,wszystko dalej poszło fajnie ale pytać trzeba . Akcja działa sie w Rzymie Pozdrowienia Roman

      2. Miasteczka koło Rzymu polecam oddalone 90 km na wschod w stronę autostrady adriatyckiej Manoppello kościółek na wzgórzu gdzie z chusty Weroniki wielkości A4 zrobionej z Bisioru spogląda uśmiechnięta twarz Jezusa /droga krzyżowa stacja nr6. Pozdrawiam może ktoś podjedzie czekam na opowieści

  3. świetna strona gratuluję!
    pierwszą podróż samochodem na południe Włoch (Amalfi) odbyłem w 2008 roku z żoną, nie miałem problemów na autostradzie, chyba z uwagi na fakt, że dość szybko jeżdżę, bardziej bałem się mandatów za prędkość, serpentyny też nie robiły na mnie wrażenia bo mieszkam na południu Polski, Natomiast to, co zobaczyłem na lokalnej drodze w kierunki Pompei to była apokalipsa drogowa w głównej roli wszędobylskich skuterów, gdzie w pewnym momencie z bocznej drogi wypadł na środek wąskiej ulicy którą jechaliśmy ….. koń z zaprzęgniętym dwukołowym czymś i roześmianym woźnicą z rozmierzwionymi włosami .. i gnał co sił środkiem!!! widok był tak surrealistyczny, że z żoną parsknęliśmy śmiechem, a ja w celu ochłonięcia musiałem zjechać na pobliską stacyjkę paliw by móc tam wypalić w spokoju smaczne ichniejsze cygaro (Toscanello – polecam) i zastanowić się nad tym co przed chwilą zobaczyłem… Amalfi pokonywałem i w dzień i w nocy samochodem który praktycznie nie ma świateł. Obecnie mam już inny samochód, ale do tej pory nie wiem, jak wówczas podróżowałem nocą (chyba ludzki organizm, akomoduje się do złych warunków). Co ciekawe w 2010 roku dostałem kuriozalne wezwanie z jakieś polskiej firmy windykacyjnej za nieopłacenie autostrady we Włoszech wraz z odsetkami. Zdziwiło mnie to, bo przecież tam są bramki, a pasami płatnymi nie wjeżdżałem na autostradę (dotyczyło to kierunku Foggia- Neapol).

    1. Hahaha! Ale się uśmiałam, choć zaskoczona za bardzo nie jestem 🙂 Dziadek jadący trójkołowym skuterkiem i wiozący dwie babcie – jedną w kabinie i jedną na pace, albo dwie kobiety i dwója dzieci, w tym niemowlę na rękach jednej z nich jadący na skuterze w centrum Neapolu – ta druga sytuacja zszokowała mnie jeszcze w zeszłym roku, jednak gdy podobne scenki powtarzały się przestałam je aż tak przeżywać. A z tym mandatem to faktycznie dziwna sprawa. Raz mieliśmy problem z zapłaceniem na bramce, coś chyba nie działało, albo zbyt późno mój małżonek zorientował się, gdzie włożyć banknot. Po chwili wydrukowano nam automatycznie rachunek, który następnie musieliśmy opłacić na poczcie. To był prawdziwy horror, bo w urzędzie pocztowym na Roma Termini nikt nie mówił po angielsku!
      Pozdrawiam

  4. Natalio, dziekuje za ten blog i cenne uwagi! Jade za tydzien samochodem na Sycylie z dzieciakami… troche sie boje teraz tej szalonej wloskiej natury na ulicach, ale jednoczesnie niecmoge sie doczekac Sycylii haha! Czy znasz moze jakies godne polecenia miejsca dla dzieci? Malych raczej, wiec cos w stylu aquapark na sycylii i ewentualnie na polnocy Wloch w okolicy Udine? (Planujemy nocna jazde a w dzien dzieciaki przemeczyc gdzies 🙂 )

    1. Witaj Meg!
      Dziękuję za miłe słowa, bardzo się cieszę, że moje posty okazały się Wam pomocne 🙂
      W okolicach Udine nie znam, ale nad Jeziorem Garda, w południowo wschodniej części jest kilka takich miejsc. Natomiast na Sycylii dużym aquaparkiem jest Etnaland koło Misterbianco, na zachód od Katanii.
      Pozdrawiam i życzę Wam udanego wyjazdu!

  5. Jeśli chodzi o Sycylię – nie mieliśmy najmniejszych problemów z poruszaniem się autem. Objechaliśmy całą Sycylię wynajętym autem – nawet nie dokupowaliśmy ubezpieczenia, które nam sugerowano – ponieważ mamy duże doświadczenie po miasteczkach Hiszpanii i bardo dobrze znamy ten styl jazdy 😉

    Taka ciekawostka: W porównaniu Hiszpanów do Włochów widzę jedną znaczącą różnice – Hiszpanie mają duży szacunek do pieszych. Wręcz maniakalnie przepuszczają pieszych przez przejścia, a nawet, gdy przejść nie ma. Nie raz zdarzała mi się sytuacja, że nawet ja sama jeszcze nie wiedziałam, że chcę przejść na drugą stronę ulicy, to już się ktoś zatrzymywał i mnie przepuszczał – wystarczyło pojawić się bliżej krawędzi jezdni 😉 (spędziłam w Hiszpanii rok, zatem to nie przypadek 🙂

    Druga sprawa to Hiszpanie jeżdżą bardzo przepisowo jeśli chodzi o prędkość jazdy. Ale trzeba baaardzo uważać na dziadków za kierownicą, ponieważ oni nie patrzą w lusterka i lubią nagle wjechać pod koła na autostradzie….
    We wrześniu będę miała okazję porównać kierowców hiszpańskich i włoskich (bo może sycylia to wyjątek 🙂

  6. Witam ponownie Wszystkich. Wasze opisy są super ja moge jedynie polecic ze swej strony wykupienie wszystkich możliwych ubezpieczeń w PZU robie tak zawsze ,do awarii samochodu i pasażerów . I choc skorzystałem we włoszech z holowania 1 raz i raz w Austri , mogę życzyć nikomu awarii we włoszech. Po gradobiciu około 19 przred Torento połapaliśmy 4 pajączki na przedniej szybie.Pomoc przybyla co koń wyskocz około 4 nad ranem ,zanim to nastąpiło kilkanascie telefonów od PZU i kogoś ,wszyscy mi wmawiali w kilku językach że nie ma mnie na tej stacji na której byłem, jednak pomoc przybyła zapakowali naszego Vana łącznie z nami i zrobili około 10 km wtedy to właśnie jako marynrz miałem chorobe morską ,resorowanie samochodu lawety i naszego zrobiło swoje. KIedy zaparkowaliśmy gdzieś we wsi grubasek kierowca powiedział że około 8 rano nas zdejmą z lawety. Odczekałem ale kiedy słonce wstało i nagrzewało coraz bardziej nasze auto wyszedłem na lawete i trzymając się relingów wykonałem arię Stefana ze ” Strasznego Dworu” dla wszystkich mieszkanców wsi a ponieważ głos mój szlachetny skrobiący jak po szkle gdzieś pod koniec arii nasz samochód juz był zdjety z lawety Teraz wiem popełniłem błąd powinienem zaspiewać „BO wszyscy Polacy to jedna rodzina” też by bolało. Muszę dopełnić opowieści . Biznesmsn niby dyrektor warsztatu powiedział że mamy zostawić samochód i sobie pójśc „bo spóści psa ” nie wiedział ów pusty czerep że w lodówce skrywało się 2 kg kabanosów jestem ciekaw do dzisiaj kto byłby lepszym i prawdziwym przyjacielem tego psa po kilku gozinach po kilku bo zdeklarował się że o godz 15 bedzie juz nowa szyba za jedyne 450 Euro a ja jakoś mu nie dałem wiary przeczucie i znajomość mechaników mnie nie zawiodły. Szyby nie było pożegnał nas ozięble cedząc cos przez zęby że polaco coś tam Obudziliśmy kolęzanke w Chicago proszac o nr telefonu wiedząc jedynie że gdzieś we Włószech mieszka Jej córka z nowo poślubionym Italiancem . Córeczka ta dodam że znana nam od zawsze znalazła naszą szbę w Weronie za 650 Euro z wymianą ale jutro zamówiliśmy hotel .Żona nie dała za wygraną odnalazła za pośrednictwem tesciowej innych polaków którzy zaprosili nas na nocleg niedaleko Pesaro przy autostradzie adriatyckiej a rano zaprowadzili nas do znajomego im warsztatu typu „Glas Jan” gzie wymieniono na szybę za 360 Euro.Po powrocie PZU zwróciło koszta jednak naprawa tam oodbyła się za nasze pieniądze. a szkoda że jakies ubezpieczenie nie obejmuje takich awarii..Dziekuje wszystkim którzy man pomogli i pamiętajmy „BO wszyscy polacy to jedna rodzina ” Dodać muszę koniecznie by dopełnić opowieśc że pani domu pracowała na nocnej zmianie u piekarza gdzie piekarz ów miał kolegę właśnie w tym warsztacie gdzie wymienili nam szybę PRZYPADEK ??????????? dzisiaj prosze o dobre drogi krajowe włoskie którymi można przeciąć włochy w poprzek i fajne miejsca do który warto zawitac Pozdrowienia Roman

    1. Witaj Romanie!
      Dziękuję za tak obszerny opis. Takiej właśnie sytuacji zawsze się obawiam podczas podróży swoim samochodem. Włosi są super na co dzień, ale w trudnych przypadkach nie jest łatwo coś załatwić.
      Pozdrawiam

  7. Ja w podróży z Lisbony do Polski miałem dziwną sytuację, w której samochód na autostradzie w Niemczech odmówił dalszej jazdy (za dużo elektroniki to niedobrze) i Niemcy powiedzieli w serwisie, że silnik kaput. Weekend spędziliśmy na koszt ubezpieczyciela w hotelu na totalnym odludziu, a w poniedziałek szef warsztatu oznajmił, że naprawa będzie kosztowała ok. 3000 EUR. Podziękowałem i za 500 EUR lawetą pojechaliśmy do Krakowa, gdzie zaprzyjaźniodny mechanik naprawił mi samochód za 350zł. Mam też taki dziwne wrażenie zawsze wracając z zagranicznych wojaży samochodowych, że wszędzie jest bezpieczniej na drogach niż w KR. 😉

  8. Przeczytałem Wasze powyższe wpisy dotyczące realnych problemów, które mogą wystąpić w przypadku awarii samochodu i muszę tu coś jeszcze naskrobać.
    Przed pierwszym w życiu wyjazdem samochodem do Italii w 2008 roku, sprawdziłem w samochodzie wszystkie podstawowe rzeczy u zaprzyjaźnionego mechanika, w tym wymieniłem filtr paliwa, olej, a nawet poprosiłem o sprawdzenie alternatora i szczotek czy aby nie przetarte. Samochód użytkowałem na co dzień, serwisowałem na bieżąco, wszystko wymieniane na czas i brak jakichkolwiek niepokojących oznak, więc byłem go pewny. Jedyne zastrzeżenie jakie mogłem mieć to do jego, już nieco leciwego wieku. Ale żona nie pytała mnie czy wybieramy się na zlot samochodów zabytkowych do Italii, więc chyba nie było tak źle, a poza tym nowe samochody, te to dopiero podobno potrafią się zepsuć. Ja miałem sporo koni pod maską, opływowy sportowy kształt, możliwość tankowania LPG, no i jazda w kierunku słońca! Podróż przebiegała znakomicie. W 12 godzin z Krakowa z postojami byliśmy pod Wenecją w Caorle, tam postój na nocleg na campingu i dalej w drogę na ostrogę buta. Po drodze z Caorle, zjechaliśmy na poranne cappucino do Ferrary, która nas zauroczyła. Autostradą już od Bolonii jechało się świetnie, bo ruch samochodowy zdecydowanie zmalał. Wjechaliśmy na krótką przerwę do San Benedetto, gdzie poczułem się jak na Hawajach (palmy po obu stronach jezdni) i dalej „lecimy” autostradą 170-180km/h. Do celu, czyli San Giovanni Rotondo (Manfredonia) mieliśmy dystans ok. 200 km, godzina około 16:00 (czyli była szansa na znalezienie jeszcze dziś noclegu na którymś campingu nad morzem). I tu nagle pędząc 170 widzę jak wskaźnik poziomu paliwa powoli opada w dół, zapachu benzyny nie czuję, to może mam wyciek z tyłu?? może wymieniony filtr paliwa był źle dokręcony? dziura w baku? ale to niemożliwe! różne myśli kołaczą mi się po głowie, mówię do żony, że coś się dzieje z samochodem, zwalniam i wypatruję najbliższego zjazdu z autostrady (w sumie to czuję się jak pilot z dokumentalnego serialu o katastrofach lotniczych, bo nie wiem czy przypadkiem zaraz nie wylecę w powietrze). Na szczęście za kilka minut widzę że jest zjazd z autostrady!! Uff ulżyło! Ale zaraz, zaraz, szyby nie chcą się opuścić i silnik się dławi, trzymam silnik na „przygazówce” żeby nie zgasł i przez uchylone drzwi próbuję zapłacić, na szczęście jest tam żywy człowiek! a nie automat i mówię mu coś w rodzaju, że auto kaput! Dostaję od niego jakąś wizytówkę odjeżdżam ciągle przygazowując dławiący się silnik i parkuję na jakimś dziwnym parkingu. Wyłączam silnik i …. i od tej pory samochód jest kompletnie „martwy” tzn. całkowicie nie reaguje na przekręcenie kluczyka. Wtedy naszły mnie dziwne myśli, że to chyba koniec i czas rozstać się z samochodem na dobre, oraz jak tu zorganizować sobie powrót pociągiem do kraju i zacząłem się rozglądać za miejscem na rozbicie samorozkładającego się namiotu z Decathlonu. W sumie transcendentalne uczucie.
    Widzę, że z mojego wpisu wychodzi krótka nowela (chyba trzeba skracać albo napisać i wydać wspomnienia z podróży), więc teraz postaram się już podsumować. Chyba dzięki opatrzności, na parkingu również był jegomość i to w budce z telefonem! I w dodatku mówi po angielsku! uff, dogadamy się! informuje nas, że tu koło tej budki z nieznanych nam przyczyn nie można dłużej stać, telefonuje i za dziesięć minut podjeżdża serwisant z pobliskiego zakładu i pyta o objawy choroby. Stwierdza, że alternatore kaput! i bateria też kaput! ja mówię, że to niemożliwe bo przecież przed wyjazdem był sprawdzany (ale nie wiem czy on mnie do końca rozumie). Podładowuje mi na szybko akumulator, tak abym mógł podjechać pod warsztat, załatwia nam nocleg i podwozi z bagażami na miejsce. O godz. 9 wieczorem ktoś puka, otwieram, a tu ten mechanik nas wita i coś trzyma w usmarowanych rękach. Pokazuje mi mój zdemontowany alternator, szczotki rzeczywiście były ok. ale pozostały element już niestety nie i dlatego nie było pełnego ładowania akumulatora, pomimo, że kontrolka w samochodzie nie sygnalizowała braku ładowania! I pyta czy reparacione czy nuovo? W związku z tym, że wolałem nie ryzykować a różnica w cenie była niewielka i sam mechanik polecał nuovo, tak też zdecydowałem. Zapytał jeszcze czy potrzebuję papiren, nie wiedziałem o co chodzi, dopiero potem załapałem, że papiren nie potrzebuję i było jeszcze taniej, w sumie zapłaciłem tyle ile bym zapłacił w kraju. Musieliśmy czekać do południa następnego dnia bo musiał oryginalny alternator sprowadzić z Pescary, potem baaaardzo mu podziękowaliśmy. Po naprawie poprosił nas aby pojeździć trochę samochodem po Ortonie, żeby się upewnić czy wszystko jest ok. Muszę dodać, że w naszym przypadku prawdopodobnie cel naszej podróży, o który pytali włosi odegrał dużą rolę, mianowicie San Giovanni Rotondo i o. Pio. W każdym razie mieliśmy wspaniałą i zaskakująco miłą pomoc ze strony przesympatycznych Włochów, a jak się tak zastanowić to i o. Pio też chyba coś dopomógł. Objechaliśmy wówczas już bez żadnych niespodzianek prawie całą Italię i zakochaliśmy się w niej do utraty tchu. W następnym roku i kolejnych tym samochodem pomykaliśmy w kierunku słońca. CIAO!

    1. Homer dzięki za tak obszerny i fajnie napisany komentarz 🙂 Ja też jeżdżę staruszkiem na LPG! W dodatku mój nie ma klimy, więc pewnie jest jeszcze starszy, niż Twój (Seat Leon 2002) – za to do tej pory był niezawodny (poza awarią komputera rok temu) i mam straszny sentyment do tego modelu. Ja na szczęście do tej pory nie miałam podobnych problemów, obym nie napisała tego w złą godzinę 😀
      Pozdrawiam

    2. Cześc Twoja przygoda jest mi znana z autopsji . Wracałem z Koloni busem i miałem naprawiony w Polsce alternator więc byłem spokojny a tu nagle spada mi wskaźnik baku patrze w lusterkach czy zostawiam slad benzyny ale nie zapaliłem oświetlenie wewnętrzne a tu nic. Poprosiłem kolegę który byl o 100 km dalej w stronę Polski gdzieś w pobliżu Hanoweru .Zawrócił przyjechał wymieniliśmy akumulatory. On ładował mój a ja rozładowywałem jego i tak wróciliśmy do Gdyni szczęśliwie .Każdemu życzę takiego kolegi na trasie Pozdrowienia Roman

    3. Cześć Homerze podpuscila nas Natalia do pisania ,widfzę że z każdej podróży opowieści pełne kosze ,podkreślam tylko że zanim ja dotrę do Berlina z Gdyni to Ty już połowe ITali objechałeś Piszę bo chcę Ci polecic fajny pensjonat w San Govanni Rotondo 200 metrów od samego Padre Pio nazywa się Allequerce /pod dębami – podobno/ Pozdrowienia Roman

  9. 2012r., autostrada Florencja-Rzym, ciut za Florencją. Przed wyjazdem wszystko sprawdzone ale jak to zwykle bywa coś się musi wydarzyć. Na którymś zakręcie straciłem wspomaganie, na szczęście zaraz była zatoczka awaryjna. Zjazd, stop, maska w górę i … pasek strzelił 🙁 Telefon alarmowy, laweta, warsztat. Pomoc szybka i skuteczna, póki co. No i tu pozytywy się kończą bo … jak niefart to niefart, sobota ok. 14-15. W warsztacie zrzucili nas z lawety i mangiare 🙂 Nikt nie parla inglese. Pokazują na zegarek i usta. No tak, bez mangiare nie ma pracy. Ok. 17 próbowaliśmy się dogadać kiedy zrobią. Lunedi, lunedi. Niby normalne bo przecież sobota. W poniedziałek nic, wtorek nic, środa nic. W końcu w czwartek po południu telefon od znajomego Włocha że zrobili. No cóż, włoska czasoprzestrzeń.
    Co do jazdy po Italii … kierunkowskazy niepotrzebne, klakson jak najbardziej. Na autostradzie po lewym pasie można jechać 60 i nikt sobie z tego nic nie robi. W końcu demokracja, no nie. Parkowanie … tylko na wariata. Jedyny skuteczny sposób. Parkingowi wyrastają spod ziemi. Wracam od automatu z biletem a tu już stoi dziewczyna i wypisuje bloczek 🙂
    Mimo wszystko Italia jest bella 🙂

  10. Witam.

    Super fajny i przydatny blog. Fajnie czyta sie wszystkie wpisy a przy okazji czerpie duzo inspiracji.

    Marzy mi sie wyprawa do Wloch od dawna i prawdopodobnie w tym roku na przelomie lipca i sierpnia moje marzenie sie spelni 🙂 Interesuje mnie kwestia jezyka, jak to jest wystarczy mi znajomosc angielskiego czy powinnam sie zaczac uczyc wloskiego? 😉

    Pozdrawiam

    1. Witaj Kasiu!
      Absolutnie wystarczy Ci angielski 🙂 Choć oczywiście warto przyswoić kilka podstawowych słów i zwrotów po włosku, ale to tylko ułatwienie w podróży, a nie konieczność. Tam, gdzie są turyści, tam miejsowi znają agielski, moża dyskutować na jakim poziomie, ale ja nigdy nie miałam najmniejszych problemów z porozumieniem się.
      Pozdrawiam serdecznie

  11. Witam,

    Na początek dziękuje Ci Natalio za twój blog, znalazłem na nim masę przydatnych informacji, które wykorzystam w planowanej przeze mnie podróży po Sycylii 🙂

    Wybieram się w 11 dniową podróż objazdową po Sycylii wynajętym samochodem z Trapani.

    Podczas zwiedzania nie zawsze ze znajomymi będziemy mieli możliwość zostawić swoje bagaże w hotelu. Przykładowo po drodze z Palermo do Milazzo chcielibyśmy odwiedzić Cefalu, a z Syrakuz do Agrigento Villa Romana del Casale.

    I teraz moje pytanie: czy bezpiecznie jest zostawiać samochód na parkinach z bagażami w środku.

    Pytam się dlatego ponieważ wiele się nasłuchałem i naczytałem na temat przestępczości na Sycylii i bezczelnych kradzieży.

    Zdarzało się Wam zostawiać samochód z bagażami w środku na publicznych parkingach ? Nigdy nie mieliście żadnych nieprzyjemności w związku z tym ? Bezwzględnie unikać tego, czy raczej te opinie są mocno przesadzone?

    Nie zostawiając bagaży w samochodzie z odwiedzenia paru miejsc będziemy musieli zrezygnować.

  12. Wlasnie jestem na Sycyli i mam autko z wypozyczalni. Potwierdzam ze wlosi jezdza zgodnie ze sobie tylko znanymi zasadami a przepisy sa jakby ogolnym zarysem. Pierwszenstwo ma ten kto jest szybszy :O) Trabienie trzeba uznac za zwykla ekspresje w czasie jazdy. Generalnie ja sie po kilku dniach przyzwyczailem co wiecej podoba mi sie taki luzny styl wykorzystywania srodkow lokomocji. Zastanawaim sie jak tu dzialaja szkoly nauki jazdy. Jak instruktor tlumaczy kursantowi zwlaszcza w miescie jazde zgodnie z przepisami ? Aha – nie widzialem ani jednej nauki jazdy !

  13. Witajcie, Natalio i jej goście co fajnymi komentarzami nas raczą! Ja mieszkałam już: w pobliżu Milano, potem koło Rzymu, Neapolu, potem w Pugli, w prowincji Foggia (wiele razy byłam też w San Giovanni Rotondo) a teraz mieszkam od prawie 4 lat w Kalabrii, w Catanzaro. To co opowiadasz Natalio o kierowcach z Nepolu i z zachodnio-południowego wybrzeża Italii….pomnóż przez przynajmniej 2 a dowiesz się jak jest w Kalabrii….Ja jeżdżę starudzkiem z lpg, jeszcze starszym niż twój, 1996, w Polsce był w idealnym stanie, po 2 latach w Catanzaro mam rysy i całą karoserię poobijaną (zawsze na parkingu pod domem, gdy byłam w pracy, a że pracuje blisko domu- idę pieszo…). Reflektory przednich migaczy też na parkingu mi potłukli i nie ma szans odkryć kto. Tylny migacz sama se potłukłam cofając w nocy na pozakręcanej i NIEOŚWIETLONEJ drodze trzeciej a może i szóstej kategorii. Codziennie maszeruję pieszo około 200 mt do pracy, zawsze ta samą ulicą, i ZAWSZE, ale to ZAWSZE muszę co najmniej JEDEN raz (a czasem nawet 3-4…)-dokładnie się oglądając za siebie, wyjść na jezdnię, choć chodniki są około metrowej szerokości, ponieważ zawsze się znajdzie jakiś UPRZEJMY kierowca, co zaparkował na chodniku w odleglości 10-15 cm od ściany budynku. Bo tylko na chwilę, bo tak wygodnie…Raz byłam czymś innym wkurzona i….zamiast wyjść na ulicę, wspięłam sie na maskę tak zaparkowanego peugeota i przeszłam po prostu po nim. Kierowcy nie było, na nikim to nie zrobiło wrażenia…..Na pasach nie mogę przejść przez jezdnię PRAWIE nigdy, bo po obu stronach stoją zaparkowane samochody i to tak blisko jeden drugiego, że przecisnąć się nie da. Mogłabym opowiedzieć z milion zdzrzeń prawdziwych o kierowcach z Kalabrii, ale chyba macie już rozjaśnione jako tako jak tu jest. Ja się przyzwyczaiłam już, zdarza mi sie widzieć samochód stojący centralnie na torach na przejeździe kolejowym, przez 10-15 minut, bo przed nim ktoś zatamował ruch a ten wjechał, bo mu spieszno bylo, i stoi…..A jakby tak przejazd zamknęli i puścili pociąg?? Nie tylko nie widzą znaków Włosi…..ale nie widzą też slupów, krawężników i….sensu zatrzymania sie PRZED przejazdem kolejowym (nawet jeśli jest on otwarty), jeśli jest z przodu korek… Bella Italia……

  14. Witam, ileż tu prawdy 🙂 Pierwszy raz bylismy samochodem we Włoszech w Toskanii (trasa Florencja – Piza). W tym roku północ Włoch ( odcinek Wenecja – Garda – Mediolan) i rzeczywiście kultura jazdy na północy jest dużo większa. Toskania – masakra. Strach pomyśleć jak niżej w kraju się jeździ, ale przekonam się w przyszłym roku 🙂 W większości staraliśmy się podróżować bocznymi drogami, żeby wchłonąć przepiękny klimat Włoch 🙂 uwielbiamy te częste ronda na których nic nie rządzi 🙂 Zasada: dojeżdżasz do ronda i wjeżdżasz jakbyś miał zawsze pierwszeństwo albo nikogo na nim nie było 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close