Ragusa pachnąca jaśminem. Dzień 12, część II

Ragusa-Ibla

Dolce far niente, czyli „słodkie nic nierobienie” dopadło nas ostatecznie na Ibli, starej części Ragusy, jednego z najpiękniejszych miast Sycylii. To właśnie tam, na tarasie Bed & Breakfast Giardino di Pietra zniewolił mnie cudowny zapach sycylijskiego gelsomino.

Południowo – wschodnia Sycylia jest szczególnie bliska mojemu sercu. To właśnie w te rejony trafiłam, gdy jedenaście lat wcześniej przyjechałam po raz pierwszy na wyspę. Jenak do Ragusy i jej mniejszej sąsiadki – równie pięknej Modici – nigdy wcześniej nie dotarłam. A, że uwielbiam włoską architekturę barokową, to tym bardziej cieszył mnie ten etap podróży. Wjechaliśmy do miasta drogą z Caltagirone, czyli od północnego zachodu.

Map from PlanetWare.com

Kierując się do zabytkowego centrum (na powyższej mapie to prawa strona), jechaliśmy początkowo przez nieciekawe dzielnice mieszkalne, aż nagle po minięciu katedry uliczki zaczęły się zwężać. Jako pierwszy punkt w Ragusie obraliśmy via 22 Maggio, a dokładnie miejsce, w którym ulica mija kościół Santa Maria delle Scale. To właśnie stamtąd rozpościera się ten oto znany widok na zabytkowe centrum, czyli Iblę.

ibla httpwww.skyscrapercity.com

 źródło: http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=201480

Zdjęcie to nie jest wykonane przez nas. Pech chciał, że wieża kościółka była w remoncie i widok stracił dużo na swojej efektowności. Ale w zanadrzu miałam jeszcze jedno miejsce, w którym można zrobić fajne zdjęcie. Zobaczyliście je na początku wpisu.

Wyświetl większą mapę

Dotarcie do celu, jakim był Bed & Breakfast Giardino di Pietra, zlokalizowanego w labiryncie wąskich uliczek Ibli nie obyło się bez problemów. Jako, że przy BB nie ma możliwości zaparkowania wymyśliłam, że zostawimy Punciaka na jednym z darmowych miejsc postojowych znajdujących się wzdłuż via del Mercato i dojdziemy pieszo zaledwie 110 m.


Wyświetl większą mapę

Wszystko super, dotarliśmy, zaparkowaliśmy, wytaszczyliśmy nasz duuuży bagaż i tutaj pojawiły się schody, dosłownie.

schody Rausa

źródło: Google

Spodziewałam się tego, wszak Ibla zbudowana jest na wzgórzu, ale rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Jak już wtargaliśmy walizki na górę byliśmy czerwoni na twarzy jak buraki, a pot spływał nam ciurkiem nie tylko po czole… Nacisnęłam dzwonek i po chwili drzwi otworzyła przesympatyczna Pani w średnim wieku. Spojrzała zaniepokojona na nasze twarze i po włosku zapytała, gdzie samochód. Na to pokazałam mapę, a ona z przerażeniem chwyciła się za głowę i zaczęła tłumaczyć, że trzeba było podjechać tutaj, rozpakować bagaże i dopiero zaparkować. No cóż, poniekąd miała rację, ale tylko poniekąd. Dlaczego? O tym napiszę w kolejnym poście. Signora zaprosiła nas do środka i zawołała swojego syna, na oko ok. osiemnastoletniego. Nie zrozumiałam, co dokładnie do niego powiedziała, ale brzmiało to mniej więcej tak: „oni szli z bagażem po schodach, pomóż, zanieś to na górę, bo jeszcze facet na zawał zejdzie, mamma mia!” Na to chłopak, bardzo małomówny jak na Włocha, popatrzył na nas z politowaniem i mimo naszych protestów chwycił energicznie większą walizkę i żwawo ruszył prawie biegiem po schodach na drugie piętro kamienicy.

Początkowo zarezerwowałam pokój w małym hotelu w pobliżu katedry San Giovanni Battista, która znajduje się w pobliżu wspomnianego już kościoła Santa Maria delle Scale. Jednak na krótko przed wyjazdem znalazłam Giardino di Pietra, który zapowiadał się bardzo ciekawie. Zmieniłam rezerwację i była to jedna z najlepszych decyzji organizacyjnych tej wycieczki (60 euro / dobę za pokój dwuosobowy ze śniadaniem w formie bezpośredniej). Dwupiętrowa, stara kamienica została wyremontowana zachowując jednocześnie klasyczny, sycylijski styl. Na parterze jest spory hol oraz drzwi, prawdopodobnie do mieszkania. Na pierwszym piętrze jest mieszkanie Signory, przez której salon przechodzi się w drodze na drugie piętro, gdzie znajduje się BB: salon z dwoma stołami, w pełni wyposażona kuchnia przeznaczona  do użytkowania dla gości, cztery pokoje z łazienkami dostępne z salonu i taras. Dostaliśmy duży, ładnie urządzony pokój, wysoki – jak to w starych kamienicach – z sufitem ozdobionym malowanymi kwiatami. Do tego balkon, choć niewielki, ale wyposażony w suszarkę do powiedzenia prania i klamerki. Niby taki drobiazg, a cieszył, bo akurat wypadał środek wycieczki i potrzebowaliśmy wyprać parę ciuszków. Signora od razu zaproponowała kawę i przygotowała całą Mokę (czytaj więcej w poście Ekspres do kawy dobry na kryzys) mocnego i aromatycznego naparu, a następnie zaprosiła nas na taras. Do tego umyliśmy w kuchni kupione w Piazza Armerina czereśnie i rozpoczęliśmy sjestę. Taras Signory okazał się istnym rajem. Po pierwsze zadaszony, czyli chronił zarówno przed deszczem, jak i nadmiernym słońcem. Po drugie stoliki, przy których można było usiąść i odpocząć. Po trzecie wspaniały widok na dachy Ibli i kościół Santa Maria delle Scale. Po czwarte – bez problemu działał internet bezprzewodowy. I wreszcie po piąte – kwiaty. Cały taras obstawiony był donicami z różnymi kwiatami, w tym drzewkiem cytrynowym i dość konkretnym krzakiem małych, białych kwiatków o cudownym zapachu, który dosłownie mnie zniewolił. Siedziałam, wąchałam i nie mogłam się nasycić. Jak się później okazało owe kwiatki to gelsomino, śródziemnomorska odmiana jaśminu.

gelsomino

Praktykowaliśmy klasyczne dolce far niente na tarasie i czuliśmy, że niczego nam więcej do szczęścia nie potrzeba. Niestety, w końcu trzeba było zakończyć tą sjestę, wskoczyć pod prysznic, zrobić szybkie pranie z wykorzystaniem bidetu (w podróży bezcenne) i w końcu wyjść powłóczyć się po starówce. Uwielbiam to, zwłaszcza wieczorami, ale tym razem – po raz pierwszy w historii moich włoskich wojaży – musiałam się zmusić, aby opuścić taras Giardino di Pietra.

W roku 1693 południowo – wschodnią Sycylię nawiedziło silne trzęsienie ziemi, które zrównało z ziemią wiele miast i miasteczek. Ragusa została wówczas rozdarta na dwie części: stare miasto, czyli zrujnowaną Ragusę Iblę i nowe miasto, które zaczęło powstawać obok, tzw. Ragusę górną. Iblę z czasem odbudowano w stylu barokowym, zachowując część krętych, wąskich uliczek, natomiast nowe miasto ukształtowano również w stylu barokowym, ale stosując układ jednej, głównej ulicy Corso Italia oraz regularnej siatki mniejszych uliczek. Tam też w XVIII wieku powstała katedra San Giovanni Battista. Zabytkowe centrum Ragusy zostało wpisane na listę UNESCO.

Na początek trochę okrężną drogą przez wąskie zaułki udaliśmy się do pięknego kościoła San Giorgio z XVIII wieku. Niestety, do środka nie udało nam się wejść, ale fantastyczna fasada wynagrodziła tę niedogodność. Po jakimś czasie dotarliśmy na koniec Ibli, gdzie znajduje się wspaniały park miejski z imponującą aleją palmową. Wart zobaczenia jest też Palazzo del Conservatore, gdzie nam nie udało się dotrzeć. Na kolację tego dnia zaplanowałam regionalny przysmak Scacce Ragusane, który podobno kupić można tylko na terenie prowincji Ragusa. Jest to wypiek z cienkiego ciasta podobnego do pizzy z różnymi kompozycjami dodatków, które składa się kilkukrotnie i piecze w piecu opalanym drewnem, czyli identycznie, jak pizzę. 

SCACCE Ragusane www.cookaround.com

źródło: www.cookaround.com

Pyszne, chrupiące i gorące Scacce kupiliśmy na wynos w małej rosticcerii po niecałe 2 euro / sztukę. Szukając miejsca, aby usiąść i zjeść trafiliśmy pod knajpkę, gdzie zebrała się grupka mieszkańców oglądająca mecz swojej drużyny na Euro 2012. Przysiedliśmy się i włączyliśmy do kibicowania.

Enna
Zapraszam do galerii Ragusa pachnąca jaśminem

Mecz zakończył się remisem, który nie był wymarzonym wynikiem. Było już po zmroku, gdy wróciliśmy do Giardino di Pietra. Widoki z tarasu na podświetlone zabudowania Ragusy były jeszcze piękniejsze, niż podziwiane popołudniu. Przysiadły się do nas mieszkające za ścianą trzy podróżujące wspólnie Francuzki i postawiły na stół butelkę schłodzonego limoncello. Krzew jaśminu gelsomino rozsiewał swoją słodką woń, która w połączeniu z cytrynowym likierem przyprawiła mnie o zawrót głowy.

Informacje dodatkowe:

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Sycylii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

7 komentarzy do “Ragusa pachnąca jaśminem. Dzień 12, część II”

  1. Uwielbiam Iblę! Zdarłam tam nogi… Ten smakołyk o którym piszesz, hmm… kupiłam dwa, jeden zjadłam zaraz, a drugi po kilku godzinach, już w Modyce. I skończyło się na pogotowiu następnego dnia… Może nie należy tego nosić w plecaku, nie wiem…

  2. Ach, jak pięknie to opisałaś Natalio – zamykam oczy i wydaje mi się, że tam jestem, nawet czuję zapach jaśminu <3

    1. Witaj Kat!
      Z Ragusy na rejs? Szczerze mówiąc nic mi o tym nie wiadomo. Prawdopodobnie z miasteczka Marzamemi lub Portopalo można popłynąć wzgłóż wybrzeża, na pewno z Syrakuz. Do Syrakuz z Ragusy jeździ pociąg 🙂
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close