Pizzeria Di Matteo. Bill Clinton wie, co dobre. Dzień 3, część I

clinton-pizza-naples

„Neapol jest rajem. Wszyscy żyją tu w jakimś stanie upojnego samozapomnienia. Nie inaczej dzieje się ze mną. Z trudem siebie poznaję; wydaje mi się, że jestem odmienionym człowiekiem”.

J.W.Goethe

Dziś trzeci dzień wycieczki – Centro Storico w Neapolu oraz kolejna słynna pizzeria. Zapraszam!

Po śniadaniu i wykwaterowaniu pozostawiliśmy bagaże w hotelowej przechowalni. O godzinie 20:00 mieliśmy wypływać do Palermo, ale wcześniej czekała na nas kolejna neapolitańska atrakcja – Centro Storico. Zgodnie z planem zagłębianie się w tę część Neapolu rozpocząć mieliśmy od Porta Nolana, ale zdecydowaliśmy się pojechać najpierw do portu kupić bilety na prom, o czym napisałam więcej w poście Parostatkiem piękny rejs czyli o biletach na prom. Nie mogliśmy tego zrobić dzień wcześniej przy okazji wycieczki na Capri, gdyż zwyczajnie nie mieliśmy przy sobie tylu pieniędzy.

Moja rada: nie noś przy sobie wszystkich pieniędzy i dokumentów. Jeżeli w hotelu jest sejf, korzystaj z niego. Zostawiaj tam wszystko to, co danego dnia nie będzie Ci potrzebne. Jeśli masz możliwość załóż konto walutowe. Po kupnie waluty w kantorze, gdzie kurs jest najkorzystniejszy, wpłać środki na konto. Większość hoteli i pensjonatów akceptuje płatności kartą, podobnie jest na wszystkich stacjach benzynowych. Danego dnia zabieraj z hotelu tylko dokumenty, które będą Ci potrzebne, podobnie rób z pieniędzmi – zabierz, ile będzie Ci potrzebne + niewielka rezerwa. 

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie interesują nas muzea / galerie i nie chodzimy do nich, z bardzo rzadkimi wyjątkami. Uwielbiamy włóczyć się po nastrojowych uliczkach, chłonąć atmosferę miast i miasteczek oraz podziwiać krajobrazy i architekturę. Chętne wejdziemy na punkt widokowy np. kopułę Bazyliki Św. Piotra w Rzymie czy kopułę we Florencji, ale dzieła sztuki w Galerii Uffizi – choć piękne – nie wygrają walki o nasz czas i pieniądze z kopułą Brunelleschiego czy dzwonnicą Giotta. Jednym z takich rzadkich wyjątków w Neapolu miała być Kaplica San Severo, jednakże jedyny dzień, w którym mogliśmy ją zwiedzić przypadł akurat we wtorek, kiedy jest zamknięta.

Tak więc z portu doszliśmy do ronda na skrzyżowaniu ulic Corso Umberto I, via Agostino Depretis oraz via Armando Diaz, a stamtąd rzuciliśmy się w plątaninę wąskich, nienaniesionych na poniższą mapę uliczek, kierując się na północ w stronę Piazza Gesu Nuovo, koło kościoła o tej samej nazwie.

Map from PlanetWare.com

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od kościoła Gesu Nuovo, wybudowanego na przełomie XVI i XVII wieku. Dziwaczna fasada, zupełnie niepodobna do klasycznych fasad włoskich kościołów, pochodząca z pałacu wzniesionego w tym miejscu w roku 1470, kryje w środku piękne, barokowe wnętrze. Nie pamiętam, dlaczego nie zrobiliśmy zdjęć wewnątrz, być może fotografowanie było zabronione. Na placu przed kościołem uwagę przykuwa barokowa kolumna Matki Boskiej Guglia dell`Immacolata z połowy XVIII wieku.

DSC09651

 Kolumna Guglia dell`Immacolata, w tle z prawej fragment fasady kościoła Gesu Nuovo

Z placu Gesu Nuovo skręciliśmy w prawo w via Benedetto Croce, czyli w głąb Centro Storico. Zaraz obok kościoła Gesu Nuovo znajduje się jeden z najważniejszych zabytków starego Neapolu, surowy kościół Santa Chiara. Jego historia jest tragiczna. Kościół oraz znajdujący się na jego tyłach klasztor o tej samej nazwie powstały w latach 1310 – 1328. Kościół stał się miejscem pochówku królów Neapolu oraz najznamienitszych obywateli. W latach 1742 – 1757 wnętrze przebudowano w bogatym stylu barkowym. 4 sierpnia 1943 roku alianckie bomby trafiły w kompleks, a trwający kilka dni pożar zniszczył większość wnętrz. W latach pięćdziesiątych XX wieku podjęto decyzję o odbudowie, jednak kościół miał zachować pierwotną, gotycką formę. Trzeba przyznać, że jest to rzadko spotykany we Włoszech widok.

DSC09671

Wnętrze kościoła Santa Chiara, którego odbudowa rozpoczęła się w latach 50-tych XX wieku

Za kościołem Santa Chiara skręciliśmy z via Benedtto Croce, będącej częścią Spaccanapoli, ulicy „dzielącej Neapol”, w prawo w via Santa Chiara, a następnie w lewo w stronę Largo San Giovanni Maggiore i znów w lewo w via Mezzocannone, aż wróciliśmy na Spaccanapoli – via San Biagio dei Librai. W tym miejscu skręciliśmy w prawo, aby po chwili dojść do Largo Coppo di Napoli, gdzie znajduje się Capella Maradona, uliczna kapliczka upamiętniająca piłkarza Diego Armando Maradonę. Maradona został piłkarzem zespołu Societa Sportiva Calcio Napoli (SSC) w 1984 roku po tym, jak podkradziono go Barcelonie za astronomiczną jak na tamte czasy kwotę trzynastu miliardów lirów włoskich, czyli ok. siedmiu milionów euro. Prasa otwarcie pisała, że udział w sfinansowaniu tego transferu miała Camorra.  W roku 1987 i 1990 dzięki Maradonie przeciętna do tej pory drużyna zdobyła jedyne w swojej historii mistrzostwa Włoch pokonując drużyny z północy, a w roku 1989 wygrała puchar UEFA. Maradona jest w Neapolu czczony niczym bóstwo. Przy kapliczce umieszczony jest wierszyk w dialekcie neapolitańskim na cześć piłkarza i wzywający młodych chłopców do jego naśladowania.

DSC09708

Kapliczka Diego Maradony na via San Biagio dei Librai

Wróciliśmy na skrzyżowanie Spaccanapoli z via Mezzocannone i skręciliśmy w prawo obok kościoła San Domenico Maggiore. Kawałek dalej skręciliśmy w prawo w stronę Kaplicy San Severo – a nóż będzie otwarta, w końcu jesteśmy na południu Włoch, nie byłoby w tym nic niezwykłego.

Neapol
Zapraszam do galerii Neapol Centro Storico.

Ale niestety, była zamknięta zgodnie z informacją na stronie internetowej. Jednak wejście w zaułek koło kaplicy nie było daremne. Udało nam się zaobserwować osobliwy obrazek charakterystyczny dla Neapolu, o czym czytałam m.in. w książce Penelope Green „Neapol, moja miłość”.

Otóż uliczką szła staruszka popychając przed sobą wózek wyglądający na dziecięcy głęboki, ale bez budki, przykryty serwetą. Staruszka wykrzykiwała coś w dialekcie neapolitańskim, na co na balkonie pojawiła się inna zacna dama i rozpoczęła się wymiana zdań. Pani z balkonu przerzuciła przez poręcz miskę na sznurku i opuściła ją na dół, po czym pierwsza staruszka wyjęła z niej pieniądze i włożyła wyjęte spod serwety zawiniątko. W ten sposób mieszkańcy Neapolu robią zakupy bez wyjścia z domu. Nie dotyczy to jedynie ludzi starszych. Młodzi Neapolitańczycy, idąc z duchem czasu, montują na balkonach swoich mieszkań wyciągarki elektryczne.

DSC09725

Zakupy bez wychodzenia z domu w wykonaniu Neapolitańczyków

Wychodząc na via Tribunali, jedną z głównych uliczek Centro Strorico, skręciliśmy w prawo. Naszym celem była jedna z najsłynniejszych pizzerii Neapolu, do której w 1994 r. podczas szczytu G7 na pizzę amerykańską (cebula, kiełbasa i frytki) wpadł prezydent USA Bill Clinton. Pizzeria „Di Matteo”, znajdująca się na via Tribunali 94, działa od roku 1936 i konkuruje głównie z opisaną w poście Margherita z Julią Roberts pizzerią „Da Michele”. „Di Matteo” w naszej ocenie wypadło lepiej. Po pierwsze lokal jest większy i nie musieliśmy stać w kolejce na ulicy. Po drugie menu obejmuje nie dwa, a dwadzieścia siedem rodzajów pizzy, w tym słynną neapolitańską pizza fritta, czyli pizzę smażoną w głębokim tłuszczu. Ceny bardzo przystępne, od 2,50 Euro za Marinarę do 6,0 Euro za najbardziej wyszukane pozycje.

DSC09741

Menu pizzeri „Di Matteo”

Na koniec dodam, że pizza okazała się najlepszą, jaką kiedykolwiek jedliśmy. W moim rankingu przedstawionym w poście Pizze mojego życia panowie z „Di Matteo” zajęli pierwsze miejsce detronizując rzymskie „Da Bafetto 2”.

Dopisane 10 lutego 2014 r.

Moi drodzy! Tekst tego posta pierwotnie opublikowany w lutym 2013 r. nie uległ zmianie, lecz podczas wizyty w Neapolu w grudniu 2013 r. odwiedziliśmy ponownie Di Matteo i wykonaliśmy nowe zdjęcia, którymi właśnie zastąpiłam (z wyjątkiem menu) te poprzednie fotki gorszej jakości z czasów, gdy przez myśl mi nawet nie przeszło, że będą fotki ze swoich podróży publikować na blogu. Co nowego po tej wizycie? Po pierwsze zamówiliśmy jako przystawkę arancini w dwóch rodzajach. Było dobre, ale do sycylijskiego oryginału się nie umywało.

arancini-bianko-&-rosso

arancini-bianko-&-rosso-polowa

Po drugie i najważniejsze – pizza! Nadal wyśmienita, choć z dużym ALE. Czego to bloger nie zrobi dla swoich czytelników? Ano zamówi obrzydliwą pizzę alla Bill Clinton z frytkami i parówką! Tak kochani, zrobiłam to, choć parówki na pizzy nie zdzierżę! Efekt? Tego dnia nie wzięłam już nic do ust, a pizzy nie tknęłam do końca pobytu w Neapolu 🙁

di-mateo-margherita

Margherita z Di Matteo

pizza-americana

Mój „pizzowy” koszmar – pizza na cześć Billa Clintona – paskudna!

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży do Kampanii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym podróż.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

12 komentarzy do “Pizzeria Di Matteo. Bill Clinton wie, co dobre. Dzień 3, część I”

  1. Witaj, ależ się cieszę że znalazłam tego bloga. W środę wybieram się na kilka dni do Neapolu i szukałam jakiejś podobnej pizzerii do Baffetto w Rzymie (ja znam wprawdzie Baffetto w okolicy Navona ale sądząc po stronie internetowej Baffetto2 to po prostu siostrzany lokal więc i pizza tak samo obłędna) – dzięki Natalio, ten blog to masa przydatnych informacji :-)))

    1. Witaj Magda!
      Bardzo mnie cieszy Twój komentarz. Faktycznie Baffetto 2 to siostrzany lokal Baffetto. A co do Neapolu – na pewno będziesz zachwycona, to wspaniałe miasto, choć zupełnie inne, niż Rzym. Jeśli chodzi o pizzerie, to polecam też słynną Staritę a Materdei, nie pisałam jeszcze o niej. To lokal znany z filmu „Złoto Neapolu”, po którym zaczęła się kariera Spohii Loren. W Staricie koniecznie spróbuj pizzy „fritta”, czyli smażonej w głębokim tłuszczu. Mało dietetyczna, ale wrażenia niesamowite 🙂
      Pozdrawiam

      1. Mi we Włoszech podoba się absolutnie wszystko, nawet coperto lub dziwnie naliczane rachunki nie są w stanie mnie zrazić (że nie wspomnę o kierowaniu samochodem) do tego magicznego miejsca na ziemi. O Neapolu marzyłam od dawna, nie przewiduję opcji: „nie podoba mi się” :-))
        Dzięki za kolejne namiary na dobrą pizzę, na pewno skorzystamy. Mam nadzieję, że uda mi się również znaleźć tą pizzerię na wybrzeżu Amalfi – tak dokładnie to opisałaś, planujemy jeden dzień objazdu. No i całą wycieczkę na Capri rozpisałaś :-). W ogóle fantastyczny blog, masz wiernego czytelnika od wczoraj. Tym bardziej że na lipiec planujemy wyjazd samochodem na Sycylię. Tam promem, powrót powoli przez południowe Włochy, więc Twój blog to dla mnie prawdziwy skarb znaleziony zupełnie przypadkowo. Czekam na te relacje z Kalabrii :-))

        1. Takie komentarze dodają mi skrzydeł, dziękuję 🙂
          Jeśli chodzi o tą pizzerię na Wybrzeżu Amalfi, to była czynna tylko wieczorem od 18 lub 20, ale naprawdę warto! Mam nadzieję, że istnieje nadal – ja byłam tam trzy lata temu, coś mogło się zmienić. Czy mogłabym Cie poprosić o informację na ten temat, jak wrócisz?
          Odnośnie relacji z wycieczek, to do lipca na pewno skończę opisywać Sycylię, ale z Kalabrią może być ciężko. Mam niestety ograniczony czas, a jeszcze czeka mnie w międzyczasie kolejna podróż, którą chciałabym zrelacjonować na świeżo 🙂
          Jeśli masz konto na Facebooku, to zachęcam do dołączenia do naszego Fanpage`a, udostępniam tam różne ciekawe zdjęcia, których nie znajdziesz na blogu.

          1. Hej. Nie udało mi się niestety dotrzeć do tej pizzerii. Jeden dzień to za mało na te boskie widoki i cudne miasteczka. Ach pięknie tam jest szczególnie przed sezonem. Neapol zachwycił nas hałasem, włoskim klimatem i obłędnie dobrym jedzeniem. No i te ceny! Istny raj dla łasuchów. Musimy wrócić tam na dłużej. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie informacje. Pozdrawiam

  2. Ja dziś odkryłam ten blog, przez Sycylię, a Neapol to moje marzenie na … kiedyś, więc z pewnością tu wrócę… Teraz przekopuję się przez bloga, chcę go poznać, ale jako że mam fioła na temat Sycylii (prowadzę portal http://www.jedziemynasycylie.pl), niecierpliwie czekam na posty z Sycylii.

    Mam tylko nieco problem z poruszaniem się po tym blogu – nie zawsze znajduję następny wpis…
    Ale blog jest super, brava! 🙂

    1. Witaj Sławo!
      Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Generalnie schemat bloga jest taki, że pierwsze okienka na stronie głównej to najnowsze posty. Przewijając stronę na dół dogrywają się starsze, aż do najstarszego. Każdy post przyporządkowany jest kategorii. Gdy wybierzesz konkretną wyświetlą się posty tylko jej dotyczące. Relacje z podróży (na razie jest to tylko część „Neapolu i Sycylii”) znajdują się w kategorii „Moje podróże”, a tam z kolei jest podział na poszczególne wycieczki. Niedługo dojdzie Toskania.
      Wiele osób czeka na dalszy ciąg relacji z Sycylii, a ja bardzo bym chciała jak najszybciej ją skończyć, ale cierpię na deficyt czasu. Dziś powinniśmy być w trasie po Chianti od dwóch godzin, a siedzimy przed komputerem, bo dopiero wczoraj o północy dotarliśmy do miejsca, w którym jest internet. Jak wrócę do domu będę kontynuować opisywanie Sycylii oraz rozpocznę relację z Toskanii w takiej samej formie, jednak mój czas jest też ograniczony pracą zawodową 🙁
      Bardzo ucieszyły mnie Twoje odwiedziny na blogu i pochlebne opinie tym cenniejsze, że jesteś znawcą tematu i języka (ja o tym marzę).
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
      Natalia

  3. Natalio, etapy Waszej podróży opisujesz jak prawdziwy znawca tematu i nic Ci nie można zarzucić!!! A język, no cóż, zawsze można się nauczyć 🙂
    Co do czasu, znam doskonale ten ból!

    Mam nadzieję, że będziemy w kontakcie, że nasze blogi będą się krzyżować 🙂

    Co do organizacji bloga, wczoraj przeczytałam całą Sycylię (i Neapol) oraz obejrzałam galerie, ale cały czas nie znalazłam sposobu na przejście z danego etapu który czytam do następnego bez wracania do wszystkich etapów. Jest to pewne utrudnienie, ale – dałam radę 🙂 Jak by był sposób, warto byłoby coś z tym zrobić, bo nie każdy czytacz ma tyle cierpliwości co ja 🙂

    I na koniec – ja też podczas podróży tracę cenny czas na pisanie, wiem że to ma sens, bo po powrocie mogę wielu rzeczy nie pamiętać. Jednak tylko na to (dziennik z podróży), pozostałe zostawcie sobie na potem, bo szkoda wyjazdu! Napisz na blogu – JESTEM W PODRÓŻY i każdy zrozumie! 🙂 Fantastycznej Toskanii życzę!

    1. Dziękuję! Podróż będę w skrócie relacjonować, a dopiero po powrocie opiszę ją dokładnie, już o tym informowałam czytelników.
      Jeśli chodzi o powrót do grupy postów z Sycylii, to wystarczy w menu najechać na „moje podróże” i dalej „Neapol i Sycylia” i tam właśnie znajdują się wszystkie wpisy z danej podróży ułożone od dołu – najstarsze (początek wycieczki), do góry – najnowsze.
      Oczywiście, że będziemy w kontakcie, w zakładce „Kontakt” jest możliwość wysłania do nas maila, możemy też korespondować na FB (dodałam Twoją stronę do ulubionych).

  4. Droga Natalio, właśnie trafiłam na Twoją stronę i ogromnie się cieszę. Jak dobrze, że coraz więcej osób pisze o Italii w sposób obiektywny! Nie oznacza to oczywiście braku pasji i miłości do tego kraju. Zarówno ja, jak i reszta redakcji naszego dwumiesięcznika będziemy tu zaglądać. A swoją drogą – ja doświadczenia z pizzą w Neapolu miałam okropne. I w „Da Michele”, i w „Brandi”, gdzie policzono 3 euro za „coperto” mojej śpiącej w wózku córeczce. 🙂 W Rzymie polecam moje ukochane „Le Coppelle” niedaleko Panteonu, szczególnie „pizza gamberi&rughetta”. Palce lizać. Pozdrawiam serdecznie! Julia Wollner, magazyn „La Rivista”

    1. Witam serdecznie! Co za niespodzianka!
      Śledzę regularnie Twój blog Julio i doskonale pamiętam post o Neapolu i „Brandi”. Wtedy sama nie miałam jeszcze doświadczeń z tą pizzerią – a właściwie miałam – nie wpuścili mnie do środka, bo jeszcze trwała sjesta 🙂 Wybrałam się ponownie do „Brandi” dwa miesiące temu nastawiona raczej negatywnie. Nie było najgorzej, choć ceny – zwłaszcza jak na Neapol – mają kosmiczne. Dziękuję za namiar na „Le Coppelle”, na pewno wybiorę się tam przy najbliższej okazji 🙂
      Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close