Koncert Il Volo w Łodzi – relacja z sali i zza sceny oraz film

koncert Il Volo w Łodzi relacja zdjęcia film za sceną

Chłopaki z Il Volo wrócili do Polski w najtrudniejszym momencie swojej kariery, gdy na zespół wylał się w internecie ogrom hejtu za najnowszą płytę. Napiętej atmosfery panującej na początku koncertu nie udało się ukryć przed publicznością, ale fani nie zawiedli. Wsparcie i zaangażowanie ze strony widowni oraz wspaniała atmosfera, jaka się wytworzyła spowodowały, że zespół po raz kolejny wyjechał z naszego kraju w poczuciu sukcesu, dobrze wykonanego zadania i przeświadczeniu, że fani w Polsce zawsze przyjmą ich wspaniale. To relacja z koncertu oraz zza sceny, ale także przesłanie dla tych, którzy zbyt chętnie w swoich internetowych komentarzach obrażają innych. Tam, z drugiej strony monitora również jest człowiek, z którym oczywiście można się nie zgadzać, ale pewnej granicy przekraczać nie wolno.

Paparazzo Barone, czyli (prawie) wszystko na Instagramie

Jeszcze kilka lat temu tym, który z całej trójki najchętniej pokazywał szczegóły ze swojego życia w mediach społecznościowych był Gianluca. Teraz pałeczkę naczelnego informatora o poczynaniach – zarówno swoich osobistych jak i zespołowych – dzierży bezsprzecznie Piero, a jego ulubioną platformą społecznościową jest Instagram. I tak trzecią wizytę Il Volo w Polsce mogliśmy śledzić już od Mikołajek, gdy zobaczyliśmy, jak Piero duma przed swoją szafą i myśli, co ma spakować do tej odległej krainy śniegu i mrozu. Następnego dnia rano nasz paparazzo przeszedł samego siebie montując kamerę do walizki i pokazując, jak z dopiskiem „Varsavia” wjeżdża ona na lotniskowej taśmie w otchłań rzymskiego lotniska Fiumicino. A skąd wiadomo, że akurat tego? O porannym locie do Polonii poinformował zaspany Ignazio z autobusu dowożącego od drzwi terminalu do drzwi samolotu. To wystarczyło, aby sprytni fani sprawdzili rozkład lotów do Warszawy i wiedzieli, o której czekać na Lotnisku Chopina. I  czekali. A hotel? Jedna z najpilniej strzeżonych informacji – bo tam artyści spędzają czas prywatny – trafiła do publicznej wiadomości, gdy tylko Piero – krótko po zakwaterowaniu – wybrał się na siłownię i pokazywał bardzo oryginalny wystrój obiektu. Próbę przed koncertem – również niedostępną dla publiczności – mogliśmy podglądać w tym samym miejscu. Na Inastagramie mieliśmy również okazję obejrzeć samych siebie, gdyż chłopacy chętne wyjmowali telefony na scenie i filmowali entuzjastycznie reagującą publiczność. Podsumuję to parafrazując wypowiedź, która kilka lat temu z hukiem trafiła do kanonu samobójczych goli polskiej sceny politycznej: sorry, takie mamy czasy. I w sumie tak jest lepiej, bo artyści skracają w ten sposób dystans na linii gwiazda – publiczność, który w dobie przed mediami społecznościowymi był bardzo duży i wyraźny. Choć czy to otwarcie na ludzi zawsze wychodzi artystom na dobre? Po ostatnich wydarzeniach mam mieszane uczucia. O co chodzi?

Zanim otwarto drzwi Atlas Areny

Po miesiącach oczekiwań na nową płytę, o czym pisałam w poście „Il Volo wracają do Polski”, 30 listopada – zaledwie dziewięć dni przed koncertem w Łodzi – nastąpiła zupełnie niespodziewanie premiera „Amame”, hiszpańskojęzycznego albumu nagranego w stylu latino, czyli bardzo innym, niż ten, za który ludzie pokochali Il Volo. W sieci rozpętało się prawdziwe piekło dla artystów. Ogromna ilość fanów – choć może trafniej byłoby nazwać ich obserwującymi – zaczęła przesadnie krytykować zespół w social mediach. Marnowanie talentu w kiepskim wydaniu i sprzedanie się dla chęci wyciągnięcia kasy z rynku latino to tylko kilka ostrzejszych, ale wcale nie najgorszych opinii. Jawne nawoływanie do hejtu, cofania polubień i chęci dotkliwego pokazania chłopakom przez część odbiorców, jak bardzo są wściekli, przybrało ogromną skalę. W okresie od premiery płyty do wyjazdu z Polski Ignazio stracił na Instagramie około tysiąca obserwujących. To słabe, bardzo słabe i jednocześnie przerażające. Ja rozumiem, że nie każdemu nowy album przypadł do gustu, ale czy nie można ograniczyć się do napisania: „słuchajcie, wolę was w klasycznym wydaniu”? Szczególnie, że od dawna zespół podkreślał, iż płyta ta nie jest zmianą na stałe, a jedynie stylistycznym eksperymentem i chęcią spróbowania czegoś innego. Poza tym jest naprawdę ładna, tyle że inna. Ogromna ilość hejtu nie mogła nie przełożyć się na nastroje w zespole, to normalne. I tak Gianluca – gdy zobaczyłam go po raz pierwszy – miał wyraźnie kiepski dzień, Piero również nie tryskał szczególną energią, jedynie Ignazio wydawał się pogodny, choć czy to nie była aby dobra mina do złej gry? Trudno powiedzieć. W każdym razie relacji z próby na instagramowych profilach obu panów nie zabrakło, podobnie jak wzajemnego przekomarzania się pomiędzy utworami, a ćwiczeniami mowy polskiej.

Trudne pierwsze minuty koncertu

To był pierwszy występ chłopaków od czasu premiery albumu „Amame”. Gdy później zastanawiałam się nad przyczyną takiego początku koncertu przyszło mi do głowy, że być może oni się obawiali. Obawiali się, czy na widowni nie siedzą – choć częściowo – ci wstrętni ludzie, którzy hejtują ich posty w mediach społecznościowych. Czy nie będzie gwizdów, lecących na scenę pomidorów i innych przejawów frustracji. Być może wtedy nie wiedzieli jeszcze, że polscy fani na płytę zareagowali pozytywnie, nie każdy jest nią zachwycony, ale o hejcie czy nawet większej krytyce nad Wisłą nie ma mowy. Początek koncertu był trochę sztywny, z dystansem, w napięciu. Gianluca nadal był przygnębiony i zdenerwowany, jakby odcięty od pozostałej dwójki, Piero opanowany, ale aż za bardzo, zupełnie nie ten sam bardzo pewny siebie Piero, którego widzieliśmy w Warszawie. Natomiast Ignazio – i tak zawsze skory do żartów i bawienia publiczności – od pierwszych niemal chwil dawał z siebie jeszcze więcej, niż zazwyczaj. Doskonały flirt z publicznością i entuzjastyczna reakcja widowni na każdy, nawet najdrobniejszy z jego gestów, spowodowała, że zarówno Piero jak i Gian rozluźnili się i zaczęli dobrze bawić. Przemiana szczególnie widoczna była na twarzy Giana, który z piosenki na piosenkę i z owacji na owację coraz szerzej się uśmiechał. Ignazio rozkręcił całą imprezę do takiego stopnia, że finalnie emocje – zarówno fanów jak i całej trójki – w Atlas Arenie przekroczyły te z warszawskiego Torwaru sprzed półtora roku.

Król sobotniego wieczoru Ignazio Boschetto

koncert Il Volo w Łodzi relacja zdjęcia film za sceną

© Jakub Janecki

Ignazio jak nikt inny opanował do mistrzostwa sztukę porywania publiczności, rozbawiania jej i uwodzenia. Tego chyba nie można się nauczyć, z tym trzeba się po prostu urodzić. Już po drugiej piosence (film – minuta 8:49 – 10:30) skradł cały show popisem mowy polskiej. Ubiegłoroczne, nie zawsze poprawne „dziękuję” oraz „panie i panowie” vel „paniole i panioki”, którymi wtedy bawił widownię, tym razem już mu nie wystarczyły. Po „Granadzie” postanowił przedstawić kolejno Orkiestrę Teatru Muzycznego w Poznaniu, pierwsze skrzypce orkiestry Patrycję Furman – Zadrożniak oraz dyrygentkę Agnieszkę Nagórkę. W tym celu każdą z kwestii rozpisał sobie na kartce (chciałabym to zobaczyć) i z ledwie drobnymi nieścisłościami zrealizował swój plan wprawiając publiczność w zachwyt. Płynne w tym roku „dziękuję” pojawiało się wielokrotnie na scenie oraz poza nią, na filmie w części zza sceny usłyszycie również „tak”. Co ciekawe oraz warte podkreślenia, Piero i Gianluca nie mówią po polsku ani słowa.

koncert Il Volo w Łodzi relacja zdjęcia film za sceną

Z takich kartek Ignazio odczytywał nazwę orkiestry oraz imiona i nazwiska © Jakub Janecki

koncert Il Volo w Łodzi relacja zdjęcia film za sceną

Pierwsze skrzypce orkiestry Patrycja Furman – Zadrożniak daje znak, że Ignazio świetnie poradził sobie z wymową jej imienia i nazwiska © Jakub Janecki

A wiecie, że dziesięć lat temu…

Przed piosenką „O sole mio” miała miejsce bardzo ciekawa wymiana zdań. Po krótkim przypomnieniu przez Gianlucę historii poznania się chłopaków w telewizyjnym show „Ti lascio una canzone” Ignazio – a jakże – przeszedł do bardziej osobistych wspomnień początków kariery. Spory dystans do własnej osoby powala mu żartować z samego siebie i przypominać fanom, że jako nastolatek ważył 120 kg:

– Byłem małą piłką, byłem arancino z rękoma. A Piero był…

– Właściwie kiedy byliśmy młodzi…

– Miałeś mały problem. Miałeś za duże uszy. Co się stało z twoimi uszami?

– Byłem na motorze i wiatr naprawił moje uszy.

– Aha. To był doktor wiatr czy co?

– To był wiatr.

Piero nie pozostał dłużny:

– W tym roku, a dokładnie w 2019 będziemy świętować dziesięciolecie wspólnej kariery. Czy możecie sobie wyobrazić, że ja i Gianluca musimy żyć z Ignazio od dziesięciu lat? Wy teraz się śmiejecie i cieszycie tą chwilą tylko przez dwie godziny, ale dwadzieścia cztery godziny przez siedem dni w tygodniu z nim…

Z opery na pop, czyli jak ryby w wodzie

koncert Il Volo w Łodzi relacja zdjęcia film za sceną

© Jakub Janecki

Ten koncert różnił się od warszawskiego jeszcze pod innym względem. O ile poprzednio repertuar występu był publiczności dobrze znany, to tym razem lista piosenek utrzymywana była w tajemnicy. Dopiero w dniu koncertu organizator zdecydował się ujawnić, że wyczekiwany utwór „Il Mondo” pojawi się wśród wykonywanych utworów. Było to o tyle ważne, że fankluby kolejny raz przygotowały akcje koncertowe. Niestety wobec braku dostatecznych informacji do niemal ostatniej chwili nie udało się aż tak zmobilizować publiczności, jak w Warszawie. Flagi oczywiście powędrowały w górę podczas piosenki, ale część widowni nie miała pojęcia, po co zastała na swoich krzesłach kolorowe kartki. Mimo tylko częściowego powodzenia akcji, starania dziewczyn zostały dostrzeżone i docenione, o czym więcej w dalszej części postu. Choć przed koncertem większość fanów pytana o preferowany repertuar odpowiadała, że chcą usłyszeć pop i utwory ze starszych płyt, to mimo powtórki z „Notte Magica” publiczność była zachwycona. Jednak prawdziwe szaleństwo – zarówno na widowni jak i na scenie – zaczęło się właśnie wtedy, gdy w końcówce występu repertuar operowy ustąpił miejsca popowemu. „Il Mondo”, „Nel blu dipinto di blu” (Volare), czy „Grande Amore” śpiewali artyści wspólnie z publicznością, która raz poproszona o powstanie już nie usiadła. Piero i Ignazio wraz ze zmianą mikrofonów na przenośnie zrzucili marynarki i nie dało się ukryć, że w takim właśnie wydaniu czują się najlepiej. Również Gianluca lepiej radzi sobie z zabawianiem widowni, gdy trzyma mikrofon w dłoni i może z nim chodzić swobodnie po scenie. Przemiana Giana z każdą kolejną piosenką postępowała, aż do końca wieczoru.

Wzruszenie, emocje i obietnice na 2019 rok

– Obiecujemy wam, że wrócimy za rok, a wy obiecajcie nam, że zawsze będziecie z nami, nawet za kolejnych dziesięć lat – powiedział wzruszony Gianluca i wywołał tym ogromne owacje publiczności.

– Dziękujemy wam, że przez te wszystkie lata nas wspieraliście – dodał Piero.

Fani już czekają na kolejny koncert, ale żadnych informacji na ten temat nie ma i pewnie jeszcze długo nie będzie. Pamiętajcie, że to jest biznes, a on rządzi się swoimi prawami. Nie da się jednak ukryć, że gdy bilety sprzedają się niemal w całości, to jest bardzo pozytywny sygnał, że warto do Polski wracać. A ogromny bonus w postaci bardzo dużego i pozytywnego ładunku dobrych emocji, z jakim chłopaki z Polski wyjeżdżają, jest także ważnym aspektem. Ta przemiana i powrót dobrego nastroju, które miały miejsce na naszych oczach podczas show z pewnością zadowoliły wszystkich, nie tylko artystów, ale też osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie tej ekipy. Bo Il Volo to nie tylko Piero, Ignazio i Gianluca, to spora grupa ludzi pracujących na sukces zespołu zza kulis. Kiedy więc możemy się ich spodziewać ponownie w Polsce? Wysuwając jedynie przypuszczenia obstawiam, że nie wcześniej, niż jesienią. Dlaczego? Ponieważ z nieoficjalnych informacji wynika, że pracują obecnie nad nową płytą, która ma pojawić się z okazji dziesięciolecia kariery. Gdy już się pojawi, pewnie około kwietnia, wówczas trzeba ją będzie jeszcze wypromować, a wtedy nadejdzie już lato. Lato to z kolei okres, w którym można koncertować w Italii pod gołym niebem, więc pozostaje jesień. Zobaczymy.

Za sceną też było wesoło

koncert Il Volo w Łodzi relacja zdjęcia film za sceną

© Jakub Janecki

Aktywność chłopaków na spotkaniach za sceną jest bardzo różna i trudno przewidzieć, czego danego dnia można się spodziewać. W Warszawie najbardziej żywiołowy był Piero, Ignazio stał spokojnie i myślami krążył zupełnie gdzie indziej, Gianluca uaktywniał się zaledwie chwilami. W Łodzi to Piero przejawiał najbardziej umiarkowany entuzjazm, za to dobry humor, uśmiech i dowcip Ignazio nie opuszczały go do samego końca, nawet gdy kamery były już wyłączone. Gianluca był uśmiechnięty i wyraźnie wzruszony, nie tylko w końcówce koncertu, ale także na spotkaniu z fanklubem. Spore wrażenie zrobiły na nim prezenty, bardzo przemyślane, nawiązujące po części do Polski jak i samego zespołu. Zwróćcie uwagę na siatki, nie były przypadkowe. Brawo dla dziewczyn z Il Volo Poland za pomysłowość i organizację. Gianluca podkreślił w rozmowie, że chłopacy dostrzegają i bardzo doceniają wszelkie gesty i zaangażowanie fanów. Anita Olszewska:

„Kilka miesięcy przed koncertem rozpoczęła się zbiórka, z której pieniądze zostały przeznaczone na akcję koncertową oraz prezenty dla chłopaków, którymi były: pluszowe pierogi – poduszki, słowiki, słodycze (Torcik Wedlowski) oraz krótki list od fanów. Dodatkowym prezentem były bociany, które zostały upodobnione do nich samych. Chłopcom bardzo się spodobały ów prezenty, byli nimi zachwyceni. Gianluca powiedział, że bardzo nam dziękuje za akcje i prezenty, ponieważ zauważył moment, gdy zaczęłyśmy pokazywać ludziom, że już czas, a po chwili zobaczyli efekt naszej i fanów pracy. To było coś niesamowitego, bardzo cieszymy się, że naprawdę wiele osób zaangażowało się w akcję koncertową. Chłopcy zauważyli, że prezenty są pełne symboliki, co jest dodatkowym atutem. Podziękowali nam bardzo serdecznie, obiecali, że wrócą i zaprosili nas do wspólnego zdjęcia.”

koncert Il Volo w Łodzi relacja zdjęcia film za sceną

© Jakub Janecki

Kilka ujęć ze spotkania z chłopakami, w którym wzięłam udział wraz z dziewczynami z Il Volo Poland możecie zobaczyć na filmie z koncertu. A jako ciekawostkę nadmienię, że w Łodzi swoim synom towarzyszyli dwaj tatusiowie podróżnicy: Gaetano Barone i Ercole Ginoble. Kiedyś, gdy chłopacy byli niepełnoletni musieli mieć przy sobie któregoś z opiekunów, ale teraz? Chyba po prostu panowie Ercole i Gaetano – podobnie jak ich synowie – lubią Polskę 😉

Film z koncertu Il Volo w Łodzi

Koncert Il Volo w Łodzi setną imprezą Prestige MJM

Równe sto koncertów oraz imprez dużego kalibru w przeciągu dziesięciu lat od założenia. Agencja Prestige MJM to przede wszystkim dobrany zespół specjalistów, dobra energia i pozytywne nastawienie do pracy będącej pasją i przygodą, która z drugiej strony wcale nie jest łatwa i wyłącznie przyjemna. Zanim Il Volo powrócą do Polski, nad Wisłę – a właściwie nad Wartę – zawita inny włoski artysta, który bardzo lubi nasz kraj. Andrea Bocelli w Poznaniu na stadionie Lecha przy Bułgarskiej już 11 maja, bilety możecie jeszcze kupić tutaj. Serdecznie polecam!

Świąteczny koncert Il Volo w Rai 1

Po łódzkim koncercie chłopaki polecieli z identycznymi występami do Budapesztu i Bratysławy, a następnie z tajemniczą misją do Libanu. Początkowo trudno było odgadnąć, o co chodzi, gdyż nagle relacje na Instagram Stories ustały. Trudno się dziwić, bo – jak się później okazało – Piero, Ignazio i Gian przebywali w bazie włoskich wojsk odbywających misję pokojową, a takich obiektów się nie pokazuje ze względów bezpieczeństwa. Chłopaki wystąpili z koncertem kolęd dla żołnierzy, zwiedzili też bazę i to właśnie ma zostać wyemitowane we włoskiej telewizji publicznej Rai 1 w pierwszy dzień świąt, tj. 25 grudnia o godzinie 22:45. Czy będziemy mogli zobaczyć transmisję w Polsce? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, gdyż Rai ma w zwyczaju kodowanie od czasu do czasu niektórych programów dla niektórych krajów, w tym dla Polski. Nie znam klucza, według którego ten proceder się odbywa, gdyby ktoś wiedział, na jakiej zasadzie wybierane są kraje i programy do blokady, to proszę o info w komentarzu. W każdym razie szanse na obejrzenie koncertu są spore, bo nawet jeśli zostanie zablokowany, to fani znajdą sposób, by dotrzeć do niego inną drogą 😉

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Autor zdjęcia głównego Jakub Janecki

4 komentarze do “Koncert Il Volo w Łodzi – relacja z sali i zza sceny oraz film”

  1. Droga Natalio
    wielkie dzięki za wspaniała relacje, komentarz. Miałam to szczęście, że zespół Il Volo poznałam wiele lat temu i zachwyciła mnie Ich chęć śpiewania, serce jakie w to wkładają, pasja, różnorodność repertuaru. Obserwuję Ich karierę, cały czas przeżywam z Nimi te dobre jak i trochę gorsze chwile, zarówno te sceniczne jak i prywatne, Miałam również możliwość uczestniczyć w obu koncertach Zespołu w Polsce-niezapomniane przeżycia, Ubolewam nad dość skromną ofertę fonograficzną w Polsce- a szkoda, bo to wspaniały sposób na popularyzację, A ten zespół warto promować. Wszyscy mogliby być moimi synami a mimo różnicy wieku potrafią zadowolić swoją twórczością zarówno młodzież, rówieśników swoich rodziców czy dziadków. Repertuar od najpiękniej wg mnie wykonanego Il Mondo, muzykę latino, amerykańskie szlagiery po repertuar operowy-najtrudniejszy do opanowania wprawia mnie w podziw. l za Twoim pośrednictwem chciałabym Im podziękować, równocześnie podpowiadając, że Kraków z którego pochodzę, czeka na kolejny koncert,
    Dziękuję

  2. Nie była na koncercie, tym bardziej była to dla mnie wielka przyjemność przeczytać świetną relację i pooglądać piękne zdjęcia. Dziękuję! Pozdrawiam serdecznie!

  3. Natalio, dziękuję za tak piękną relację z koncertu i za wstawienie się za chłopakami. Było mi bardzo przykro, że tyle złych komentarzy ludzie piszą o ich nowej płycie. Tyle złości, nawet chamstwa, chciało mi się płakać jak to widziałam. W końcu ktoś na to zwrócił uwagę, skomentował, bardzo dobrze. Gratuluję dobrego pióra, tekst jest piękny i mocny. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close