Kampania. Ponad dachami historycznego centrum Neapolu

neapol-widok-centro-storico-npalew-view-old-town-capri

Neapol. Niesamowite miasto, można je pokochać, a mimo to można się też nieźle wkurzyć. Dlaczego? Przeczytajcie krótką opowieść o mojej nieciekawej przygodzie podczas ostatniej podróży do Kampanii, a przy okazji zobaczcie, jak piękny jest Neapol widziany z wysokości dwunastego piętra. Dachy kamienic, kopuły kościołów i Capri w oddali. Można być złym i zachwyconym jednocześnie? W Neapolu jak najbardziej.

Takie atrakcje miałam podczas marcowej podróży do Kampanii, gdy ostatniej doby przed odlotem zatrzymałam się w centrum historycznym Neapolu. Poniżej widoki z balkonu w stronę przeciwną, niż na pierwszym zdjęciu, czyli robiąc fotki miałam morze za plecami. To wzgórze na wprost to Capodimonte, nieco po prawej stronie znajduje się lotnisko Capodichino.

Widoki po zmroku. Ta rozświetlona ulica poniżej to via Floria, wyznaczająca północno – zachodnią granicę centro storico.

No dobrze, teraz zastanawiacie się pewnie, dlaczego ten post jest dziwny i skąd zrobiłam zdjęcia. Myślałam, że będę mogła zarekomendować Wam kolejne super miejsce noclegowe, które wybrałam ze względu na te właśnie widoki. Opinie też miało niczego sobie. Ale niestety, nie pamiętam, aby kiedykolwiek jakieś B&B / hotel wzbudziły we mnie tak mieszane uczucia, jak Nel Cuore di Parthenope. Fajny, czysty pokój, przyzwoita łazienka (pierwsze zdjęcie pochodzi akurat z łazienki innego pokoju) i dobra lokalizacja na granicy starego miasta i blisko stacji metra. Ale to wszystko. Na stronie booking.com, gdzie dokonywałam rezerwacji widnieje informacja, że budynek wyposażony jest w windę. Owszem, jest, ale dopiero od poziomu drugiego piętra i w dodatku płatna. I nie chodzi mi o cholerne 5 centów, które trzeba wydać na przejazd, ale o to, że trzeba je jeszcze mieć! Poza tym konieczność dojścia do drzwi widny. Jak ktoś podróżuje z bagażem podręcznym to problemu nie ma, jednak ja tym razem nie dość, że podróżowałam sama, to jeszcze ciągnęłam ze sobą walizkę ważącą 27 kg (wracałam z imprezy w ramach współpracy z firmą Sposa Mediterranea). Gdy już cudem wdrapałam się na drugie piętro (wysokie kondygnacje = trzecie piętro w standardowym budynku) z tym klamotem i okupiłam to bólem rąk, nóg i kręgosłupa, okazało się, że nie mam pięciocentówki i powinnam iść z powrotem na miasto rozmienić kasę. Jakby tego było mało dziewczyna z recepcji nie rozumiała problemu twierdząc, że przecież na parterze jest budka, w której starsza kobieta rozmienia pieniądze na windę. Po pierwsze, skąd do diabła miałam to wiedzieć, po drugie babeczka akurat zrobiła sobie przerwę na obiad. Ja naprawdę zdążyłam się już przyzwyczaić do włoskich dziwactw (szczególnie w Neapolu), ale takie informacje, łącznie z tym, iż winda może i jest, ale dopiero od drugiego piętra, powinny znaleźć się na stronie obiektu. W efekcie czekałam pod windą jak żebraczka na ludzi, którzy mając monetę pojadą na górę i mnie zabiorą. Ale to nie wszystko. Obsługa to inna bajka.

Automat na kasę w windzie. Najlepsze w tym jest, że płacić trzeba tylko od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:30 – 13:30 i od 16:30 – 19:30.

Mój pokój z niesamowitym widokiem na Neapol.

Mój pokój.

Łazienka

Dwie młode dziewczyny, które mnie obsługiwały to kolejna kwestia. Żadna z nich nie mówiła dobrze po angielsku, pierwsza trochę lepiej, ale nie bardzo kumała, co się do niej mówi, druga w ogóle nie rozumiała nic. Ponieważ zapłaciłam zaraz po zakwaterowaniu, aby mieć to już z głowy, rano przeżyłam kolejny stres uświadamiając sobie, że gwiazda wzięła kasę, ale nie dała mi rachunku. Na szczęście nie kazali mi płacić ponownie, ale faktury, którą miałam dostać mailem, nie otrzymałam do dziś. Wracając do pierwszej dziewczyny. Wyobraźcie sobie, że wstaliście bardzo wcześnie, zmęczeni docieracie po podróży i takich przebojach do swojego pokoju, w końcu wyciągacie się na łóżku chcąc odpocząć z godzinkę, zanim ruszycie w miasto, a tu dziewucha z recepcji (za ścianą pokoju) rozkręca sobie głośno muzykę. A nie byłam jedynym gościem, przede mną zakwaterowało się starsze małżeństwo. I na koniec niby drobiazg, ale się przyczepię, bo mnie wkurzyli. Śniadanie. Podobno można je zamówić do pokoju. Rzeczywistość wygląda tak, że jest serwowane w barze po drugiej stronie ulicy. Klasycznie kawa i coś słodkiego, jak to w przypadku śniadań barowych. Jeśli ktoś nie lubi słodkiego na pierwszy posiłek, to odradzam.

Ale jeśli lubicie bary i dobre, włoskie co nico, to polecam „Made in Sud” nawet, jeśli tylko będziecie przechodzić obok. Serwują tam wspaniałą crema di caffè, a duża porcja kosztuje tylko 2 euro, co jest dobrą ceną. Uwielbiam!

Zaczynając od końca relacjonować Wam moją ostatnią podróż po Kampanii nie mogę nie wspomnieć, że odwiedziłam ogrom wspaniałych miejsc i już niedługo będziecie mogli przeczytać kolejne posty. Na przykład ten! Sprawdzony, tani i niesamowity nocleg w centrum miasta? Proszę bardzo 🙂

W sercu Neapolu. Mój niezapomniany nocleg w Napoli Retro

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży do Neapolu, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

9 komentarzy do “Kampania. Ponad dachami historycznego centrum Neapolu”

  1. Zdjęcia zjawiskowe, jednak same miasto do mnie nie przemawia. W sumie nie ma chyba wiekszego miasta, do którego chciałbym sie udać. No poza Barceloną, ale to ze wzgledow sportowych. Wolę cisze i spokoj. Klimaty gorskie, leśne czy jeszcze nie do konca zagospodarowane miejscowosci nadmorskie.

    1. Szczerze mówiąc ja też wolę łono przyrody 😉 Ale Neapol jak dla mnie ma coś w sobie, co sprawia, że muszę tam zaglądać od czasu do czasu 😉
      Pozdrawiam

  2. Zaskakująca przygoda z tym płaceniem za windę, w określonych dniach i godzinach, a i jeszcze dopiero od drugiego piętra. 😉 Włosi jednak wciąż mają te swoje, czasem bardziej, niekiedy mnie, urocze dziwactwa. 😉

  3. wiem, że się na pewno zdenerwowałaś i nie było Ci do śmiechu, ale ja przeczytałam całość z uśmiechem na ustach 🙂 (i chyba już się przyzwyczaiłam do śniadania po drugiej stronie ulicy :-)).

    1. Śniadanie w barze też ma swój urok, od czasu do czasu 😉 Dla mnie to jest ok pod warunkiem, że odpowiednie info widnieje na stronie i znasz wszystkie warunki brzegowe, zanim zdecydujesz, czy zarezerwować nocleg tutaj czy gdzie indziej 🙂
      Pozdrawiam

  4. Dzien dobry Pani Natalio!
    Już za 2 dni po raz pierwszy odwiedzę Neapol. W związku z tym bardzo bym prosił o jakieś praktyczne wskazówki. Będę mieszkać pod miastem (nocleg w Aversa) i zastanawiam się jak najkorzystniej docierać komunikacja do miasta. Może istnieje jakiś tygodniowy bilet dla studentów? Czytałem o różnych kartach znizkowych dla turystów, która z nich jest według Pani najbardziej opłacalna? Bardzo wdzięczny będę również jeśli poleci mi Pani najpiękniejsze plaże w okolicy i najlepsze restauracje z cenami przystępnymi dla studentów 😉 Prosiłbym również o wskazówki co do przejazdów promem – bardzo chciałbym odwiedzić Capri, Ischie i Positano. Dziękuję uprzejmie za pomoc.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Konrad

  5. Natalio, w pełni podzielam twoją miłość do Neapolu. to miasto jest absolutnie genialne w swojej przewrotności – piękne i brzydkie, przyjazne i zdystansowane, męczące i relaksujące zarazem. Jesteśmy fanami starówek, pokręconych, obdrapanych, przedkładamy je ponad wszelkie sztandarowe zabytki. Zakochaliśmy się w Neapolu, bo „to miasto żyje”. Tzn. ludzie chodzą i siedzą przed domami na krzesełkach (wychodziliśmy ok. 10., wracaliśmy o 18. a ci sami panowie siedzieli dokładnie w tym samym komplecie). Są tam małe pasmanterie, małe sklepiki papiernicze, milion piekarni, szewcy, bukiniści, ciuchy po 5 euro itp. W cukierniach ciastka w wersji piccolo i normalne, zjadłam kilka rodzajów, bo te malutkie są na jeden kęs i można próbować, za 30-40 centów. Pizza od Gino Sorbillo nie do pobicia, poezja. Prosecco w plastikowym kubku za 1.5 e na Via Tribunali, życie jest piękne.
    Bylismy tacy zachwyceni, że we wrześniu wyskoczyliśmy ponownie i po prostu spacerowaliśmy bez końca. Wynajmowaliśmy apartament w starej dzielnicy, bardzo tubylczej, obdrapanej i bardzo fajnej. Niedaleko do Placu Garibaldi, kwadrans do Katedry, blisko do Porta Nolana, w dzielnicy Mercato, czyli cały koloryt przed oczami. Byliśmy w Podziemnym Neapolu i w kościele San Gregorio Armegno z dziedzińcem klasztornym. Byliśmy też w Zamku na jajku, czyli Castel U’ovo . .
    Załapaliśmy się na fajerwerki, bo we wrześniu jest święto państwowe. Wprawdzie brzmiały jak wielka wojna światowa, ale bardzo pasowały do tego zwariowanego miasta. W niedzielę koło Św. Klary przygrywała w południe orkiestra.
    Przy tej drugiej wizycie popłynęliśmy też na Procidę, bardzo sympatyczne miejsce, widoki, spacer w górę i w dół, w sam raz dla miłośnika oglądania, a nie zwiedzania. Wjechałam tez (sama) w Neapolu do góry kolejką tylko po to, żeby schodząc kontemplować widoki, było warto. Okazało się, że to ten sam widok, który podziwialiście z Arturem przed pojechaniem do Parco Vergiliano i utknięciem.
    Jest to miasto, w którym autobus miejski zatrzymuje się na środku ulicy, bo jest obstawiona i człowiek nie wie, co ma zrobić, tzn. nie wie, czy to już przystanek, czy tylko chwila zatrzymania ruchu. Na szczęście jakaś pani wysiadła, więc my wsiedliśmy. Żadnego oznakowania nie było, szukaliśmy przystanku, a on nam się po prostu objawił.
    W Neapolu każda ulica prowadzi na jakieś wzgórze, niesamowite miasto. Albo tysiąc schodów albo kilometry serpentyn, ale to odkryłam dopiero za drugim pobytem. Jest słynny cmentarz, ale po godzinie mozolnej drogi przez dzielnicę Sanita okazał się zamknięty z powodu prac budowlanych. Leży u podnóża ogromnej stromizny i ponoć coś się chciało obsuwać. I oczywiście było bardzo dużo schodów, żeby dojść do stacji metra Materdei. Jeśli chodzi o metro, to stacja Toledo jest rewelacyjna, warta zwiedzania. I tak stare krzyżuje się z nowoczesnym. Jak tu nie kochać Neapolu?

    1. Kurczę jakoś czytam komentarze i zachwyty nad Neapolem i mam wrażenie, że czytam o innym miejscu. Wróciłam właśnie tydzień temu z Neapolu. Mam go w głowie na świeżo i się nie zachwycam. W moim odczuciu jest po prostu strasznie brudny i zaśmiecony:( mieszkałam w centro Storico na Via Tribunali. Miejsce bardzo fajne z windą ale nie działającą… rozumiem zatem klimaty opisywane przez Natalię… przeszłam przez to samo i tez nie miałam bagażu podręcznego ale 25 kg walizkę:(
      Widziałam kilka miejsc opisywanych przez komentujących, zaliczyłam nieziemska pizzę, spotkałam uroczą starszą Panią, która okazało się ze mówiła troszkę po polsku… Ogólnie było fajnie ale jakos to miasto nie wzbudza we mnie zachwytu!!! Zdecydowanie wolę Rzym, Wenecję… Może muszę dać Neapolowi drugą szansę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close