Zdecydowanie nie był to koncert, jakich wiele. Trzy wybitne talenty wokalne, najwspanialsze arie operowe świata w akompaniamencie Orkiestry Teatru Muzycznego w Poznaniu oraz publiczność, o której marzy każdy artysta. Warszawski koncert Il Volo, który odbył się 26 czerwca na Torwarze, pozostanie na długo w pamięci, nie tylko fanów, ale też samego zespołu. Bardzo dobra organizacja imprezy wraz z ogromnym zaangażowaniem fanów i fanklubów poruszyła chłopaków, którzy na sam koniec powiedzieli: „Obiecujemy Wam, że wrócimy za rok”. Zapraszam do przeczytania jedynej w polskiej blogosferze relacji z Magicznej Nocy nad Wisłą, w której pokażę Wam nie tylko sam koncert, ale również jego kulisy. Wspólnie zajrzymy za scenę, posłuchamy, jak Piero, Ignazio i Gianluca uczą się mówić po polsku oraz gdzie i jak mieszkali podczas tego oraz poprzedniego pobytu w stolicy Polski.
Przygotowania do koncertu Il Volo w Warszawie

Dla zdecydowanej większości polskich fanów Il Volo Magiczna Noc w Warszawie rozpoczęła się w momencie otwarcia bramek Hali Torwar, w poniedziałek 26 czerwca o godzinie 18:15. Jednak to, co działo się przed wyjściem chłopaków na scenę miało bezpośredni wpływ na wielki sukces imprezy. Pozwólcie, że opowiem Wam o ludziach z drugiego planu, którzy mieli swój olbrzymi wkład zarówno w organizację imprezy, jak również jej przebieg. Cofnijmy się najpierw do dnia, w którym polscy fani pierwszy raz usłyszeli, że Il Volo prawdopodobnie zaśpiewają nad Wisłą.
– O koncercie chłopaków dowiedziałyśmy się 15.02.2017 r., w trakcie ich wywiadu w dla włoskiej stacji radiowej RTL 102.5. Na antenie zaczęły pojawiać się pytania o to, gdzie Piero, Ignazio i Gianluca zagrają w europejskiej części trasy koncertowej Notte Magica. Wielu polskich fanów zaczęło pisać na Twitterze pytania o koncert w Polsce. Gdy pojawiło się to pytanie na antenie, Gianluca powiedział: „Przyjedziemy do Polski. Przyjedziemy pod koniec czerwca”. Udało się!! Po dwóch latach od ich pięknego występu i spektakularnego sukcesu w Konkursie Piosenki Eurowizji w Wiedniu, Il Volo mieli zaśpiewać w Polsce. Kilka dni później na stronie agencji Prestige MJM pojawiło się oficjalne potwierdzenie: Il Volo zagrają 26 czerwca w Warszawie! Szaleństwo ogarnęło wszystkich fanów – wspomina Anita Olszewska z fanklubu Il Volo Poland. – Wraz z dziewczynami zaczęłyśmy myśleć o akcjach koncertowych. Chciałyśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby ten koncert był niezapomniany oraz żeby Piero, Ignazio i Gianluca zechcieli wrócić do Polski podczas kolejnych tras koncertowych. Nie było łatwo, lecz pracowałyśmy dalej. Wybór padł na utworzenie flag z kolorowych kartek – flaga Włoch na płycie Torwaru oraz flaga Polski na trybunach. Gwiazdki z flashy telefonów podczas dwóch piosenek – „My Way” oraz „Caruso”, dodatkowo rytmiczne klaskanie do piosenek oraz śpiewanie wraz z chłopakami „Grande Amore”. Pomysł, żeby zaśpiewać „Happy Birthday” dla Piero przyszedł później. Do sprawnego przeprowadzenia akcji koncertowych fanklubom niezbędna była zgoda i pomoc organizatora koncertu, agencji Prestige MJM i świetlnych ludzi, którzy w niej pracują. To nie był przypadek, że w chwili, gdy osiem ryz papieru A4 w trzech kolorach, uprzednio rozłożonego na siedzeniach, powędrowało w górę tworząc flagę Włoch na płycie hali i flagę Polski na trybunach, widownia została rozświetlona tak, aby Piero, Ignazio i Gianluca zobaczyli efekt ze sceny. Szczególe podziękowania za życzliwość i pomoc kieruję do Pani Izabeli Olek. – Aniela, Monika, Sylwia i ja dostałyśmy zgodę od agencji Prestige MJM, aby wejść wcześniej na salę i rozłożyć kartki na siedzeniach. Pomagały nam jeszcze Aleksandra i Patrycja. Bałyśmy się, że nie zdążymy przed rozpoczęciem koncertu, ale gdy otworzyły się bramki, jeszcze kilka osób nam pomogło – jeszcze raz bardzo dziękujemy! Jesteśmy szczęśliwe, że nasze pomysły udało się zrealizować – dodaje Anita.
Współpracując z agencją Prestige MJM już na etapie promocji koncertu wśród polskich miłośników Italii miałam okazję przekonać się, że wykonali oni kawał dobrej roboty. Jeszcze nigdy w polskich mediach nie mówiło się tyle o Il Volo. Chłopcy dwukrotnie nagrali krótkie filmy z wypowiedziami skierowanymi do fanów znad Wisły, w tym z życzeniami świątecznymi z okazji Wielkanocy. Delegacja organizatora wybrała się także do Taorminy na początku czerwca, gdzie przeprowadzono wywiady z zespołem, zarówno dla Prestige MJM, jak i dla RMF Classic i TVP info. Na dziesięć dni przed koncertem Telewizja Polska wyemitowała zarejestrowany przed rokiem we Florecnji, pierwszy koncert „Notte Magica”, a tutaj na blogu ruszył konkurs, w którym można było wygrać bilety i płyty. Więcej o promocji koncertu przeczytacie w tym poście.
W poniższej galerii zobaczycie fotki sprzed rozpoczęcia koncertu. Ekipa Prestige MJM przy pracy, klika ujęć z próby oraz na ostatniej fotce dziewczyny z fanklubu Il Volo Poland (od lewej): Aniela Bogatkowska, Anita Olszewska i Monika Fronczak.









Koncert Il Volo w Warszawie

O tym, że orkiestrą dyrygować będzie Diego Basso dowiedziałam się rano, gdy podczas śniadania w restauracji Hotelu Regent Maestro usiadł przy sąsiednim stoliku i dźwięcznym głosem rzekł do kelnera: Un cappuccino, per favore. Czyż moje wrażliwe na piękno włoskiego języka uszy mogły tego nie wychwycić? Non posibble! Tuż po godzinie 20:00 Diego Basso wraz z Orkiestrą Teatru Muzycznego w Poznaniu rozpoczął koncert uwerturą do „La Forza del Destino” Giuseppe Verdiego, a po kilku minutach nastąpiła długo wyczekiwana chwila. Chłopcy rozpoczęli od „Nessun Dorma”, „Granady” i „Mattinata”, po czym klasycznie każdy z nich wystąpił w pierwszej z dwóch solówek tego wieczoru. Nie byłoby prawdą twierdzenie, że widownia została zaskoczona, bo repertuar był znany każdemu, kto choć trochę interesuje się zespołem, podobnie jak kolejność piosenek. Bardzo miłą niespodzianką dla widzów były słowa „Dziękuję” oraz „Panie i Panowie”, a zdecydowanie najbardziej pojętnym uczniem mowy polskiej okazał się Ignazio, co z resztą będziecie mieli okazję zobaczyć na filmach, zarówno w części pierwszej z koncertu, jak i w części drugiej zza sceny. Zwróćcie uwagę na moment, gdy po odśpiewaniu „Happy Birthday” Piero pyta dyskretnie przyjaciela, jak podziękować po polsku, a Ignazio niby patrząc gdzieś na boki podpowiada, po czym Piero już do mikrofonu pewnie powtarza „Dziękuję”.






Wspomniałam już, że zarówno repertuar jak i występ nie były dużym zaskoczeniem dla fanów. To prawda i twierdzę nawet, że o wiele bardziej zaskoczeni byli Piero, Ignazio i Gianluca. Nie jest tajemnicą, że każdy artysta uwielbia aktywną publiczność, a polscy fani uchodzą za wyjątkowo żywiołowych i chętnie okazujących emocje. Jednak to, czego chłopcy doświadczyli w Warszawie z pewnością pozostanie w ich pamięci na długo. Zaśpiewanie „Happy Birthday” dla Piero po jego pierwszej solówce nie było niczym wyjątkowym i osobiście uważam, że mogłoby wyjść lepiej. Staraliśmy się uzgodnić tą akcję z managmentem zespołu, aby wciągnąć w nią pozostałych dwóch chłopaków i orkiestrę. Nie udało się, tutaj fani musieli poradzić sobie sami. Ogrom światełek odpalonych podczas piosenki „My way” i „Caruso” zrobił na zespole spore wrażenie, do tego stopnia, że na Instagram Stories Il Volo dodano film przedstawiający ten moment opatrzony trzema otwartymi buźkami „wow”. Ale prawdziwą furorę zrobiła flaga, niesamowita akcja wymyślona przez dziewczyny z fanklubu. Niestety na filmie zobaczycie tylko niewielki fragment piosenki „Ave Maria Mater Misericordiae”. Warunki akredytacji prasowej, jaką wraz z Arturem otrzymaliśmy na zebranie i publikację materiału z koncertu nie pozwalały pokazać więcej. Po kolei. Dlaczego właśnie ta piosenka? Ponieważ została ona napisana specjalnie na Światowe Dni Młodzieży, które odbyły się poprzedniego lata w Krakowie, i na których Il Volo mieli zaśpiewać dla Ojca Świętego. W zamyśle fanklubów utworzenie flag podczas refrenu tego utworu miało symbolizować zadedykowanie piosnki Św. Janowi Pawłowi II oraz Papieżowi Franciszkowi. Efekt przerósł oczekiwania. W momencie, gdy Piero zaczął śpiewać refren Ave Maria, tysiące ludzi w Hali Torwar uniosło swoje kartki do góry, a technicy oświetlili widownię. Siedziałam w drugim rzędzie, nie podnosiłam kartki, bo moim zadaniem było zarejestrowanie tego niezwykłego momentu oraz reakcji chłopaków. Byli niesamowicie wzruszeni, podobna ani inna akcja na taką skalę nie odbyła się jeszcze na żadnym koncercie.






























Emocje rosły z każdym utworem. Już podczas pierwszych wersów „Libiamo Ne’ Lieti Calici” z Traviaty Giuseppe Verdiego Ignazio wydawał się wyjątkowo zadowolony śpiewając: „Pijmy, pijmy ze szczęśliwych kielichów które zdobi piękno. Aż ulotna chwila będzie pijana zmysłowością.” Coś mi się wydaje, że Ignazio w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju odnalazłby się bardzo dobrze, nie tylko w mowie polskiej, ale i niektórych obyczajach. Punktem kulminacyjnym było zaśpiewanie na bis „Grande Amore”. Podczas samej piosenki ludzie z pierwszych rzędów stali, a cała hala śpiewała, jednak tuż po zakończeniu, gdy rozpoczęło się pożegnanie z fanami, a Piero gestem dłoni zachęcił do podejścia pod scenę, nastąpiło istne szaleństwo. Zamiast pierwszych, ewentualnie drugich rzędów, do przodu ruszyły prawie całe sektory, a pod nogi chłopaków posypały się liczne kwiaty. Chłopcy podawali ręce i robili selfie z publicznością smartfonami fanów. Miałam dużo szczęścia, bo mój telefon wziął najpierw Ignazio, a potem Piero. Ależ to były emocje!













Najbardziej zdumiała mnie reakcja publiczności, która w tak entuzjastyczny sposób reagowała: zupełnie jak na koncertach popowych czy rockowych! Widać, że artyści mają w Polsce wielu wielbicieli. Myślę, że to, co najpiękniejsze to to, że ludzie, którzy przyszli na koncert, byli w dużej mierze bardzo młodzi. Być może właśnie w taki sposób warto edukować młodzież i zbliżać ich do muzyki klasycznej. Dzięki Il Volo i ich popularności to się właściwie dzieje. Bardzo się cieszę, że nasza orkiestra Teatru Muzycznego tak znakomicie się zaprezentowała i w solowych momentach pięknie grała. Wszyscy razem stworzyli wspaniały klimat – powiedział Przemysław Kieliszewski, dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu.
