Dwa dni, które zmieniły bardzo dużo. World Travel Show

Co dobrego może stać się w dwa dni? Ostatnio przekonałam się, że bardzo wiele. Ale to nie 48 godzin ma tutaj znaczenie, a wspaniali ludzie, których można spotkać, poznać, porozmawiać. Ludzie, których ciepłe słowa potrafią zdziałać cuda, szczególnie po trudnych chwilach. Gdy na początku lipca tego roku mój tata umierał na raka, gdy już nie wstawał z łóżka, ale był jeszcze świadomy, poprosiłam go o pomoc. Powiedziałam: tatusiu, wiesz, że podjęłam się dużego wyzwania, w październiku mam wyjść na scenę i przed ludźmi opowiadać o Italii. Proszę, jak będziesz już tam, po drugiej stronie, dopilnuj, żebym tego nie schrzaniła. „Ale Ty możesz opowiadać o swojej Italii, Sycylii, godzinami, bez przygotowania, tak jak ja o moich rybach” – odpowiedział. No tak, ale to nie o wiedzę chodzi, a o stres. Wiesz przecież, że jesteśmy tacy sami, kamery i sceny to nie do końca nasza bajka. „Dobrze, jeśli już tam będę, to na pewno pomogę, ale wiesz, ja jeszcze się tam tak szybko nie wybieram”. Dokładnie tydzień po tej rozmowie, 11 lipca, tata umarł na moich rękach, a ja zostałam w żałobie i z dużym wyzwaniem na horyzoncie. Nie spodziewałam się wtedy, że oto mam przed sobą jedno z najwspanialszych doświadczeń w życiu.

Nie chcę pisać o śmierci taty, przynajmniej nie teraz, nie jestem na to gotowa i nie wiem, czy kiedyś będę. Mam jednak nieodparte przekonanie, iż jestem przykładem na to, że życie czasem zabiera, ale później oddaje w innej formie, i na odwrót. Rzuca kłody pod nogi, zsyła tragedie, ale zawsze wynika z nich coś dobrego, nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiele razy obserwowałam coś takiego, nie tylko w swoim życiu, ale też u rodziny czy znajomych. Nie można mieć wszystkiego, bilans prędzej czy później musi się zgadzać. Śmierć taty to nie pierwsza tragedia, jaka w ostatnich dwunastu miesiącach mnie dotknęła, nie był to również koniec nieszczęść. Ale dziś jestem silniejsza, niż kiedykolwiek do tej pory. Właśnie dzięki tym dwóm dniom na World Travel Show 2018. Dlaczego?

© Tomasz Żukowski

Dzięki ludziom. I nie, nie temu tłumowi anonimowych osób z powyższych zdjęć, a przynajmniej nie przede wszystkim. Najmilszym wspomnieniem darzę nowe znajomości i ciepłe słowa, które usłyszałam w naszych rozmowach. Po obu wystąpieniach spotykałam się z osobami chętnymi na rozmowę i fotki w Kawiarence Podróżników. W niedzielę przekroczyliśmy czas z harmonogramu organizatora trzykrotnie! Zestawiliśmy stoły, rozmawialiśmy, a fotograf robił zdjęcia na tzw. ściance.  To niesamowite, ile ciepła i dobroci przekazały mi osoby, które do tej pory znały mnie tylko z internetu. Wyjechałam z World Travel Show szczęśliwa i wzruszona, pełna energii i wiary, że podążam we właściwym kierunku.

Otrzymałam wiele sygnałów, że chcielibyście przyjechać, ale mieszkacie daleko, termin jest nie ten lub inne przeszkody stanęły na drodze. Pytacie, czy jeszcze gdzieś, kiedyś będzie okazja posłuchać moich opowieści, spotkać się, porozmawiać. Na pewno. Wszystko wskazuje, że to był pierwszy, ale nie ostatni mój występ, otrzymuję propozycje z różnych części kraju, niektóre rozważam, czasem termin koliduje z już zaplanowanymi zobowiązaniami. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Będę Was informować. Niedługo też będzie można posłuchać moich opowieści o Italii w radiu. Szczegóły podam na blogowym Facebooku, w grupie WŁOCHY -podróże & styl życia oraz na Instagramie, a dla osób nieposiadających kanałów w social mediach informację wyślę w newsletterze. 8 grudnia będę w Łodzi na koncercie Il Volo, tak więc możemy pomyśleć nad spotkaniem. Dajcie znać w komentarzach, czy ktoś byłby chętny. Zapraszam do kontaktu lokale lub sponsorów, którzy byliby zainteresowani zorganizowaniem u siebie takiego zlotu. Relacja oczywiście pojawiłaby się na blogu i w social mediach.

© Tomasz Żukowski

© Tomasz Żukowski

© Tomasz Żukowski

A prosto z Nadarzyna wyjechałam na południe. W końcu nadszedł czas na Wenecję, po wielu latach planowania mogłam wreszcie zorganizować jej zwiedzanie tak, jak to sobie zaplanowałam już dawno. Czeka mnie bardzo pracowita zima, znajdziecie na blogu nowe posty m.in. właśnie o Wenecji, czy o Trentino. Nie zabraknie jednak innych regionów. Pomysłów mam cały ogrom, notatnik pęka w szwach, a ja póki co nie mogę jeszcze usiąść do komputera. Gdy czytacie ten tekst jestem już w drodze. Właśnie rozpoczynam moją czwartą i zarazem najdłuższą tegoroczną podróż po Italii. Czwartą w połączeniu z piątą, bo nie mogłam odmówić tak fajnemu zaproszeniu, które przyszło całkiem niedawno. Jedno jest pewne: dzieje się dużo i na szczęście w większości dobrze. Dziękuję, że jesteście.

Autorem części zdjęć – tych najlepszych – jest Tomasz Żukowski, wspaniały fotograf i przemiły facet, który zawodowo zajmuje się przede wszystkim sesjami ślubnymi oraz okolicznościowymi, zarówno w Polsce, jak i w Italii. Rzymskie plenery nie mają przed nim tajemnic, wschody słońca nigdy nie są zbyt wcześnie, by nie mógł już na nie czekać, a na tłumy pod Fontanną di Trevi ma swoje tajne sposoby. Jeśli szukacie fotografa ślubnego lub takiego, który poleci z Wami do Italii i stworzy prawdziwe dzieła sztuki, to czym prędzej skontaktujcie się z Tomkiem. Strona internetowa.

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

3 komentarze do “Dwa dni, które zmieniły bardzo dużo. World Travel Show”

  1. Dzień dobry.
    Serdeczne wyrazy współczucia z powodu śmierci Pani Taty .
    Równocześnie gratulacje za wspaniały ” występ” i bardzo ciekawe opowieści co potwierdzili moi znajomi z Warszawy. Ja niestety nie byłem ,od marca walczę z tymi najgorszymi zmorami chorobowymi i dlatego cieszę się iż praktycznie cały sierpień tego roku spędziłem w Italii , od Kampanii przez Sycylię i Apulię i mimo wszystko mam nadzieję iż nie po raz ostatni ….. a patrząc na moją żonę która praktycznie w/g ocen lekarzy dziwne że żyje nabieram więcej sił i tak oboje walczymy i zwiedzamy, a takie wyjazdy mimo trudów podróży samochodem dają nam siłę do przetrwania.
    Serdecznie Pozdrawiam z Poznania i życzę dalszych sukcesów oraz wspaniałych jak zawsze reportaży i zdjęć.
    R.

  2. Natalio, gratuluję Ci udanego spotkania z czytelnikami i entuzjastami bloga i cieszę sie na nowe materiały i informacje.
    Trafiłaś na wielki dramat Włoch i myślę, że przeżywasz ich tragedie razem z nimi. Żal ściska serce na widok ruiny całych połaci lasów, zdewastowane miasteczka i porty, zatopioną Wenecję i inne dramatyczne obrazy. Północne Włochy, w których spedziłam cudowny tydzień kilka tygodni temu, przeżywają pieklo na ziemi. Widziałam na własne oczy wiatrołomy w Słowackich Tatrach kilka lat temu i wiem, że ten widok jest jeszcze gorszy w naturze niz na fotografii, Wyobrazam sobie, jak musi Cię boleć zniszczenie Trentino czy zatopiona Wenecja.
    Mam nadzieję, że nie spotkały Cię osobiste kłopoty w podróży, sam pobyt w tym czasie na miejscu jest wystarczająco ciężkim doswiadczeniem.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę szczęśliwego powrotu. M

  3. Natalio
    Bardzo Ci współczuję z powodu śmierci Taty.
    Zawsze bardzo mnie wzruszają Twoje osobiste wpisy na blogu, dzięki nim stajesz się nam wszystkim bardzo bliska. Dziękuję za wszystko , za całą wspaniałą pracę, którą już wykonałaś i wielkie serce, które jest widoczne w każdym Twoim działaniu. Pozdrawiam i mam nadzieję na następne spotkanie
    P.S. Oczywiście z niecierpliwością czekam na relacje z wyprawy .
    Ewa Jabłońska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close