Zobaczyć Neapol i utknąć na przystanku autobusowym. Dzień 20, część II

neapol-punkt-widokowy

Znane powiedzenie „Zobaczyć Neapol i umrzeć” powtarzają prawie wszyscy odwiedzający stolicę regionu Kampania, przy czym każdy interpretuje je po swojemu. Jedni „umierają” na widok śmieci na ulicach, inni z przejedzenia, a jeszcze inni z zachwytu nad piękną panoramą miasta z Wezuwiuszem w tle. Dziś opowiem Wam, jak wybraliśmy się do dzielnicy Posillipo podziwiać zachód słońca nad Zatoką Neapolitańską, a następnie „umieraliśmy” z rozpaczy w ostatni wieczór naszej podróży siedząc na krawężniku i czekając na autobus, który nie przyjechał.

Tego popołudnia, po udanym porannym włóczeniu się po Neapolu, wypiciu po dwie caffe alla nocciola i odbytej iście południowo włoskiej sjeście na królewskim łożu w Hotelu Neapolit’amo (czytaj w poście Neapol – poranek w cieniu Wezuwiusza) po godzinie 17:00 leniwie zebraliśmy się do wyjścia. Celem tego popołudnia i wieczoru były zachodnie krańce Neapolu – dzielnica Mergellina, skąd rozpościera się najbardziej znany widok na Neapol (zdjęcie na początku wpisu), a także willowa dzielnica Posillipo, na końcu której, tuż przed miasteczkiem Pozzuoli znajduje się Parco Virgiliano. Park, jak park, ale widoki, jakie się z niego roztaczają zapierają dech w piersiach, zwłaszcza o zachodzie słońca.

Ale pierwszym punktem wieczoru miała być wczesna kolacja w słynnej pizzeri Brandi, w której to pracował niejaki Raffaele Esposito uznawany za pomysłodawcę i pierwszego wykonawcę pizzy w znanej nam dziś formie i kształcie, a miało to miejsce w roku 1889 z okazji odwiedzin Królowej Włoch Małgorzaty Sabaudzkiej. Dotarliśmy spacerkiem pod drzwi Brandi ok. 17:30, a tam zamknięte, tzn. otwarte, ale nie dla klientów. Że co?

DSC02544

Ano po sjeście słynny lokal otwierany jest dopiero o 18:00 mimo, że w tak upalny dzień, jakim był w Neapolu 22 czerwca 2012 r. wszystkie drzwi i okna rozwarte na oścież zapraszały do środka. Niestety, mało uprzejmy pan kelner nie pozwolił nam nawet poczekać przy stoliku na zewnątrz. No cóż, postanowiliśmy chwilowo odpuścić i skierowaliśmy swoje kroki w kierunku przystanku autobusowego na via Acton, tuż za Piazza del Plebiscito. Trasę tą możecie prześledzić na poniższej mapie Google, przy czym Google upiera się, że aby dojść do tego przystanku należy zrobić pętlę (wzdłuż ulicy), ja natomiast wiem, że wystarczy zejść schodami lub zjechać windą w podziemnym przejściu i już przystanek jest na wyciągnięcie ręki.

Dodam jeszcze, że przy przejściu podziemnym postanowiliśmy coś przekąsić, a kolację odłożyć do powrotu z Posillipo. Artur wparował do baru serwującego oryginalny kebab, który uznał za najsmaczniejszy, jaki w życiu jadł, a ja w budce obok kupiłam wielką porcję pysznych lodów, które umiliły mi czekanie na autobus. No właśnie. Czekaliśmy ok. pół godziny na autobus linii 152, który opuściliśmy na Piazza Sannazzaro, a następnie pieszo doszliśmy do stacji kolejki linowej Mergellina.

 

 
Kolejki linowej? Tak, zgadza się, choć neapolitańskie funicolare to coś zupełnie innego, niż przychodzące na myśl w pierwszej chwili wagoniki śmigające po wysoko zawieszonej linie. Kolejki neapolitańskie przede wszystkim poruszają się po szynach w wykutych w skale tunelach, a dlatego nazywane są linowymi, bo ze względu na kąt pochylenia torowiska ok. 45° wagoniki są wciągane za pomocą stalowej liny. Taka kolejka jest m.in. na Capri (Marina Grande – miasteczko Capri) oraz podjeżdża do Certaldo Alto w Toskanii. Dodam jeszcze, że to bardzo przyjemny i sprawny środek transportu, a w samym Neapolu jest ich kilka. Funicolare opuściliśmy na stacji S. Gioacchino, a następnie udaliśmy się kawałek w dół via Orazio. Wszystkie te stacje oraz rozkład jazdy znajdziecie na stronie internetowej neapolitańskiej komunikacji publicznej, do której link znajduje się na końcu posta w „informacjach dodatkowych”.

Na powyższej mapie pokazałam krótką trasę ze stacji funicolare do punktu widokowego, z którego roztacza się panorama widoczna na zdjęciu na początku posta. Teraz słówko o ciuchach i zdjęciach. Przemówiła przeze mnie kobieca próżność i chęć zrobienia słodkiej fotki do rodzinnego albumu, na której to ładnie ubrana będę wypinać pierś do obiektywu na tle Wezuwiusza. Na tę okazję dobyłam z walizki nową czerwoną sukienkę.

natalia

Ja i moja kiecka jeszcze nie wiemy, co nas czeka tego wieczoru

DSC02554

Widok na Neapol, w dole port Mergellina

mewa

Tej mewie nie przeszkadzały ani śmieci leżące na ulicy, ani błysk aparatu

Próżności stało się zadość. Wyruszyliśmy dalej schodząc do stacji S. Antonio i zjeżdżając jeden przystanek w dół. Na marginesie wspomnę tylko, że tego dnia korzystaliśmy z biletu całodobowego, którego koszt wynosił wówczas 3,7 euro i przy takiej liczbie przejazdów zwrócił się z nawiązką.

DSC02548

DSC02547

Artur w porcie Mergellina

Piękny wieczór nie zapowiadał problemów. Po pstryknięciu paru fotek w porcie odjechaliśmy z krańcówki autobusowej na Mergellina dużym niskopodłogowcem linii 140 do Parco Virgiliano. No i tu się zaczynają schody. Poniżej zamieściłam mapę, która pokazuje, jak należy dojechać do parku. Powinniśmy byli pozostać na via Orazio i złapać autobus linii C21, który jedzie górą Posillipo, ale pojechaliśmy dołem biegnącą wzdłuż wybrzeża via Posillipo.

Efekt? Zamiast wysiąść na przystanku Manzoni – Parco Virgiliano wysiedliśmy tuż pod nim na Discesa Coroglio. Brutalna rzeczywistość uświadomiła nam, że powinniśmy być na wiadukcie, a nie pod nim.

Parco-Virgiliano-wiadukt

źródło: Google Maps

Czy patrząc na mapę z rozkładem komunikacji publicznej (a tylko taką miałam) oczywiste jest, że ten autobus jedzie jakieś dwadzieścia metrów pod Viale Virgiliano? Dla mnie nie było to oczywiste. Nie pozostało nam nic innego, jak cofnąć się kawałek i rozpocząć żmudną wspinaczkę pod górę krętą uliczką via Tito Lucrezio Caro. Ja wylaszczona w kieckę i perły, Artur w prasowane spodnie z materiału i koszulę zasuwaliśmy dość szybko w tym upale pośród porzuconych worków śmieci niczym na polu minowym. Artur był wściekły i chciał zrezygnować albo chociażby zwolnić, ale nie było na to szans, bo zachód słońca deptał nam po piętach. W końcu dotarliśmy do bramy parku, a następnie pędem na jego drugi koniec, by uchwycić kolorowe niebo nad Ischią, Procidą i Nisidą, małą wysepką na trwale połączoną z lądem, leżącą jeszcze w granicach Neapolu.

neapol-punkt-widokowy

Isola di Nisida, dalej Procida, a w oddali Ischia 

DSC02585

W oddali miasteczko i Zatoka Pozzuoli

Widoki wynagrodziły nam żmudne wchodzenie pod górę. Zapowiadał się wspaniały wieczór pożegnalny w Neapolu. Wyszliśmy z parku udając się na właściwy przystanek autobusowy i marząc już tylko, aby za około godzinę zasiąść przy stoliku pizzerii Brandi, dać wytchnienie zmęczonym nogom i skonsumować wyborną pizzę.

DSC02596

Idąc Viale Virgiliano

Z przystanku na via Boccaccio powinniśmy wsiąść w autobus nieszczęsnej linii C21 i dojechać do krańcówki na Mergellina, skąd dojazd do centrum byłby już prostszy. Staliśmy i staliśmy jakieś pół godziny, a żaden autobus w pożądanym kierunku nie przyjechał. Zrobiło się nieciekawie i zdecydowaliśmy się zejść kawałek na dół na przystanek Discesa Coroglio Marechiaro i złapać autobus linii 140.

Znów czekaliśmy, a nasz autobus nie przyjeżdżał. Początkowo wytrwale stałam na obolałych nogach, ale po jakimś czasie zrozpaczona usiadłam na krawężniku i zaczęłam kombinować, co zrobić. Taksówka odpadała, bo mieliśmy już tylko kasę na obiad i bilety na lotnisko na następny dzień, pieniądze na hotel były na koncie, bo płacimy kartą tam, gdzie się da, czyli za większość noclegów, paliwo itp. A poza tym doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, jak naciągają turystów włoscy taksówkarze. Nie było takiej opcji, wolałabym pójść pieszo.

Krawężnik-posillipo

Ten oto krawężnik wycierałam swoją kiecką 22 czerwca 2012 roku. Źródło: Google Maps

Po jakimś czasie zaczepił nas miejscowy z sąsiadującej z przystankiem budki z jakimś fast-foodem i zaoferował podwózkę. Początkowo facet nie wzbudził naszego zaufania i podziękowaliśmy. To było rozsądne posunięcie zważywszy na legendy o Camorrze, no bo skąd miałam wiedzieć, gdzie tak na prawdę nas podrzuci? Czy mój małżonek nie skończy z kulką w głowie, a ja nie znajdę tego samego dnia nowej „pracy” nie zdążywszy nawet wysłać wypowiedzenia do tej pozostawionej w Polsce? No cóż, nie mam na co dzień w Italii takich obaw, ale zważywszy na czerwoną kieckę + blond włosy + cycki w połowie na wierzchu + ciemny wieczór na przedmieściu + wtedy jeszcze dwója z przodu na metryce (och, tęsknię za tobą „dwójeczko”) możliwych scenariuszy było wiele. A żebyście nie myśleli, że dobra ze mnie bajkopisarka opowiem jeszcze pokrótce, jak wyglądały moje pierwsze godziny po pierwszym przyjeździe na Sycylię. Miałam wtedy 17 lat (rocznikowo już 18) i wraz ze znajomymi przybyłam do Syrakuz po trwającej dwie doby podróży pociągiem i autokarem. Na miejscu okazało się, że nie odebrał nas przyjaciel przyjaciela moich znajomych, który to miał się nami zaopiekować w czasie, gdy ten drugi przebywał na Pantallerii (albo Lampeduzie, nie pamiętam). Wykończeni i sparaliżowani miejscowym upałem (II połowa lipca) poszliśmy do najbliższego, taniego hotelu wziąć prysznic (oj był potrzebny) i przebrać się. Jak się okazało po zaledwie dwóch godzinach, hotel ów był typowym jednogodzinowcem dla bywalczyń pobliskiego parku i ich klientów. Uciekaliśmy czym prędzej, na szczęście w końcu odnalazł nas przyjaciel przyjaciela moich znajomych i wszystko się dobrze skończyło przynajmniej do czasu, gdy podczas kontroli drogowej chciano nas deportować jako nielegalnych imigrantów (był rok 2001 – trzy lata przed wstąpieniem Polski do Unii i rok przed wprowadzeniem Euro), a tydzień później zatrzymało nas wojsko, gdy próbowaliśmy przedrzeć się na zamknięty teren wokół plującej lawą Etny. Ach!

DSC02594

A props Sycylii – ten prom linii Tirrenia widziany z Parco Virgiliano wypływa z Neapolu do Palermo codziennie o 20:15. Takim samym, tyle że linii Snav przypłynęliśmy tego dnia rano z Palermo

Wracając do naszego neapolitańskiego krawężnika i domniemanego camorrysty. Po kolejnej godzinie znów podszedł i powiedział, że za chwilę przyjedzie jakiś autobus (jego znajomy jest kierowcą) i zabierze nas do Mergellina, on też pojedzie. Nie pamiętam już szczegółów, nie mam pojęcia, co to była za linia, może jakaś nocna, a i było mi już wszystko jedno. W każdym razie faktem jest, że dotarliśmy bezpiecznie i bezpośrednio na miejsce, a autobus – nie licząc nas, kierowcy i faceta z budki – był całkowicie pusty. Na Mergellina złapaliśmy fuksem ostatni tego dnia autobus do centrum (było tuż przed północą), a do hotelu dotarliśmy głodni i wykończeni przed pierwszą w nocy.

A na koniec taka ciekawostka. Powiedzenie „Zobaczyć Neapol i umrzeć” większość źródeł przypisuje zafascynowanemu miastem J.W. Goethemu, jednak są też inne wersje, trochę mniej romantyczne. Podobno zdanie to pochodzi od XVIII – wiecznych żeglarzy, którzy to umierali nie z zachwytu, nie z przejedzenia i nie z rozpaczy na przystanku autobusowym, ale na kiłę szerzącą się wśród dam lekkich obyczajów i panów korzystających z ich usług. Ach, Neapol!

Informacje dodatkowe:

  • koszt przejazdu funicolare jest równy kosztowi przejazdu autobusem, czy metrem – obowiązują te same bilety
  • mapę neapolitańskiej komunikacji publicznej znajdziecie tutaj

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży do Neapolu, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

4 komentarze do “Zobaczyć Neapol i utknąć na przystanku autobusowym. Dzień 20, część II”

  1. Fajnie pisane. Lubię „literaturę faktu”. W tym roku też wybieram się m.inn. do Neapolu, a potem na wybrzeże Amalfii. Może też cośskrobniemy dla potomnych i wyjeżdżających.

  2. Hej Natali – Twoje dobre opisy ulatwiaja zrozumienie poruszania sie po Neapolu. Jedziemy tam w kwietniu 2016. w ramach wymiany turystycznej mozemy pokazac Ci Karaiby. lub Wielkie Jabko. W zwiazku z tym ze mamy malo pieniedzy, bilet lotniczy jest za drogi wiec placimy po $20 za bilet. (normalna cena biletu z NYC do Italy $1200)— pozdrawia Zybi

  3. Mam pytanie na jakie środki lokomocji jest ten bilet całodobowy. Czy można nim jechać też kolejką
    do Solfatara di Pozzuoli.

    1. Tak. Bilet obejmuje autobusy, metro i kolejki linowe. Pociąg do Pozzuoli jest przedłużeniem linii metra, która w pewnym momencie wychodzi spod ziemi. Ale już np. kolej Circumvesuviana do Sorrento wymaga kupna biletu w kasie na dworcu kolejowym.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close