Rzymskie marzenie. Prolog

W Rzymie zakochałam się, gdy jako szesnastoletnie dziewczę odwiedziłam go po raz pierwszy w ramach ekspresowej wycieczki objazdowej. Klasyczny schemat: nocleg daleko pod miastem, długi dojazd do centrum, pędzenie na złamanie karku po Watykanie (dzień pierwszy) i reszcie obowiązkowych zabytków (dzień drugi). Tempo tak olbrzymie, że w drugiej części dnia zmęczenie nie pozwalało cieszyć się czymkolwiek. Do tego nijakie, spolszczone jedzenie serwowane w hotelu. Pamiętam dokładnie, jak długi, ciężki, upalny dzień kończyliśmy z grupą na Piazza di Spagna, gdy zaszło słońce i zapaliły się latarnie podświetlające i eksponujące piękno otaczającej nas architektury. Pamiętam, jak zachwyciło mnie to wieczorne „Wieczne Miasto”, jak siedząc na hiszpańskich schodach w przepoconej sukience i z opuchniętymi stopami zazdrościłam szczęśliwcom, którzy dopiero co opuścili swoje hotele w małych, kameralnych zaułkach, po czym wypoczęci, świeżo wykąpani i przebrani rozpoczynali swoją passeggiatę przysiadując w romantycznych kafejkach. Wtedy postanowiłam, że pewnego dnia powrócę do Rzymu i będę rozkoszować się tym miastem powoli i z gracją, w towarzystwie ukochanego mężczyzny. Bo czy może być coś wspanialszego w miejscu, którego nazwa Roma czytana od tyłu znaczy miłość?

Założenia

Założenia były jasne od samego początku. Po pierwsze lecimy samolotem, bo podróż samochodem do Rzymu zupełnie nie ma sensu. Dlaczego? Poruszanie się autem po Wiecznym Mieście jest bardzo utrudnione, dużo jest ulic jednokierunkowych lub całkowicie zamkniętych dla ruchu. Do tego deficyt miejsc parkingowych, a te, które są, kosztują krocie. Poza tym, jaka jest przyjemność przemieszczania się samochodem, gdy można spacerować po nastrojowych uliczkach? O tej oczywistej oczywistości wspominam tak na wszelki wypadek. Inną kwestią jest, gdy w ramach dłuższej wyprawy po Italii chcecie zatrzymać się w Rzymie, wówczas polecam duże parkingi na krańcowych liniach metra np. Anagnina lub Rebibbia, gdzie niedrogo (ok. 1,5 euro za dzień) możecie pozostawić cztery kółka i dojechać do centrum metrem. Drugie założenie – na miejscu spędzamy tydzień, bo tyle potrzeba, aby zobaczyć podstawowe zabytki i choć trochę nacieszyć się Wiecznym Miastem. Jak ognia chcieliśmy uniknąć szaleńczego tempa, bo nie o to chodzi. Trzecie założenie – hotel. Hotel miał być zlokalizowany w samym centrum, aby wszędzie można było dotrzeć pieszo, miał mieć przyzwoity poziom, ale jego cena nie mogła przekraczać 100 euro za dobę za pokój dwuosobowy z prywatną łazienką i porządnym śniadaniem w formie bufetu. Mission impossible?

Podróż

Zacznijmy od biletu na samolot. Ustaliliśmy termin wyjazdu na 13 – 19.08.2011 r. Dlaczego sierpień? Ano wyczytałam, że w sierpniu Rzym pustoszeje, mieszkańcy wyjeżdżają na urlopy, jest mniejszy ruch uliczny, a co za tym idzie mniejszy smog i w ogóle – choć niemiłosiernie gorąco – to dobry czas na zwiedzanie. Chcąc wykorzystać święto wypadające w połowie sierpnia wybraliśmy ten właśnie termin. Na początku lutego kupiliśmy bilety PLL LOT Poznań – Warszawa – Rzym – Warszawa – Poznań za cenę całkowitą 1250 zł dla dwóch osób. Godzina odlotu z Poznania 9:00 – przylot do Rzymu o 15:40, wylot z Rzymu o 16:40 – przylot do Poznania o 23:40. Pewnie część z Was zastanawia się, po kiego grzyba skazaliśmy się na tułaczkę po Okęciu, zamiast polecieć bezpośrednio jedną z dwóch dostępnych wówczas tanich linii lotniczych. Otóż niestety, muszę to wprost powiedzieć, nie należę do kobiet, które na tygodniowym wyjeździe obędą się jedną kiecką. Nie wyobrażam też sobie stresu, czy moja walizka aby na pewno zmieści się w lotniskowym śmietniku i czy za wystające kółka nie przyjdzie mi dopłacić kilkuset złotych. Gdy do „taniego biletu” doliczyłam cenę bagażu rejestrowanego wyszedł mi koszt porównywalny z rodzimym przewoźnikiem, który to (przynajmniej wówczas) nie robił najmniejszych problemów z wnoszeniem bagażu podręcznego na pokład. Decyzja zapadła. Na marginesie dodam, że w lutym tego roku sprawdzałam ceny biletów LOT do Rzymu i włosy mi dęba stanęły – dla dwóch osób potrzebowałabym dwóch tysięcy zł w promocji! Chyba poszaleli, zamiast ratować firmę przed bankructwem i walczyć z konkurencją atrakcyjnymi cenami LOT się pogrąża. Jest jeszcze coś. Z takim procederem, jaki opisał Kominek w poście „Sposób PLL LOT na okradanie pasażerów” też się spotkałam szukając promocji na tegoroczne rejsy. Szkoda, byłam zadowolona z ich usług dwa lata temu i chętnie skorzystałbym znowu, ale nie za takie pieniądze.

Hotel

Przejdźmy zatem do kwestii kluczowej tej wycieczki, a mianowicie hotelu. Zanim zarezerwowałam nocleg spędziłam wiele godzin szukając idealnego obiektu. Wybór padł na czterogwiazdkowy Residenza In Farnese przy Via Del Mascherone 59 na przeciwko ambasady francuskiej, w tak zwanym obszarze Navona. Farnese znajduje się pomiędzy Campo dei Fiori, a brzegiem Tybru, a uliczka via Mascherone wpada prostopadle w słynną via Giulia. Lokalizacja jest rewelacyjna, bo w zasięgu spaceru znajdują się najważniejsze zabytki Rzymu. Według Google Maps: Piazza Navona – 7 minut, Fontanna di Trevi – 19 minut, Pantheon – 12 minut, Piazza di Spagna – 25 minut, Watykan – 20 minut, przystanek autobusowy na Corso Vittorio Emanuele II przy kościele Sant`Andrea della Valle, z którego można dojechać bezpośrednio do głównego dworca kolejowego Roma Termini – 6 minut. Pieszo dotarliśmy też do Galerii i Villi Borghese, na Wyspę Tybrową, wzgórze Gianicolo i Zatybrze. Nie muszę chyba dodawać, że taka lokalizacja pozwala zaoszczędzić pieniądze na komunikację miejską. Ponadto śniadanie w formie bufetu, na którym znaleźć można było nie tylko włoskie słodkości i owoce, ale też pieczywo, sery, wędliny, mozzarellę, pomidory, kiełbaski i jajka. To rzadkość w Italii, a co dopiero w Rzymie, choć ta klasa obiektu zobowiązuje. Uważam, że lepiej jest dopłacić do hotelu, który oferuje dobre śniadanie, niż wybrać opcję bez śniadania lub z jednym rogalikiem i filiżanką kawy. Po dobrym śniadaniu zaoszczędzicie na jedzeniu w ciągu dnia.

DSC08877

Nastrojowa via Giulia, za murem po prawej stronie znajdują się ogrody ambasady francuskiej

Teraz cena. Pisząc tego posta odwiedziłam stronę Residenza In Farnese i wprowadziłam daty pobytu analogiczne do terminu, w którym gościliśmy dwa lata temu. Opcja ze śniadaniem i możliwością bezpłatnego anulowania rezerwacji wyniosła 164 euro za dobę za pokój dwuosobowy. Inna data, przełom listopada i grudnia, w tym roku termin dla mnie szczególny, 138 euro / dobę w tych samych opcjach. Jak więc możliwe, że rezerwując ten hotel w lutym 2011 przy takich samych opcjach udało mi się wyrwać cenę dziś abstrakcyjną 90 euro / dobę? Znajduję tylko dwa wytłumaczenia. Albo dzisiejsze galopujące ceny są efektem Papy Franciszka, który jest tak fenomenalny, że ściąga do Rzymu jeszcze większe tłumy turystów liczące na spotkanie go w autobusie miejskim,  albo w roku 2011 ceny były zaniżone. Myślę, że chodzi jednak o tą drugą kwestię. Od styczna 2011 władze Rzymu wprowadziły podatek miejski, który zobowiązani są płacić wszyscy goście hoteli i pensjonatów za pierwszych dziesięć nocy. Uzależniony jest on od standardu miejsca noclegowego. Najwięcej, bo aż 3 euro / dobą za osobę zapłacą goście hoteli cztero i pięciogwiazdkowych, natomiast 2 euro / dobę za osobę zapłacą zatrzymujący się w hotelach o standardzie od jednej do trzech gwiazdek i Bed & Breakfast. Hotelarze, przeciwni wprowadzeniu dodatkowej opłaty, buntowali się twierdząc, że wpłynie ona na spadek liczby odwiedzających Rzym turystów. Był to według mnie główny powód, dla którego cena hotelu Farnese spadła do 90 euro. Dodam tylko, że gdy w maju 2011 sprawdzałam cenę pokoju na ten sam termin, żądali już 180 euro, a miesiąc przed przyjazdem aż 260 euro! W tych okolicznościach mogę się ogłosić fuksiarą, bo choć 90 euro za dobę to w Italii sporo, jednak w centrum Rzymu jest to normalna cena za przyzwoity nocleg, natomiast za cztery gwiazdki z wystawnym śniadaniem to po prostu półdarmo.

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Italii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

22 komentarze do “Rzymskie marzenie. Prolog”

  1. Ja też się zakochałam w Rzymie. Mimo tłumów turystów i dość komercyjnego charakteru uważam, że miasto ma wyjątkowy klimat i można w nim znaleźć miejsca spokojne i ciche. Szczególnie podobała mi się dzielnica Trastevere. Chętnie pomieszkałabym jakiś czas w Wiecznym Mieście…
    Wspaniały blog, będę zaglądać 🙂

    1. Mam identyczne przemyślenia na temat Rzymu i też najbardziej zachwyciło mnie Trastevere, ma niepowtarzalny klimat i nie jest takie oblegane przez turystów, jak choćby Piazza Navona i okolice.
      Kiedyś także marzyłam, aby pomieszkać w Wiecznym Mieście, choć teraz zastanawiam się, czy aby jego gwar nie byłby dla mnie męczący 🙂
      Dziękuję za miłe słowa, ja jutro zajrzę do Ciebie na dłużej, już wypatrzyłam cantucci 😀

      1. Mogę się zgodzić, że tak na dłużej to wolałabym jednak trochę spokojniejsze i mniej turystyczne miasto – najlepiej na północy Włoch, gdyż uwielbiam górskie wędrówki 🙂
        Dzięki za odwiedziny i również miłe słowa!
        Pozdrawiam serdecznie.

        1. Jeśli lubisz górskie wędrówki, spokój i zapewne piękne widoki, to polecam cudowną dolinę Val di Funes w Południowym Tyrolu oraz dolinę Alta Pusteria, a w niej Lago di Braies. Nie pisałam jeszcze o Dolomitach, bo moi aktualni czytelnicy jakoś nie przejawiają zainteresowania tym regionem (fani południa – jak ja), a i czas mam ograniczony. Ale gdybyś rozważała ten kierunek zanim opiszę wycieczkę na blogu, to bardzo chętnie podzielę się informacjami.
          Pozdrawiam

          1. Popatrzyłam sobie w Internecie na zdjęcia tych miejsc. Coś wspaniałego! Niestety takie plany to ewentualnie dopiero w przyszłym roku, bo urlopu jak zwykle brakuje na zrealizowanie wszystkich ciekawych pomysłów… Bardzo jednak chciałabym się tak wybrać, więc chętnie się zgłoszę do Ciebie po wskazówki jak będę mogła sobie na taki wyjazd pozwolić 🙂
            Pozdrawiam.

      2. Trastevere ma dla mnie zdecydowanie najwięcej klimatu 🙂 Senne i leniwe w ciągu dnia budzi się wieczorami setką ristorante, okupujących wąskie uliczki… Komercja wyciąga po nie drapieżne łapska, ale można tu jeszcze całkowicie się zagubić i nie spotkać nikogo z aparatem przez calutką godzinę, co w Rzymie jest prawie niemożliwe 😉 My w naszej pierwszej podróży do Wiecznego Miasta właśnie tu mieszkaliśmy przez tydzień. Wybór tym bardziej trafiony, że ceny były wtedy na Zatybrzu o jakieś 20-30% niższe niż po drugiej stronie rzeki (mówię o kwaterze i posiłkach). Rezerwacja przez rentalinrome.com, apartament Luce na via della Luce. Kurczę, strasznie fajnie byłoby tam wrócić…

        1. Aniu, ale zatęskniłam po Twoim opisie! Te niższe ceny na Zatybrzu to już niestety historia, ale potwierdzam, że zdecydowanie mniej spotyka się tam turystów, komercja też jest mniejsza, zwłaszcza jeśli chodzi o natrętów sprzedających wszelkie badziewie. A przed południem to już w ogóle cisza i puste uliczki. Ach… 🙂
          Pozdrawiam serdecznie

  2. Bardzo fajny blog 🙂 czekam na więcej! Też jestem zakochana w Rzymie. Mnie z kolei najbardziej urzekają parki: Villa Borghese, Villa Pamphili czy Parco degli Acquedotti!! Lubię wracać na spokojne Gianicolo i Aventino gdzie widać panoramy Rzymu z różnych stron. Pozdrawiam 🙂

    1. Witaj Aga!
      Dziękuję za miłe słowa. Niedługo będzie więcej o Rzymie, opiszę dokładnie naszą tygodniową podróż 🙂
      Pozdrawiam

  3. Pani Natalio, naprawdę świetny blog. Co do Rzymu, to faktycznie jest to cudowne miasto, które już za pierwszym razem mnie zauroczyło 🙂 Mam też do pani pytanie, jak pani przedostała się z lotniska do hotelu?

    1. Cześć, z Ciampino najprościej dostaniesz się do miasta autobusem, który jeżdzi na relacji Ciampino – Termini. Koszt to 6 Euro za osobę.
      Co do Fiumicino. Jedzie autobus za ok. 8 Euro relacji Fiumicino – Termini, lub też możesz złapać prywatny bus, którego budka zbiorcza jest przy peronie kolejowym, koszt to 14 Euro za osobę w jedną stronę. Możesz złapać również Leonardo Express relacji Fiumicino – Termini za 14 Euro – kursuje co 30 minut, lub pociąg podmiejski za 8 Euro relacji Roma Tiburtina – Fiumicino dojazd w 47 minut, koszt to 8 Euro. Po dotarciu na Termini wystarczy kupić bilet autobusowy, ważny 100 minut za 1,5 Euro i w drogę do hotelu.

  4. WITAM,lecę do Rzymu 19 listopada wiem ze z lotniska Ciampino jadę do Termini tylko jak póżniej do hotelu Antico Acguedotto . Może ktoś się oriętuje , proszę o wskazówki.

  5. Witam,
    świetny blog! skorzystam z wielu cennych rad 🙂
    Wybieram się do Rzymu w maju, ponieważ będziemy tam ponad tydzień, pomyślałam o wypożyczeniu skutera na kilka dni raz dla przygody, dwa, by zwiedzić też trochę dalsze zakątki szybciej i ciekawiej. Obawiam się trochę starcia z brawurową jazdą Włochów i nie wiem, czy to przygoda warta swojej ceny. Może możecie doradzić jakąś sprawdzoną wypożyczalnię w rozsądnej cenie? Co myślicie na temat samego pomysłu zwiedzania skuterem?

    1. Witaj Elu!
      No cóż, ja nie odważyłabym się na poruszanie skuterem po Rzymie. Ok, może wynajme na jeden dzień, aby poczuć klimat „Rzymskich wakacji” i kierunek wzgórze Gianicolo oraz Zatybrze, czyli klimatyczne centrum, ale o wiele spokojniejsze. Natomiast zwiedzanie skuterem to zły pomysł, odradzam. Będziecie mieć tylko problem, gdzie go zostawić, jak przecisnąć się pomiędzy samochodami i tabunami turystów. Do tego koszt wynajmu wcale ni są takie małe, zamiast na skuter wolałabym wydać na kolację w lepszej kanjpie 🙂 Tak więc jeśli Wam bardzo zależy, to radzę jeden dzień zdala od tłumów, a klasyczne zwiedzanie najlpeiej ogranąć albo komunikacją publiczną (bardzo dobrze zorganizowaną) albo wręcz pieszo 🙂
      Pozdrawiam serdecznie

  6. Witam raz jeszcze

    Jeśli mowa o zwiedzaniu Rzymu to mam pytanie czy ktoś jechał komunikacją miejską na Wzgórze Monte Cassino? Jak się tam najłatwiej i sensownie cenowo dostać? Ktoś? Coś? Pozdrawiam serdecznie:)

  7. Witam Pani Natalio, gratuluję świetnego bloga. Jestem zauroczona Italią pod wpływem mojego męża. Dziś zaczęliśmy planować przyszłoroczny wypad i w ten sposób trafiłam na tą fantastyczna stronkę. Trudno nie zakochać się w Rzymie, mieście gdzie zewsząd otaczają nas zabytki i ten specyficzny klimat. Mój pierwszy pobyt był szalony, z wycieczką. Rzym i Watykan. Potem już wiedziałam, że tylko sami możemy poznać smak tego miasta. Oczywiście wcześniej przygotowywałam się do tego wyjazdu, korzystałam z doświadczeń mojego męża i innych osób, którzy podobnie jak Pani dzielą się swoją wiedzą. Jeszcze wówczas popełniłam błąd – za dużo korzystałam z metra, utwierdzona w tym, iż co przystanek to jakiś zabytek. Dodatkowo byliśmy z dzieckiem. Kolejny pobyt już tylko we dwoje i zwiedzanie, zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie, dodatkowo plażowanie w Ostii. Nagle doznałam olśnienia, iż większość tych pięknych miejsc można pokonać pieszo, iż poruszając się metrem tyle się traci. Wiem, że wrócę tu jeszcze nie raz, jest jeszcze tyle miejsc do ponownego zobaczenia, ponowne spacery urokliwymi uliczkami. Jak śmieje się mój mąż jestem przykładem turysty, który nie znając języka włoskiego ( poza kilkoma podstawowymi słowami) świetnie się tu odnajduję wykorzystując jego znajomość języka. Podobnie jak Pani zależy mi na śniadaniu w hotelu, lubię ten klimat. Ze swojego doświadczenia polecam dwa miejsca noclegowe: jest to droższy hotel Montecarlo, a dla osób, które chcą plażować w Ostii tańsza Villa Benedetta.

  8. Kochana Natalio,
    chciałabym dodać parę informacji bardzo przyziemnych, ale przydatnych turyście, który w krótkim czasie chciałby doświadczyć jak najwięcej z uroków wiecznego miasta. Piękne miejsca i widoki, które przedstawiasz, wymagają często jeszcze wysiłku organizacyjnego i tu chciałabym zaproponować dwie niesłychanie pomocne strony.
    W kwestii planowania zwiedzania wyjątkowo przystępny i praktyczny opis miejsc, tras i ciekawych szczegółów można znaleźć na stronie :
    http://www.rzym.it/przewodnik-po-rzymie
    Zawiera wiele przydatnych informacji oraz ciekawe zestawienie tras spacerowych w ujęciu tematycznym, np. śladami Caravaggia i wiele innych . Połączenie Twojego romantycznego ujęcia z tym wysoce praktycznym daje ciekawe wyniki. Mnie bardzo ułatwiło trzydniowy pobyt.
    Tym, którzy chcą odwiedzić Muzea Watykańskie ( i nie tylko) serdecznie polecam również spacerownik po wiecznym mieście przygotowany na wielu stronach pod wspólnym tytułem.
    zagubieniwrzymie.com
    Opis Muzeów Watykańskich tam zawarty doskonale przygotowuje nas do wizyty w tym miejscu, zważywszy, że mało kto może i chce poświęcic na to więcej niż parę godzin. Nasza wizyta w Watykanie dzięki poradom wyczytanym na tych stronach przebiegła doskonale. Znajdziemy tam też np. dużo informacji nt. komunikacji miejskiej.
    Serdecznie pozdrawiam.
    P.S. Jeśli uważasz, ze ten komentarz jest w niewłaściwym miejscu, to proszę, przenieś go do innego postu. M

  9. Witam. bardzo lubię czytać Twoje posty. Włochy zdominowały wszystkie moje wyjazdy w tym roku. Ale się zastanawiam… Skąd takie pieniadze? No byłam…w Lomabrdii, Abruzzo i Ligurii, którą kocham prawie tak jak ukochane moje Almograve;-) ale te rzędy wielkości pieniądza są mi obce. Np. teraz będę konkretnie w Rzymie. I w tym przypadku pojechałam grubo. Muszę rodzicom zaimponować, że niby światowa jestem…:-) Apartament 70 m2. 3 osoby, 3 dni … centrum, żeby dosadniej nie powiedzieć…epicentrum…coby nie być gołoslowną to ulica Via del Governo Vecchio. Drogo w sumie, ale nie aż tak…1000 za cały pobyt. W złotych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close