Włochy męskim okiem. Pierwsza podróż do Italii

Toskania Monticchiello

Jak Bóg tworzył świat, zaczął od Albanii (wiadomo, na A), potem dawał wg uznania, przy literce „W”, zmęczony, pomyślał: na dziś fajrant, Zimbabwe jutro, Włochom dam wszystko co mam najlepszego, niech chociaż jeden naród będzie szczęśliwy tak na maksa. I dał. […] Toskania to wino. Toskania to oliwki. Toskania to biwak na zasuszonej trawie. Toskania to obiad w restauracji z przewodnika Michelin, który wynosisz na talerzach na ławeczkę 300 metrów dalej, z widokiem na zachód słońca i Pienzę. I nikt nie każe Ci płacić z góry. Mógłbyś nawiać z żarciem za 50 euro i dodatkowo z porcelaną (tak, dostajesz amku na talerzach porcelanowych, wino i dwa piękne, szklane kieliszki). „Zapłaci Pan jak się nacieszy zachodem słońca, niech Pan biegnie”. […] Wypoczywasz chwilę, wszak relaks we Włoszech to podstawa. Pijesz wino, potem wino i znowu wino. Postanawiasz zerwać opuncję. Zrywasz. Spędzasz kolejne 3 godziny z pęsetą, wiesz, że nigdy więcej nie zerwiesz nic na literę „o” […]

Oto druga nagrodzona w konkursie wakacyjnym relacja z podróży. Autorem jest Aleksander Puchalski – gratuluję!

Jak zawrzeć uczucie w kilkuset słowach?

Jak opisać wrażenia, doznania, emocje w kilku tysiącach znaków, emotikonach…?

Wyobraź sobie, że jesteś kierowcą. Masz niezłe, szybkie, wygodne auto, chyba z 8 biegów w przód, nie wiem po co tyle, ale skoro tyle jest to chyba dobrze.

Masz fantazję i trochę kasy. Postanawiasz wyruszyć do Włoch tymże samochodem. Znajomi pukają się w czoło, wszakże można wsiąść do, dajmy na to WizzRyana i dolecieć  do Italii za równowartość ceny centymetra kwadratowego mieszkania na Ursynowie…

A Ty nie. Uparcie i skrycie pakujesz walizy, bo przecież w sierpniu we Włoszech może być chłodno, może padać, nawet śnieg na Etnie…

I odzienie plażowe! Koniecznie! Minimum 6  kompletów, bo może meduza zeżre, albo ktoś zobaczy, że drugi dzień chodzisz w tym samym, albo zamoczy się jak wejdziesz do wody…Trza mieć dużo i już. Najlepiej wszystkiego! Poza tym koce i parasole! Dużo parasoli na plażę.

Parawany!!!! Koniecznie parawany! Przecież o 4 rano świta, trzeba zająć dobre miejsca! Nie będzie Włoch sypał nam piaskiem w twarz!

Ruszasz. Jesteś facetem, zasuwasz jak trzeba. Po 8 godzinach jazdy z Wawy jesteś w Monachium. Tu nocleg, wizyta w Hofbrauhaus na przymusowe piwo (Ein Liter) i wurst! Przy stoliku uświadamiasz przygodnych Niemców z Hannoweru, że wiszą nam bilion Euro za II Wojnę Światową. Niech myślą.

I następnego dnia Italia. Po minięciu nudnej Austrii z tymi ich śmiesznymi ograniczeniami, wjeżdżasz Przełęczą Brenneńską do Włoch.

Ledwo mijasz granicę, sięgasz po swoją ulubioną składankę włoskich melodii i przy akompaniamencie „Lasciate mi cantare” wciskasz pedał w podłogę. Wszak to Włochy – kto by się przejmował ograniczeniami…

Pierwszy postój: Lago di Garda. Głupia nawigacja prowadzi Cię okrężną drogą, pomstujesz, ale tylko przez chwilę. Wybaczasz kobiecemu głosowi o dość smutnym tembrze, że kazała jechać „na rondzie trzeci zjazd”…. Tenże zjazd prowadzi nad samiuśką wodę, wąską drogą przemierzasz wykute w skale tunele rozkoszując się odcieniami niebieskiego, szafirem, morskim, błękitnym, modrym…

Jezioro Garda widok

Jezioro Garda

 Niebo wita Cię feerią barw, woda przyciąga zmęczone ciało. Jeszcze kilka kilometrów i jesteś.

Limone sul Garda. A Ty w hoteliku – willi z widokiem na rynnowe piękno. Lodowiec zrobił robotę 🙂 Dookoła góry. Niebo, góry, woda. Układ doskonały.

Duszno, późno a duszno. Właśnie wróciłeś z kolacji w mieście. Wiadomo, pizza. Cóż lepszego (oprócz una grande birra) może Cię spotkać we Włoszech? Ach tak: zabytki, kultura, dolce far niente, dolce vita, calcio, piękne kobiety, krajobrazy, Fiat 500, Vespa. Słowem: wszystko.

Jak Bóg tworzył świat, zaczął od Albanii (wiadomo, na A), potem dawał wg uznania, przy literce „W”, zmęczony, pomyślał: na dziś fajrant, Zimbabwe jutro, Włochom dam wszystko co mam najlepszego, niech chociaż jeden naród będzie szczęśliwy tak na maksa. I dał.

No i tak leżysz w łóżku i dumasz, że Booking.com mógł uprzedzić, że nie ma klimy w pokoju, a jest 35 stopni o 22:00.

Ale jest dobra wiadomość: iphone pokazuje, że za godzinę będzie burza. I nadchodzi niespiesznymi pomrukami.

Pierwszy powiew spod cumulonimbusa zwiastuje nadciągający szkwał. Dwie minuty później uderza pierwsza fala deszczu, grzmot przetacza się za grzmotem, błyskawice rozświetlają niebo, oczekiwany chłód orzeźwia tych, którzy w skwarze dnia, bez klimy… orzeźwia Ciebie.

Nazajutrz czas się żegnać. Uprzejma nawigacja prowadzi Cię wzdłuż jeziora, w jednej z miejscowości po raz pierwszy doświadczasz czym są prawdziwe włoskie lody. W lodziarni, rozumiecie…

Kolejny przystanek to agroturystyka w Toskanii. Wyguglujcje sobie „Toskania” z wyszukiwaniem obrazów, a zrozumiecie. Można napisać pracę doktorską o wpływie krajobrazu na poziom endorfin. Toskania to wino. Toskania to oliwki. Toskania to biwak na zasuszonej trawie. Toskania to obiad z restauracji z przewodnika Michelin (więcej o restauracji przeczytacie tutaj), który wynosisz na talerzach na ławeczkę 300 metrów dalej, z widokiem na zachód słońca i Pienzę. I nikt nie każe Ci płacić z góry. Mógłbyś nawiać z żarciem za 50 euro i dodatkowo z porcelaną (tak, dostajesz amku na talerzach porcelanowych, wino i dwa piękne, szklane kieliszki). „Zapłaci Pan jak się nacieszy zachodem słońca, niech Pan biegnie”.

Biegniesz, rozkoszujesz zachodem. Przeżywasz.

Każda droga w Toskanii to przygoda, uprzejma, acz ciągle smutna pani z nawigacji prowadzi Cię wzdłuż winnic, aż do miejsca, że ani zawrócić, ani dalej…

Dajesz radę. Co zobaczyłeś to Twoje.

Żegnając Toskanię wiesz, że wrócisz. Nie chcesz się dzielić nazwą agroturystyki, chcesz Cenerentolę Orcię mieć dla siebie… wrócisz…

Kilka godzin i już jesteś na wybrzeżu Amalfi. Vico Equense. Tam na nowo definiujesz włoską uprzejmość, gościnność i serdeczność. Wcześniej przeciskasz się przez zatłoczone ulice.

Jak niezgodnie z prawem, to lewą stroną jadę”… uwielbiasz ten ich rytm uliczny, dajesz się ponieść kakofonii dźwięków, rozumiesz mowę kierowców.

Leżysz w basenie i patrzysz na leniwie dymiący Wezuwiusz. Nie, nie wybuchnie. Miejscowi wypalają trawy. Jak u nas.

Zwiedzasz Herculanum. Takie Pompeje w pigułce, lepiej zachowane. Odwiedzasz w myślach tamten czas, wczuwasz się w te dramatyczne chwile. Starasz się zrozumieć potęgę natury. Jesteś maleńki w zderzeniu z siłami przyrody. Dowód masz na wyciągnięcie ręki.

Neapol. Skoro jesteś blisko trza coś zobaczyć. Maradonę na muralu, kapliczkę z Maradoną, zjeść pizzę Margheritę (wszak tu wymyślono), pogadać o piłce nożnej (le grande Milikkk), o Maradonie, o piłce nożnej, o Maradonie, o SC Napoli, o Maradonie… tematów jest wiele…

Skoro Camorra rządzi wywozem śmieci to musi być brudno jeśli nie płacą. Rzecz oczywista. Omijasz śmieci, koncentrujesz się na pulsie tego niesamowitego miasta, gdzie skutery zajeżdżają sobie i Tobie drogę, gdzie sygnalizacja świetlna jest traktowana z przymrużeniem oka, gdzie rozwieszona między domami bielizna jest jedynym jasnym punktem mrocznych ulic….

Opuszczasz na chwilę Amalfi Coast, ciśniesz na Sycylię. Krótka przeprawa promowa i widzisz JĄ. Królową Włoch, jej wysokość i dymowość Etnę. Twoja agroturystyka zapewnia widok na gorejącą górę. Postanawiasz się wybrać. Jesteś nie najmłodszy, kolana nie te, patrzysz na szczyt, nie ryzykujesz wyprawy. Kolejka, wyjście, fota, selfiak, fota i adios. Po raz kolejny, stąpając po zastygłej lawie, doświadczasz potęgi natury.

Wypoczywasz chwilę, wszak relaks we Włoszech to podstawa. Pijesz wino, potem wino i znowu wino. Postanawiasz zerwać opuncję. Zrywasz. Spędzając kolejne 3 godziny z pęsetą, wiesz, że nigdy więcej nie zerwiesz nic na literę „o”.

I znowu wybrzeże Amalfi. Tym razem Positano. Dla widoków. Zresztą to dość naiwne sądzić, że akurat tam jest ładnie. Cała linia brzegowa to cud natury. Spacer do miasta przypomina wędrówkę do Everest Base Camp. Góra – dół. Nie ma chodnika. Ciśniesz drogą, uważasz na wszystko co jeździ. Oni nie uważają 🙂

Rano prom i Capri. Już wiesz, dlaczego ta wyspa to takie snobistyczne miejsce. Wszyscy je odwiedzali, odwiedzają lub odwiedzą. Anne Hathaway, Brigitte Bardot, Sylvester Stallone. No i Ty. Ceny z kosmosu, ale najpiękniejsze widoki na zatokę neapolitańską, Wezuwiusz i wybrzeże Amalfi. Warto wydać 50 Euro na kolację.

Wino, spacer, wino, wino, spacer, basen, wino, wino, una grande birra. Odpoczynek. Rejs dookoła wyspy. Grotta Azzurra. Prosecco. Wypoczynek. Pełne dwa dni.

Widok z Capri na wysypy Zatoki Neapolitańskiej

Zatoka Neapolitańska o zachodzie słońca

Capri Grotta Azzura

Grotta Azzura na Capri

 Sorrento. Po minucie w hotelu z widokiem na miasto wiesz, dlaczego o nim powstają piosenki. Urzeka Cię linia brzegowa, urzeka Cię koloryt, klimat, jedzenie. Zastanawiasz się, czy może to jest wzór doskonałości, który powinien zostać w Sevres pod Paryżem?

Nie ma zmiłuj, przed Tobą Florencja. Przejechałeś już ponad 5000 kilometrów. Dajesz radę.

Ponte Vecchio Firenze

Ponte Vecchio, Florencja

 Nawigacja nie pomaga, dobrze, że jest gdzie zawrócić. Twój kolejny hotel jest w posiadłości wielkości małego miasta w Polsce. Masz basen, masz ą i ę. Masz gwiazdy i niedalekie pomruki Florencji.

Ależ tych satelitów, przed Tobą noc spadających gwiazd. Idziesz nad basen. Leżysz, patrzysz w gwiazdy. Lecą. Wypowiadasz życzenia, jedno za drugim. Żeby Ona…niech Jej…

Śniadanie. Zjadasz jajka na miękko przeznaczone dla kogoś innego. Trudno. Nie wiedziałeś. Niech lecą do Biedry, jeśli im się skończyły.

Wtapiasz się w to przepiękne, zabytkowe miasto. Straszą, że Galleria Uffizzi to kolejka na 3 godziny. „Dawid” Michała Anioła kręci z niedowierzaniem głową, mówi: Ty, stary, tu masz takie okienko, dopłacisz 4 Eurasy i ominiesz kolejkę.

Dopłacasz, omijasz. Zwiedzasz.

Carravaggio, Memling, Tycjan, „Narodziny Wenus”. Dotykasz piękna, celebrujesz każdy moment, jesteś świadkiem zwycięstwa sztuki nad materią.

Zwiedzasz, zwiedzasz… Palazzo Medici, Ospedale, każda ulica opowiada Ci historię świetności tego cudownego miejsca. Dwa dni to za mało. Wrócisz. Na tydzień. Niespiesznie. Krok po kroku zaznaczysz swój florencki ślad…

Ostatni etap. „Ostatni będą pierwszymi”.

Jak ostatnia scena w reklamie perfum Laury Biagotti sprzed lat:

Veeeeneeeeziaaaaaaaa…..

Czy można mieć lepszy widok z pokoju niż na Most Westchnień??!! Wzdychasz, gdy uświadamiasz sobie historię tego miejsca.

Myślisz, że widziałeś już wszystko? To zobacz jak wygląda na żywo kolizja gondolierów i ich kłótnia. Wsłuchaj się w „mamma mia”, „carramba porca miseria”, „Santa Madonna” i ten słynny gest złożonych palców…

Przemierzasz Wenecję… który to już raz? Ile jeszcze przed Tobą, ile razy… pod mostem dei Sospiri… ile przystanków na Canale Grande… ile espresso na Placu Św. Marka…? Ile razy przesuniesz niespiesznie dłonią po żywych wciąż dowodach świetności tego niezwykłego miejsca… pomyślisz o wydmuchujących szkło w nieodległym Murano….po prostu usiądziesz na jakimś zapomnianym skrawku swojej Wenecji…?

Masz w bagażniku wino z Toskanii i ser z Sycylii. Masz magnesy na lodówkę i opaleniznę na ciele…

Budzisz się….zlany potem… uświadamiasz sobie, że bez Niej, bez tej Jedynej, Wyczekanej, Wyśnionej, która codziennie zaszczyca Cię swoją obecnością w Twoim życiu, każdy hotel, każde odwiedzane miejsce to byłyby tylko cztery ściany i dach. Nic więcej. Ona nadaje sens podróżom, Ona sprawiła, że Ci się chce planować, Ją brałeś za rękę w każdym z opisywanych miejsc. Z nią przeżyłeś najpiękniejsze zachody słońca, taniec refleksów na wodzie, każdy cudowny moment. Teraz, obudzony, wiesz, że przeżycia są naprawdę wartościowe wtedy, kiedy je z kimś dzielisz. Byłeś we Włoszech z Ulą.

Leniwie przeciągasz się na łóżku, patrzysz na swojego Anioła i, już spokojny, wiesz, że nigdy nie będziesz sam. Ani w Italii, ani nigdzie.


Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Italii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja.

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

6 komentarzy do “Włochy męskim okiem. Pierwsza podróż do Italii”

  1. Gratuluję pięknych wspomnień, ale też sił i kondycji. Wszak te głupie kilka tysięcy kilometrów za kółkiem to chyba niezła mordęga, mam takie niejasne przeczucie.
    Ciekawam, ile czasu ujeżdżaliście po pięknych włoskich drogach i dróżkach, ile dni trwała ta romantyczna eskapada?
    Pozdrowienia dla Anioła-Uli, tak trzymać.
    M.

  2. Pozdrawiam, Jesli faktycznie jest to tekst Twojego Mezczyzny, a zakladam, ze jest to faktycznie jest on raczej naturszczykiem w pisaniu, moze raczej w opisywaniu. dobrnelam i stwierdzam , ze Adam uratowal tekst ladnym zakonczeniem.
    Droga Natalio, ja y synem w lutym zaczynam od Treviso tzn szczesliwym trafem, mamy prawie rodzine w tym miescie wiec dwa dni Wenecja w czasie karnawalu. Nastepnie- pociag- Florencja- nocleg- Orbetello-nocleg i Rzym razy trzy. Natomiast w listopadzie zwiedzalam Neapol (oberwanie chmury dwudniowe) i Sorrento w listopadowa deszczowa noc nie posiada tych kolorow a tym bardziej widokow, ktore chcialam uwiecznic 🙂 Niemniej bylo przyjemnie poniewaz targowa uliczka, rownolegla do zabudowan centrum oferowala istna ferie barw i swiatel , poza wszystkim znalezlismy miejsce miejsce gdzie zjedlismy bardzo dobrze przy bardzo dobrej obsludze a cenach z Neapolu. Serdecznosci!

  3. Zachwycona jestem Pana wspomnieniami z Włoch.Są urocze.Ale mam pytanie odnośnie biletów do Uffizi we Florencji.Czy jest kasa gdzie przy dodatkowej opłacie można ominąć kolejkę ?

    1. Trochę późno, ale moze jeszcze informacja się przyda. Kolejki się nie da ominąć w Galerii, trzeba albo kupic przez internet, albo odbyc zasadniczą rozmowę z sama sobą : na czym najbardziej mi zależy? Jeśli jesteś w stanie ograniczyc apetyt do dwóch godzin zwiedzania, to idź do kasy 2.5 godz. przed zamknięciem galerii, kupisz bez kolejki i pójdziesz podziwiac. Ja tak zrobiłam, zresztą za radą innego życzliwego człowieka i nie żałuję. Trzeba tylko wytrzymac nerwowo ostatnie 30 min, bo stale powtarzają, ze kończą. Psuje to przyjemność ostatnich minut. Żałuję tylko, że tak późno znalazłam Murilla, bardzo go lubię, a oglądałam w biegu. Wirtualnie możesz z grubsza zorientować sie w zbiorach, co pozwoli przyśpieszyc w salach mniej dla Ciebie interesujących. I tak wyjdziesz z zawrotem głowy. A w sklepie na dole kupiłam cudne etui na kartę bankomatową z „Narodzinami Wenus” Boticellego.

      1. Możliwe, że jednak jest taka możliwość z dopłatą, tylko ja jej nie doczytałam i pierwszego dnia przed południem uciekłam z przerażeniem? Bo zrobiłam nieśmiałe podejscie, ale przekroczyło moją wyobraźnię.
        Równie dramatyczny tłum stał do Dawida w Galerii Della Academia. Strasznie żałuję.

  4. ja podziwiam ten kraj, za kuchnię, widoki, styl życia, marzy mi się emerytura w tym kraju, tyle tam jest do odkrycia że na kilka lat wystarczy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close