Nietypowe przywitanie z Materą, czyli Polak we włoskim szpitalu

Złapane przeze mnie jeszcze w Polsce i spotęgowane klimatyzacją w samolocie zapalenie gardła osiągnęło krótko przed wjazdem do Matery niebezpiecznie wyglądający i odczuwalny poziom. Była niedziela, apteki zamknięte, więc innego wyjścia raczej nie było. Decyzja zapadła – jedziemy do szpitala.

Duży i nowoczesny budynek szpitala widoczny był jeszcze przed wjazdem do liczącej ok. 60 000 mieszkańców stolicy Prowincji Matera. Wjechaliśmy na duży parking tuż przy wejściu dla „nagłych przypadków”. Najpierw jeszcze telefon na infolinię ubezpieczyciela, u którego wykupiliśmy polisę na czas podróży (PZU), by zgłosić zamiar skorzystania z pomocy medycznej i weszliśmy do środka. W holu obstawionym rzędami krzeseł siedziały może ze cztery osoby. Podeszliśmy do szyby, za którą – jak sądziłam – znajdowała się rejestracja. Pani na nasz widok natychmiast otworzyła drzwi i zaprosiła do środka. Zorientowawszy się, że nie mówimy po włosku zadzwoniła gdzieś z informacją, że potrzebna jest osoba znająca angielski. W ciągu zaledwie trzech minut do pokoiku wszedł młody sanitariusz (tak sądzę) o typowo południowo włoskiej urodzie. Nie, żebym zachwycała się każdym poznanym Włochem, ale ten – a dokładnie jego oczy – zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Były intensywnie czarne i tak ładne, że przykuwały uwagę. Większość Włochów z południa ma ciemne oczy, ale te były wyjątkowe. Jak się później miało okazać, taką intensywną czerń jeszcze kilka razy zaobserwowałam wśród mieszkańców Matery.

„Czarnooki” przeprowadził krótki wywiad medyczny, obejrzał moje gardło, zmierzył temperaturę przykładając aparat do ucha, zmierzył ciśnienie i poziom nasycenia krwi tlenem (saturację). Powiedział, że nie jest jeszcze tak źle, bo angina nie zdążyła się rozwinąć, spisał moje dane z dowodu osobistego, zapytał, co już przyjmowałam, czy jestem na coś uczulona i czy oprócz leku na gardło chciałabym dostać coś przeciwbólowego, po czym otrzymałam mały, jednorazowy kubeczek z przezroczystym płynem, który w dodatku miał przyjemny, słodki smak. Pan powiedział, że antybiotyk na razie nie będzie potrzebny, ale musi mnie jeszcze zobaczyć lekarz. Wyszliśmy do poczekalni, ale po niespełna dziesięciu minutach zostaliśmy poproszeni o wejście, już nie do pokoiku za szybą, ale na oddział. Tam wprowadził nas do gabinetu, a lekarz – przemiły facet trochę bardziej, niż w średnim wieku – zapytał raz jeszcze o to samo, co już powiedzieliśmy „czarnookiemu”, osłuchał mi plecy i zajrzał do gardła. A później przyszedł czas na miłą pogawędkę, tak charakterystyczną dla Włochów. Doktor wypytał nas o pobyt w Italii, pogadaliśmy o naszych podróżach i o tym, że wolimy południowe Włochy, a na koniec zapytał, czy wiemy, gdzie jesteśmy. W pierwszej chwili nie zrozumiałam, o co mu chodzi, no bo jak to gdzie jesteśmy, w Materze, przecież to oczywiste. Artur wykazał się większym refleksem i odpowiedział, że w Bazylikacie, na co doktor wyszczerzył zęby z zachwytu i krzyknął „brava”! Okazało się, że wielu turystów przyjeżdżających do Matery sądzi, że to Apulia.

Doktor wypisał receptę formatu A4 z nadrukiem danych szpitala. Na recepcie podał dwie możliwości: jeśli pojawi się gorączka, to mam wykupić Augmentin, czyli antybiotyk, a jeśli gorączki nie będzie, to wystarczy OKI, popularny lek o działaniu przeciwzapalnym, który ma formę saszetek rozpuszczanych w wodzie. Na marginesie dodam jeszcze, że rozpuszczalne w wodzie proszki to popularna forma leków stosowanych we Włoszech, już kiedyś miałam z nimi styczność. Zaleta takich proszków to po pierwsze szybkie działanie, a po drugie mniejsze obciążenie dla żołądka, niż w przypadku tabletek.

recepta

Moja recepta

Na koniec wizyty zapytaliśmy, ile płacimy (z uwagi na niedzielne popołudnie i ograniczone pole manewru ubezpieczyciel poprosił o ewentualne uregulowanie należności za wizytę. Nadmienię tylko, że aby dostać refundację poniesionych kosztów konieczne jest poproszenie lekarza o wydrukowanie karty z historią choroby). Doktor odpowiedział, że nic, wpisał wizytę z oznaczeniem jako zieloną, zamiast białej płatnej. Podziękowaliśmy i zdziwieni opuściliśmy gabinet. Nie znam meandrów włoskiej służby zdrowia, ale nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji w Polsce, gdzie ważniejsze od tego, co komu dolega jest, czy ma ubezpieczenie. Nie byłam też pewna, dlaczego lekarz podjął taką decyzję i od czego to zależy. Czy powodem był niski poziom skomplikowania udzielonej pomocy medycznej, czy zdany przez nas egzamin wiedzy o regionie Bazylikata.

Jak później udało man się dowiedzieć od poznanych w Alberobello lekarzy, „kolor” wizyty oznacza zdiagnozowany stan pacjenta w zależności od zagrożenia życia: biały, zielony, żółty, czerwony aż po czarny oznaczający zgon.

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Bazylikacie, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

8 komentarzy do “Nietypowe przywitanie z Materą, czyli Polak we włoskim szpitalu”

  1. No, to całkiem Ci się udało, mogło być też inaczej. Ja przede wszystkim polecam wszystkim kartę EKUZ, i nie rozumiem, dlaczego tyle osób z niej rezygnuje – nie kosztuje nic, można ją dostać na każdy wyjazd również pocztą, a dzięki niej nie trzeba się bujać z ubezpieczeniem. Ubezpieczenie oczywiście też się przydaje w przypadku poniesionych kosztów (ale często te koszty przy karcie EKUZ są żadne), natomiast pokazując kartę w rejestracji jesteśmy traktowani dokładnie tak, jak ubezpieczeni tambylcy.
    Miałam do czynienia ze służbą zdrowia we Włoszech i z użyciem ubezpieczenia i później zwrotów kosztów i z użyciem karty EKUZ, i ta druga opcja jest dla mnie o niebo wygodniejsza i bezstresowa.
    Jeśli jeszcze jesteś chora, to życzę szybciutkiego dojścia do zdrowia!

  2. To dużo zdrowia życzę, szkoda, że dopadło Cię to akurat w podróży, ale plus jest taki, że dzięki temu ciekawy wpis na blogu. A tak z ciekawości podpytam. Nie mieliście kart ECUZ (wydawana bezpłatnie przez NFZ)? My jakiś tydzień temu w Chorwacji użyliśmy jej przy podobnej wizycie. Włochy podobnie jak Chorwacja są w Unii, więc użycie karty ECUZ powinno załatwić sprawę ubezpieczenia w takim przypadku.

    1. Hej Aga! Nie mieliśmy kart ECUZ. Do tej pory je wyrabialiśmy (równocześnie z dodatkowym ubezpieczeniem), ale spotkaliśmy się z opiniami, że i tak nie są honorowane, bo NFZ robi problemy z rozliczeniami. Może coś się zmieniło na plus, w każdym razie tym razem oraz poprzednio jadąc do Tosaknii nie wyrobiliśmy tych kart.

  3. Komentarz na Facebooku jednej z czytelniczek mieszkających we Włoszech:
    „wizyta w szpitalu nie była bezpłatna… W systemie włoskim szpital (administracja sanitarna regionalna )po zebraniu danych pacjenta sam kontaktuje się z ubezpieczalnia ( wszystko zależy od umowy miedzy państwami ) domyślam się ,ze posiadasz kartę europejska „tim” to również na jej podstawie państwa się rozliczają , nie pacjent osobiście.”

  4. Niestety, prawdą jest, że NFZ robi problemy z rozliczeniem, przeżyłam to na własnej skórze parę lat temu w Wielkiej Brytanii, gdzie okropny problem z zębem 🙁
    Cieszę się, że Wasza przygoda skończyła się lepiej 🙂

  5. A ja miałam przygodę szpitalną w Rzymie. Byłam w muzeum watykańskim gdzie stopa tak mnie rozbolała że nie mogłam już chodzić i płakałam z bólu. Zapytałam w sklepiku czy jest w pobliżu jakaś przychodnia a ochrona wezwała karetkę. Takiej obstawy to chyba Franciszek nie ma;) Spędziłam w tym szpitalu 8 godzin… Gdyby nie Peruwiańczycy którzy sie tam napatoczyli to bym wogóle nie wiedziała co się tam dzieje i o co chodzi;) (no bo ja bardziej po hiszpańsku;) Lekarzy mnie chyba 3 oglądało. Przemiły radiolog mówił po hiszpańsku to się dogadaliśmy, Po tych ośmiu godzinach stwierdzili że nie ma złamania i to zapalenie ściegien, przepisali ibuprofen i kazali wstać i isc do domu… Jeszcze godzine czekałam na wypis. Wywieźli mnie na drugi koniec Rzymu i jacyś obcy ludzie przypadkiem zapytani o metro na ulicy podwieźli mnie pod stację:) Karty EKUZ wogóle nie oglądali a za całą akcję nie było żadnej opłaty bo pytałam dwa razy. Ale zawsze i tak wykupuje dodatkowe ubezpieczenie .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close