Emanuela Orlandi. Mroczna tajemnica Watykanu

22 czerwca 1983 roku w centrum Rzymu, tuż koło Piazza Navona znika bez śladu piętnastoletnia dziewczyna, córka świeckiego urzędnika Watykanu. Liczne tropy prowadzą kolejno od włoskiej mafii przez prane w Banku Watykańskim brudne pieniądze, do obcych służby wywiadowczych, a nawet do Ali Agcy i zamachu na Jana Pawła II. Mija jednak ponad ćwierć wieku, a dziewczyny ani żywej, ani martwej nie odnaleziono. Dziś, po prawie 31 latach policja jest bliska rozwiązania sprawy, która określana jest jedną z największych tajemnic współczesnej Italii. Najbardziej prawdopodobna hipoteza jest tak szokująca i bulwersująca, że jeśli zostanie potwierdzona przez śledczych z pewnością wstrząśnie kościołem katolickim.

Fakty

Fakty ustalone przez policję w tej sprawie są następujące: piętnastoletnia Emanuela Orlandi wychodzi z domu mieszczącego się na terenie Watykanu popołudniu 22 czerwca 1983 roku, wsiada w autobus linii 64 i dojeżdża w okolicę Piazza Sant’Apollinare, gdzie znajduje się szkoła muzyczna, do której uczęszcza ucząca się gry na flecie dziewczyna. Przed szkołą zaczepia ją mężczyzna oferujący sporą sumę pieniędzy za dystrybucję kosmetyków Avon. Emenuela po skończonej lekcji dzwoni do domu i w rozmowie z siostrą opowiada o propozycji. Siostra odradza przyjęcie pracy, bo bardzo wysoka jak na tamte czasy kwota (185 dzisiejszych euro) wydaje się podejrzana. Emanuela z koleżanką udają się na przystanek w pobliżu budynku rzymskiego senatu. Gdy nadjeżdża zatłoczony autobus Emanuela postanawia poczekać na kolejny lub dojść do innego przystanku i złapać bus innej linii. Wówczas koleżanka widzi ją po raz ostatni, a jeden ze świadków zeznaje, że po odjeździe autobusu widział Emanuelę rozmawiającą z mężczyzną w ciemnym BMW i wsiadającą do samochodu.

Śledztwo i hipotezy

Rodzina jeszcze tego samego dnia zgłasza zaginiecie dziewczyny, jednak policja nie podejmuje poszukiwań zakładając, że Emanuela uciekła z domu.

Pierwszą osobą, która powiedziała głośno o porwaniu Emanueli Orlandi, był Karol Wojtyła. 3 lipca 1983 r., podczas modlitwy Anioł Pański, Jan Paweł II zwrócił się z apelem do porywaczy obywatelki watykańskiej. Dziś wiele osób zadaje sobie pytanie, skąd papież miał pewność, że nastolatkę uprowadzono, skoro policja uważała wówczas, że dziewczyna uciekła z domu. – pisała w ubiegłym roku na łamach tygodnika „Przegląd” Agnieszka Zakrzewicz, dziennikarka specjalizująca się w tematach związanych z Watykanem, autorka m.in. książki „Watykański labirynt”.

Dopiero po słowach Ojca Świętego sprawą zaginięcia Orlandi zainteresowała się na poważnie włoska Policja, a także media i społeczeństwo. Pierwsza hipoteza śledczych wiązała porwanie z zamachem na Jana Pawła II i domniemanej chęci wymiany dziewczyny na przebywającego od dwóch lat w więzieniu Ali Agcę. Za porwaniem stać miały KGB i jego odpowiednik w NRD – Stasi. Teoria ta jest najmniej prawdopodobna. Podejrzewa się, że była lansowana przez osoby powiązane z Watykanem w celu skierowania śledztwa w ślepy zaułek i odwrócenia uwagi od powiązania sprawy ze Stolicą Apostolską. W jaki sposób?

countup copia

źródło: http://www.emanuelaorlandi.it/

W czerwcu 2005 r. po emisji we włoskiej telewizji odcinka programu poświęconemu osobom zaginionym o sprawie Emanueli Orlandi, w redakcji odebrano anonimowy telefon informujący, że rozwiązanie zagadki znajduje się w sarkofagu w bazylice Sant’Apollinare przy Piazza Sant’Apollinare (co za zbieg okoliczności), gdzie spoczywał do niedawna Enrico de Pedis – pseudonim Renatino, zamordowany w 1990 roku przywódca Bandy Magliana, rzymskiej organizacji przestępczej. Informator sugerował, że w grobowcu pochowana jest Emanuela Orlandi, a Renatino za życia miał oddać wielką przysługę kardynałowi Poletti. To właśnie Poletti wydał zgodę na pochowanie de Pedisa w miejscu, które było zarezerwowane jedynie dla dygnitarzy kościelnych. Swą decyzję tłumaczył hojnością gangstera i jego przywiązaniem do tegoż właśnie kościoła, w którym m.in. poślubił swoją żonę Carlę de Pedis. Jaki jednak związek ze sprawą miał mieć Renatino? W artykule z lipca 2013 r. dla gazeta.pl Arkadiusz Stempin, historyk i politolog pisze:

„W 2008 roku w prokuraturze zeznawała kochanka de Pedisa z lat 1982 – 1984  Sabrina Minardi. Powiedziała ona, że mężczyzną z BMW był de Pedis, który potem dziewczynę zabił i zabetonował 25 km od Rzymu. Dlaczego? Tak szantażował Watykan, by ten zwrócił zainwestowane przez bandę w watykańskim banku pieniądze. Za sznurki finansowe za Spiżową Bramą pociągał wtedy arcybiskup Paul Marcinkus. Ten Litwin z pochodzenia, a wychowany na chicagowskich podwórkach dwumetrowej wielkości pasjonat gry w golfa, był po szyję zanurzony w przestępstwach finansowych. Jako szef banku watykańskiego uczynił go oazą prania brudnych pieniędzy. Zmarły w 2006 roku „Chińczyk”, jak brzmiał w półświatku pseudonim Marcinkusa, brudny depozyt obrócił m.in. na wsparcie w latach 80. krajów Europy Wschodniej, w tym i na „Solidarność”. Ale po krachu banku watykańskiego, złączonego ciemnymi interesami z mafijnym bankiem Ambrosiano, pieniądze przepadły. Minardi zeznała jeszcze, że sama była kochanką arcybiskupa, a potem dostarczała mu innych dziewczyn. Za miejsce schadzek służyła suterena w dzielnicy Gianicolese, w której przed śmiercią miano więzić Emanuelę. […] Wersji Minardi zaprzeczał Watykan, choć rok temu (czyli 2012) potwierdził ją prominentny bandzior z grupy „Magliana” Antonio Mancini. Mafioso ujawnił kolejny „szczegół”, że jego szef po zamordowaniu nastolatki pogodził się z utratą zdeponowanych u abp. Marcinkusa pieniędzy. Wdzięczny Watykan po śmierci de Pedis odwdzięczył się mu, oferując wieczny spoczynek w bliskiej jego sercu bazylice. Wszystkie zeznania ułożyły się prokuratorom w końcowy, przerażający wniosek: ciało Orlandi wraz ze zwłokami mafiosa musiano ukryć w sarkofagu bazyliki St. Apollinare. Pod rosnącą presją opinii publicznej Watykan w ub. roku (czyli 2012) dokonał otwarcia grobowca. Szczątków Emanueli Orlandi nie znaleziono”.

Zagadka bliska rozwiązania

„Jeżeli po 28 latach nie można jeszcze ujawnić tajemnicy zniknięcia Emanueli Orlandi, oznacza to, że prawda przeszkadza komuś wewnątrz lub na zewnątrz Watykanu”,

Powiedział Pietro Orlandi – brat zaginionej – podczas protestu na placu św. Piotra 18 grudnia 2011 r. Dla mnie zastanawiające jest to, że Papież Franciszek wykazując się wielką odwagą podjął walkę z watykańskimi układami, postanowił zreformować IOR (Instytut Dzieł Religijnych, czyli popularnie Bank Watykański), rozpoczął głośną dyskusję o problemie pedofilii w kościele, a także otwarcie odrzuca i krytykuje otaczanie się luksusem przez dygnitarzy kościelnych. A co ze sprawą Emanueli Orlandi? Co musiało zajść naprawdę, skoro o tej sprawie sprzed ponad trzydziestu lat nawet Franciszek milczy? Nie może w tym chodzić ani o zamach z 1981 roku, ani o Bank Watykański. W artykule z lipca 2013 r. Arkadiusz Stempin pisze:

Włoski dziennikarz Pino Nicotri specjalizujący się w badaniu zagadki Orlandi ma własną teorię: „Rozmawiałem z prokurator, która prowadziła śledztwo w pierwszej jego fazie. Margherita Gerunda, dziś już na emeryturze, była przekonana, że 15-latka została zamordowana, a wcześniej zgwałcona. Tej wersji wiarę dali także policjanci, którzy przesłuchiwali pierwszych świadków. Orlandi padła ofiarą klasycznego przestępstwa seksualnego, w którym zbyt łatwowierna ofiara okazuje zaufanie przyjaciołom rodziny, sąsiadom czy krewnym”. Nicotri przedkłada taki scenariusz: Emanuela musiała czekać na przystanku przy senacie na autobus. Zajechał samochód, otworzyło się okno, nastąpiła krótka rozmowa, nastolatka wsiadła do środka. Kierowcą mógł być znajomy, krewny czy ktoś z Watykanu. Dziewczynę dostarczono dygnitarzowi kościelnemu. Także naczelny egzorcysta Watykanu Gabriele Amorth jest przekonany, że Orlandi porwano na orgię, organizowaną przez watykański klub erotyczny. Ciało usunięto jeszcze tego samego dnia, śledztwo i uwagę opinii publicznej skierowano na inny trop. Włoska policja szukała go w wielkim świecie, za Żelazną Kurtyną, wśród terrorystów, a nie w bezpośrednim otoczeniu dziewczyny. Policja nawet nie odważyła się na to, by śledztwo przekroczyło mury watykańskie. A Watykan, „by uniknąć kompromitującej prawdy, milczy po dziś dzień”, mówi zgorzkniały brat Emanueli.

Fiaccolata_Emanuela_22giu3013

Protest na Placu św. Piotra 18 grudnia 2011 r. źródło: http://www.emanuelaorlandi.it/

„Emanuela nie żyje, ale sprawa jej porwania jest bliska rozwiązania” – oświadczenie rzymskiego prokuratora Giancarlo Capalda z początku 2013 roku było pierwszym od zaginięcia Orlandi sygnałem, że śledztwo zmierza we właściwym kierunku. W swoim artykule Arkadiusz Stempin stwierdza:

Milczenie za Spiżową Bramą jest bardzo wymowne. Czy wyciągający z watykańskiej szafy „wielebne” a cuchnące trupy papież Franciszek odważy się wydobyć tego z napisem „causa Orlandi”? I przerwać 30-letnią zmowę milczenia?”

Ja jestem przekonana, że się nie odważy. Gdyby Papież chciał ujawnić skrywane przez Watykan informacje w tej sprawie, już by to zrobił. I choć życia Emanueli Orlandi w ten sposób by nie przywrócił, to jej rodzina mogłaby w końcu zaznać spokoju.

Większość danych źródłowych pochodzi z artykułu Pana Arkadiusza Stempina, historyka i politologa, prof. w WSE Kraków ks. Tischnera i na Uniwersytecie we Freiburgu dla serwisu www.gazeta.pl oraz artykułu Pani Agnieszki Zakrzewicz dla www.przegląd-tygodnik.pl.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

6 komentarzy do “Emanuela Orlandi. Mroczna tajemnica Watykanu”

  1. Słyszałam o sprawie Emanueli Orlandi. Ja także przypuszczam, że wyjaśnienie tej zagadki nigdy nie ujrzy światła dziennego. Zbyt wiele matactwa, zbyt wiele komplikacji, zbyt wiele kłamstw, by dało się dotrzeć do prawdy. Myślę, że nawet Franciszek może nie znać prawdy.

    Tak czy siak, szokująca i przykra jest ta historia. Młoda, radosna dziewczyna. Dobrze, że przynajmniej trwa pamięć o niej.

    alessandra

    1. Cześć Olu!
      Ja sądzę, że Franciszek zna prawdę, ma przecież dostęp do wszystkich dokumentów, powiedział też bratu Emanueli, że jest ona w niebie. Skąd wiedziałby, że ona nie żyje, gdyby nie znał prawdy? Jeśli hipoteza śledczych jest właściwa i potwierdzi się, to będzie niebywały skandal, bo w grę wchodzi przecież morderstwo… Nie dziwi mnie, że dla dobra kościoła Franciszek woli milczeć, co nie znaczy, że to pochwalam.
      Pozdrawiam 🙂

  2. Acha… jeszcze dodajmy kota, tego od da vinci oraz anioły i demony i mamy komplet. Ale najważniejsze, że kochanka de Pedisa z lat 1982 – 1984 Sabrina Minardi jest na pewno wiarygodna, jak to kochanka…

    1. No cóż, publikując ten tekst zdawałam sobie sprawę, że nie każdy będzie zachwycony. To trudna i kontrowersyjna sprawa, głównie ze względu na powiązania z Kościołem, ale z drugiej strony chcę pisać o wszystkim, co dotyczy Italii. W tekście przytoczyłam fakty oraz wątki i hipotezy, o których piszą włoskie media. Wnioski każdy niech wyciąga swoje.
      Pozdrawiam

  3. Pani Natalio, oczywiście zgadzam się. Chodziło mi o zaakcentowanie faktu, iż nie można a priori zakładać, że to było morderstwo połączone z brutalnym gwałtem, opierając się tylko i wyłącznie na HIPOTEZACH dziennikarza śledczego, czy też brata zaginionej, którego rozgoryczenie po tylu latach rozumiem. Natomiast śledztwo nie wykazało takich faktów, dlatego daleki jestem w tej sytuacji od takich ostatecznych osądów. Oczywiście możemy pobudzać naszą wyobraźnię w oparciu o te hipotezy i podejrzenia, w moim mniemaniu trochę absurdalne bo zakładając nawet, że istnieje lub istniała grupa zwyrodnialców w Watykanie, to musieliby być umysłowo niedorozwinięci, żeby uprowadzać mieszkankę Watykanu na orgię seksualną połączoną z morderstwem i tym samym kierować na siebie późniejsze podejrzenia. Jestem „katolem” ale w wielu przypadkach nie zgadzam się z polityką jaką serwuje nam kościół jako instytucja (vide temat pedofilii, to skandal, nawet zakładając, że dotyczy tylko małego promila duchowieństwa). Kościół powinien natychmiast piętnować zło, a tego często nie robi – takie postępowanie zawsze będzie oburzać katolików i będzie wodą na młyn dla przeciwników kościoła katolickiego. Natomiast ponad 90% duchowieństwa to ludzie oddani wierze, ale o tym się nie pisze bo to nudny temat. Niestety, ale do tzw. końca świata będzie trwała walka dobra ze złem, czasem w każdym z nas i także Watykan wcale nie jest wyłączony z tej walki. To tyle mojego „kazania”. Serdecznie pozdrawiam, Amen 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close