Miejsce II – Apulia, Matera, Rzym – relacja Joanny

Rozstrzygnięcie pierwszego blogowego konkursu:

Zdobywczynią drugiego miejsca jest: Joanna Kozłowska, której relację konkursową publikujemy poniżej.

Miłej lektury 🙂

Jestem ogromną miłośniczką Włoch i wszystkiego, co włoskie. Moi znajomi mówią o mnie „totalna italofilka”. W związku z tym, za każdym razem na wakacje, czy dłuższe weekendy wybieram Włochy. Byłam już tam wiele razy i z całą pewnością mogę powiedzieć: Kocham Włochy, a w szczególności Południe. W tym roku kupiłam album o Włoszech i planowałam wycieczkę na Sycylię, gdzie już wcześniej byłam. Przeglądając album trafiłam na zdjęcie trulli, które całkowicie mnie ujęło i stwierdziłam, że MUSZĘ to zobaczyć.

W związku z tym plany się zmieniły na Apulię, Bazylikatę oraz Rzym oczywiście. Wycieczka zaplanowana na wrzesień, więc stwierdziliśmy, że rozpoczniemy od Południa. Dużo czytałam, dowiadywałam się, co warto zwiedzić. Kontaktowałam się min. z forum Bazylikata, Apulia i okolice na FB i jestem bardzo wdzięczna za cenne rady i pomoc. Polecieliśmy z Poznania do Rzymu, a stamtąd do Bari.

Pierwsze wrażenia o Bari – hmmm… nieciekawe, zwykłe miasto. Po przylocie poszliśmy na starówkę i…. okazała się magiczna. Wszystkie budynki są odnowione, wyczyszczone, jasne w kolorze piaskowym, wąskie uliczki, mnóstwo ołtarzy i ludzie, którzy żyją tam z otwartymi drzwiami. Turysta może bez problemu zajrzeć do ich domów przez otwarte drzwi, poczuć zapach gotowanego przez nich jedzenia.

Bari- Joanna Kozłowska

Szukaliśmy restauracji, ale nic nam się nie podobało. W końcu jakaś kobieca intuicja kazała mi wejść do jednej z wielu Osterii. W środku wyglądało, jakby było zamknięte, ale pan właściciel powiedział, że jest otwarte i serdecznie nas zaprosił do środka. Zapytałam o menu, a pan wskazał na ścianę, gdzie wisiała tablica z cenami przystawki, pierwszego dania, drugiego dania oraz deseru – bez jakichkolwiek potraw. Po 30 min oczekiwania okazało się, że z każdej pozycji są dwa dania do wyboru ustnie. Jedzenie było fenomenalne: spaghetti z owocami morza, krewetki tygrysie, jagnięcina. Pozostali goście, którzy zaczęli się schodzić powiedzieli, że jest to miejsce serwujące typowo apulijską kuchnię i jest przywołane w wielu przewodnikach. Oni szukali go przez godzinę. Ot, nam się udało 🙂

Następnego dnia postanowiliśmy pojechać do najdalszego miejsca z naszego planu – Lecce. Podróżowaliśmy pociągami, ale o tym później. Miasto nazwane zostało Florencją południa i nie jest to określenie przesadzone. Lecce jest piękne i urokliwe. Spacerowanie po mieście sprawia ogromną radość. Warto wejść do wszystkich opisywanych w przewodnikach miejsc. Piazza del Duomo oraz stojąca na nim katedra są niesamowite, warto również zwiedzić kościół San Giovanni Battista. Zwiedzanie Lecce zajęło nam prawie cały dzień.

Na trzeci dzień zaplanowaliśmy wspomniane Alberobello z trulli. Nie jest łatwo podróżować pociągami z Bari, gdyż na dworcu znajdują się 4 firmy operujące na terenie Apulii i Bazylikaty i każda z nich jeździ do innych miast. Podstawową jest Trenitalia, do tego mamy Ferrovie Sud-Est, Ferrovie Appulo- Lucane oraz Ferrovie Nord-Barese… uff. Każda z nich ma swój osobny dworzec, kasę biletową, ale także tory początkowe. Warto zatem poświęcić trochę czasu i po zaplanowaniu trasy odszukać wszystkie linie na dworcu. Po zorientowaniu się co i jak, okazało się, że linia Appulo Lucane nie jeździ w niedzielę, czyli nie można planować wycieczki z Bari do Matery na ten dzień.

Do Alberobello jeździ natomiast Ferrovie Sud-Est, które było najtrudniej znaleźć, ale udało się. Dojechaliśmy na miejsce po godzinie i po 10 minutowym spacerze znaleźliśmy się w centrum tego magicznego miasteczka (zdjęcie na początku wpisu). Zwiedziliśmy jeden z trulli, w którym przedstawione zostały warunki w jakich mieszkano. Znajduje się on niedaleko katedry. Po zwiedzeniu usiedliśmy na pysznej włoskiej kawie oraz babi’e (typowo neapolitański przysmak) i myśleliśmy o powrocie, ale znów moja kobieca intuicja poprowadziła nas na plac, z którego rozpościerał się widok na setki dachów trulli. Wyglądało to bajecznie. Oczywiście po dojściu na miejsce okazało się, że TO jest główną atrakcja tego miejsca. Trulli w ilości setek wyglądają bajecznie – człowiek czuje się tam jak w bajce, jak w miejscu, gdzie powinny żyć krasnoludki albo inne postaci z bajek. Chodziliśmy wąskimi uliczkami pomiędzy domkami z otwartymi buziami z uśmiechem, jeśli da się to połączyć. Przepiękne miejsce, które szczerze mogę polecić każdemu. To po prostu trzeba zobaczyć!

Jako, że było w miarę wcześnie postanowiliśmy podjechać pociągiem do miasta znajdującego się kawałek za Alberobello – Martina Franca. Wysiadając na stacji kolejowej byliśmy nieco rozczarowani, ale maszerowaliśmy w kierunku centrum. Znów ogromne zaskoczenie – piękne miasto z niesamowitą Bazyliką San Martino oraz labiryntem uliczek. Pisząc labiryntem mam na myśli prawdziwy labirynt. Nie na opcji aby dotrzeć do miejsca do którego się planowało. Uliczki są pokręcone i właściwie układają się w kółka, więc wychodzi się w zupełnie innym miejscu niż zamierzone 🙂 Tego dnia oczywiście przegapiliśmy porę lunchu i wszystkie restauracje były zamknięte, więc pozostało nam wypicie kawy i zjedzenie lodów. Pamiętajcie, pora polskiego lunchu to zamknięte restauracje we Włoszech – otwierają od 19, 20.

Kolejnym dniem była sobota, więc ostatni możliwy dla nas dzień, aby pojechać do Matery. Po dojechaniu na miejsce rozpoczęliśmy zwiedzanie. Pierwsze, co zobaczyliśmy na swojej drodze to zamek, który akurat był w remoncie, więc poszliśmy dalej. Po dojściu do Sassi, czyli grot, w których do lat 50-tych poprzedniego wieku mieszkali ludzie nasze zdziwienie i zachwyt było ogromne.

Matera - Joanna Kozłowska
Miasto wygląda niesamowicie, jak z zupełnie innej epoki. Nie ma się co dziwić, że Mel Gibson wybrał te rejony do kręcenia „Pasji”. Na miejscu znajduje się sporo grot, które można zwiedzić i polecam to wszystkim. Po wejściu do nich widzimy, jak ludzie kiedyś mogli żyć. Słowo „kiedyś” jest tu kluczowe, gdyż jedna z grot, a właściwie krypta Maria SS. Assunta, którą zwiedzaliśmy datowana jest na V wiek p.n.e. Można również zwiedzić Casa Grotta di vico Solitario, w której to odzwierciedlono warunki życia ludzi i zwierząt. Tak, wtedy ludzie żyli w tych grotach razem ze zwierzętami. Przed przyjazdem do Matery zalecam poczytać o historii tego miasta. Zwiedzania ciąg dalszy i zachwytów ciąg dalszy. Nie wiem jak opisać słowami Matere, która wygląda jak góra, w której są otwory będące domami. Kolory są rudo pustynne na tle nieba. Polecam szczerze albo i jeszcze bardziej.

W niedzielę zrobiliśmy sobie w końcu wakacje i pojechaliśmy do Polignano a Mare – miasta, w którym urodził się Domenico Modugno. Miasto słynie z plaży znajdującej się pomiędzy klifami. Jeśli ktoś oglądał czteroodcinkowy film „Volare” będzie kojarzył miejsce, do którego Domenico zabrał Francę.

Polignano a Mare - Joanna Kozłowska

Plaża wygląda, jakby była końcem koryta rzeki, z tyłu przepiękny most. Tak, to było dobre miejsce na jednodniowy odpoczynek. Leżenie na plaży nie należało do najprzyjemniejszych, bo były tam wyłącznie kamienie i to całkiem sporych rozmiarów. Każdy przed ułożeniem na ręczniku układał kamienie pod spodem, aby nie wbijały się w żebra, miednice itp. Wyglądało to dość zabawnie, ale sami musieliśmy zrobić dokładnie to samo. Niedaleko tej plaży znajduje się pomnik Domenica Modugna – jeden z lepszych pomników, jakie widziałam. Warto przejść się po starej części miasta, gdyż znajduje się tam kilka pięknie położonych tarasów widokowych z niesamowitym widokiem na klify i zatokę.

Poniedziałek był naszym ostatnim dniem na południu. Pociąg do Rzymu mieliśmy o godzinie 18, więc pojechaliśmy rano do Molfetty. Miasto jest typowym południowym miastem, ale ma jeden bardzo wart zobaczenia zabytek, a mianowicie katedrę z dwoma identycznymi wieżami. Jest to podobno jedyny taki kościół we Włoszech, który pozostał.

Rzym jaki jest, każdy wie 🙂 Byłam w Rzymie już kilka razy i za każdym razem staram się odwiedzić wszystkie możliwe zabytki. W ciągu dwóch i pół dnia udało nam się zwiedzić: Piazza del Popolo, Schody Hiszpańskie, Fontannę di Trevi (niestety w remoncie), Watykan, Koloseum, Forum Romanum i wiele innych. Zazwyczaj, aby wejść do Koloseum jest duża kolejka, ale istnieje sposób legalny, żeby ją ominąć. Mianowicie należy rozpocząć zwiedzanie od Forum Romanum i to najlepiej od tyłu. Znajduje się tam również kasa biletowa, gdzie można kupić bilet łączony na Koloseum, Forum Romanum oraz Palatym. W ten sposób zwiedzanie rozpoczęliśmy od dwóch ostatnich, a do Koloseum na luzie poszliśmy na końcu. Mając bilet mogliśmy iść przejściem dla posiadaczy biletów. Polecam tą opcję tym bardziej, że bilet jest ważny dwa dni, więc nie trzeba zwiedzać wszystkiego na raz.

Rzym - Joanna Kozłowska

Z ciekawostek, które mogą zainteresować Polaków chciałabym opisać jedną. W Rzymie jest Via Dei Polacchi, na którą chciałam pójść jako niespodzianka dla mojej małej grupki. Zdjęcia zrobione, idziemy dalej, a tu nagle napis po polsku na drzwiach o wystawie dotyczącej Armii Gen. Andersa. Okazało się, że znajduje się tam Instytut Polski oraz Polski kościół, w którym akurat była msza po polsku. Pani opowiedziała nam o genezie wystawy, o spotkaniach kombatantów walczących na terenie Włoch. Dla miłośników historii i nieznanych w Polsce, bardzo ciekawych egzemplarzy związanych z walkami Polaków na ziemiach włoskich polecam, bardzo polecam.

Niedaleko znajduje się nazywany przeze mnie Plac Kotów (Largo di Torre Argentina), na którym żyje ok. 300 kotów. Ja jako miłośniczka nie mogłam tego miejsca pominąć. Koty są zadbane, wykarmione, pod opieką fundacji. A sam plac jest miejscem, gdzie w 44 r.n.e zabito Cezara, tam też zbierał się Senat.

Niestety po 11 dniach nasze wakacje dobiegły końca i ze łzami w oczach wylatywaliśmy do domu. Ja wiem na pewno – wrócę do Bari. Do Rzymu oczywiście też, przecież nie ma przesady w postanowieniu: muszę odwiedzić Włochy chociaż raz w roku.

Joanna Kozłowska

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Bazylikaci i Apulii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

8 komentarzy do “Miejsce II – Apulia, Matera, Rzym – relacja Joanny”

  1. Świetna relacja, gratuluję wygranej! 🙂 Cieszę się bardzo, że podróż udała się tak wspaniale! 🙂
    A co do dojazdu z Bari do Matery – zamiast pociągu kursują w niedzielę autobusy zastępcze, ale odjazdów jest o wiele mniej, więc faktycznie lepiej wybrać się do Matery w dzień powszedni.
    Pozdrawiam serdecznie! 🙂
    Marta

    1. Masz rację Apulia to raj, ale nieutracony. Byłam w wielu miejscach Włoch, ale Apulia chyba wygrywa. Przestrzeń, zabytki, biel i jasność kamienia daje coś magicznego. Alberobello wspaniałe, Polignano cudo…W tym roku byłam nad Gardą, ale to tylko niemiecko-austriacki blichtr, we włoskim wydaniu. Nie czuje się w ogóle Włoch. Na południu pachnie słońcem każdy kamień, każdy kwiat….i nie wiem co jeszcze. Jestem tak podekscytowana, bo chciałabym przelać emocje na papier ale Włochy południowe i apulię trzeba koniecznie zobaczyć. Planuję w 2015 zwiedzić Otranto, Materę i cały obcas . Pozdrawiam i dzięki za relację.

  2. Witam, bardzo mi sie podoba ciekawie opisana relacja ze zwiedzania.Interesuje mnie nazwa tej restauracji w Barii w ktorej podaja pysznosci Lokalne.Czy moge prosic o jakies namiary, nazwe , miejsce.dziekuje, pozdrawiam

    1. Heleno, ja niestety nie pomogę. Myślę, że gdyby Joanna pamiętała namiar na tą kanjpkę, to na pewno zamieściłaby ją w swojej relacji. Ale jak będziesz na miejscu, to szukając kanjpki przyglądaj się uważnie, gdzie jadają miejscowi, a ceny są umiarkowane. To zawsze się sprawdza, miejscowi wiedzą, gdzie jest smaczne jedzenie. Gdy zobaczysz wywieszone „menu turistico” to uciekaj z takiego miejsca czym prędzej 😉
      Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close