Giuseppe Tomasi di Lampedusa przez większość życia nie napisał ani jednej książki. Był za to namiętnym czytelnikiem, arystokratą obserwującym upadek własnego świata i ostatnim przedstawicielem rodu, którego historia miała zakończyć się wraz z jego śmiercią. Kiedy ciężka choroba uświadomiła mu, że czasu zostało niewiele, postanowił zrobić coś, czego wcześniej nie zrobił nigdy, choć od dawna o tym marzył. Zaczął pracę nad powieścią.
Steven Price na kartach „Księcia Lampedusy” zabiera czytelnika w pasjonującą podróż do powojennego Palermo, pomiędzy ruiny zbombardowanych pałaców, rodzinne wspomnienia, literackie rozmowy i rodzącą się powoli historię, która kilka lat później zacznie podbijać świat jako „Lampart”. To opowieść o końcu sycylijskiej arystokracji, o pamięci, przemijaniu oraz o człowieku, który chciał jedynie ocalić od zapomnienia historię własnego rodu, a stworzył dzieło, które na zawsze weszło do kanonu światowej literatury. Człowieku, który przegrał za życia, by po śmierci wygrać wszystko.
Ostatni książę Lampedusy
Giuseppe Tomasi di Lampedusa przez całe życie otoczony był książkami. Czytał zachłannie, w kilku językach, a krewni nadali mu przezwisko il mostro – potwór. Podobno pochłaniał książki szybciej, niż inni ludzie byli w stanie je zdobywać.
Jednocześnie był człowiekiem, który coraz wyraźniej dostrzegał, że świat, w którym się wychował, znika na jego oczach. Urodził się w arystokratycznym pałacu w Palermo. Jako dziecko słuchał rodzinnych opowieści o przodkach, dorastał pośród ludzi przekonanych, że dawny porządek świata będzie trwał wiecznie. Tymczasem XX wiek miał inne plany.
Nadeszły wojny światowe, walka na froncie, śmierć bliskich, przemiany społeczne i ostateczna utrata rodzinnego majątku, który podupadał już od dłuższego czasu. Dawna Sycylia składająca się z biedoty ciężko pracującej za grosze oraz garstki wybrańców korzystających z tegoż układu odchodziła powoli, lecz nieubłaganie. Giuseppe coraz częściej uświadamiał sobie, że nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Co ciekawe, choć nosił tytuł księcia Lampedusy, to – podobnie jak jego przodkowie – nigdy nie odwiedził owej malutkiej wyspy położonej bliżej Afryki niż Europy. W książce Stevena Price’a Lampedusa nie jest jednak miejscem rozgrywania się akcji; jest nazwiskiem, rodem i poniekąd symbolem świata, który właśnie się kończy.
Człowiek, dla którego nie było już miejsca
Kiedy poznajemy Giuseppe Tomasiego di Lampedusę, nie jest już młodym arystokratą z Palermo. To schorowany mężczyzna po sześćdziesiątce, mieszkający w spartańskich warunkach wraz z żoną przy via Butera w dzielnicy Kalsa, kilka ulic od rodzinnego pałacu zamienionego w ruinę przez alianckie bombardowania.
„Wojna zrujnowała wszystko. W pałacyku nad morzem nie mieli bieżącej wody, a sufit sali balowej zapadł się podczas bombardowania dwanaście lat wcześniej. To, co jeszcze stało, zapełnił meblami, które zdołał uratować z palazzo własnej familii. Obmywał się co dzień rano nad miską z mętną deszczówką zbieraną w łazience, gdzie ciekło przez dach. Łaźnia, jakich mało, żartował z przekąsem; nie ma wody w kranie, no a proszę, leci.”
Wojna odebrała głównemu bohaterowi znacznie więcej niż majątek. Ostatecznie zabrała to, co znał od dzieciństwa: świat wielkich sycylijskich rodów, rodzinnych opowieści, dawnych rytuałów i poczucia ciągłości.
„Gdyby go o to zapytać, odrzekłby, że owszem, ma tu dach nad głową, lecz jednak nie jest u siebie. Jego prawdziwy dom piętrzył się za grubym, z wolna wietrzejącym murem parę ulic dalej, niemal zupełnie zburzony od przewiezionej przez Atlantyk bomby służącej tylko jednemu: spustoszeniu dotychczasowego porządku świata.”
Palermo, którego już nie ma
Jedną z największych zalet książki jest sposób, w jaki Steven Price odtwarza Palermo przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. Powojenne, poranione i zmęczone miasto, w którym ruiny stoją obok codziennego życia. Giuseppe włóczy się jego ulicami bez pośpiechu. Zagląda do antykwariatów, odwiedza ulubioną kawiarnię niedaleko Teatro Massimo, obserwuje ludzi i coraz częściej wraca myślami do przeszłości.
„Szwendał się wąskimi uliczkami i mijał okutanych w zimowe płaszcze straganiarzy wykładających towary, dymiące spalinami Fiaty obładowane po dach, a nawet na dachu, kierowców w półotwartych drzwiach, którzy próbowali torować sobie drogę […]”
Gdy zostało już niewiele czasu
Najbardziej poruszające fragmenty książki dotyczą świadomości przemijania. Lampedusa wie, że jest ciężko chory i że czasu pozostało mu niewiele. Coraz częściej zastanawia się nie nad tym, jak żył, lecz nad tym, co po nim pozostanie.
„Czy Stendhal wierzył w życie wieczne? Napisał, że każdy, nawet najzwyklejszy człowiek winien pozostawić na tej ziemi jakiś ślad swej obecności, zapis swoich czasów, wkład do pamięci zbiorowej i wspólnego dziedzictwa. To była jedyna wieczność. Tymczasem on, Giuseppe Tomasi di Lampedusa, nic a nic jeszcze nie stworzył. Wszystkie jego wspomnienia, lęki, zapamiętane w dzieciństwie widoki […] wszystko to weźmie ze sobą do grobu.”
Miłość, która miała swoją cenę
Jednym z ciekawszych wątków powieści jest małżeństwo Giuseppego z Aleksandrą Wolff-Stomersee, bałtycką arystokratką pochodzącą z terenów dzisiejszej Łotwy. Było to małżeństwo z miłości, rzadkie w arystokratycznych kręgach, w dodatku z kobietą dojrzałą. Ta decyzja wywołała sprzeciw jego matki i otoczenia. Price pokazuje, jak Lampedusa znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem: z jednej strony poczucie obowiązku związanego z przedłużeniem rodu, z drugiej miłość do kobiety, która już nie urodzi dziecka.


Brak dzieci staje się w tej opowieści czymś znacznie ważniejszym niż osobistym dramatem. Giuseppe zaczyna rozumieć, że po jego śmierci nie będzie nikogo, kto przejmie rodzinne wspomnienia, historie i opowieści przekazywane przez pokolenia. Ponadto diagnoza, która nie pozostawiała złudzeń.
Narodziny „Lamparta”
Price pokazuje moment, w którym Giuseppe zaczyna rozumieć, że jeśli sam nie zapisze historii swojego świata, to wszystko przepadnie bezpowrotnie. Ogromną rolę odgrywa tutaj jego kuzyn, poeta Lucio Piccolo. Rozmowy z nim stają się kolejną iskrą mobilizującą do działania.
„Mało kto może pochwalić się takimi wspomnieniami jak my, kochany kuzynie. Urodziliśmy się w świecie, którego już nie ma. Jeśli o nim nie napiszę, nie uwiecznię go na piśmie, to co się z nim stanie? Ospale machnął ręką i wzruszył ramionami. Razem z nami zniknie cały sposób bycia.”
Lampedusa nie siada do pisania z myślą o sławie. Nie marzy o bestsellerach, nie planuje podboju literackiego świata. Chce jedynie ocalić od zapomnienia ludzi, których znał z rodzinnych opowieści.
Pierwowzór księcia Saliny
Jednym z najbardziej fascynujących elementów powieści Price’a jest obserwowanie, jak rodzą się bohaterowie „Lamparta”. Autor pokazuje moment, gdy Giuseppe zaczyna wyobrażać sobie postać przyszłego księcia Saliny.
„Zobaczył w myślach wytwornego, pewnego siebie, powściągliwego i wpływowego mężczyznę […] Zdawało się Giuseppemu, że szorstki, dostojny i władczy mężczyzna, który zjawił mu się w myślach, jednocześnie jest i nie jest jego pradziadkiem.”
To bardzo ciekawy motyw, ponieważ autor pokazuje, jak rodzi się literatura. Prawdziwi ludzie stają się inspiracją, ale później bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem. Pierwowzorem księcia Salina staje się pradziadek Giuseppego – Giulio Fabrizio Tomasi, VIII książę Lampedusy.
Wielu badaczy literatury zwraca także uwagę, że w bohaterze „Lamparta” odnaleźć można samego Giuseppego. Salina odziedziczył po przodku pozycję społeczną i życiorys, ale jego refleksje dotyczące przemijania, końca pewnej epoki oraz miejsca człowieka w historii wydają się już znacznie bliższe samemu autorowi.
Uważny czytelnik domyśli się także – choć to wprost nie wybrzmiewa – w jakich okolicznościach Lampedusa wymyślił, a w każdym razie poznał osobę, która stała się inspiracją dla postaci Angelici Sedàry.
Powieść większa od życia autora
Lampedusa pisał z przerwami przez kilka lat, dopieszczając swoje dzieło, a także planując rozbudowę o wątki i wydarzenia, których ostatecznie nie znajdziemy w „Lamparcie”. Mimo znajomości, jakie kuzyn Lucio posiadał w światku wydawniczym, nikt nie zdecydował się wydać powieści. Lampedusa umierał w przekonaniu, że jego książka nigdy nie trafi do szerszej publiczności.
Jednak kilka lat po jego śmierci „Lampart” został wydany i bardzo szybko stał się literacką sensacją. Powieść zdobyła Premio Strega, najważniejszą i najbardziej prestiżową nagrodę literacką we Włoszech, często porównywaną do brytyjskiego Bookera lub francuskiej Goncourt. Nagroda Premio Strega przyznawana jest od 1947 roku za najlepszą włoską powieść roku.
„Lampart” został przetłumaczony na dziesiątki języków i trafił do kanonu literatury włoskiej. Według słów Steven’a Price’a był też najlepiej sprzedającą się włoską książką XX wieku. Jeszcze bardziej „Lamparta” rozsławiła ekranizacja w reżyserii Luchina Viscontiego, uznawana dziś za jedno z najważniejszych osiągnięć włoskiego kina. Niedawno pojawiła się także serialowa adaptacja przygotowana przez Netflixa, której fabuła jest mocno rozbudowana w stosunku do powieści i dość znacząco od niej odbiega.
Przewrotność historii polega na tym, że człowiek przekonany, iż nic po nim nie pozostanie, stworzył dzieło, które przeżyło swojego autora i zapewniło mu nieśmiertelność.
Steven Price nie napisał zwykłej biografii
„Książę Lampedusy” nie jest klasyczną biografią. To powieść biograficzna oparta na faktach, listach, wspomnieniach i dokumentach, ale jednocześnie wypełniona fikcyjnymi scenami, dialogami oraz emocjami, których nie można by umieścić w tradycyjnej publikacji biograficznej.

Steven Price podczas prac nad książką spotykał się między innymi z Gioacchinem Lanzą Tomasim, adoptowanym synem Giuseppe Tomasiego di Lampedusa, oraz jego żoną Nicolettą. Dzięki temu wiele opisanych wydarzeń ma swoje źródło nie tylko w dokumentach, lecz także w rodzinnej pamięci osób najbliższych bohaterowi.
Dlaczego warto przeczytać „Księcia Lampedusy”?
„Książę Lampedusy” to znacznie więcej niż historia autora „Lamparta”. To opowieść o człowieku, który obserwował upadek własnego świata. Portret ostatniego przedstawiciela rodu przekonanego, że wraz z jego śmiercią wszystko się skończy. Historia mężczyzny, który przez większość życia nie napisał ani jednej książki, by na sam koniec stworzyć dzieło większe od własnego życia. To także książka o przemijaniu, pamięci, samotności, potrzebie pozostawienia po sobie śladu i skłaniająca do zadania sobie pytania: co po mnie zostanie?
Jeśli na Sycylii interesują Was nie tylko plaże, morze i zabytki, ale również ludzie, którzy ją tworzyli, dawne rody, stare pałace i historie ukryte pomiędzy kartami książek, to „Książę Lampedusy” może okazać się jedną z najciekawszych lektur związanych z wyspą, jaka w ostatnich latach pojawiła się w polskich księgarniach.
Człowiek, który przegrał za życia, by po śmierci wygrać wszystko
Kiedy zamykałam tę książkę, myślałam przede wszystkim o jednym. Giuseppe Tomasi di Lampedusa był przekonany, że poniósł porażkę. Nie doczekał publikacji swojej powieści. Nie zobaczył jej sukcesu. Nie wiedział, że nazwisko Tomasi di Lampedusa będzie kiedyś znane ludziom na całym świecie. A jednak to właśnie on ocalił swój ród od zapomnienia. Nie tytułem, nie majątkiem i nie pałacem. Książką.
Książkę „Książę Lampedusa” znajdziecie w sklepie internetowym Wydawnictwa Czarne, we współpracy z którym napisałam ten post.