Za kilka dni 7 lipca. Wtedy miną cztery miesiące od ostatniego posta na blogu. Długo zastanawiałam się, czy pisać o tym, co zdarzyło się po 7 marca. No bo przecież zaglądacie do mnie, aby czytać o Italii, a nie o mnie. Jednak uznałam, że należy się Wam wyjaśnienie. Dlaczego, pomimo ogromnego wsparcia, jakie mi okazaliście w lutym w konkursie na Blog Roku przestałam pisać, odpowiadać na komentarze i maile. Przepraszam, że Was zawiodłam. To pierwszy i prawdopodobnie ostatni tak osobisty wpis, dlatego czytajcie, póki mam odwagę opowiadać o tym publicznie…
Luty tego roku. W czerwcu miną dwa lata bezskutecznych starań o dziecko. Lekarz mówi do mnie: pani Natalio, sześć tygodni leczenia antybiotykami nie pomogło, musimy wyciąć ten guzek, ale niech się pani nie martwi, to zwykła torbielka jajnika, zabieg laparoskopowy, trzy dni w szpitalu i będzie pani jako nowonarodzona. Ok., w końcu ile można chodzić koślawo jak kaczka z bólem brzucha. Termin przyjęcia do szpitala połowa marca. Idę. Pierwszy dzień to badania i tzw. klasyfikacja do operacji. Dwóch całkiem innych lekarzy, w tym profesor, badają mnie. Pani Natalio, to nie jest zwykła torbiel, pani jajnik jest zmieniony w nowotwór o średnicy 5,5 cm, prawdopodobnie go usuniemy i zrobimy badanie histopatologiczne na sali operacyjnej, aby sprawdzić, czy jest złośliwy. Musi pani podpisać zgodę na histerektomię (usunięcie jajników, jajowodów i macicy). Ale panie profesorze! Ja mam dopiero 31 lat i nie mam jeszcze dzieci! Przykro mi, takie są procedury, ratowanie życia jest na pierwszym miejscu. Jeśli pani nie podpisze, operacji nie będzie. Szok, niedowierzanie, łzy i te myśli: to moja wina, trzeba było zdecydować się na dziecko tuż po studiach, a nie czekać do trzydziestki, teraz może być za późno. Następny dzień. Jestem już przygotowana, za pół godziny mam jechać na salę operacyjną. Ostatnia wizyta w łazince i… miesiączka, tydzień przed terminem, stres zrobił swoje. Dyskwalifikacja z operacji, bo w tych dniach nie operują, wypis do domu, nowy termin za trzy tygodnie. Pani Natalio, to bardzo dobrze się składa, tylko trzy tygodnie! No tak, tylko trzy, ale dla mnie trwa to jak trzy miesiące albo i dłużej. Po drodze Wielkanoc, chyba najgorsza w moim życiu. Wracam do szpitala, operacja się odbywa, nie wystarczyła laparoskopia, więc rozcinają mi brzuch jak do cesarki. Guz usunięty, nie jest złośliwy, nic poza nim nie zostaje usunięte. Wszystko kończy się dobrze, fizyczne rany zagoiły się dość sprawnie, ale zostały jeszcze te inne, trudniejsze do wykleczenia….
Każdy ma w życiu problemy. Nie znam nikogo ani o takim nie słyszałam, kto miałby idealne życie. Jedni są w szczęśliwych związkach, ale finansowo dramat i żadnych perspektyw. Inni mają kasy jak lodu, ale związek i miłość są fikcją, albo nie ma ich wcale. Jeszcze inni mają jedno i drugie, ale o problemach z dziećmi mogliby napisać książkę. Moje życie też nie jest i nigdy nie było idealne. Ostatni rok był wyjątkowo ciężki, ale jakoś dawałam radę. Do czasu. Choć fizycznie wszystko skończyło się dla mnie dobrze, to siadła mi psychika. Pewnie przecieracie oczy ze zdumienia, że można o tym napisać, przyznać się, ale ja zawsze chciałam być autentyczna, nigdy nie kreowałam się na idealną, zawsze pisałam szczerze o tym, co się nie udało i dlaczego – w podróży. Teraz też chcę być szczera i wisi mi, co złośliwi pomyślą, czy będą zacierać ręce, że się wyłożyłam, czy przypną mi łatkę pierwszej wariatki polskiej blogosfery. Bo jeśli choć jedna osoba borykająca się z podobnymi problemami przeczyta ten tekst i przestanie się wstydzić prosić o pomoc, to już będzie sukces. Walczę z depresją – chorobą, dla której nie ma tolerancji i zrozumienia w naszym kraju. To ona sprawiła, że przestałam pisać, odpisywać na maile, komentarze. Nieprzeczytanych wiadomości w blogowej skrzynce mam ok. 300 – 400. Beata, kiedy ostatnio odpisywałam do Ciebie dostałam zwrotną wiadomość, że jesteś poza biurem. Pewnie z Gienkiem znów byliście w pięknej podróży. Remik, Tobie obiecałam post o Toskanii, w którym znajdziesz wszystkie informacje potrzebne do zaplanowania czerwcowego wypadu z chłopakami. Nie dotrzymałam słowa, w tym roku Ci nie pomogłam. Zbyszku, miałeś opowiedzieć mi o Abruzji, a ja miałam opowiedzeić Ci o Trapani i okolicach na świeżo po moim majowym wyjeździe. Niestety, bilety do Trapani na 8-18.05. przepadły, a Ty już pewnie wróciłeś ze swojej wyprawy. Przepraszam Was za to, ale na razie nie mam siły. Pewnie zapytacie: a Facebook? Przecież zdjęcia pojawiają się regularnie. No tak, wystarczy dobry smartfon, aby wrzucić fotkę nie wstając z łóżka, gdy otwarcie komputera to zbyt duży wysiłek…
Na razie nie chcę nic obiecywać poza tym, że do Was wrócę. Kiedy? Tego jeszcze nie wiem. Ale wrócę na pewno. Ten blog i Wy, drodzy czytelnicy, jesteście częścią mojego życia. Do niedawna znajdowałam radość pisząc tutaj, odskocznię od codzienności i problemów. W chwilach trudnych nie raz odnajdywałam sens swojego życia.
A na koniec muszę Wam o czymś napisać. W dniu, gdy miałam wrócić z Sycylii otrzymałam przesyłkę od przyjaciółki, prosto z Matery. Cząstka Italii w moim domu. Dziękuję Martuś, za paczkę, za wsparcie, jakie okazywałaś mi przez cały ten trudny czas. Mam nadzieję, że już niedługo się spotkamy. To wino z Castello di Brolio nadal czeka na nasz babski wieczór.
- Zaobserwuj blogowy profil na Instagramie;
- Dołącz do obserwujących fanpage'e bloga na Facebooku;
- Dołącz do blogowej grupy na Facebooku;
- Obserwuj mnie na Twitterze;
- Subskrybuj kanał na YouTube;
- Jestem również na Tik Toku;
- Moje e-booki znajdziesz w blogowym sklepie internetowym;
- Moje drukowane książki znajdziesz np. w Empiku.


Bardzo współczuje, nie ma słów pocieszenia, jest nadzieja… Życzę dobrych myśli… i dobrych ludzi. Gorąco pozdrawiam z Italii.
Jesteś Wielka Trzymaj się Pozdrawiam
Natalio, jestem całym sercem z Tobą. Nie bój się leczyć depresji, nie wstydź się pójść do psychiatry, brać leki. To mit, że leki na depresję wyniszczają organizm – tak było kiedyś, teraz leki są zupełnie inne, nieraz ratują życie, nie powodując poważnych skutków ubocznych. Ja to wiem, bo mam w rodzinie osoby chore na depresję, które wróciły do życia. Wiem, że po tej operacji Twoje życie nie będzie juz takie samo, ale będzie, znajdziesz w nim swoje miejsce, nauczysz się na nowo cieszyć się nim i znajdować pozytywne strony. Życzę Ci z całego serca powrotu do zdrowia i sił.
Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia…. pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce.
Natalio kochana, aż mi się gorąco zrobiło i się pobeczałam… ten, kto przez to nie przeszedł nie potrafi sobie nawet wyobrazić, jak się czujesz… sama nie wiem, co napisać, no bo przecież łatwo napisać, że super, bo uratowałaś życie. i tak, jest to super, tylko ciężko przeżyć resztę. życie jest często okrutne i doświadcza nas w zupełnie niespodziewany sposób… Natalia, wyłaź szybko z tej okropnej deprechy i wracaj do nas szybko! a tymaczasem przytulam bardzo bardzo mocno!!! gdybyś czegoś potrzebowała, to pisz śmiało!
Głowa do góry. Ktoś mi kiedyś powiedział, nikt nie mówił że będzie łatwo. Wiem że teraz to na wiele zdać się nie może, ale uwierz, przyjdą słoneczne dni 🙂 przytulać do serca!
Natalio , depresja nie jest niczym złym , ani nagannym , to taka sama choroba jak katar , tylko trwa znacznie dłużej . Nie ma w niej niczego wstydliwego , a psychiatra to taki sam lekarz jak internista …
Wybierz się do dobrego specjalisty , najlepiej gdyby był dodatkowo psychoterapeutą , bo i terapia by nie zaszkodziła . Wiem o czym piszę bo trafiłam w ciężkim stanie , do właśnie takiego lekarza . Było to 2,5 roku temu . Bardzo , bardzo mi terapia i antydepresanty .Jest już prawie dobrze . Prawie , bo osoba przez którą skończyłam u lekarza , ciągle jeszcze jest w mojej pamięci , ale terapię zakończyłam i wkrótce przestanę łykać tabletki. Trzymaj się i pamiętaj , że jest sporo osób które Cie wspierają .
Ja leczenie już 5 ty rok ….i szanse na zmiany i poprawę marne ……do tego brak dzieci ( wszystko wycięte ) brak męża -zostawił ( gdy się okazało że muszą wszystko usunąć ) i oszukał finansowo . Jak żyć gdy nie ma się już szans na nic ? pozdrawiam Marzena
Żyć najlepiej jak się da, żyć i uśmiechać się do życia. W końcu i ono się uśmiechnie. 🙂
Pani Natalio,jest Pani wspaniałą,mądrą kobietą,która swoją pasją potrafiła „zarazić” zupełnie obcych ludzi.
Mocno wierzę – ba,wiem to na pewno, że uda się Pani przezwyciężyć wszystkie zmartwienia i choroby i wróci Pani do nas czytelników,aby dzielić się swoim cudownym darem- umiejętnością pisania o rzeczach ciekawych…
Niech Pani pamięta,że wszystko w życiu jest „po coś”i jeśli Pan Bóg zatrzaskuje drzwi to otwiera okno…Zobaczy Pani,że tak się stanie – trzymam kciuki i pozdrawiam z Pani ukochanej Italii ♡♡♡
Natalio,
ja Twoja czytelniczka i współpasjonatka Italii jestem sercem przy Tobie!
Jestem pewna, że już niedługo odnajdziesz na nowo radość w sobie, a wtedy dostrzezesz jak wielką siłę posiadasz w sobie. Nie bój się rozliczać z przeszłością, puść ten balast i uwolnij się od niego. Nic w życiu nie dzieje się przypadkowo, to co doświadczamy ma jakiś głębszy sens, odkryj go i idź na przód.
Zawsze pamiętaj o ciepłym słońcu oliwkowej ziemi, nie bój się marzyć – planuj przyszłe podróże, a w naprawdę ciężkich chwilach…zjedz lody, pamiętasz jak smakują?
Un grande bacione :*
Pani Natalio, jest Pani Dzielną Młodą Kobietą i proszę się nie poddawać! Z całego serca życzę zdrowia i siły w walce z przeciwnościami losu! Jest Pani młoda i mądra więc jestem pewna, że depresję uda się Pani pokonać! Na przekór wszystkim przeciwnościom losu – będzie Pani szczęśliwa, bo zasłużyła Pani na to… Pozdrawiam serdecznie.
Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i dużo sił.Nie poddawaj się i walcz o swoje życie.Pozdrawiam i ściskam mocno.
Depresja to nie wyrok. Ukręcisz jej łeb, nie mam wątpliwości. Powodzenia
„Do niedawna znajdowałam radość pisząc tutaj, odskocznię od codzienności i problemów. W chwilach trudnych nie raz odnajdywałam sens swojego życia.”
Jesteś młoda i wszystko jeszcze przed Tobą. Ciesz się życiem i drogocennymi chwilami, one na zawsze z Tobą będą niezależnie od tego co będzie się działo.
Powiesz, że łatwo mi mówić…. 38 lat guz złośliwy, wycięcie wszystkiego, kilka miesięcy naświetlań….
Psychika siada to fakt, ale gdy ma się kogoś przy sobie – zapomina się o tym. Mnie ratowały jeszcze marzenia o podróżach… choć fizycznie bolało jak szlak to myśl o zobaczeniu kolejnych miejsc lub powrocie do wspomnień pozwalała mi stawiać kolejne kroki. Nie poddałam się. Jeżdżę, zwiedzam, piszę i staram się żyć jak wcześniej. Dlatego żyj, ciesz się każdym dniem, pisz, przelewaj na papier co Ci w duszy gra – warto 🙂
a co zrobić jak się nie ma nikogo przy sobie ?? Jak wtedy sobie poradzić ?? pozdrawiam Marzena
Kobiety zawsze dają radę. Od wieków, i od wieków nie mają wyjścia jak dawać sobie radę :-).
Bardzo mi przykro. Nie poddawaj się! Sama też walczę z depresją i wiem, jak bardzo jest Ci ciężko. Kiedy psychika siada, trudno jest o cokolwiek… trzymaj się, będzie dobrze 🙂
Trzymaj się. Ja mam straszne problemy. Chodzę na terapię, biorę leki i staram się żyć normalnie. Głowa do góry, będzie dobrze. Robisz w życiu to kochasz i to jest najważniejsze.
Pani Natalio, jest Pani niesamowicie wrazliwa osoba. Z taka lekkoscia pisze Pani o podrozach, zauwaza Pani rzeczy dla innych niezauwazalne, opisuje Pani swietnie tych makaroniarzy przyblizajac do mnie Italie. Bylam dwokrotnie w Toskani a w tym roku na Sycylii. Z Pani wpisow robilam mojej rodzinie przewodniki po interesujacych nas regionach Wloch. Wiedzialam na co sie nastawic.
Ale tak jest teraz, mam 37 lat i 7 letniego synka oraz kochanego meza. Sa moim calym swiatem.
12 lat temu wyszlam za maz, pierwszy raz. Dwa lata po slubie, po ogromnych cierpieniach zmarl moj maz na nowotwor glowy. Skonczyl sie moj swiat. Zostalam sama. Byl to straszny czas. Po prostu koszmar. dramat. Borykalam sie wtedy ze stanami lekowymi. Powodowaly one, ze umieralam kilka razy w ciagu dnia, tylko w mojej glowie. Bylo to straszne. Szukalam wielu specjalistow. Bralam rozne leki. Pomimo tego, zakochalam sie ponownie we wspanialym czlowieku. Byl nim moj obecny maz, niezwykle wyrozumialy i cierpliwy, dal mi ogromne wsparcie. Dzieki niemu urodzilam syna i mialam sile znalezc w koncu dobrego specjaliste, ktory swietnie dobral mi leki. Przeszlam roczna terapie. Leki biora nadal, minelo juz wiele lat. Nie przeszkadzaja mi w niczym, z niczego nie musze rezygnowac. Jestem z siebie dumna, ze w kazdym ciezkim okresie mego zycia towarzyszyla mi jakas nieracjonalna potrzeba przetrwania.
Pani prowadzac swego bloga dala mi mozliwosc poznania siebie, chcialam sie Pani zrekompensowac opowiadajac swoja historie.
Pani Natalio, nadal jest Pani mloda, jest juz Pani zdrowa i jak rozumiem z mozliwoscia zajscia w ciaze.
Prosze wierzyc w to, ze niedlugo bedzie lepiej. Pewnie sporo przed Pania jeszcze wysilku, ale kiedys to sie skonczy. I niech Pani nikomu nie tlumaczy sie z tego, ze nie moze wziasc sie w garsc.
Pozdrawiam i przepraszam za tak dlugi wpis. Dziekuje Pani, bo wielokrotnie czytanie bloga dzialalo na mnie jak swietna terapia.
Masz wiele szczęścia że dostałaś taaaką szansę i masz rodzinę …..bez tego ( wiem po sobie ) jest to nie do wytrzymania aby wyjść psychicznie …..pozdrawiam Marzena ( bez rodziny , bez pracy , bez szansy na zmiany ,w ciężkiej chorobie ,finansowo na dnie.)
Kochanie, 22 czerwca skończyłam 60 lat, moje życie to temat na piękną powieść. Zwalczyłam nie jedną depresję, jestem spełnioną, szaloną, młodą duchem 60 latką. Wiem, że będziesz szczęśliwa!!!!!!!!
Kochasz Włochy, ludzi, jesteś………ja to wiem
Natalio,mysle o Tobie cieplutko.
Natalko,wybacz za poufałość. Będzie dobrze-bo musi być….Życzę Ci wytrwałości w pokonaniu choroby i szybkiego powrotu na włoskie szlaki…….Trzymam za Ciebie kciuki…..
Trzymam za Panią kciuki…bardzo mocno!
Rozumiem Cię bardziej niż możesz myśleć choć Mnie nie znasz …..pozdrawiam i nadzieja w tym MYŚL POZYTYWNIE ….Ja nie mam tyle szczęścia co TY ….niestety wszystko usunięte …..brak wsparcia z drugiej strony czyli żaden mężczyzna nie chce takiej kobiety jak JA poza tym ciągła utrata pracy z powodu depresji a to oznacza problemy finansowe ciągłe i gigantyczne no i depresja i wizyty u psychiatry wiele wiele lat …… rozumiem Cię bardzo ale zobacz dopiero co Ja mam powiedzieć ??? Fakt brakuje mi już totalnie siły do życia …ale TY weź się w garść spróbuj masz jeszcze wiele szans ja już niestety nie no ale cóż widocznie jednym Pan Bóg daje a innym nie. Ja jestem wśród tych co NIE . Pozdrawiam i wspieram
Trzymaj się, dziewczyno! Jak widzisz, nie jesteś sama! Będzie dobrze, zobaczysz!
ciao bella,,,,pisze do ciebie gdyz dziwie sie ,ze wpadasz w depresje po ciezkich przejsciach ,,,,,,,jasne ze taka hustawka niepewnosci wymaga wielkiego samozaparcia aby to znosic,,,,,,nowotwor lub nie ,,bedzie ciaza lub nie ,,,to sa decyzje ,ktore oslabiaja psychike zwlaszcza kiedy se przeciagajaw czasie ,,,,,,niepewnosc jest okrutna,,,,,znam to bo przez to przeszlam w tamtym roku ,,,,z tego co piszesz wynika ze nie masz nowotworu,,,,,,,,,wiec oco chodzi z ta depresja???? kochasz dzieci a nie mozesz miec swojego to wez jakies malenstwo odrzucone przez matke i daj mu szczescie i milosc ,,,,,,,depresja sama minie jak zaczniesz zyc i planowac swoje przyszle zycie ,,,,,,,,najlatwiej jest usiasc inic nie robic ,,depresja to dla mnie wytlumaczenie sie przed samym soba ,,,,,,wez sie w garsc i dziekuj Bogu ze nie masz raka i nie trzeba umierac ,,,,,,,zyj i ciesz sie zyciem ,,,,,kobieta 31 lat moze jeszcze duzo zrobic dobrego a nie uzalac sie nad soba i najlepiej tlumaczyc to depresja ,,,,,,mocne slowe i mysli ci przekazuje ale jest wiele wiekszych problemow i trzeba zyc ,,,,,,a gdybys nie miala nikogo pozwolilabys sobie na depresje? mysle ze nie ,,,,,,TRZEBA BYC ZDECYDOWANYM I COS ROBIC OD ZARAZ ,A DEPRESJA ZNIKNIE SAMA ANI SIE NIE OGLADNIESZ KIEDY ,,,,TRZYMAJ SIE I NIE LITUJ SIE SAMA NAD SOBA,,,CIAO BELLA
Sofia wlasnie pokazałaś brak zrozumienia dla mechanizmów depresji. Czy osobie chorej na cukrzycę tez mówisz, ze wystarczy wziac sie w garść zamiast leczyć chorobę? Bardzo typowe argumenty dla osób, które chorobę – zaburzenia depresyjne mylą po prostu z tzw „dołem”. Pracuje od lat z osobami chorymi na depresję, to bardzo podstępna, niewidzialna do otoczenia choroba. Umiera sie codziennie. Radze najpierw poczytać fachową literaturę na temat depresji, zanim sie oceni kogoś chorego.
Trzymaj się dziewczyno, jeszcze wiele wspaniałych chwil przed Tobą!
Sama niedawno, na przełomie roku, miałam stany depresyjne. Moja ciocia choruje na depresję, ja cały czas walczę z fobią społeczną, ale jest coraz lepiej. Najważniejsze jest odnalezienie w sobie równowagi i pokoju. W tym nie pomogą leki. To jest jak uczenie się życia od nowa. Dobrze jest odłączyć się od telewizora, komputera. A zamiast tego poczytać książkę, wyjść na spacer, zacząć gotować zdrowe posiłki, które uleczą nie tylko ciało, ale i umysł. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, pięknego lata i pysznych, słodkich truskawek, póki są w sezonie 🙂
Natalio, stęskniłam za tobą…twoimi nowymi postami.Cieszę się, że piszesz mimo, że temat trudny i nie włoski.Masz rację, depresja to w Polsce temat często wyśmiewany. Komentarze -„weź się w garść”,”przesadzasz”,znajdź sobie jakieś zajęcie,bo pewnie z nudów albo dobrobytu w głowie ci się przewraca”.Fanaberia ropieszczonych. Naprawdę trudno znaleźć zrozumienie, nawet wsród najbliższych.Dziękuję Natalio,za ten bardzo osobisty post.Myślę,że znajdą się osoby, którym pomoże w trudnych chwilach i takie, które się zastanowią nad określeniem DEPRESJA. Ściskam Cię mocno,nie daj się złym myślom. Życzę Ci WSPANIAŁYCH LUDZI wokół. Życie, niestety często daje nam solidnego kopa, ale kiedy już wyjdziemy na prostą okazuje się, że świat jest piękny i warto żyć. Nie jestem teoretyczką, piszę to na podstawie własnych doświadczeń. Dużo słońca Natalio, przecież Italia na ciebie czeka.
Natalio, od dłuższego czasu jestem stałą czytelniczką Twojego Bloga.I walczyłam w ostatnim konkursie na Bloga Roku. Z przyjemnością czytam zawsze artykuły.Podobnie jak poprzednia czytelniczka AgaK robię notatki z Twoich wpisów i dzięki temu ciekawiej zwiedzamy Italię.Tak było w czasie ostatniej wycieczki do Neapolu w styczniu. Ta kawa! Nie wiedziałam o co chodzi z tymi zachwytami…Ale intuicyjnie zaufałam i bardzo bardzo dziękuję za wszystkie wskazówki rady…W przewodnikach o tym nie piszą !
Mam wrażenie ,że mamy ciut podobne postrzeganie Italiii , sposoby na Jej zwiedzanie 🙂 tylko że ja nie umiem tak pięknie pisać i nie jestem tak spostrzegawcza.Nie widzę wielu rzeczy.Koło wielu przeszłabym obojętnie gdyby nie Twoje spostrzeżenia.Bardzo brakowało mi ostatnich wpisów.Tym bardziej że u mnie też w tym roku jakoś dziwnie.Niby nic ale rzeczy zaplanowane się nie udają.Miałam jechać do Grecji ale Serbowie mnie cofnęli na granicy. Siedzę od tygodnia na przymusowym urlopie,bo już w pracy sie nie zgodzili by go cofnąć i planuję kolejną wycieczkę.Do Włoch oczywiście 🙂 Ciekawość powoduje, że chciałam zobaczyć inny kraj.No ale dostałam nauczkę od Kogoś. Najpiękniej jest we Włoszech! Po co jeździć gdzie indziej? 🙂
Wiem ,że łatwo się pociesza…Życie czasem jest trudne.Ale po nocy przychodzi zawsze dzień,bo burzy słońce…Ktoś wcześniej napisał , że wszystko jest po coś…Kiedy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno…Ja też w to wierzę bardzo mocno.Ja mam 36 lat i od 7 lat bezskutecznie staramy się z mężem o dziecko.Już raczej nic z tego nie będzie.Lata lecą.Ja po cichu wierzę , że jest jakiś plan dla mnie.Dla każdego jest !!!!Ciesze się że mam kochającego męża , z którym nigdy mi się nie nudzi. Że mamy wspólną pasję-podróże małe i duże 🙂
Czasem gdy nie widzisz celu, bo jest mgła musisz iść na kimś kto jest najbliżej koło Ciebie i zaufać troszkę.Po jakimś czasie mgła będzie zanikać i znów zobaczysz Cel ! Życzę znalezienia takiego Przewodnika w życiu by przejść przez ten zamglony kawałek Drogi 🙂
Trzymaj się Natalio! Wszystko będzie dobrze!Dużo wycierpiałaś.Ale jesteś silna i za jakiś czas znów będziesz pisać nam super artykuły o naszej kochanej Italii.Serdecznie pozdrawiam ! Z nadzieją ,że kiedyś spotkamy się na jakiejś włoskiej trasie …