Gdy wszystko się wali…

Za kilka dni 7 lipca. Wtedy miną cztery miesiące od ostatniego posta na blogu. Długo zastanawiałam się, czy pisać o tym, co zdarzyło się po 7 marca. No bo przecież zaglądacie do mnie, aby czytać o Italii, a nie o mnie. Jednak uznałam, że należy się Wam wyjaśnienie. Dlaczego, pomimo ogromnego wsparcia, jakie mi okazaliście w lutym w konkursie na Blog Roku przestałam pisać, odpowiadać na komentarze i maile. Przepraszam, że Was zawiodłam. To pierwszy i prawdopodobnie ostatni tak osobisty wpis, dlatego czytajcie, póki mam odwagę opowiadać o tym publicznie…

Luty tego roku. W czerwcu miną dwa lata bezskutecznych starań o dziecko. Lekarz mówi do mnie: pani Natalio, sześć tygodni leczenia antybiotykami nie pomogło, musimy wyciąć ten guzek, ale niech się pani nie martwi, to zwykła torbielka jajnika, zabieg laparoskopowy, trzy dni w szpitalu i będzie pani jako nowonarodzona. Ok., w końcu ile można chodzić koślawo jak kaczka z bólem brzucha. Termin przyjęcia do szpitala połowa marca. Idę. Pierwszy dzień to badania i tzw. klasyfikacja do operacji. Dwóch całkiem innych lekarzy, w tym profesor, badają mnie. Pani Natalio, to nie jest zwykła torbiel, pani jajnik jest zmieniony w nowotwór o średnicy 5,5 cm, prawdopodobnie go usuniemy i zrobimy badanie histopatologiczne na sali operacyjnej, aby sprawdzić, czy jest złośliwy. Musi pani podpisać zgodę na histerektomię (usunięcie jajników, jajowodów i macicy). Ale panie profesorze! Ja mam dopiero 31 lat i nie mam jeszcze dzieci! Przykro mi, takie są procedury, ratowanie życia jest na pierwszym miejscu. Jeśli pani nie podpisze, operacji nie będzie. Szok, niedowierzanie, łzy i te myśli: to moja wina, trzeba było zdecydować się na dziecko tuż po studiach, a nie czekać do trzydziestki, teraz może być za późno. Następny dzień. Jestem już przygotowana, za pół godziny mam jechać na salę operacyjną. Ostatnia wizyta w łazince i… miesiączka, tydzień przed terminem, stres zrobił swoje. Dyskwalifikacja z operacji, bo w tych dniach nie operują, wypis do domu, nowy termin za trzy tygodnie. Pani Natalio, to bardzo dobrze się składa, tylko trzy tygodnie! No tak, tylko trzy, ale dla mnie trwa to jak trzy miesiące albo i dłużej. Po drodze Wielkanoc, chyba najgorsza w moim życiu. Wracam do szpitala, operacja się odbywa, nie wystarczyła laparoskopia, więc rozcinają mi brzuch jak do cesarki. Guz usunięty, nie jest złośliwy, nic poza nim nie zostaje usunięte. Wszystko kończy się dobrze, fizyczne rany zagoiły się dość sprawnie, ale zostały jeszcze te inne, trudniejsze do wykleczenia….

Każdy ma w życiu problemy. Nie znam nikogo ani o takim nie słyszałam, kto miałby idealne życie. Jedni są w szczęśliwych związkach, ale finansowo dramat i żadnych perspektyw. Inni mają kasy jak lodu, ale związek i miłość są fikcją, albo nie ma ich wcale. Jeszcze inni mają jedno i drugie, ale o problemach z dziećmi mogliby napisać książkę. Moje życie też nie jest i nigdy nie było idealne. Ostatni rok był wyjątkowo ciężki, ale jakoś dawałam radę. Do czasu. Choć fizycznie wszystko skończyło się dla mnie dobrze, to siadła mi psychika. Pewnie przecieracie oczy ze zdumienia, że można o tym napisać, przyznać się, ale ja zawsze chciałam być autentyczna, nigdy nie kreowałam się na idealną, zawsze pisałam szczerze o tym, co się nie udało i dlaczego – w podróży. Teraz też chcę być szczera i wisi mi, co złośliwi pomyślą, czy będą zacierać ręce, że się wyłożyłam, czy przypną mi łatkę pierwszej wariatki polskiej blogosfery. Bo jeśli choć jedna osoba borykająca się z podobnymi problemami przeczyta ten tekst i przestanie się wstydzić prosić o pomoc, to już będzie sukces. Walczę z depresją – chorobą, dla której nie ma tolerancji i zrozumienia w naszym kraju. To ona sprawiła, że przestałam pisać, odpisywać na maile, komentarze. Nieprzeczytanych wiadomości w blogowej skrzynce mam ok. 300 – 400. Beata, kiedy ostatnio odpisywałam do Ciebie dostałam zwrotną wiadomość, że jesteś poza biurem. Pewnie z Gienkiem znów byliście w pięknej podróży. Remik, Tobie obiecałam post o Toskanii, w którym znajdziesz wszystkie informacje potrzebne do zaplanowania czerwcowego wypadu z chłopakami. Nie dotrzymałam słowa, w tym roku Ci nie pomogłam. Zbyszku, miałeś opowiedzieć mi o Abruzji, a ja miałam opowiedzeić Ci o Trapani i okolicach na świeżo po moim majowym wyjeździe. Niestety, bilety do Trapani na 8-18.05. przepadły, a Ty już pewnie wróciłeś ze swojej wyprawy. Przepraszam Was za to, ale na razie nie mam siły. Pewnie zapytacie: a Facebook? Przecież zdjęcia pojawiają się regularnie. No tak, wystarczy dobry smartfon, aby wrzucić fotkę nie wstając z łóżka, gdy otwarcie komputera to zbyt duży wysiłek…

Na razie nie chcę nic obiecywać poza tym, że do Was wrócę. Kiedy? Tego jeszcze nie wiem. Ale wrócę na pewno. Ten blog i Wy, drodzy czytelnicy, jesteście częścią mojego życia. Do niedawna znajdowałam radość pisząc tutaj, odskocznię od codzienności i problemów. W chwilach trudnych nie raz odnajdywałam sens swojego życia.

A na koniec muszę Wam o czymś napisać. W dniu, gdy miałam wrócić z Sycylii otrzymałam przesyłkę od przyjaciółki, prosto z Matery. Cząstka Italii w moim domu. Dziękuję Martuś, za paczkę, za wsparcie, jakie okazywałaś mi przez cały ten trudny czas. Mam nadzieję, że już niedługo się spotkamy. To wino z Castello di Brolio nadal czeka na nasz babski wieczór.

IMG_1089 (1)

75 komentarzy do “Gdy wszystko się wali…”

  1. Bardzo współczuje, nie ma słów pocieszenia, jest nadzieja… Życzę dobrych myśli… i dobrych ludzi. Gorąco pozdrawiam z Italii.

  2. Natalio, jestem całym sercem z Tobą. Nie bój się leczyć depresji, nie wstydź się pójść do psychiatry, brać leki. To mit, że leki na depresję wyniszczają organizm – tak było kiedyś, teraz leki są zupełnie inne, nieraz ratują życie, nie powodując poważnych skutków ubocznych. Ja to wiem, bo mam w rodzinie osoby chore na depresję, które wróciły do życia. Wiem, że po tej operacji Twoje życie nie będzie juz takie samo, ale będzie, znajdziesz w nim swoje miejsce, nauczysz się na nowo cieszyć się nim i znajdować pozytywne strony. Życzę Ci z całego serca powrotu do zdrowia i sił.

  3. Natalio kochana, aż mi się gorąco zrobiło i się pobeczałam… ten, kto przez to nie przeszedł nie potrafi sobie nawet wyobrazić, jak się czujesz… sama nie wiem, co napisać, no bo przecież łatwo napisać, że super, bo uratowałaś życie. i tak, jest to super, tylko ciężko przeżyć resztę. życie jest często okrutne i doświadcza nas w zupełnie niespodziewany sposób… Natalia, wyłaź szybko z tej okropnej deprechy i wracaj do nas szybko! a tymaczasem przytulam bardzo bardzo mocno!!! gdybyś czegoś potrzebowała, to pisz śmiało!

  4. Głowa do góry. Ktoś mi kiedyś powiedział, nikt nie mówił że będzie łatwo. Wiem że teraz to na wiele zdać się nie może, ale uwierz, przyjdą słoneczne dni 🙂 przytulać do serca!

  5. Natalio , depresja nie jest niczym złym , ani nagannym , to taka sama choroba jak katar , tylko trwa znacznie dłużej . Nie ma w niej niczego wstydliwego , a psychiatra to taki sam lekarz jak internista …
    Wybierz się do dobrego specjalisty , najlepiej gdyby był dodatkowo psychoterapeutą , bo i terapia by nie zaszkodziła . Wiem o czym piszę bo trafiłam w ciężkim stanie , do właśnie takiego lekarza . Było to 2,5 roku temu . Bardzo , bardzo mi terapia i antydepresanty .Jest już prawie dobrze . Prawie , bo osoba przez którą skończyłam u lekarza , ciągle jeszcze jest w mojej pamięci , ale terapię zakończyłam i wkrótce przestanę łykać tabletki. Trzymaj się i pamiętaj , że jest sporo osób które Cie wspierają .

    1. Ja leczenie już 5 ty rok ….i szanse na zmiany i poprawę marne ……do tego brak dzieci ( wszystko wycięte ) brak męża -zostawił ( gdy się okazało że muszą wszystko usunąć ) i oszukał finansowo . Jak żyć gdy nie ma się już szans na nic ? pozdrawiam Marzena

  6. Pani Natalio,jest Pani wspaniałą,mądrą kobietą,która swoją pasją potrafiła „zarazić” zupełnie obcych ludzi.
    Mocno wierzę – ba,wiem to na pewno, że uda się Pani przezwyciężyć wszystkie zmartwienia i choroby i wróci Pani do nas czytelników,aby dzielić się swoim cudownym darem- umiejętnością pisania o rzeczach ciekawych…
    Niech Pani pamięta,że wszystko w życiu jest „po coś”i jeśli Pan Bóg zatrzaskuje drzwi to otwiera okno…Zobaczy Pani,że tak się stanie – trzymam kciuki i pozdrawiam z Pani ukochanej Italii ♡♡♡

  7. Natalio,
    ja Twoja czytelniczka i współpasjonatka Italii jestem sercem przy Tobie!

    Jestem pewna, że już niedługo odnajdziesz na nowo radość w sobie, a wtedy dostrzezesz jak wielką siłę posiadasz w sobie. Nie bój się rozliczać z przeszłością, puść ten balast i uwolnij się od niego. Nic w życiu nie dzieje się przypadkowo, to co doświadczamy ma jakiś głębszy sens, odkryj go i idź na przód.
    Zawsze pamiętaj o ciepłym słońcu oliwkowej ziemi, nie bój się marzyć – planuj przyszłe podróże, a w naprawdę ciężkich chwilach…zjedz lody, pamiętasz jak smakują?

    Un grande bacione :*

  8. Pani Natalio, jest Pani Dzielną Młodą Kobietą i proszę się nie poddawać! Z całego serca życzę zdrowia i siły w walce z przeciwnościami losu! Jest Pani młoda i mądra więc jestem pewna, że depresję uda się Pani pokonać! Na przekór wszystkim przeciwnościom losu – będzie Pani szczęśliwa, bo zasłużyła Pani na to… Pozdrawiam serdecznie.

  9. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i dużo sił.Nie poddawaj się i walcz o swoje życie.Pozdrawiam i ściskam mocno.

  10. „Do niedawna znajdowałam radość pisząc tutaj, odskocznię od codzienności i problemów. W chwilach trudnych nie raz odnajdywałam sens swojego życia.”

    Jesteś młoda i wszystko jeszcze przed Tobą. Ciesz się życiem i drogocennymi chwilami, one na zawsze z Tobą będą niezależnie od tego co będzie się działo.
    Powiesz, że łatwo mi mówić…. 38 lat guz złośliwy, wycięcie wszystkiego, kilka miesięcy naświetlań….
    Psychika siada to fakt, ale gdy ma się kogoś przy sobie – zapomina się o tym. Mnie ratowały jeszcze marzenia o podróżach… choć fizycznie bolało jak szlak to myśl o zobaczeniu kolejnych miejsc lub powrocie do wspomnień pozwalała mi stawiać kolejne kroki. Nie poddałam się. Jeżdżę, zwiedzam, piszę i staram się żyć jak wcześniej. Dlatego żyj, ciesz się każdym dniem, pisz, przelewaj na papier co Ci w duszy gra – warto 🙂

  11. Bardzo mi przykro. Nie poddawaj się! Sama też walczę z depresją i wiem, jak bardzo jest Ci ciężko. Kiedy psychika siada, trudno jest o cokolwiek… trzymaj się, będzie dobrze 🙂

  12. Trzymaj się. Ja mam straszne problemy. Chodzę na terapię, biorę leki i staram się żyć normalnie. Głowa do góry, będzie dobrze. Robisz w życiu to kochasz i to jest najważniejsze.

  13. Pani Natalio, jest Pani niesamowicie wrazliwa osoba. Z taka lekkoscia pisze Pani o podrozach, zauwaza Pani rzeczy dla innych niezauwazalne, opisuje Pani swietnie tych makaroniarzy przyblizajac do mnie Italie. Bylam dwokrotnie w Toskani a w tym roku na Sycylii. Z Pani wpisow robilam mojej rodzinie przewodniki po interesujacych nas regionach Wloch. Wiedzialam na co sie nastawic.
    Ale tak jest teraz, mam 37 lat i 7 letniego synka oraz kochanego meza. Sa moim calym swiatem.
    12 lat temu wyszlam za maz, pierwszy raz. Dwa lata po slubie, po ogromnych cierpieniach zmarl moj maz na nowotwor glowy. Skonczyl sie moj swiat. Zostalam sama. Byl to straszny czas. Po prostu koszmar. dramat. Borykalam sie wtedy ze stanami lekowymi. Powodowaly one, ze umieralam kilka razy w ciagu dnia, tylko w mojej glowie. Bylo to straszne. Szukalam wielu specjalistow. Bralam rozne leki. Pomimo tego, zakochalam sie ponownie we wspanialym czlowieku. Byl nim moj obecny maz, niezwykle wyrozumialy i cierpliwy, dal mi ogromne wsparcie. Dzieki niemu urodzilam syna i mialam sile znalezc w koncu dobrego specjaliste, ktory swietnie dobral mi leki. Przeszlam roczna terapie. Leki biora nadal, minelo juz wiele lat. Nie przeszkadzaja mi w niczym, z niczego nie musze rezygnowac. Jestem z siebie dumna, ze w kazdym ciezkim okresie mego zycia towarzyszyla mi jakas nieracjonalna potrzeba przetrwania.
    Pani prowadzac swego bloga dala mi mozliwosc poznania siebie, chcialam sie Pani zrekompensowac opowiadajac swoja historie.
    Pani Natalio, nadal jest Pani mloda, jest juz Pani zdrowa i jak rozumiem z mozliwoscia zajscia w ciaze.
    Prosze wierzyc w to, ze niedlugo bedzie lepiej. Pewnie sporo przed Pania jeszcze wysilku, ale kiedys to sie skonczy. I niech Pani nikomu nie tlumaczy sie z tego, ze nie moze wziasc sie w garsc.
    Pozdrawiam i przepraszam za tak dlugi wpis. Dziekuje Pani, bo wielokrotnie czytanie bloga dzialalo na mnie jak swietna terapia.

    1. Masz wiele szczęścia że dostałaś taaaką szansę i masz rodzinę …..bez tego ( wiem po sobie ) jest to nie do wytrzymania aby wyjść psychicznie …..pozdrawiam Marzena ( bez rodziny , bez pracy , bez szansy na zmiany ,w ciężkiej chorobie ,finansowo na dnie.)

  14. Kochanie, 22 czerwca skończyłam 60 lat, moje życie to temat na piękną powieść. Zwalczyłam nie jedną depresję, jestem spełnioną, szaloną, młodą duchem 60 latką. Wiem, że będziesz szczęśliwa!!!!!!!!
    Kochasz Włochy, ludzi, jesteś………ja to wiem

  15. Natalko,wybacz za poufałość. Będzie dobrze-bo musi być….Życzę Ci wytrwałości w pokonaniu choroby i szybkiego powrotu na włoskie szlaki…….Trzymam za Ciebie kciuki…..

  16. Rozumiem Cię bardziej niż możesz myśleć choć Mnie nie znasz …..pozdrawiam i nadzieja w tym MYŚL POZYTYWNIE ….Ja nie mam tyle szczęścia co TY ….niestety wszystko usunięte …..brak wsparcia z drugiej strony czyli żaden mężczyzna nie chce takiej kobiety jak JA poza tym ciągła utrata pracy z powodu depresji a to oznacza problemy finansowe ciągłe i gigantyczne no i depresja i wizyty u psychiatry wiele wiele lat …… rozumiem Cię bardzo ale zobacz dopiero co Ja mam powiedzieć ??? Fakt brakuje mi już totalnie siły do życia …ale TY weź się w garść spróbuj masz jeszcze wiele szans ja już niestety nie no ale cóż widocznie jednym Pan Bóg daje a innym nie. Ja jestem wśród tych co NIE . Pozdrawiam i wspieram

  17. ciao bella,,,,pisze do ciebie gdyz dziwie sie ,ze wpadasz w depresje po ciezkich przejsciach ,,,,,,,jasne ze taka hustawka niepewnosci wymaga wielkiego samozaparcia aby to znosic,,,,,,nowotwor lub nie ,,bedzie ciaza lub nie ,,,to sa decyzje ,ktore oslabiaja psychike zwlaszcza kiedy se przeciagajaw czasie ,,,,,,niepewnosc jest okrutna,,,,,znam to bo przez to przeszlam w tamtym roku ,,,,z tego co piszesz wynika ze nie masz nowotworu,,,,,,,,,wiec oco chodzi z ta depresja???? kochasz dzieci a nie mozesz miec swojego to wez jakies malenstwo odrzucone przez matke i daj mu szczescie i milosc ,,,,,,,depresja sama minie jak zaczniesz zyc i planowac swoje przyszle zycie ,,,,,,,,najlatwiej jest usiasc inic nie robic ,,depresja to dla mnie wytlumaczenie sie przed samym soba ,,,,,,wez sie w garsc i dziekuj Bogu ze nie masz raka i nie trzeba umierac ,,,,,,,zyj i ciesz sie zyciem ,,,,,kobieta 31 lat moze jeszcze duzo zrobic dobrego a nie uzalac sie nad soba i najlepiej tlumaczyc to depresja ,,,,,,mocne slowe i mysli ci przekazuje ale jest wiele wiekszych problemow i trzeba zyc ,,,,,,a gdybys nie miala nikogo pozwolilabys sobie na depresje? mysle ze nie ,,,,,,TRZEBA BYC ZDECYDOWANYM I COS ROBIC OD ZARAZ ,A DEPRESJA ZNIKNIE SAMA ANI SIE NIE OGLADNIESZ KIEDY ,,,,TRZYMAJ SIE I NIE LITUJ SIE SAMA NAD SOBA,,,CIAO BELLA

    1. Sofia wlasnie pokazałaś brak zrozumienia dla mechanizmów depresji. Czy osobie chorej na cukrzycę tez mówisz, ze wystarczy wziac sie w garść zamiast leczyć chorobę? Bardzo typowe argumenty dla osób, które chorobę – zaburzenia depresyjne mylą po prostu z tzw „dołem”. Pracuje od lat z osobami chorymi na depresję, to bardzo podstępna, niewidzialna do otoczenia choroba. Umiera sie codziennie. Radze najpierw poczytać fachową literaturę na temat depresji, zanim sie oceni kogoś chorego.

  18. Sama niedawno, na przełomie roku, miałam stany depresyjne. Moja ciocia choruje na depresję, ja cały czas walczę z fobią społeczną, ale jest coraz lepiej. Najważniejsze jest odnalezienie w sobie równowagi i pokoju. W tym nie pomogą leki. To jest jak uczenie się życia od nowa. Dobrze jest odłączyć się od telewizora, komputera. A zamiast tego poczytać książkę, wyjść na spacer, zacząć gotować zdrowe posiłki, które uleczą nie tylko ciało, ale i umysł. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, pięknego lata i pysznych, słodkich truskawek, póki są w sezonie 🙂

  19. Natalio, stęskniłam za tobą…twoimi nowymi postami.Cieszę się, że piszesz mimo, że temat trudny i nie włoski.Masz rację, depresja to w Polsce temat często wyśmiewany. Komentarze -„weź się w garść”,”przesadzasz”,znajdź sobie jakieś zajęcie,bo pewnie z nudów albo dobrobytu w głowie ci się przewraca”.Fanaberia ropieszczonych. Naprawdę trudno znaleźć zrozumienie, nawet wsród najbliższych.Dziękuję Natalio,za ten bardzo osobisty post.Myślę,że znajdą się osoby, którym pomoże w trudnych chwilach i takie, które się zastanowią nad określeniem DEPRESJA. Ściskam Cię mocno,nie daj się złym myślom. Życzę Ci WSPANIAŁYCH LUDZI wokół. Życie, niestety często daje nam solidnego kopa, ale kiedy już wyjdziemy na prostą okazuje się, że świat jest piękny i warto żyć. Nie jestem teoretyczką, piszę to na podstawie własnych doświadczeń. Dużo słońca Natalio, przecież Italia na ciebie czeka.

  20. Natalio, od dłuższego czasu jestem stałą czytelniczką Twojego Bloga.I walczyłam w ostatnim konkursie na Bloga Roku. Z przyjemnością czytam zawsze artykuły.Podobnie jak poprzednia czytelniczka AgaK robię notatki z Twoich wpisów i dzięki temu ciekawiej zwiedzamy Italię.Tak było w czasie ostatniej wycieczki do Neapolu w styczniu. Ta kawa! Nie wiedziałam o co chodzi z tymi zachwytami…Ale intuicyjnie zaufałam i bardzo bardzo dziękuję za wszystkie wskazówki rady…W przewodnikach o tym nie piszą !
    Mam wrażenie ,że mamy ciut podobne postrzeganie Italiii , sposoby na Jej zwiedzanie 🙂 tylko że ja nie umiem tak pięknie pisać i nie jestem tak spostrzegawcza.Nie widzę wielu rzeczy.Koło wielu przeszłabym obojętnie gdyby nie Twoje spostrzeżenia.Bardzo brakowało mi ostatnich wpisów.Tym bardziej że u mnie też w tym roku jakoś dziwnie.Niby nic ale rzeczy zaplanowane się nie udają.Miałam jechać do Grecji ale Serbowie mnie cofnęli na granicy. Siedzę od tygodnia na przymusowym urlopie,bo już w pracy sie nie zgodzili by go cofnąć i planuję kolejną wycieczkę.Do Włoch oczywiście 🙂 Ciekawość powoduje, że chciałam zobaczyć inny kraj.No ale dostałam nauczkę od Kogoś. Najpiękniej jest we Włoszech! Po co jeździć gdzie indziej? 🙂
    Wiem ,że łatwo się pociesza…Życie czasem jest trudne.Ale po nocy przychodzi zawsze dzień,bo burzy słońce…Ktoś wcześniej napisał , że wszystko jest po coś…Kiedy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno…Ja też w to wierzę bardzo mocno.Ja mam 36 lat i od 7 lat bezskutecznie staramy się z mężem o dziecko.Już raczej nic z tego nie będzie.Lata lecą.Ja po cichu wierzę , że jest jakiś plan dla mnie.Dla każdego jest !!!!Ciesze się że mam kochającego męża , z którym nigdy mi się nie nudzi. Że mamy wspólną pasję-podróże małe i duże 🙂
    Czasem gdy nie widzisz celu, bo jest mgła musisz iść na kimś kto jest najbliżej koło Ciebie i zaufać troszkę.Po jakimś czasie mgła będzie zanikać i znów zobaczysz Cel ! Życzę znalezienia takiego Przewodnika w życiu by przejść przez ten zamglony kawałek Drogi 🙂
    Trzymaj się Natalio! Wszystko będzie dobrze!Dużo wycierpiałaś.Ale jesteś silna i za jakiś czas znów będziesz pisać nam super artykuły o naszej kochanej Italii.Serdecznie pozdrawiam ! Z nadzieją ,że kiedyś spotkamy się na jakiejś włoskiej trasie …

  21. Natalio, bardzo rozumiem. I uważam ten wpis za akt odwagi. Mysle, ze takie katharsis może byc dla ciebie terapeutyczne, pozwala tez nie byc samą z chorobą. Mam.nadzieję, ze poprosiłaś o pomoc specjalistę, że leczysz sie. Trzymam.za Ciebie kciuki i bardzo Ci kibicuję.

  22. Hej kobietko głowa do góry będzie dobrze na pewno jesteś piękną kobietą i do tego młodą więc dasz sobie radę najważniejsze myśleć pozytywnie i nie dołój,nie nakręcaj się sama negatywnie na dworze piękne słońce zaczerpnij energii,idz do ludzi nie uciekaj od nich .Uwierz mi wiem co piszę w styczniu tego roku zdiagnozowano u mnie nowotwora złośliwego trzonu macicy mam usunięte wszystko .w lutym osiągnęłam dno psychiczne męza nic nie obchodziła moja choroba leczenie abym się nadawała do pracy .Mi bardzo pomogła moja Pani psycholog samo to że mogłam się wygadać ile chciałam POLECM.Już jestem po lezeniu i jest dobrze i MUSI BYĆ DOBRZE i Ty też nie możesz myśleć inaczej musisz sobie pomuc sama życie takie piękne jest kolorowe i TY zobacz te kolory a nie tylko czarno widzisz POZDRAWIAM CIĘ BARDZO SERDECZNIE JAK BEZIESZ CHCIAŁA
    ZNAJDZIESZ MNIE NA FEJSIE

  23. Pani Natalio proszę się nie poddawać! depresja to nie wstyd! proszę walczyć bo wiem, że wszystko będzie dobrze. Jakiś czas temu borykałam się z brakiem możliwości zajścia w ciąże, między czasie guz piersi i utrata pracy. Nie wstawałam z łóżka i prosiłam męża aby mnie opuścił bo ja nie dam mu dziecka i do niczego się nie nadaje. Dzisiaj jestem w 8 miesiącu ciąży, guz nie był złośliwy, między czasie pracowałam a mąż ten sam i jesteśmy bardzo szczęśliwy i czekamy na Nasze Maleństwo. Głowa do góry! Pozdrawiam

  24. Pani Natalio..po ciężkim czasie przychodzą dobre dni…wszystkiego najlepszego. .ostatnio przeczytałam bardzo fajny cytat.. ,, dopóki walczymy jesteśmy zwycięzcami”….cieplutko pozdrawiam..

  25. Nie jesteś sama… Wyobrażam sobie co czujesz, ale do końca wiedzieć nie mogę. Ja od lat dźwigam ogromny bagaż, wiele przejść mam za sobą, z wieloma wciąż się ścieram każdego dnia i to co napisałaś jest mi bardzo bliskie. Najważniejsze to znaleźć światełko w tunelu. Nie zostawaj z tym sama. Jeżeli potrzebujesz pomocy to się po nią zwróć, nie próbuj radzić sobie ze wszystkim sama. To się zdarza, nie jesteśmy robotami. Ja się wciąż tego uczę. Ślę moc uścisków.

  26. Natalia, jesteśmy z Tobą, z Wami – zresztą nie tylko my, jak widać z powyższych komentarzy! 🙂 Myślę, że ten post pomoże też wielu osobom poczuć, że nie są osamotnione w walce o zdrowie. Jestem pewna, że już niedługo zaświeci u Ciebie słońce i cieszę się, że trochę Matery w paczce przywróciło choć na chwilę uśmiech na Twoją buzię! 🙂 Trzymaj się dzielnie, a babskiego wieczoru nie mogę się już doczekać!!! 🙂 :**** Ściskamy, Marta i Luca

  27. Natalio, tulam bardzo, bardzo mocno… tym bardziej, że doskonale wiem o czym mówisz we wszystkich wspomnianych kwestiach…
    Ściskam mocno…. :*
    Mariola

  28. Natalio, proszę, walcz o siebie. Nie daj się tej wstrętnej, podstępnej chorobie. Z pomocą fachowców, ze wsparciem bliskich i naszym , wiernych, choć czasem anonimowych towarzyszy Twoich podróży na pewno dasz radę. To trochę też podróż, tylko niezwykle trudna, bo w głąb siebie. Bez jasno wyznaczonych tras, bez określonych przystanków, dat, może nawet bez map. Pozwól, by stanął koło Ciebie mądry przewodnik, który ogarnia dobrze świat takich podróży i tak jak Ty wielokrotnie nam, tak on teraz Tobie był drogowskazem.
    Natalio, wracaj do nas. I pamiętaj, że ze swoimi problemami nie musisz borykać się sama. Przesyłam kojące uśmiechy, Ewa

  29. Pani Natalio.
    Jest Pani silną kobietą, poradzi sobie Pani, co do tego nie mam wątpliwości. Podziwiam Panią za odwagę i szczerość w dzieleniu się z nami tym, co jest dla Pani najtrudniejsze.
    Nie pozostanie Pani sama. Ma Pani rodzinę, przyjaciół i nas czytelników, którzy wspierają Panią całym sercem.
    Pozdrawiam Monika
    Nowa czytelniczka.

  30. Kochani! Chciałabym Wam bardzo serdecznie podziękować za wsparcie, jakie mi okazliście. Nie spodziewałam się tego, nie sądziłam, że ktoś w ogóle zechce zajrzeć w ten tekst, a stało się tak, że w pierwszej dobie od publikacji przeczytało go aż 2500 osób. Zostawiliście ogrom komentarzy, zarówno tutaj na blogu jak i na facebooku, otrzymałam też wiele maili od osób, które miały bądź mają podobne problemy. Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, Wasze osobiste historie w nich opowiedziane, propozycje pomocy i życzenia powrotu do zdrowia. Chcę Was zapewnić, że jestem pod opieką lekarza i po ponad miesiącu leczenia czuję już nieznaczną poprawę. Z kilku komentarzy wywnioskowałam, że nie wszyscy mnie dobrze zrozumieli, dlatego chciałabym podkreślić, że fizycznie wszystko skończyło się dla mnie dobrze i nadal mam szansę na dziecko. Wasza reakcja bardzo mnie wzruszyła, ale też dodała siły. DZIĘKUJĘ

  31. zaglądałam dość często, choć chyba nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej skomentować. zawsze musi być ten pierwszy raz.
    najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze, że szanse na dziecko jeszcze masz.
    co do depresji, zgadzam się, jest to choroba straszna i ciężka. i tak uważam, że szybko zdecydowałaś się, żeby nazwać rzecz po imieniu, mnie osobiście zajęło to zdecydowanie więcej czasu, a i tak niewielu osobom odważyłam się powiedzieć o tym głośno. nie będę opowiadać swojej historii, nie o to chodzi, chcę tylko napisać, żebyś walczyła. i chociaż nie zawsze jest to łatwe, proste i przyjemne, to tak właśnie trzeba. 🙂

  32. Droga natalia. Dzięki tobie jestem właśnie w toskanii niedaleko Grosseto. I napisże ci tak łykaj dużo witaminy C kup sobie witaminę k 2. Naświetlania ok. Godz 12 słońcem 10 minut bez filtrów lub kup devikap. I pisz znowu bo bez ciebie jak bez reki☺pozdrawiam z toskanii. PS. I dajemy rade tutaj z naszą autystyczna córeczka która w Polsce nie ma takiej diety jak we wspaniałych wloszech☺

  33. Droga Natalio , zaraziłaś mnie Sycylią do tego stopnia , że połowę ubiegłego roku planowałem szczegóły wyjazdu własnym autkiem ( trochę plaża + objazd wschodniej Sycylii ) . Wszystko zaplanowane i przygotowane , a tu 2 tygodnie przed wyjazdem …. trach ! szpital , odklejona siatkówka oka , 6 tygodni w domu …. i marzenia odstawione na bok . Czekam na Twoje posty o Sycylii , bo choć nie udało się tam jeszcze dotrzeć , to ciągnie mnie tam niesamowicie dzięki Twoim relacjom ..
    Wracaj do zdrowia , pozdrawiam serdecznie

  34. Natalia, najważniejsze, że wcześnie zdiagnozowano zagrożenie, dobrze się czujesz i nadal macie możliwość stworzenia pełnej rodziny. Trzymam kciuki za Twój powrót do zdrowia i pełni optymizmu. 🙂

  35. Natalia, aż mnie w gardle ścisnęło gdy czytałam Twój wpis. I dalej ściska. Życzę Ci wszystkiego co dla Ciebie najważniejsze w tej chwili. I wsparcia. I bliskiego kontaktu z ludźmi, których kochasz.
    I bądź przy sobie. I ze swoją siłą I ze słabością.

  36. Natalio, ostatni raz weszłam na Twojego bloga kilka dni przed wyjazdem na Sycylię… Dziś weszłam tu kierowana, nie wiem, przypadkiem, choć w te nie wierzę. Przeczytałam cały post, pamiętam Cię przecież rozradowaną półfinałem w konkursie Blog Roku, tym większy szok przeżyłam teraz. Z całego serca wspieram myślami, zwłaszcza, że chodzi o temat mi bardzo bliski, o rodzinę, bycie mamą, o problemy i tragedie, które mogą każdego i każdą z nas dotknąć w każdej chwili. Życzę Ci gorąco odnajdywania w tej chorobie siebie, krok po kroku, to też może być dobry czas, choć od tej zupełnie niepopularnej strony. Niech wypłynie z niej tylko dobro no i niech ostatecznie pozwoli Ci wrócić do pełni sił. Anioły nad Tobą!

  37. Witam serdecznie!

    Pierwszy raz jestem na tym blogu, nie znamy się, ale troszkę rozumiem to, o czym Pani pisze. Mam w swoim otoczeniu dwie koleżanki cierpiące na depresję. Nie będę więc pisać „głowa do góry”, bo wiem, że czasem tę głowę ciężko jest unieść, jednak wiem również że to minie, tylko trzeba w to mocno wierzyć. Jedna z koleżanek o których pisałam już ma się dobrze, nie bierze już leków, druga nadal walczy ale myślę że jest coraz bliżej zwycięstwa. Pani też zwycięży. Wierzę w to mocno i chciałabym, by Pani również w to uwierzyła. Depresja sama się wprosiła do Pani życia, ale teraz to Pani może ją z niego wyprosić, wyrzucić lub wykopać – ja bym pewnie wykopała, żeby nie miała odwagi wracać 😉

    Pozdrawiam serdecznie,
    Magda

  38. Natalia 3maj się nie poddawaj. Zobacz ponad 8 tysięcy ludzi Lubi twojego fanpaga. Nie mówie już o twoim blogu którego nawet i ja osobiści poleciłem kilkaset znajomym. Opisujesz tyle miejsc i to bardzo szczegółowo. Nie ma tego w żadnym przewodniku. dzięki Tobie na nowo odkrywam Italię a znam już ją 20 lat. W przyszłym roku stuknie ta magiczna liczba 🙂

  39. Pani Natalio,
    Pani po lekturze Pani opisów Włoch zawsze mam ochotę tam znowu jechać. Proszę się nie poddawać. Życzę powrotu do zdrowia. 🙂

  40. Trzymaj się i nigdy nie poddawaj. To że potrafisz mówić o swoich słabościach zasługuje na pochwałę, a nie na śmiechy i krytykę. W dzisiejszych czasach większość ludzi żyje na pokaz, udają szczęśliwych, kupują nowe dobra materialne żeby tylko udowodnić innym że sobie radzą. Ty jesteś odważniejsza, bo potrafisz szczerze i szerokiemu gronu powiedzieć „mam problem, nie jest okej, nie jest świetnie”.

    Wielki szacunek za taka postawę!

  41. Witam Natalio.
    Mam na imię Arek.
    Celowo piszę w komentarzu do ,, gdy wszystko się wali „” gdyż w zakładce , kontakt , wysłałem Ci dodatkowe informacje, które chciałbym by dotarły do Ciebie, ale których tu nie zamieszczam.
    Ja i moja partnerka planujemy spędzić tydzień wakacji w pobliżu Syrakuz.
    Twój blog jest THE BEST.
    Przekopałem internet by zorganizować jak najciekawiej ten tydzień. Efekt. —- 99% planów powstało w oparciu o Twój blog.
    Dziękujemy.
    Pozdrawiamy.

  42. Natalko,
    (jeżeli taka poufałość jest nie na miejscu to z góry przepraszam, wynika ona z uczuć, jakie mam w sobie po przeczytaniu Twojego wpisu). Natknęłam się na Twój blog, bo szukam informacji o Toscanii, do której wybieram się pojutrze, a jeszcze nic nie zaplanowałam. W życiu nie ma przypadków więc i moje odwiedziny na Twoim blogu są po coś. Często brakuje słów, które można napisać lub wypowiedzieć, i ja właśnie teraz mam ten problem. Głęboko w to wierzę, że Twoja decyzja o napisaniu o sytuacji w jakiej jesteś, oznacza Twoją gotowość do ogarnięcia choroby i jest pozytywnym sygnałem do świata. Współczuję z Tobą, ufam, że ta cudowna dziewczyna pisząca ku radości innych, powróci do świata, bogatsza o doświadczenia zmagania się i walki o siebie. Bóg pomoże, zaufaj Mu. Przytulam Cię czule.

  43. Cześć Natalia, znalazłam twojego bloga przez przypadek, szukając informacji o Italii. przeczytałam tego posta i chciałam ci tylko napisać, że bardzo cię rozumiem i szczerze współczuję, bo przeszłam podobne historie. nauczyłam się przez te kilka lat jednego – lekarze ( pewnie nie wszyscy, ale większość) nie podchodzą personalnie do każdego. Są procedury, papiery, kolejki, a pierwsze co chcą robić to operować. Ja tez miałam Laparotomie ( mam endmetriozę) po której było jeszcze gorzej. Od 2007 roku jestem non stop na hormonach, a jak próbowałam je odstawić, to od razu 9 cm torbiel na jajniku wyrosła. Ja już straciłam nadzieję, albo inaczej, nie łudzę się i nie marzę już o tym tak jak kiedyś. wyszukałam sobie zastępcze marzenia i cele i ich sie trzymam bo bym zwariowała inaczej, a co będzie po drodze, to będzie. Wiem, że to zabrzmi okrutnie i wiem, że każdy ma inne cele w życiu, ale to nie dziecko sprawia, że kobieta jest ” kompletna”. ja sobie cały czas powtarzam, że tak musi być, jest jakiś plan dla mnie, coś innego muszę zrobić na tym świecie, bo wychowanie dzieci nie jest mi dane. Podróżuję po całym świecie bo akurat mam taką możliwość i w tym odnajduję radość. Wiem, że to nic w porównaniu do macierzyństwa, ale przynajmniej cokolwiek, co mnie uszczęśliwia. Mam nadzieje, że w ci się uda, że dasz radę a moja rade dla ciebie to: słuchaj swojego ciała i nie wierz do końca żadnemu lekarzowi. Walcz o siebie i szukaj małych rzeczy, które cię uszczęśliwią. ściskam mocno, Ania

  44. Hej Natalia, nie wiedzialam, ale spiesze zakomunikowac, ze jestem przykladem kobiety, ktora nigdy nie powinna miec dzieci! Tak orzeczono, a orzekal nie byle kto! Stwierdzono u mnie chyba wszystkie mozliwe choroby, ktore uniemozliwiaja zajscie w ciaze. Ale ja mam dzieci i to czworo!!! W tym blizniaki! Zauwazylam, ze jesli bardzo, ale to bardzo czegos chce, zawsze to dostaje…Jestem strasznie uparta i wszystko, co mam ( a nie naleze do ludzi, ktorym przychodzi cos bez walki) wydarlam zyciu z gardla! Tak slowo „wydarlam” i z „gardla” sa jak najbardziej na miejscu! I ucze tego moje dzieciaki…ile to razy oni sie poddawali, a ja pokazalam im, jak uparcie szlam dalej i osiagalam, to co chcialam! Tez bylam w depresji, tez byly momenty, kiedy to myslalam, zeby sie ubezpieczyc na zycie ( 4 dzieci) a potem…az tak bylo ciezko…ale na ubezpieczenie tez trzeba miec pieniadze i tak ich brak uratowal mi zycie hahaha…Na FB widzialam taki wpis „zycie to wzloty i upadki, a na prosta wyjdziesz po smierci” i zdjecie monitora zapisu pracy serca…Glowa do gory i bierz sie do roboty! Teraz juz! Wytycz cel i do roboty. Pozdrawiam, Iwona

  45. Jestem tu przypadkiem, ale chciałabym przekazać szczere wyrazy współczucia i wsparcie. Nie trać nadziei, wierzę, że odnajdziesz w sobie siłę. Wiem, że to brzmi banalnie i może nie jest zbyt pocieszające. Sama jestem w trudnej sytuacji od prawie roku, straciłam siłę do życia, ale powoli chyba dojrzewam do przejścia przez to cierpienie. Nie wiem, czy jesteś wierząca, ale obiecuję, że będę pamiętać o Tobie w modlitwie. Pozdrawiam serdecznie.

  46. Witaj,
    zupełnie przypadkiem trafiłam na Twojego bloga i przepadłam. Jest fantastyczny, więc mam nadzieję, że wrócisz do pisania. Ja miałam krótką przygodę z Włochami w Mediolanie, ale po moim zauroczeniu Francją doszłam do wniosku, że warto poznać coś nowego:)
    Jestem w zasadzie Twoją rówieśniczką, na dodatek mieszkam w tych samych okolicach. Trzymam kciuki za Twój powrót do zdrowia!! Wiem, że nie jest łatwo. Sama przeżyłam takie okropne chwile niepewności diagnozy, ale tym gorsze, że dotyczyły ukochanego dziecka. Dopiero w takich chwilach człowiek czuje, co naprawdę jest w życiu ważne! Jestem podwójną mamą i jestem wdzięczna za to Opatrzności. Człowiek tak często przyjmuje pewne rzeczy jak oczywistość, która mu się należy, nie docenia życia, narzeka i marudzi, a takie chwile grozy uświadamiają, jak bardzo można być w życiu wdzięcznym. Dają siłę do walki o to, co najważniejsze dla nas… Tej siły Tobie życzę, oparcia w najbliższych. Wierzę, że dasz radę! Że spełnisz swoje marzenia! Trzymam kciuki!

  47. Bardzo mi przykro z powodu tego, co cię spotkało. Ale spójrz na to z lepszej strony: skoro wszystkiego nie usunęli, to masz szansę na biologiczne dziecko, medycyna idzie do przodu. Z drugiej strony nie myślałaś o adopcji? Wiem, że nie jest to rozwiązanie dla każdego i nie każdy ma na to ochotę. Ja także jestem bezpłodna, ale nie rozpaczam, bo dziecka mi nie brakuje, a jak kiedyś poczuję tę pustkę, to mogę zawsze zaadoptować.
    Teraz powinnaś skupić się jednak na sobie, depresja to straszna choroba, ale pomyśl o niej tak, że to tylko twój mózg nie produkuje pewnych substancji. I ją również da się wyleczyć.

  48. Witaj Natalio,
    na Twojego bloga trafiłam wiosną tego roku, gdy zaczęłam planować podróż na Sycylię. Przeczytałam od deski do deski i codziennie korzystałam ze wskazówek podczas pobytu na Sycylii. Spędziliśmy cudowne 3 tygodnie na wyspie, nocując połowę czasu w Zafferanie Etnea i drugą połowę w górskiej wiosce niedaleko Castellamare di Golfo. Oba noclegi w stylu sycylijskim, wiejskie domki w cieniu drzew oliwnych, gdzie za markizę robiły winorośle. Z tych miejsc robiliśmy wypady po okolicy bliższej i dalszej, a przemieszczając się na zachód Sycylii odwiedziliśmy Ennę i Agrigento. Twoje wskazówki były bezcenne. Dzięki Twoim wpisom o Arbelobello i Materze, powrót z wakacji przesunęliśmy o kilka dni, aby odwiedzić tamte miejsca. Arbelobello było cudne, zwłaszcza, że byliśmy jednymi z pierwszych odwiedzających i uliczki były jeszcze puste. A Matera? Chyba nic mnie tak nie powaliło, jak ten widok, gdy zza zaułka zobaczyłam cały plan Matery. Dla mnie to wygląda jak stara fotografia, obraz namalowany pędzlem i lekko wyblakły, jest tak nierzeczywista. Dlaczego o tym piszę? Zainspirowałaś mnie do odkrywania tej części Włoch. Wracaj do zdrowia, planuj następną podróż, pisz, pisz, pisz. Może inna część Europy? Masz świetne pióro, udzielasz praktycznych wskazówek, opowiadasz kawałek historii, nie przynudzając, jak to przewodniki mają często w zwyczaju. Wierzę, że niedługo zobaczę tutaj radosną opowieść z nastepnej podróży. Życzę zdrowia i spełnienia marzeń.

  49. Witam,
    trafiłam na Twojego bloga szukając ciekawych informacji o Włoszech (które rówież kocham ) i tak szperając całkiem przypadkowo zaczęłam czytać osobisty teks „gdy wszystko się wali…” wzruszyłam się bardzo bo przypomniał mi niedawną moją sytuację , kiedy to mając 28 lat miałam za sobą 6 lat leczenia ,laparoskopii , operacji, inseminacji a hormonów to chyba do końca życia nie tknę i kiedy po ostatniej laparoskopii lekarz powiedział że tylko zostaje mi invitro i jeśli chce to od zaraz muszę przyjmować nowe hormony wtedy powiedziałam dość już dużej nie mogłam miałam wrażnie że zaraz pęknę od tego. Dziecka pragnęliśmy bardzo ale już więcej nie dałam rady … i wtedy psychika padła zupełnie … źle to wspominał choć krótko , mąż dał radę -po latach sama nie wiem jak ;-)) ale my wciąż bez dzieci i wtedy postanowiliśmy adoptować dziecko .Nie będę się rozwodzić ale powiem Tobie że po 1 roku w naszym domu zagościła radość nasz synek miał 2 lata kiedy do nas dołączył po 2 latach dołączyła do nasz 6 tygodniowa córka a po kolejnych 2 latach urodziłam kolejną córkę( nasz bilans 2 x z serca 1 x z pod serca). Więc nie poddawaj się , walcz dalej , wszystkimi możliwymi sposobami … bo warto …
    Teraz my z mężem zarażamy nasze dzieci do podróży najlepiej po Włoszech ale pobliski las też się sprawdza ;-)) gorąco pozdrawiam i dziękuję

  50. Trzymaj się! Jesteś silna, wierzę, że uda Ci się wyjść z tej choroby. Sama cierpiałam na depresję i wiem, że potrzeba sporo czasu, żeby wygrać z nią walkę. Na szczęście nie jesteś z tym sama, masz kochających bliskich no i całą rzeszę czytelników 🙂 Pozdrawiam!

  51. Hej, Twoja historia jest bardzo podobna do mojej, oprócz tego ten sam wiek, zamiłowanie do Włoch, kochający mąż, mały piesek 🙂 Serdecznie Was pozdrawiam!

  52. Natalia ja rowniez staram sie o dziecko juz 5 lat zaraz minie a 6 sie zacznie…rozne stany przechodzilam..wszystkie moje kolezanki zaszly w ciaze i porodzily. ?Niektore nawet juz 2 dzieci albo aktualnie sa w ciazy…Zalamanie deprecha placz zal rozpacz brak sil to wszystko przechodzilam i przechodze nadal ale staram sie po chwilach zalamania myslec pozytywnie i zyc.Co innego mi zostaje.?Bol z jakim zyje a ten bol i pustka to brak dziecka a mam juz 36 lat…Trzymaj sie cieplo na pewno sobe poradzisz:-)Ja tez kocham Wlochy mamy tam rodzine i czesto jezdzimy…Po swietach tez sie wybieramy..Czas na odwiedzenie pieknej Umbrii:-)Pozdrawiam goraco:-)

  53. Dziekuje za ten wpis. Dal mi do myslenia. Jestem w szczesliwym zwiazku, mam kochajacego meza i sporo osob mi zazdrosci, nie wiedzac, ze borykam sie z innymi problemami zarowno rodzinnymi jak i z praca. Wciaz powtarzam mezowi, ze chce byc niezalezna, ze chce cos osiagnac, pokazac moim znajomym ze jednak umiem cos sama, ze to nie tak ze mam szczescie bo znalazlam super faceta. Wiem, glupie myslenie, a jednak… Wciaz mysle, ze mamy czas na dziecko, ze najpierw praca, chce otworzyc cos wlasnego, zrealizowac sie, podroze a potem dom i dziecko, mowie ze nie mamy warunkow bo finanse i brak wlasnego mieszkania, ale moze jednak jest inaczej…Moja mama zmarla na raka pluc,moja babcia raka piersi…a ja nigdy nie zrobilam badan i teraz ogarnal mnie strach…mam 27 lat, wiem, ze to glupota, ale ja zawsze sie balam i wolalam nie wiedziec, wciaz myslenie, ze jeszcze jestem mloda… Decyzja zapadla. Zapisalam sie juz do lekarza i na USG piersi. Moje myslenie o dziecku i rodzinie tez sie zaczelo zmieniac. Dziekuje jeszcze raz za ten wpis i zycze wielu sil w walce z depresja. Pozdrawiam 🙂

  54. Minelo juz duzo czassu, ktory mam nadzieje przyniosl ulge i pozytywne zdarzenia. Jest pani piekna i madra kobieta, ktorej nikt nie zabroni marzyc i dazyc do ich realizacji. Dziekujemy za wszystkie wpisy!

  55. Szanowna Pani Natalio, obejrzalam Panskie wpisy, piekne zdjecia i powiedziawszy szczerze nie moglam uwierzyc w to co Pani pisze na temat swej choroby. Najprawdopodobniej moglabym byc Pani mama dlatego pozwole sobie na kilka refleksji, Po pierwsze, w zyciu trzeba czyms zyc miec czy stworzyc sobie swiat zastepczy, ktòrym sie zyje. Ja mieszkam przeszlo 34 lata we Wloszech chciano mi wmòwic, ze jestem w depresji, odebrac syna przez 10 lat walczylam z sadem, nieuczciwymi psychiatrami i psychologami..okreslilabym ich wszystkich jako bande lobuzòw. Ale napotkalam tez i na uczciwych ludzi, niestety nie moge Pani powiedziec czy bylam w depresji bowiem bylam po kilku operacjach, musialam na nowo uczyc sie chodzic, i nie mialam i dotychczas mam bardzo ograniczona prace rak, mòj maz najpierw zwariowal, potem mnie z dzieckiem wygonil na ulice, ale chodzilam do pracy, pracowalam, duzo czytalam, szylam moje hobby to klasyczne zaslony i marzylam, gdzie pojechac….pojechalam do sanatorium na Litwie, ale nie do Druskiennik, tam widzialam ludzi w okropnej depresji tylko placz i obojetnosc na wszystko….a po 2 tygodniach cud to juz byli zupelnie inni ludzie…..nie bralam zadnych tabletek, jedynie prawie zawsze budzilam sie w nocy….wiec o ile jest Pani pewna co do depresji nie isc tylko do jednego lekarza by mòc potem poròwnac diagnoze i uwierzyc w siebie, bo tabletki moga pomòc, ja zadnych tabletek nie bralam, ale wiem, ze na pewnym etapie jest to nieodzowne, pisze z trudem stad nie rozwijam mego pogladu o ile zainteresowanie krajem, ktòry Pani tak kocha mogloby sie przydac do terapi prosze do mnie napisac, podam Pani adres pana, ktòry moze przeslac duzo ciekawostek, files , to zapalony podròznik i Wloch umiejacy po polsku etc, wszystko bezinteresownie, bo ja niestety nie tylko pisze z trudem ale i mam ograniczony czas, glowa do gòry Pani Natalio niektòrzy poddali sie depresji jak W. Woolf inni z nia wygrali, Pani ma potencjal, by z ta wygrac czego serdecznie Pani zycze Mila

  56. Wchodziłam tu regularnie przed moim wyjazdem na Sycylię i bardzo wiele mi dały Twoje wpisy. Dzisiaj już jakiś czas po mojej wyprawie weszłam tu żeby znowu poczytać o Etnie i powspominać, weszłam na stronę główną i w tego posta. Chciałam napisać, że bardzo mi przykro i smutno mi się zrobiło czytając Twoją historię. Nie dokładaj sobie zmartwień, rozmyślając o tym czy zawiodłaś czytelników- nigdy. Lepiej skupić się na swoim zdrowiu, a o czytelników zadbać jak już się lepiej poczujesz( widzę, że już powróciłaś do blogowania 🙂 )Odwiedzają Cię mądrzy ludzie, którzy kochają podróże, a co za tym idzie są wyrozumiali. Życzę Ci dużo dużo zdrowia, szczęścia i radości:*:*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close