Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi w Castelmola na Sycylii to miejsce niezwykłe z dwóch powodów. Po pierwsze oferuje oszałamiający widok na morze, Etnę i znajdującą się poniżej Taorminę, co z pewnością zachwyci każdego. Po drugie – co zachwyci już tylko wyluzowanych – symbol tego lokalu, czyli penis. Począwszy od klamki do drzwi, przez lampy, oparcia krzeseł, mozaiki na stołach, kran i kafelki w toalecie, butelki do wina, figurki i kartę menu, po wytryskującą fontannę oraz przegląd kamasutry wymalowany na ścianie. Skąd ten oryginalny pomysł na symbol baru i co na to ksiądz z sąsiadującego z nim kościoła? Jak zmienił się Bar Turrisi przez ostatnią dekadę? Zapraszam!


Post z 1 sierpnia 2013 r. rozbudowany i zaktualizowany w kwietniu 2022 r. Zamieszczone w tekście zdjęcia pochodzą z lat 2012, 2014 i 2021.


Kultowy bar nie dla każdego

W niepozornym miasteczku Castelmola koło przepięknej i bardzo popularnej Taorminy znajduje się niezwykły bar. Z zewnątrz nic szczególnego, jeden z kilku budynków zlokalizowanych przy malutkim placu. Ale to tylko pozory, wystarczy bowiem podejść do drzwi frontowych i chwycić za klamkę, a dokładnie za mosiężnego, długiego penisa, w języku sycylijskim zwanego wulgarnie „La Minchia”.

Booking.com

Oj słyszałam opowieści mojej koleżanki mieszkającej w Syrakuzach, jak na jej oczach pewna kobieta uciekła zbulwersowana spod drzwi. I dobrze, bo klamka to tylko aperitivo. Jednak zanim pokażę Wam więcej, opowiem najpierw historię Baru Turrisi i oryginalnego pomysłu na symbol, który przyniósł mu popularność. Wiadomości źródłowe pochodzą ze strony internetowej Baru Turrisi, tłumaczenie jest mojego autorstwa, choć pozwoliłam sobie na drobne zmiany.

zarezerwuj z nami apartament

Historia Baru Turrisi w Castelmola

Historia rozpoczyna się po zakończeniu II wojny światowej, kiedy to Cavaliere Salvatore Turrisi, syn prostego robotnika powrócił z frontu w rodzinne strony ubrany w żołnierski mundur. Choć zgodnie z tradycją rodzinną powinien pójść w ślady ojca pracując na wsi, wybrał inną drogę. Zbyt dużo się zmieniło, a głowa Salvatore była pełna pomysłów. Postanowił wykorzystać należący do niego mały dom w Castelmola i przekształcił go w sklep, w którym sprzedawał wszystko, co się dało: sycylijskie kukiełki, migdały, ręcznie robione krzesła, lemoniadę, wino, itp. Na początku było trudno. Założyciel baru żyjący w Castelmola do dziś lubi opowiadać, że w tamtych czasach nawet szkło było trudno dostępne i potrzebował nawet 6 miesięcy, aby zdobyć butelki do sprzedaży wina. Pomimo tych niedogodności Signore Turrisi zawsze był zainteresowany potrzebami swoich klientów, dlatego postanowił założyć księgę, gdzie każdy mógł wpisać swoje uwagi. Pomoc nadeszła nie od zazdrosnych o nowoczesne podejście do handlu mieszkańców Castelmola, ale od dawnych kolegów z Taorminy. Pierwszą księgę na wpisy Cavaliere otrzymał od towarzysza z wojska w roku 1950. Salvatore eksperymentował z rodzinnymi receptami wytwarzania wina i w ten sposób stworzył swoją dumę, z której dziś znane jest miasteczko – wino migdałowe, powstające z migdałów zalanych wytrawnym białym winem, z domieszką aromatycznych ziół i esencji cytrusowych. Pierwotna nazwa baru była zaczerpnięta z tych samych migdałów, które wzbogacały wino: Taverna del Mandorlo in Fiore. Powoli wszystko się zmieniało. Turyści przybywający do Castelmola zachwycali się smakiem wina migdałowego i opowieściami Salvatore Turrisi. Stopniowo bar stawał się coraz bardziej doceniany i w roku 1958 został opisany w jednym z czasopism jako piękny i relaksujący, bogaty w różnego rodzaju atrakcje zapewniające turyście poczucie komfortu i przytulności.

Epoka Salvatore skończyła się w połowie lat 70 – tych XX wieku, kiedy to lokal przejął jego syn Peppino. Mając ekstrawagancki charakter młody Turrisi początkowo porzucił rodzinne miasteczko, aby zostać aktorem, jednak szybko zdał sobie sprawę, że jego życie związane jest z Castelmola. W roku 1975 Peppino poślubił Rosę i razem odnowili bar doprowadzając go do stanu obecnego. Małżonkowie doszli do wniosku, że ich czas był wyjątkowo szczęśliwy i płodny, gdyż w ciągu 5 lat doczekali się 3 synów. Uznali, że jest jeden szczególny symbol, który mógłby reprezentować ich dorobek – penis, czyli „La Minchia”. Pomysł ten wywołał sporo kontrowersji wśród mieszkańców Castelmola, a szczególnie na sąsiedniej plebanii.

Jednakże z biegiem lat „La Minchia” został zaakceptowany i stał się symbolem baru prezentowanym obecnie w różnych kształtach, rozmiarach i materiałach: w drewnie, ceramice, terakocie, metalu, makaronie i marcepanie. „La Minchia” poprawia nastroje i umila czas wszystkich wokół. Penis nie jest wulgarnym symbolem i znajduje korzenie w greckiej kulturze, gdzie bóg Priapous reprezentował płodność, wolność, dobrobyt, życie i piękno. […] Dziś Bar Turrisi przybliża historię, nie zapominając przy tym o teraźniejszości. Goście mają możliwość relaksu popijając klasyczne vino di mandorla lub próbując mocnego, czerwonego wina z okolic Castelmola, w połączeniu z lokalnymi potrawami.

Antonio Turrisi zmarł pod koniec sierpnia 2014 roku w wieku 87 lat, o czym dowiedziałam się z plakatów rozwieszonych w miasteczku, gdy przyjechaliśmy do Castelmola po raz drugi we wrześniu tegoż roku. Cofnijmy się jednak do początku, do naszej pierwszej wizyty.

Bar Turrisi po raz pierwszy – czerwiec 2012 r.

Dotarcie z naszego hotelu Villa Regina z pięknym widokiem na morze do Piazza Chiesa Madre zajmowało nie więcej, niż 3 minuty spacerem. Zmierzając do baru wiedzieliśmy, czego się spodziewać, ale rzeczywistość była o wiele bardziej zabawna. Po wejściu do środka człowiek zostaje osaczony przez najróżniejsze formy męskiego przyrodzenia, zaczynając od oparć i podłokietników krzeseł, przez drewniane posążki, lampę z abażurem zawieszonym na penisowej główce i papierowym menu „podwójny penis”, a na kafelkach oraz toalecie z lustrem i mosiężnym „kranem penisem” skończywszy. Po drodze obejrzeć możemy wymalowane na ścianie scenki z kamasutry, pstryknąć fotkę przy „wytryskującej” fontannie oraz pobawić się drewnianym „La Minchia” o długości ok. 1 m i średnicy ok. 25 cm, który spoczywa na jednym ze stołów i aż prosi się o wykorzystanie, na przykład do pstryknięcia sprośnego zdjęcia.

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

źródło: Picasa Google.com, autor: Dave

Taras na dachu Baru Turrisi – odsłona pierwsza

Penisy penisami, ale to z pewnością nie jedyna atrakcja Baru Turrisi. Lokal zajmuje cały budynek i podzielony jest na cztery poziomy. Jeden wieczór spędziliśmy na dole wraz z innymi gośćmi i pracownikami baru kibicując włoskiej drużynie w zwycięskim meczu przeciwko Irlandii podczas Euro 2012. Z kolei drugiego wieczoru delektowaliśmy się wyborną pizzą i obłędnym widokiem (zdjęcie na początku wpisu) na tarasie zlokalizowanym na dachu. Poniżej zdjęcie przedstawiające naszą ucztę, z Arturem „pizzożercą” przystępującym do akcji.

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Jak myślicie, jak mógłby wyglądać „La Minchia” w wersji Polonia?

Bar Turrisi po raz drugi – wrzesień 2014 r.

Po dwóch latach wróciliśmy do Castelmola, znów do naszego pokoju z genialnym widokiem w Villa Regina. Bar Turrisi był niemal taki sam, jak dwa lata wcześniej, choć zauważyłam nowe stoliki na balkonie. Ich blaty były ręcznie malowane i przedstawiały dość mocne sceny erotyczne. Specjalnie zamieściłam zdjęcie, na którym nie widać dokładnie tych malowideł, ponieważ w mojej ocenie są one zbyt wulgarne, co nie zmienia faktu, iż kolorowe stoliki prezentowały się bardzo okazale. Poniżej kilka zdjęć z tamtej wizyty, część z nich mogę już niestety nazwać archiwalnymi. Dlaczego?

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki

Bar Turrisi po raz trzeci – wrzesień 2021 r.

We wrześniu 2021 roku wróciłam do Castelmola i do Baru Turrisi. Wcześniej otrzymywałam wiele sygnałów, że moi Czytelnicy masowo odwiedzają bar, a Polacy są najliczniejszą grupą cudzoziemców, która tam zagląda. Co więcej, właściciele wiedzą, jak tam trafiacie i podziękowali mi za to, a dowiedzieli się właśnie od Was, dlatego ja dziękuję Wam! Odnośnie samego baru, to bardzo dużo zmieniło się od mojej poprzedniej wizyty. Czy na lepsze? To zleży. Przede wszystkim taras na dachu, który wcześniej był dostępny dla wtajemniczonych, a obsługa niechętnie patrzyła na dostarczanie nań tac z jedzeniem i piciem, dziś jest ogromną atrakcją, z licznymi stolikami, parasolami i windą towarową dla personelu, którą to wykorzystuje się do transportu zamówień i zwożenia brudnych naczyń. Również stoliki na tarasie są inne, a do tego osłonięte parasolami. Widok wciąż jest tak samo piękny.

Spędziłam tutaj fantastycznie czas we wczesne, upalne popołudnie, jedząc zimną granitę brzoskwiniową oraz sącząc kultowe wino migdałowe z Castelmola, z kieliszka w kształcie penisa. To również nowość, a przynajmniej w stosunku do 2014 roku.

Natomiast wewnątrz baru zniknęła przynajmniej połowa dekoracji przedstawiających „La Minchia”, w tym sceny z kamasutry wymalowane na ścianie i te piękne, acz nieco szokujące stoliki na balkonach. Nie znalazłam również „wytryskującej fontanny”. Bar przeszedł gruntowny remont w 2016 roku i prawdopodobnie wówczas dokonano większości zmian, ale nie wiem dokładnie, co było przyczyną wykasowania najodważniejszych elementów wystroju. Moim zdaniem jest to zmiana na gorsze, gdyż obecnie wnętrze nie robi już takiego wrażenia, jak kiedyś. Najodważniejszym pomieszczeniem jest teraz łazienka, do której przecież nie każdy zagląda, i to mnie zastanawia.

Powroty często zmieniają perspektywę i najczęściej wpływają albo na pogłębienie naszych ciepłych uczuć do danego miejsca, albo na ich ostudzenie. Moja ostatnia podróż na Sycylię pełna była powrotów do miejsc dawno niewidzianych, szczególnie na wschodzie i południu wyspy, a także na odkrywaniu takich, do których wcześniej nie dotarłam. Po wizycie w Barze Turrisi mam mieszane uczucia. Jestem zaskoczona likwidacją części odważnego wystroju, który przecież rozsławił to miejsce. Cieszę się bardzo, że zagospodarowano taras tak, by mógł cieszyć większą ilość gości oraz ułatwić pracę obsłudze. Mój sentyment do Castelmola jest ogromny i to się nigdy nie zmieni, a na inspekcję do Baru Turrisi z pewnością nieraz jeszcze wrócę i dam Wam znać w kolejnej aktualizacji tego postu, co się zmieniło.

Teraz Twoja kolej! Dołącz do społeczności Italia by Natalia: Będzie mi również bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz pod postem. Możesz też zapisać się na newsletter w oknie poniżej.  

9 komentarzy do “Bar Turrisi na Sycylii, czyli dachy Castelmola, Etna i ptaki”

  1. hahaha..wiedziałam, zeby zajrzeć tu późnym wieczorem 🙂 Bardzo ciekawa historia, ogólnie Twój blog to skarbnica wiedzy, która pewnie mi się przyda. Po wrześniowej wizycie w Rzymie zakochalismy się w Italii i mamy nadzieję szybko tam wrócić..:)

  2. Nawet nie wiesz, że dzięki twojemu wpisowi pojechałe do Castelmola aby zobaczyć ten Bar Turissi na żywo. wszystko się zgadza jota w jote. Twoje wpisy to więcej niż przewodnik Pascala lub inne przewodniki. Jak napisała Sznupcia jestes Skarbnicą wiedzy. Czekamy na kolejne Twoje podróże i wpisy.

  3. Hahaha co za miejsce! 🙂 Muszę się tam koniecznie wybrać… Planuję już powoli wakacyjną podróż na Sycylię i bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga.
    Pozdrawiam.

    1. Nic mi nie wiadomo, by nie wpuszczali, wejście jest otwarte dla wszystkich 🙂 Włosi wpuszczają dzieci wszędzie, a właściciele baru nie uważają, jakoby gorszyli swoim wystrojem, są wręcz dumni z pomysłu dziadka 😉

  4. Dzień dobry !!!

    Przed jakąś chwilą dołączyłem do waszego grona i napisałem komentarz dotyczący podróżowania na Sycylię. Z przyjemnością dołączę swój głos również w tym miejscu. Byłem parę dni temu w barze Turrisi i … to co zrobiło na mnie duże wrażenie to kafelki w toaletach. Przypuszczam że nie można ich tutaj pokazać ale na pewno są warte uwagi. A i ich konwencja jest bardzo interesująca.
    Spróbowałem również miejscowej pizzy, którą uznalas za jedną z dziesięciu najlepszych na terenie Włoch i …….. nie podzielam tej opinii, dla mnie była przecietna. Uwielbiam pizzę, jadłem ja w kilkuset pizzeriach na terenie Europy i w moim prywatnym rankingu nie miałbym dla niej miejsca. Osobiście myślę że najlepiej robią ja w Neapolu i okolicach. Trafiła mi się genialna pizza w Padwie
    O paradoksie – włosi tez potrafią skopać pizze a coś tak okrutnego jak w Santa Maria Rezzonico nad jeziorem Como nie polecam nikomu. Znam też taka pizzerie w środku Europy o włosko brzmiącej nazwie Piazza Navona w mieście Kutna Hora w Czechach. Tamtejszej pizzy nie powstydzili by się najlepsi neapolitańczycy.

  5. Hej, w tamtym roku byłam zarówno na północy Sycylii a miesiąc później na północy Sardynii. Z tych dwóch regionów zdecydowanie wygrywa północ Sardynii, ładniejsze plaże, widoki, według mnie więcej atrakcji i mozliwosci. Z północy, np. z miasta Santa Teresa Galura można też się wybrać promem na Korsykę do pięknego Bonifacio. Polecam też najdalej wysunięty przylądek Sardynii na północ – Capo Testa. My wynajęliśmy również na jeden dzień skuter i pojechaliśmy do Porto Cervo (po drodze super punkt widokowy na pobliskie wysepki). Można wynająć auto i zobaczyć pewnie jeszcze więcej Sardynia nas zdecydowanie urzekła. Byliśmy w hotelu La Marmorata (hotel ogólnie bardzo w porządku, ale akurat to była wycieczka kupiona dzień przed od kogoś, kto nie mógł jechać).
    Na północy Sycylii podobało mi się w zasadzie tylko miasteczko Cefalu i wyspy Liparyjskie. Byliśmy w hotelu Fiesta Hotel Garden Beach, hotel na super poziomie, jedzonko bardzo dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

Close