W drodze do Corleone. Dzień 19

Nadszedł dzień pożegnania ukochanej Sycylii i powrotu do Neapolu. Zanim jednak wsiedliśmy na prom w Palermo odbiliśmy w głąb wyspy, aby zobaczyć prawdziwe Corleone i porównać je z filmowym wyobrażeniem Francisa Forda Coppoli (czytaj w poście Savoca – śladami Ojca Chrzestnego. Dzień 18, część II). Krajobrazy mijane po drodze ukazały całkiem inną, dotąd nieznaną nam Sycylię.

Piękny poranek ostatniego dnia naszego pobytu na Sycylii rozpoczęliśmy od śniadania na tarasie Case Saponara. Nino zaserwował kawę, owoce, cornetto własnej roboty wyjęte prosto z pieca, a także jogurt, jajka i ser. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, aby rozkoszować się pięknym porankiem z widokiem na Cefalu. Przed nami była niemal dwustu kilometrowa trasa do Palermo przez Corleone. Do godziny 18:00 mieliśmy oddać wypożyczony samochód w Maggiore Rental przy Stazione Notarbartolo, a następnie komunikacją miejską dojechać do portu, skąd o 20:00 odpływał nasz prom do Neapolu. Natomiast przed oddaniem samochodu planowaliśmy jeszcze posilić się w naszej ulubionej knajpce w Palermo na via Lincoln (czytaj w poście Ciao Sicilia, amore mio!).


Wyświetl większą mapę

Przejazd autostradą do Termini Imerese zajął nam ok. 30 minut, ale dalej poruszaliśmy się już znacznie wolniej. Kręta droga do Caccamo prawie cały czas pędziła pod górę. Na pokonanie krótkiego dystansu 11 km potrzebowaliśmy aż 20 minut, czyli poruszaliśmy się ze średnią prędkością ok. 33 km na godzinę. No cóż, nie wróżyło to dobrze. Zważywszy na długość trasy do pokonania podjęliśmy decyzję o rezygnacji ze zwiedzania największej atrakcji miasteczka – normańskiego zamku, u podnóża którego tarasowo rozciąga się Caccamo, małe miasteczko z 33 kościołami! Normańska forteca z XII wieku zlokalizowana jest na urwistej skale opadającej z jednej strony do głębokiej i malowniczej doliny ze sztucznym jeziorem Rosamarina. Castello di Caccamo – największy zamek na Sycylii – można zwiedzać, jednak z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że nie są organizowane grupy z przewodnikiem. Podobno przed wejściem do zamku spotkać można miejscowego znawcę Castello oferującego oprowadzenie i bardzo ciekawą opowieść o fortecy w zamian za napiwek. Największą atrakcją zamku jest taras z obłędnym widokiem na dolinę, którego pierwotnym przeznaczeniem nie było romantyczne podziwianie krajobrazów, lecz… przeprowadzanie publicznych egzekucji. Zdjęcie Caccamo zamieszczone jest na początku wpisu.

Caccamo wydaje się być typowym sennym miasteczkiem sycylijskiej prowincji, takim stereotypowym. Dlatego też dobrze zapamiętałam pewną zabawną scenkę. Po krótkim postoju u podnóża zamku oraz po przejechaniu kilku uliczek zatrzymaliśmy się w miejscu, skąd można podziwiać panoramę całego miasteczka. Przy okazji weszliśmy do pierwszego z brzegu marketu w celu zaopatrzenia się w wodę. Podchodzę do kasy z butelką zimnej aqua naturale i zaczynam się produkować moim znikomym włoskim w stylu „Kali chcieć”, na co młody i przystojny kasjer o typowo południowej urodzie wyszczerza swoje śnieżno białe zęby i odpowiada mi płynną angielszczyzną. Sycylia nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

Wyruszyliśmy w dalszą drogę do Corleone. Za oknem przewijały się wspaniałe widoki, prawie żadnych zabudowań, rzadko spotykane stadko krów, owiec lub kilka pasących się koni, a poza tym łany zboża, skały i malownicze pagórki. Droga kręta, raz z górki, raz pod górkę, a nawigacja – gdybyśmy jej całkowicie zaufali – wyprowadziłaby nas w głębokie pole, lub co gorsze – do Agrigento! 🙂

droga-do-corleone

Gdy dotarliśmy w końcu do Corleone oczywistym było, że o jakimkolwiek zwiedzaniu nie mogło być mowy. Czas płynął nieubłaganie, a i wjazd do stolicy Sycylii w trakcie zmniejszonego ruchu ulicznego w godzinach sjesty był kuszącą perspektywą po traumatycznych przeżyciach sprzed dwóch tygodni, kiedy to przejechanie krótkiej trasy z wypożyczalni samochodów Maggiore do obwodnicy Palermo przyprawił nas o ból głowy. Popatrzyliśmy trochę na miasteczko, pstryknęliśmy kilka fotek i wyruszyliśmy dalej.

corleone

Nie dziwi mnie fakt, że Francis Ford Coppola postanowił zlokalizować filmowe Corleone w bardziej przytulnej mieścinie. Pierwowzór rodzinnego miasteczka Don Vita nie zachwyciłby widza tak, jak zrobiła to kameralna Savoca. Oryginalne Corleone jest większe i otoczone surowymi, trudno dostępnymi wzgórzami, wśród których latami ukrywali się najgroźniejsi sycylijscy mafiozi: Toto Riina i Bernardo Provanzano, ten ostatni ponad 40 lat! Ale jeśli zechcecie wybrać się tutaj w poszukiwaniu mafii, to niestety stracicie czas. Miejscowe władze bardzo się postarały, aby oczyścić okolicę z bandziorów, a mieszkańcy wcale nie są dumni z krwawej historii miasteczka. Czy jest ono ciekawe architektonicznie? Średnio. To typowe, niczym nie wyróżniające się prowincjonalne miasteczko, no może poza prawie setką kościołów, z których tylko nieliczne można obejrzeć w środku. Ale jeśli tylko będziecie dysponowali odpowiednią ilością czasu, to namawiam do zobaczenia obu „wersji” Corleone – oryginalnej i filmowej.

Savoca – śladami „Ojca Chrzestnego”. Dzień 18, część II

 

Taormina-Corso-Umberto-I
Zapraszam do galerii W drodze do Corleone

Po powrocie do Palermo skierowaliśmy się prosto na via Lincoln, gdzie w Barze Touring kupiliśmy najlepsze na Sycylii arancini „bomba XXL” oraz dwa korytka makaronu na wynos, po czym nadmorskim traktem (Foro Italico Umberto I i via Cala) pojechaliśmy do portu, aby zostawić w przechowalni bagaż. Zdanie samochodu – mimo naszych obaw – odbyło się bez jakichkolwiek problemów, z typowo włoskim luzem. Sympatyczna Włoszka nie pofatygowała się nawet obejrzeć autka, za to nie omieszkała zagadać i stwierdzić, że Polska jest piękna. Na nasze pytanie, czy była odpowiedziała, że nie, widziała w telewizji stadiony 🙂 (trwało Euro 2012). Ze Stazione Notarbartolo dojechaliśmy autobusem na Piazza Politeama, a stamtąd pieszo prosto do portu przez via Emerico Amari – czyli odwrotnie, niż szesnaście dni wcześniej, gdy z promu szliśmy do hotelu na tej własnie ulicy. Ten dzień był wyjątkowo upalny, nawet jak na czerwiec. Temperatura w cieniu wynosiła +37 stopni, do tego bardzo wysoka, dusząca wręcz wilgotność powietrza. Na kolejny dzień zapowiedziany był upał przekraczający +40 stopni, więc fakt opuszczania Sycylii – jak zawsze smutny – tym razem osłodzony był odrobiną ulgi.

DSC02496

Zachód słońca nad Palermo – prom opuszcza port

A na koniec małe pocieszenie. Nie tylko my współcześni ronimy łezkę opuszczając Sycylię…..

Jarosław Iwaszkiewicz „Pożegnanie Sycylii”

Wiem, czemu Etna śnieg swój w ciemnych skryła chmurach

I białych powojów rój roztrzepał zimny deszcz,

Czemu po zamku Mola zimny się deszcz przelewa

I pomarańczy kwiat nie wie, czy kwitnąć, czy spaść;

I winnic tarasy, tęskniąc ku słońcu nie istniejącemu,

Kurczą zielony liść i stoją szare jak grób;

I dzwon Taorminy wesołej żałobnym dzisiaj brzmi głosem,

Jak gdyby pogrzeb to był, a nie wiosenny dzień.

Czyż Persefona porwana wrócić do matki nie pragnie?

Znowu Pergusy gładź widziała Demeter łzy?

Wiosna odwraca ode mnie swe lica niechętne i blade,

Och, bo nie wiosennym ja syn, lecz zimy smutnej i złej.

Nie dla mnie róże i kwiaty fiołkowej woni niesplików,

Nie dla mnie pomarańcz gąszcz i cytryn cierpkich czad,

Patrz, jak się gwiazda północna schyliła nad horyzontem,

W tamtą więc stronę dąż, twoja ojczyzna tam.

Tam cię czekają mgły własne i kwiatów własnych mdły zapach,

Gorycz piołunów i traw, i susza wymarzłych pól,

Tam jest twoje powietrze, którym z przyrody oddychasz.

Próżnym jest świątyń głos. Czyliż zapomnieć chcesz?

Nie wolno Ci nie pamiętać! Od cierpień się nie wykręcisz.

I musisz zimy ssać wiew, na który skazał cię Bóg.

Na północ więc kieruj się teraz, na północ, na północ,

Do kraju mogił i chmur, do kraju krzyżów i chmur.”

 Informacje dodatkowe:

 

Jeśli macie jakieś pytania, to proszę, zadawajcie je w komentarzach pod tym postem, postaram się na każdy odpowiedzieć i coś doradzić. Bardzo chętnie poczytam też o Waszych doświadczeniach z podróży po Sycylii, śmiało dzielcie się informacjami, na pewno pomogą one osobom dopiero planującym wyjazd.

Kochani, użytkowników Facebooka serdecznie zapraszam do nowo powstałej, prowadzonej przeze mnie grupy WŁOCHY – podróże & styl życia

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do polubienia strony Italia by Natalia na Facebooku oraz śledzenia profilu na Instagramie. Będzie mi również bardzo miło, jeśli dodacie komentarz lub udostępnicie ten post swoim znajomym. Bo zadowolony czytelnik to najlepsza motywacja 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie

Natalia

Prawa autorskie do tekstu należą do Italia by Natalia. Skopiowanie tekstu lub jego fragmentu, a także przepisanie ze zmianą poszczególnych słów zgodnie z regulaminem bloga skutkować będzie konsekwencjami prawno – finansowymi dla złodzieja oraz napiętnowaniem go w sieci. 

3 komentarze do “W drodze do Corleone. Dzień 19”

  1. O ile dobrze pamiętam, Michael Corleone spotkał Apolonię we wsi W OKOLICY Corleone, a nie w samym miasteczku, więc F.F. Coppola nagiął rzeczywistość literacką o tyle tylko, że Savoca leży zbyt daleko od Corleone, by wybierać się do niej na piesze wycieczki. To tyle tytułem drobnego uściślenia. Poza tym blog – ekstraklasa. 🙂

    1. To prawda, że Michael spotkał Apolinię poza miastem, taka scena też jest w wersji filmowej. Nataomiast Savoca poprostu zagrała w filmie Corleone. Prawdopodobnie dlatego, iż współczesny kręceniu filmu pierwowzór Mario Puzo był już zbyt rozbudowany, no i na pewnie nie aż tak malowniczy, jak Savoca 😉
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Close