Gdy wszystko się wali…

Za kilka dni 7 lipca. Wtedy miną cztery miesiące od ostatniego posta na blogu. Długo zastanawiałam się, czy pisać o tym, co zdarzyło się po 7 marca. No bo przecież zaglądacie do mnie, aby czytać o Italii, a nie o mnie. Jednak uznałam, że należy się Wam wyjaśnienie. Dlaczego, pomimo ogromnego wsparcia, jakie mi okazaliście w lutym w konkursie na Blog Roku przestałam pisać, odpowiadać na komentarze i maile. Przepraszam, że Was zawiodłam. To pierwszy i prawdopodobnie ostatni tak osobisty wpis, dlatego czytajcie, póki mam odwagę opowiadać o tym publicznie…